sobota, 10 czerwca 2017

Ranking Miesiąca 28

I oto wreszcie ranking za kwiecień:




























Ranking Tygodnia 107

Ze stuletnim opóźnieniem prezentuję ostatni tygodniowy ranking za kwiecień.














Witamy w rodzinie

Uciekaj! (Get Out)
USA 2017
reż. Jordana Peele
gatunek: thriller
zdjęcia: Toby Oliver
muzyka: Michael Abels

Ten film zrobił olbrzymią furorę w kraju, w którym powstał. Do Polski dochodziły informacje o niskobudżetowym horrorze z USA, który po premierze zbierał tylko pozytywne recenzje. Także nie dziwił fakt, że po pewnym czasie produkcja Peele'go trafiła w końcu do Polski. Musiałem więc na własne oczy sprawdzić, czy rzeczywiście to aż tak dobra jak twierdziło tak dużo osób. 


Chris (Daniel Kaluuya) od kilku miesięcy spotyka się z Rose Armitage (Allison Williams). Po tym czasie Rose proponuje mu wyjazd na weekend do jej rodziny, która chce poznać jej nowego chłopaka. Chris jednak obawia się wyjazdu i poznania rodziny Armitage'ów z powodu faktu, że ci nie wiedzą, iż jest on czarny. Jednak Rose bagatelizuje jego obawy i razem jadą do posiadłości Deana (Bradley Whitford), Missy (Catherine Keener) i ich syna Jeremy'ego (Caleb Landry Jones). Zarówno gospodarze jak i osoby zajmujące się domem zaczynają się wydawaćć Chrisowi dziwni...


Po niemal stu procentach pozytywnych opinii niektórzy zapewne oczekiwaliby filmu, który wskoczy na listę najlepszych filmów wszech czasów. Skoro za wielką wodą podoba się on wszystkim to znaczy, że musi być w nim coś szczególnego. I w istocie także mnie się spodobał jednak nie uznałbym go za jakieś wybitne dzieło, o którym ożywione dyskusje będzie się toczyć jeszcze za dwie czy trzy dekady. Po prostu solidny film z pogranicza thrillera i horroru, z solidnym społecznym zacięciem i pewną dawką humoru. Na pewno oparcie całej fabuły na tle rasowym jest o wiele bardziej bliska widzom amerykańskim, niż u nas w Polsce, gdzie czarnych zbyt wielu nie ma i problem bohaterów filmu praktycznie nie występuje. Mamy tu oprócz (dość specyficznych) rozważań na temat segregacji rasowej dobrze budowaną atmosferę zaszczucia i psychozy, jakiej doświadcza będący w stanie ciągłego zagrożenia bohater. Jest to też moim zdaniem bardziej thriller niż horror, jak się go często przedstawia. Są pewne elementy z gatunku filmu grozy, jednak często granica gatunkowa między thrillerem, a horrorem jest cienka,a tutaj więcej tego pierwszego. Do tego obraz jest dobrze zagrany i nakręcony, co odpowiednio pozwala się wciągnąć w intrygę. Niestety intrygę mocno obnażoną przez zwiastun, który w dwie minuty pokazuje wszystko, co najważniejsze w filmie. Chcąc obejrzeć Uciekaj polecam nie zapoznawać się z trailerem, który i tak wrzucam poniżej.






poniedziałek, 5 czerwca 2017

Antypody strachu

Areszt domowy (Housebound)
Nowa Zelandia 2014
reż. Gerard Johnstone
gatunek: horror, komedia
zdjęcia: Simon Riera
muzyka: Mahuia Bridgman-Cooper

Filmy kręcone w Nowej Zelandii są w naszym kraju dość dobrze znane. Między innymi tolkienowskie trylogie Petera Jacksona Władcy Pierścieni i Hobbita, które były kręcone właśnie na tym krańcu świata. Oprócz tego jednak współczesne kino nowozelandzkie oferuje całkiem niezłą rozrywkę, czego przykładem są filmy Taiki Waititiego (Co robimy w ukryciu czy Hunt for the Wilderpeople). Dlatego też z dużym entuzjazmem podszedłem do opisywanego właśnie filmu z Nowej Zelandii.


Po popełnienia przestępstwa sąd skazuje niepokorną Kylie (Morgana O'Reilly) na areszt domowy. Pod prawnym przymusem musi wrócić do domu swojej matki Miriam (Rima Te Wiata). Kylie nie może dogadać się zarówno z matką, jak i jej nowym partnerem. Co gorsza Miriam uważa, że dom, w którym mieszkają jest nawiedzony...


Filmy z Nowej Zelandii mają swój własny, unikalny styl, w którym specyficzny humor miesza się z równie absurdalnymi, groteskowymi poważniejszymi scenami rodem z tragikomedii. Nie inaczej jest w filmie Johnstone'a, który również jest miksem gatunkowym. Niestety jednak w moim odczuciu niezbyt strawnym. Owszem, mamy tutaj liczne nawiązania do horroru, wszystko jest też polane typowo nowozelandzkim specyficznym klimatem. Jednak kino to nie matematyka. Tutaj 2+2+2 niekoniecznie zawsze musi dać sześć. W tym wypadku jest po prostu zwyczajnie za dużo grzybów w tym barszczu - co scenę mamy inną horrorową kalkę, gdzie oglądamy na przemian mroczne historie wynikające z przeszłości, złowrogich sąsiadów - morderców, nawiedzone pomieszczenia, sceny egzorcyzmów i trzaskające drzwi etc etc. Jest tego po prostu za dużo i człowiek z czasem staje się zmęczony. Sama fabuła,która początkowo wciąga jest przez to po pewnym czasie coraz bardziej marginalna i nużąca. Także kilka dużych nieścisłości i luk w historii sprawia, że widz zaczyna się coraz mniej angażować w nazbyt wydumaną całość. Na domiar złego sytuacji nie ratuje główna bohaterka, która irytuje niemal w każdej scenie. Wiecznie niezadowolona, bufoniasta heroina o wyglądzie młodej, zirytowanej Kayah denerwuje i zwyczajnie nie sposób jej polubić. 
Całość ma pewien oryginalny klimat (o co w sumie trudno biorąc pod uwagę fakt, jak nie oryginalnymi schematami się posługuje) jednak ogólnie można uważać ten film za zawód. Oczekiwałem czegoś lepszego.