Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ranking roku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ranking roku. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 stycznia 2018

Ranking Roku 3

Ponad trzy tygodnie po terminie, w którym powinien powstać ale ważne, że jest. Oto ranking przedstawiający moje ulubione filmy, które obejrzałem w 2017 roku. Muszę zaznaczyć, że nie jest to w żaden sposób zestawienie filmów, które powstały lub miały swoją premierę w zeszłym roku, a po prostu zbiór filmów, które miałem okazję obejrzeć na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy. Choć oczywiście filmów z 2017 roku jest tutaj dość sporo (a jest też miejsce na taki, który na polską premierę jeszcze czeka). Także bez zbędnych wstępów, oto czołowe filmy z tych 160, które miałem przyjemność obejrzeć w minionym roku.

P.S. TUTAJ obejrzycie Ranking Roku 2015, a TUTAJ Ranking Roku 2017. Na pewno znajdziecie w nich coś dla siebie :)



Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że musical wyląduje u mnie na pierwszym miejscu wśród filmów zobaczonych na przestrzeni całego roku zapewne bym go wyśmiał. A jednak tak się stało, musical podobał mi się najbardziej. To jeden z tych nielicznych filmów, które w cudowny sposób pokazują całą magię kina. Nie ma w nim słabych stron. Przynajmniej dla mnie. 



Możliwe, że tak wysokie miejsce jest trochę na wyrost. Jednak chciałbym nim wyrazić szacunek dla twórców za lata mozolnej pracy nad namalowaniem tego filmu (i wcześniejszym zagraniu go przez aktorów). Tak płynne ożywienie wielu obrazów van Gogha to prawdziwa sztuka. Film na pewno z przewagą formy nad treścią, jednak jak nikt inny może dać orgazm przez oczy. Liczę na Oscara!



Po czasie wydaje mi się, że to najlepszy film autorstwa Farhadiego. Może nieco wtórny względem wcześniejszej twórczości Irańczyka, jednak uderzający w swym przekazie w inne struny niż poprzednie produkcje. Liczne nagrody dla twórców mówią same za siebie. Choć niektórzy przekonują, że drugi Oscar dla reżysera był poniekąd polityczną zemstą na Trumpie to sam się na z tym nie zgadzam. Klient zasłużył na wszystko co dostał.



Jeden z tych niepozornych, intymnych filmów, które jednak potrafią zostać z człowiekiem na zdecydowanie dłużej, niż spodziewałby się przed seansem. Melancholijna opowieść tocząca się wolnym rytmem podupadłego miasteczka, nieśpiesznie odkrywane fabularne komplikacje z przeszłości (mające duży wpływ na teraźniejszość oraz przyszłość) oraz świetne aktorstwo. Kino depresyjne, małe ale i wielkie zarazem.



Klasyka, która się nie zestarzała. A skoro nie zestarzała się przez sześćdziesiąt lat to możliwe, że już nigdy tego nie zrobi. Ponadczasowy humor potrafi wciąż bawić do łez. Niektóre cytaty (choćby ostatni dialog w filmie) to czołówka filmowych dialogów wszech czasów. Do tego jeden z najlepszych występów ikony tamtych czasów. Czego chcieć więcej?




Jeden z najbardziej depresyjnych filmów ostatnich lat. A przy okazji bardzo trafny w swym przekazie. Zwiagincew idealnie i uniwersalnie pokazuje nietrwałość współczesnych rodzin, egoistyczne podejście jednostek oraz ofiary tego systemu - niechciane dzieci. Trudny, ważny film o tematyce społecznej.



W tym filmie nie ma słabych stron. Może nie licząc niezbyt udanego polskiego tytułu. Pod pretekstem (tragi)komedii twórcy potrafili pokazać zakłamanie współczesnych ludzi, którzy łatwo skrywają swoje tajemnice przed najbliższymi. Jest śmiesznie, ale i do refleksji. A do tego jak zagrane.



Jak na tę chwilę mój ulubiony film Yorgosa Lanthimosa. Artystycznie, symetrycznie zrealizowany, posiadający złożony problem oraz świetnie zagrany. W czasie seansu trudno nie wsiąknąć w świat, jaki serwuje nam Grek. Ciężki, wymagający od widza, ale równie dużo dający w zamian.



Najnowszy film Kim Ki-Duka opowiada o przeciętnym rybaku z Korei Północnej, który przypadkowo wpływa swą łódką na teren sąsiedniego kraju. I wtedy, wraz z dopłynięciem w granice wolnego świata zaczyna się dla niego koszmar. Koreański reżyser pokazał dla wielu nieprzyjemny ale realny problem represyjności koreańskich służb, który dotyczy systemu nie tylko na północy, ale i na południu półwyspu.



Domalewski idzie tropem Smarzowskiego i przedstawia nam ciemne strony współczesnych Polaków. W filmie tym, jak w zwierciadle odbija się nasza smutna rzeczywistość. Właśnie za tą prawdziwość, choć wyolbrzymioną warto docenić ten film. Ale to nie jedyna silna strona całości.



Takiego filmu wojennego jeszcze nie było. Nolan zrezygnował z jakiejś epickiej fabuły, uczynił głównymi bohaterami niemal anonimowe postaci. A przy okazji świetnie odtworzył stan nieustannego zagrożenia ze strony niewidocznych Niemców. Oraz świetnie odzwierciedlił sceny walk na lądzie, morzu i w powietrzu. Szkoda tylko, że producenci licząc na obniżenie kategorii wiekowej zrezygnowali z krwi i realistycznych dialogów.



Scorsese próbował stworzyć ten film przez znaczną część swojej długiej reżyserskiej kariery. I wreszcie się udało. Wydaje się, że film ten nie został doceniony na tyle, na ile zasługiwał. A w rezultacie przeszedł bez echa. Naprawdę mocna opowieść o religii, inności kulturowej, poszukiwaniu Boga i tym, jak żyć, gdy okaże się, że go brak. Wszystko to na tle interesującej epoki.

Warto zobaczyć również: 









niedziela, 1 stycznia 2017

Ranking Roku 2

Właśnie skończył się rok 2016, więc nadszedł tradycyjny czas podsumowań. Rok temu stworzyłem zestawienie moich ulubionych filmów, które obejrzałem w 2015 roku (do przeczytania w TYM miejscu) i kontynuując ten zwyczaj cieszę się, że mogę podobne zestawienie przygotować też teraz. Ubiegłe 12 miesięcy przyniosło wiele ciekawych premier, miałem też okazję zapoznać się z wieloma filmami z lat minionych. To wszystko złożyło się na grubo ponad 200 obejrzanych tytułów, z których teraz trzeba będzie wybrać te najlepsze. Zadanie ciężkie, gdyż naprawdę trudno czasem o kolejność wśród bardzo dobrych tytułów. Także niestety często będzie dominował subiektywny gust uznaniowy. Cieszy mnie fakt, że w tym roku nie ograniczałem się do oklepanych hollywoodzkich produkcji i polskich tytułów (których poziom w 2016 r. mogę jednak zaliczyć generalnie na plus). Udało mi się odkryć zasługujące na uwagę kino południowokoreańskie, wyłowiłem też szereg europejskich perełek, z czego część nie była dostępna w polskiej dystrybucji. To tylko zachęta do dalszego odkrywania kina, zejścia z utartych szlaków. Do takich poszukiwań zachęcam każdego. Ranking ten jest też dobrą okazją, by podziękować czytelnikom. Ostatnie miesiące to duży wzrost osób przeglądających stronę (ludzie logują się z wielu stron świata), co daje już całkiem niezłe wskaźniki ok. 12 tysięcy wejść w miesiącu - jak na niepromowaną stronę to moim zdaniem dobry rezultat. Także dziękuję wszystkim, którzy odwiedzają bloga i liczę, że będziecie ze mną w 2017 roku! A teraz zapraszam na listę szesnasty filmów, które zyskały u mnie największe uznanie w 2016 roku. Oraz kilka bonusów, czyli filmów, które również warto obejrzeć, chociaż nie zmieściły się wśród pozycji numerowanych.



Ten film powalił mnie na kolana. Śmiało mogę powiedzieć, że stylistycznie, fabularnie i aktorsko to najlepsza produkcja Chan-wook Parka, lepsza nawet od kultowego już Oldboya. Przeniesienie współczesnej brytyjskiej powieści dziejącej się w epoce wiktoriańskiej do kolonialnego okresu Japonii to przewrotny strzał w dziesiątkę. Do tego wysublimowana gra postaci, twisty fabularne, poetyka scen - w tym filmie jest po prostu wszystko, a klimat wylewa się z każdego miejsca. Każdy miłośnik kina powinien mieć ten w film w kategorii obejrzanych.



Arcydzieło w wykonaniu Davida Lyncha. Coś unikalnego na skalę globalną, a w czasach, gdy w filmie pokazano już chyba wszystko to naprawdę spore wyróżnienie. Niedawno w jakimś szacownym zagranicznym rankingu film ten został uznany najlepszą produkcją XXI wieku. Nie wiem, czy był najlepszy, jednak wcale mnie nie dziwi ten wybór. Fabularny i realizatorski majstersztyk, który stanie się zrozumiały dopiero po obejrzeniu, i to być może nie pierwszym. Mówienie o szczegółach tego filmu tylko psuje jego odbiór - to trzeba zobaczyć. 



Jednym się ten film podoba, inni zaś wieszają na nim psy. Ja jak najbardziej zaliczam się do tej pierwszej grupy. Chociaż kilka elementów fabularnych widziałbym inaczej film kupił mnie swoim klimatem (ludzie zamknięci w ciasnym pomieszczeniu plus szalejąca dookoła śnieżna zamieć robią swoje), aktorstwem (nie było tu topowych gwiazdorów a ulubieńcy reżysera co wyszło na plus), znakomitą, oscarową ścieżką dźwiękową Morricone, dialogami (jest przegadane, ale za to w jaki sposób!). Mało jest tak długich filmów, gdzie czas tak szybko leci. Chętnie jeszcze kiedyś powrócę do Pasmanterii Minnie i Wam też ją jak najbardziej polecam.



W moim prywatnym zestawieniu jeden z lepszych polskich filmów w ogóle. Smarzowski borykając się z kłopotami wreszcie oddał widzom zrealizowany perfekcyjnie ambitny projekt pokazania zbrodni wołyńskiej. Temat trudny i film potrzebny, jednak samym tematem nie da się zrobić dobrego filmu. Reżyser jednak stworzył prawdziwą perełkę - jest tu wszystko, od pokazanie obyczajów przedwojennych Kresów, budowanie napięcia między nacjami, przechodzenie ziemi z rąk do rąk w wojennej zawierusze, wreszcie okropieństwa działalności UPA i próby polskich kontrataków. Wszystko pokazane tak, by nie narazić się na konflikt polityczny (który i tak wybuchł) uznania filmu za antypolski czy antyukraiński. W tej monografii dantejskich scen na Wołyniu ginie trochę aspekt fabularny głównych postaci, jednak one są tutaj tylko tłem - liczy się całkiem co innego.



Krytycy często chwalili irańskich filmowców. Miałem jednak wrażenie, że czynią to ze względu na to, że tamtejsze produkcje powstają na trudnym terenie opresyjnego państwa, a takie filmy z założenia mają łatwiej na przeróżnych festiwalach. Aż wreszcie obejrzałem ten film Farhadiego. I się oczarowałem - wielopoziomowy kontekst, stworzenie czegoś z niczego (mamy początkowo przecież dość banalną sprawę), trzymanie widza w napięciu do końca. Mistrzostwo. To z jaką zegarmistrzowską precyzją reżyser skomplikował wielokrotnie losy bohaterów to perfekcja. Zasłużony Oscar, a sam łaszę się na obejrzenie innych filmów tego twórcy. Ten najnowszy wkrótce w polskich kinach. 



Jak dla mnie największe pozytywne zaskoczenie roku. Ten współczesny włoski film gangsterski przeszedł w Polsce bez echa unikając dystrybucji w naszym kraju. To skłania do refleksji nad kompetencją dystrybutorów kinowych, którzy każdego tygodnia znajdą miejsce na jakiś chłam, izolując widzów od wartościowych produkcji. Tutaj mamy wszystko - mafijne powiązania na wielu szczeblach, od wpływowych polityków, przez szemranych biznesmenów na wyższym duchowieństwie kończąc. Jest dynamicznie, brutalnie i poza tym sensownie. Wszystko to zaś zrealizowane z najwyższą, typowo włoską klasą realizatorską. Splendidamente!



Wydawać by się mogło, że w 70 lat po zakończeniu wojny o Holokauście powiedziano, napisano i nakręcono już wszystko. A okazuje się, że nie. Dosadne uargumentowanie tego przyszło z nieoczekiwanego kierunku - z Węgier. Za sprawą filmu Nemesa lądujemy na kilka godzin w istnym piekle na Ziemi, uczestniczymy w niemal dokumentalnym pokazaniem działań członków Sonderkommando i wraz z tytułowym bohaterem próbujemy odnaleźć resztki człowieczeństwa w tym zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu. Porażające i nieprzyjemne. Jednak z filmowego punktu wrażenia genialnie zrealizowane. Zasłużony Oscar. 



Po premierze tego filmu rozpętała się niemal narodowa dyskusja. Zwaśnione strony podzieliły się na dwa obozy roszczące sobie prawo do prawdy - jedni przekonywali, że tak nie było, a film pokazuje zniekształcone losy rodziny Beksińskich. Inni zaś twierdzili, że pokazano mniej więcej wszystko tak, jak było. Ja nie wiem, nie mam kompetencji do wypowiadania się na ten temat. Wiem za to, że jako film oglądało się to świetnie. Reżyserki debiutant pokazał, że można udanie pokazać egzystowanie szeregu ludzi w kilku pokojach. Jeśli tymi ludźmi są takie osobowości, jak Beksińscy. Aktorsko to klasa sama w sobie, muzycznie też. Takie biografie chce się oglądać. Szkoda, że nie wysłano tego filmu do oscarowego konkursu - byłaby realna szansa na nominację.



Ten film wali widza młotkiem po głowie w sposób identyczny, jak bohater rozprawia się w kultowej scenie z przeciwnikami. Naprawdę pierwszorzędny przykład kina eksploatacji. Wbrew pozorom nie mamy tutaj do czynienia z samą brutalnością biegającego z młotkiem faceta, a ze stojącą na zaawansowanym stopniu fabułą, którą chłonie się całym sobą. Hollywood powinno uczyć się, jak powinny powstawać tego typu filmy. Natomiast amerykański remake pokazał, że jednak sporo im do tego brakuje.



Za tego typu filmy pokochałem kino południowokoreańskie! Niedopuszczalna w Europie czy USA mieszanka gatunków, gdzie slapstick styka się z kryminałem policyjnym i horrorem satanistycznym to dla nieznających podziałów gatunkowych Koreańczyków żaden problem. Film trzyma w napięciu przez całe bite 150 minut podsuwając nam pod nos różne rozwiązania, myląc tropy i mieszając w umysłach. A po nieoczywistym zakończeniu zmusza do przewertowania w internecie wytłumaczenia tego, co widzieliśmy. Ideał!



Dla niektórych może okazać się filmem o niczym. Obserwujemy siedem dni tytułowego bohatera żyjącego w tytułowym mieście. Nie robi on nic nadzwyczajnego, po prostu żyje. Nie ma też wielkich problemów i cierpień, potrafi za to czerpać radość z codziennych rzeczy. Gdyby nakręciłby to ktoś inny pewnie wyszłyby z tego niestrawne flaki z olejem. Jednak za kamerą i scenariuszem stoi nie kto inny jak Jim Jarmusch. A on jak nikt umie uchwycić nieuchwytne. Mając do tego ekipę dobrych aktorów dokonuje niemożliwego - ten film jest piękny!



Nolan postanowił odświeżyć komiksowe uniwersum DC. I dokonał tego podlewając swoją trylogię realizmem. Wyszło to całości na dobre, a środkowy film z udziałem Ledgera w roli Jokera jest jednym z lepszych filmów akcji, jakie kiedykolwiek powstał. Wszyscy, którzy nie lubią komiksowych realizacji mogą śmiał oglądać ten film, gdyż nie znajdą tutaj nielogicznego przekombinowania. A dla fanów tych komiksów to i tak pozycja obowiązkowa. 



Film, który jest głosem wielu społeczeństw tkwiących w opresyjnej kulturze islamskiej. Głos pokolenia, które wcześniej w niemym krzyku domagało się od dawna zmian w przestarzałych, nieludzko średniowiecznych tradycjach traktowania kobiety jak rzecz. I choć film zapewne nic nie zmieni w skostniałych umysłach decydentów to pokazuje w przystępny sposób problem. A poza tym czyni to w świetny, kinowy sposób. Warto.



Dla wielu ludzi będzie to pozycja nie do przebrnięcia. Niemal pozbawiona akcji i dialogów opowieść o życiu mnichów żyjących na sztucznej wyspie. Jednak jest to też film uczący nas dalekowschodnich, buddystycznych filozofii życiowych, wschodniego poglądu na świat i przemijanie. Jest to piękna, metafizyczna historia, którą ogląda się całym sobą i chłonie każdy obraz wychodzący z ekranu. Trudna, lecz bardzo wartościowa produkcja. 



Chociaż nie podobało mi się to, w jaki sposób Mel Gibson ukazał wojska japońskie odbierając im jakiekolwiek człowieczeństwo i zrównując diabolicznością do orków z Władcy pierścieni to i tak patrzę na ten film z dużym uznaniem. Zasługuje na to nie tylko inspirująca historia z życia realnego człowieka, ale przede wszystkim fenomenalnie pokazane sceny batalistyczne. Można śmiało zapomnieć o Szeregowcu Ryanie i innych filmach wojennych. Gibson rzuca widza w sam środek piekła. Jest brutalnie i chaotycznie. Ale przede wszystkim realnie. Nie wiem czy to słowo jest na miejscu, ale pod względem filmowym to czysta poezja.



Jean-Jacques Annaud rzuca nas w czasy prehistoryczne, chociaż to, co widzimy bardziej przypomina fantastykę, niż historyczną prawdę. Jednak jeśli nie będziemy patrzeć na film pod kontem naukowym, a zagłębimy się w opowiedzianą historię małpoludów odbędziemy niesamowitą, klimatyczną podróż na nieznanej, obcej planecie, którą jest przecież Ziemia. Mnie ten film zwyczajnie zauroczył i żałowałem, że jest tak krótki. Nie wszystkim się spodoba, ale wypada choćby spróbować obejrzeć.


Warte obejrzenia: 


















niedziela, 3 stycznia 2016

Ranking Roku 1

I oto nadeszła wiekopomna chwila. Czas przedstawić najtrudniejszy do tej pory ranking filmów, jakie znalazły się na blogu w całym roku 2015. Wybór jest trudny, gdyż filmów wartych polecenia jest na pewno więcej niż liczba pozycji w rankingu. Także ciężko jest zdecydować po takim czasie, która z produkcji zasługuje na miejsce czwarte, a która na dziewiąte i dlaczego właśnie tak. Jednak postanowiłem wybrać najlepszych według mnie dwanaście filmów z tych wszystkich ponad dwustu produkcji, jakie opisałem przez ostatni rok. Wybór jest jak najbardziej subiektywny i myślę, że nawet ja sam przed sobą samym nie umiem go na sto procent logicznie uargumentować. Uważam jednak, że każda z wymienionych tu pozycji jest warta obejrzenia. Zapraszam do zapoznania się z listą, życzę udanych seansów filmowych i czekam wreszcie na jakiś komentarz :)



Reżyser tego filmu zazwyczaj robi filmy co najmniej dobre. A ten udał mu się nadzwyczaj dobrze. Ta produkcja Villeneuve'a jest szokująca, intrygująca, porusza ważny temat ale i zostawia wyrazny ślad w widzu. Do tego jedna z najlepszych filmowych fabuł jakie miałem okazję zobaczyć. To także bardzo ciekawy twist fabularny w końcówce i kilka naprawdę mocnych scen z pogranicza kina wojennego. Nad tym filmem nie da się przejść obojętnie. 




Najgłośniejszy film Gaspara Noe jest też mimo pózniejszego pornograficznego widowiska 3D Love dziełem najbardziej kontrowersyjnym. Odwrotna forma oglądanych scen, frustrująco ciężka muzyka i montaż oraz dosadna brutalność filmu powodują, że film może odrzucić już po pierwszych scenach. Ale ten film z Bellucci i Casselem nie ma za zadanie robić widzom dobrze, a zupełnie co innego. Z Nieodwracalnym jest jak z wycieczkową wizytą w Auschwitz : szokuje, obrzydza i odbiera nadzieję w ludzi ale choć raz trzeba zobaczyć to na własne oczy. 



Jak dla mnie to jedna z najbardziej niedocenionych produkcji ostatnich lat. Film reżysera znanego najbardziej z Fucking Amal jest naprawdę przykładową wielką - małą historią. Historią trzech wyobcowanych dziewczynek Skandynawii lat 80. ubiegłego wieku. Nie ma w tym filmie mega skomplikowanej fabuły, zawrotnego tempa czy szalonych zwrotów akcji mimo tego jest produkcją bardzo szczerą i piękną. Najlepszy przykład kameralnego filmu europejskiego. który potrafi oczarować swym klimatem. Warto dać mu szansę. 



Kontrkandydat Idy w oscarowych zmaganiach rodem z dwóch mało kojarzących się z filmem krajów. Jest to historia trochę podobna do Ziemi niczyjej Denisa Tanovicia jednak pokazuje inny konflikt i inne sytuacje życiowe. Mamy tu rzadko spotykane kameralne kino wojenne, gdzie działania wojenne ustępują miejsca życiowym rozterką z jakimi borykają się ludzie rzuceni na front. Dość krótki, sugestywny film, który uczy widza pokory i pokazuje, że niezależnie od sytuacji warto być przyzwoitym. 



Tego typu amerykańskie filmy nie przebijają się szczególnie na świecie. Czarno - biała, skromna i mocno osobista historia ukazana w tym niezależnym filmie nie ma w sobie nic z tego, co oferują liderzy światowych box office'ów. I w tym właśnie cała jego siła. Warto poświęcić swój czas i poznać szczegóły ukazanej w filmie podróży. 



Film ten obecnie po prawie dwóch latach od swej premiery wchodzi nieco szerzej na polskie ekrany. Cicho i bez jakiejkolwiek promocji. Jednak dobrze, że w ogóle film ten będzie dostępny w naszym kraju, gdyż ze wszelkich miar warto go zobaczyć. Nie tylko ze względu na kryminalną intrygę. która jest tutaj co najwyżej średnia, jednak wszystko rekompensuje klimat jaki wręcz wylewa się z ekranu. Jeśli ktoś lubił Detektywa to na pewno polubi też ten film.



Jest to za sprawą swojej szczególnie prezentowanej fabuły film na jeden raz, który przy następnym seansie traci całą magię jednak już za te pojedyncze chwile z dziełem Finchera warto zainwestować w jego obejrzenie. Przewrotny,intensywny i świetnie zagrany. Oby więcej takich filmów!



Ostatni i najlepszy zarazem film Marcina Wrony. Polska produkcja z pogranicza horroru i thrillera to jednak rzadkość więc z miłą chęcią ogląda się coś takiego szczególnie, że jest to po prostu bardzo dobry film. 



Produkcja z kilku egzotycznych (nie tylko filmowo) krajów zabiera nas w czarno - białą podróż dorzeczem Amazonki. Jest to podróż niezwykła równie jak niezwykły jest jej cel. Kilka scen naprawdę mocno zapada w pamięć jednak nie tylko dla nich warto zobaczyć ten film. Słowa nie oddadzą przeżyć związanych z obserwowaną podróżą. 



Tak powinno wyglądać współczesne zimnowojenne kino szpiegowskie! Mieszanina sprawnej akcji, sprytnej intrygi, nieszablonowych bohaterów i ich rywali, a wszystko to przyprawione (lecz nie przeprawione) lekkim humorem. Film ten nie został jak dla mnie odpowiednio doceniony, nie miał zbyt dużej kampanii medialnej, jednak jest naprawdę wart polecenia. 



Doskonały filmowy duet Tommy'ego Lee - Jonesa i Hilary Swank! Western feministyczny z naprawdę przyjemnie wypadającą na ekranie parą aktorów. Mamy tutaj dość skostniały gatunek jednak pokazany nieszablonowo, z całkiem innej perspektywy. Film ten nie zebrał szczególnie wysokich not, jednak uważam, że jest wart obejrzenia ze względu na swój niezaprzeczalny urok.



Fantastyczna wiwisekcja przeżartego korupcją sytemu. Film, który uderza swoją próbą ukazania bezsilności człowieka jako jednostki w starciu z wszechobecną władzą. Nie jest to produkcja lekka i przyjemna jednak ważna i warta obejrzenia. Sytuacja jakiej doświadczył bohater może zdarzyć się i u nas.

Brane pod uwagę: