Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą T. Hardy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą T. Hardy. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 listopada 2017

Wojna totalna

Dunkierka (Dunkirk)
Francja, Holandia, USA, Wielka Brytania 2017
reż. Christopher Nolan
zdjęcia: Hoyte Van Hoytema
muzyka: Hans Zimmer

Francuska niewielka miejscowość Dunkierka stała się miejscem jednej z ciekawszych epizodów II Wojny Światowej (o ile makabryczne wydarzenia wojenne można w ogóle nazywać ciekawymi). To właśnie z tego miejsca ewakuowano do Wielkiej Brytanii dużą liczbę wojsk brytyjskich (i francuskich) z przegrywającej z hitlerowską agresją Francji.


Wiosną 1940 na plaży w Dunkierce tysiące sojuszniczych wojsk brytyjsko - francuskich znajduje się w beznadziejnej sytuacji. Otoczeni przez hitlerowską armię, która zamknęła ich na małym terytorium lądu nad morzem i nękani przez Luftwaffe czekają na ratunek ze strony wyspiarskich aliantów...


Christopher Nolan stworzył blockbuster. Jednak jest to blockbuster niezwykły. Wizjonerski reżyser poszedł pod prąd gatunku tych wakacyjnych produkcji i stworzył dzieło nieoczywiste, wizualnie zachwycające, choć pod wieloma względami trudne w odbiorze. Nolan wraz ze współpracownikami zabierają widzów na wojnę totalną toczoną zarówno na lądzie, jak również na wodzie i w powietrzu. W 100 minut trwania całości (idealny metraż biorąc pod uwagę konstrukcję filmu) otrzymujemy obraz walk na różnych płaszczyznach, co daje nam ogląd na sytuację, w jakiej znaleźli się uczestnicy tych zdarzeń. Napięcie dodatkowo potęguje wspaniała muzyka Zimmera oraz niemal ciągłe tykanie zegarów, które odmierza czas, który równie skwapliwie zliczają oczekujący na ratunek, jak i widzowie. Bohaterowie filmu w większości są anonimowi, a oglądający dowiadują się o nich niewiele. Prym wiodą tutaj lotnik portretowany przez Toma Hardy'ego, żołnierz grany przez Cilliana Murphy'ego oraz prowadzący jedną z łodzi ratunkowych Mark Rylance. Nolan dobrze oddaje niepewność i strach ludzi, którzy zarówno czekają na ratunek, jak i tych, którzy są odpowiedzialni za jego niesienie. Niemal do zera zaś ogranicza obecność wojsk nieprzyjaciela. Armia niemiecka co prawda istnieje, gdyż oprócz tego, że często się o niej mówi, to co jakiś czas jesteśmy świadkami jej działalności (naloty, ostrzały etc). Zrezygnowano tutaj jednak z fizycznej obecności Niemców, co jest kontrowersyjnym, choć ciekawym pomysłem. Reasumując film, choć bez zarysowanych bohaterów jest wart zobaczenia, gdyż pokazanej w taki sposób II Wojny Światowej chyba jeszcze na ekranie nie było. 




niedziela, 1 stycznia 2017

Pożegnanie z Gotham

Mroczny Rycerz powstaje (The Dark Knight Rises)
USA, Wielka Brytania 2012
reż. Christopher Nolan 
gatunek: akcja, sci-fi

Choć od początku batmanowej trylogii Christophera Nolana minęło dopiero 11 lat, a właśnie opisywana ostatnia jej część trafiła do kina zaledwie przed czterema laty (z miesiącami) to praktycznie od daty premiery finalnego filmu produkcje te mają status kultowy. Wydaje się, że nawet w większym stopniu, niż nietoperzowe filmy Burtona. I to raczej zasłużenie, gdyż Nolan godnie wprowadził postać Bruce'a Wayne'a w XXI wiek. 


Po reformach Harvey'a Denta i wycofaniu się Batmana (Christian Bale) z życia miasta w Gotham City wreszcie nastaje względny porządek. Komisarz Gordon (Gary Oldman) i jego podwładni muszą mierzyć się tylko ze zwykłą przestępczością. Jednak osiem lat po wydarzeniach z poprzedniego filmu do miasta przybywa najemnik Bane (Tom Hardy), który wraz ze swoją małą armią zaczyna terroryzować miasto. Potrzebny jest powrót obrońcy Gotham...


Czego i kogo w tym filmie nie ma! W najdłuższej części trylogii Nolan zaludnia miasto licznymi ważnymi postaciami, dodatkowo też zagranymi przez równie głośne nazwiska. Pojawia się wreszcie w serii Selina Kyle, czyli Kobieta-Kot, a świetnie portretuje ją Anne Hathaway (wydaje mi się, że w jednej ze swych najlepszych ról, wpasowała się idealnie), dobra kreacja Josepha Gordona-Levitta, który tutaj mnie wreszcie do siebie przekonał, jest także Marion Cotillard (która akurat do tego filmu zbytnio nie pasowała) i powracający weterani kina - Morgan Freeman i Michael Caine w rolach, w jakich widzieliśmy już wcześniej. Także pod względem aktorskim ciężko było zgromadzić producentom lepszych profesjonalistów. Jednak nagromadzenie takiej pokaźnej gamy aktorów z nazwiskami i danie im mniej lub więcej czasu trwania filmu pojawia się pewien problem - jest tu po prostu za mało Batmana w Batmanie. Nietoperz pierwszy raz ukazuje się na ekranie w 45 minucie filmu, później postać ta znika na grubo ponad godzinę, by znowu wkroczyć do akcji w ostatnich scenach. Trochę mało. Chociaż chwała Nolanowi, że mimo skromnego wykorzystania głównego bohatera serii nie traci się zainteresowania akcją - po prostu chce się patrzeć na inne postaci i to, co wyrabiają na ekranie - mało który tak długi film ogląda się tak płynnie. Duża w tym zasługa Toma Hardy'ego w postaci Bane'a. Jest to postać zupełnie inna niż znany z poprzedniej części Joker w wykonaniu Heatha Ledgera. I chociaż Hardy nie zyskał tyle uwielbienia, co jego czarnocharakterowy poprzednik to wywiązał się ze swojej intrygującej roli bardzo dobrze.
Także uważam, że jako film akcji jest to jedna z lepszych pozycji dostępnych na rynku. Urealistycznienie komiksowego uniwersum wyszło Nolanowi na dobre, a żadnej części trylogii nie trzeba się wstydzić. Finalna część jest moim zdaniem słabsza niż Mroczny rycerz jednak prezentuje się lepiej, niż rozpoczynający serię Batman-Początek. Także jeśli ktoś jeszcze nie widział to warto. Dla fanów postaci i nie tylko. A co do samego pożegnania z Gotham, to jak wiadomo nie było to pożegnanie definitywnie. Powrócimy tam jeszcze nie raz. 





środa, 24 lutego 2016

Awanturniczy bracia

Legend
Wielka Brytania, Francja 2015
reż. Brian Helgeland
gatunek: gangsterski, biograficzny 


Miniony rok był rokiem nie tylko Michaela Fassbendera ale może i przede wszystkim Toma Hary'ego. Brytyjczyk wystąpił w 2015 roku w tak różnorodnych produkcjach, jak System, Mad Max
czy Zjawa. Filmy te mogły się podobać lub też nie, jednak niezaprzeczalnie do plusów każdej z tych produkcji należy zaliczyć grę Hardy'ego. W opisywanym właśnie filmie aktor ten wieńczy rok poprzez wcielenie się w aż dwie głównoplanowe postaci. 


Przenosimy się do Londynu lat sześćdziesiątych XX wieku. To właśnie tu swoje kryminalne imperium rozbudowują dwaj gangsterzy - bliźniacy: Ronald Kray i Reggie Kray (w obu wciela się Tom Hardy). Braci nie licząc kryminalnych skłonności i bliźniaczego podobieństwa dzieli jednak całkiem sporo. Zaczynając od całkiem innego charakteru obu braci (związanych z chorobą umysłową Ronalda) po pomysły na życie (gdy Reggie chce się ustatkować żeniąc się z poznaną dziewczyną, Frances (Emily Browning) jego brat cieszy się epoką przed HIV wdając się w homoseksualne orgie i planuje poszerzanie swych nielegalnych wpływów). Odmienne charaktery braci często będą doprowadzały do scysji między rodzeństwem...


Choć Hardy dostał się do światowej czołówki aktorów zarówno pod względem talentu, jak i tym finansowym to w tym filmie pokazuje, że nie stało się to przez przypadek. To w jaki sposób wcielił się w dwie wydawać by się mogło jednakowe (w sumie fizycznie często braci różni tylko fakt posiadania okularów przez jednego z nich) postaci można określić tylko jednym słowem: brawura. Reggie i Ronald Hardy'ego to dwie odmiennie różne i bogato złożone jednostki i za to należą się brawa aktorowi. 
Drugie co zwraca uwagę w pozytywnym aspekcie w tym filmie to bardzo dobre odwzorowanie epoki Londynu tamtego okresu. Od wystroju wnętrz przez stroje i fryzury po środki transportu właściwe dla tamtych lat - wszystko wygląda dobrze i naturalnie, nie widać tu nic z kostiumowej sztuczności właściwej dla części podobnych produkcji.
Zawiodłem się jednak na samym pokazaniu prawdziwej historii braci Kray. Owszem dowiadujemy się z rozmów i teczek wypełnionych funtami, że interes im się kręci, od czasu do czasu zdarzy im się też kogoś pociąć czy połamać jednak film nie okazuje budowania potęgi przestępczego biznesu w taki sposób, w jaki powinien. Brakuje tu wielu rzeczy i przez to obraz życia braci widoczny w filmie jest mocno zamglony i niepełny. Może za bardzo skupiono się na relacjach osobistych bohaterów, kosztem pokazania pełnej przestępczej historii.
Ogólnie mamy całkiem niezły film oparty na faktach z bardzo ciekawą rolą (a właściwie rolami) Hardy'ego i choćby z tego względu warto poświęcić czas na tę europejską produkcję.


niedziela, 31 stycznia 2016

Niezniszczalny

Zjawa (The Revenant)
USA 2015
reż. Alejandro González Iñárritu
gatunek: dramat, przygodowy 

Film jaki stworzył Alejandro González Iñárritu był ostatnią po Nienawistnej ósemce, Synu Szawła i Pitbullu ważną dla mnie polską premierą stycznia, na którą wypadałoby się wybrać do kina. Reżyser oraz jego rodak, autor zdjęć Emmanuel Lubezki po zeszłorocznych oscarowych sukcesach, gdzie otrzymali statuetki za Birdmana  mają chrapkę na kolejne wyróżnienia, czego dowodem jest aż 12 tegorocznych nominacji. Biorąc pod uwagę zasłużonego reżysera i zdjęciowca oraz dwóch kasowych aktorów w rolach głównych nie można było przecież wobec tego filmu przejść obojętnie. 


Mamy lata dwudzieste XIX wieku, czyli okres w którym dopiero zaczęto zdobywać Dziki Zachód. Kompania traperów zbiera futra na terytorium Indian. Po ataku tubylców muszą jednak uciekać do najbliższego fortu. W czasie przeprawy ich zwiadowca,Hugh Glass (Leonardo DiCaprio) zostaje zaatakowany przez niedźwiedzia i zostaje odnaleziony w krytycznym stanie przez towarzyszy. Gdy nie ma możliwości przetransportowania go do fortu, dowódca Henry (Domhnall Gleeson) postanawia zostawić kilka osób, by te po śmierci zwiadowcy godnie go pochowali. Z Glassem zostają jego syn, młody Jim Bridger (Will Poulter) oraz John Fitzgerald (Tom Hardy). Ten ostatni morduje syna Glassa, a jego samego zakopuje w płytkim grobie. Zwiadowca jednak przeżywa to i rusza śladem Fitzgeralda w poszukiwaniu zemsty.


Mimo że rozpisałem się dość na temat fabuły to całe założenia fabularne są strasznie proste i można całość filmu opowiedzieć w dwóch zdaniach. Scenariusz to typowy film zemsty więc nic specjalnie w warstwie fabularnej nie zdziwi, wszyscy chyba od początku mogą przypuszczać jak się potoczy akcja i jak wyglądać będzie zakończenie. Bohater grany przez DiCaprio jest niczym Terminator czy inny superbohater. Z każdej nowej złej przygody wychodzi z kolejnymi wydawać by się mogło śmiertelnymi ranami lecz napędzany zemstą podniesie się, by iść dalej. Przeżyje niedźwiedzia, głód, spadek ze skarpy, podtopienie w rwącej rzece z licznymi wodospadami czy nawet absurdalny finałowy pojedynek. Gdyby oceniać film po samej warstwie fabularnej i ilości nielogicznych zdarzeń to ciężko byłoby powiedzieć, że film jest choć przeciętny. Szczególnie, że produkcja trwa 150 minut, a dialogów czy jakiejś bardziej wartkiej akcji jest może na 1/3 całości. 
Na szczęście film ratuje kilka naprawdę wielkich plusów. Pierwszy, najważniejszy moim zdaniem to zdjęcia. Emmanuel Lubezki stworzył tu swoje najlepsze dzieło. Film jest perełką wizualną i wszystko, naprawdę wszystko, każdy poszczególny kadr od majestatycznych w swej grozie monumentalnych pejzaży dziewiczej amerykańskiej ziemi po zbliżenie na łeb kłusującego konia jest małym dziełem sztuki. Meksykanin zaserwował nam jeden z najpiękniej zrealizowanych pod względem zdjęciowym filmów w ogóle. Duża w tym zasługa świetnie dobranej lokalizacji miejsc. Oglądając film myślałem, że gdybym miał możliwość pojechać do USA to zamiast Nowego Jorku, Los Angeles czy innej Filadelfii wolałbym właśnie zagłębić się w rejony rzek Missisipi i Missouri. Dopiero później przeczytałem, że większość zdjęć kręcono nie w USA, a w Kanadzie czy nawet Argentynie. W każdym razie zdjęciowo to jest perełka, którą trzeba zobaczyć na dużym ekranie, żaden telewizor czy nie daj boże laptop nie odda tego piękna. 
Kolejnym plusem jest gra aktorska. Wielu zachwyca się występem DiCaprio, który zaliczył mocną rolę, ale w sumie polegającą na tym, że został przeczołgany życiowo, w większości scen zaś sapie, stęka, jęczy i charczy lub toczy pianę. Dla mnie zaś mistrzostwem jest występ Toma Hardy'ego, który pokazał się z całkiem innej niż do tej pory strony. 
Inne plusy to na pewno charakteryzacja i kostiumy, które naprawdę zostały oddane z dużą dokładnością. Sama scena walki z niedźwiedziem została zrealizowana bardzo dobrze. Ciężko uwierzyć, że miś jest wygenerowany komputerowo, a nie mamy do czynienia z żywym ssakiem.
Reasumując mamy do czynienia z pięknym i dobrze zagranym filmem, który jednak fabularnie nie jest zbyt mocny. Przedstawiane w nim przez dwie i pół godziny zderzenia człowieka z siłą natury mogą niektórych zmęczyć niemal jak niedźwiedź DiCaprio jednak dla samych zdjęć Lubezkiego warto udać się do kina. 


niedziela, 13 grudnia 2015

Nietykalni bimbrownicy

Gangster (Lawless)
USA 2012
reż. John Hillcoat
gatunek: dramat, kryminał, gangsterski

Lata 1919 - 1931 to był bardzo dziwny okres w krótkiej historii Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. W tym czasie za sprawą 18. poprawki do tamtejszej konstytucji trwała w USA prohibicja alkoholowa. W kraju słynącym ze swobód obywatelskich prawnie zakazano spożywania jakichkolwiek trunków alkoholowych. Jak się później okazało nie wyeliminowano chęci picia w narodzie, lecz pozwoliło przeróżnym mafią zdobywać fortuny dzięki przemytowi alkoholu. Byli też i zwykli leśni bimbrownicy, o których to opowiada ten film. 



Poznajemy rodzeństwo Bondurant, które gdzieś w wiejsko - leśnej scenerii południa USA zarabia na życie trudniąc się pędzeniem i sprzedawaniem detalicznym, jak i hurtowym bimbru. Mającym układ z lokalnymi stróżami porządku braciom Forrestowi (Tom Hardy), Howardowi (Jason Clarke) i Jackowi (Shia LaBeouf) wiedzie się dobrze do czasu, gdy z Chicago przyjeżdża bezwzględny policjant Charlie Rakes (Guy Pearce). 


Film korzysta z kilku cieszących się uznaną marką współczesnych gwiazd kina. Mamy tutaj Hardy'ego, Pearce'a, LaBeoufa (który jak prawie zawsze da sobą pomiatać) ale także Gary'ego Oldmana, Jessicę Chastain czy Mię Wasikowską. Szkoda, że rola Oldmana jest tak krótka, gdyż jego postać jest jedną z najlepiej wykreowanych osób w produkcji. Chętnie zobaczyłby go w większej ilości scen. Także obecność kobiet na ekranie jest zdawkowa i niezbyt dobrze wykorzystana. Panie Chastain i Wasikowska nie miały czasu się zbyt dobrze pokazać i w sumie są ale dodane na siłę, tak jakby ich nie było. Hardy przypomina mi tutaj samego siebie z Brudnego szmalu,a LaBeouf jest irytujący tak jak zwykle.
Fabuła nie toczy się jakimś zaskakującym, narwanym rytmem, jest stonowana, choć czasem w odpowiednim miejscu przyspiesza. Boli trochę rola Peare'a, którego bohater jest do bólu jednowymiarowy i przewidywalny. Szkoda, że twórcy nie obdarzyli go choć jednym ludzkim przymiotem. 
Natomiast naprawdę pasuje tutaj muzyka, dekoracje są bardzo starannie wykonane, także lokalizacja została wybrana wzorcowo. 
Nie oczekując filmu pokroju Nietyklanych można całkiem nieźle bawić się oglądając ten film. Szkoda tylko, że postaci zbytnio nie dają się lubić, są czarno - białe i w sumie mało obchodzi nas ich dalszy los. Obejrzeć można, jednak nie jest to film, który będzie pamiętało się przez długi okres czasu. 




Ziemie jałowe

Mad Max: Na drodze gniewu (Mad Max: Fury Road)
Australia, USA 2015
reż. George Miller
gatunek: sensacyjny, sci-fi

W 36 lat po premierze pierwszej części Mad Max'a z początkującym wtedy Melem Gibsonem i w 30 lat po trzeciej części sagi siedemdziesięcioletni George Miller powrócił do swej kultowej postaci Maxa Rockatansky'ego i postanowił ją odgrzać przy okazji obsadzając w roli głównego bohatera mającego okres swego aktorskiego prosperity Toma Hardy'ego. Biorąc pod uwagę sam wynik osiągnięty przez boxoffice można uznać, że się opłacało. 


W postapokaliptycznym świecie z rządzonej przez samozwańczego tyrana Wiecznego Joe (Hugh Keays - Byrne) Cytadeli ucieka uzbrojona ciężarówka prowadzona przez Furiozę (Charlize Theron), która porywa żony dyktatora z zamiarem wywiezienia ich w bezpieczne miejsce. Szybko za nimi rusza pościg dowodzony przez samego Wiecznego Joe. Jednego z wojowników tyrana, Nuxa (Nicholas Hoult) przy życiu podtrzymuje Max (Tom Hardy), który dostarcza mu swej krwi. 


Film ten składa się w sumie z jednego wielkiego pościgu. Dwie godziny ciężarówka ucieka, a troglodyci ją gonią. Pogoń przez pustkowie wygląda fajnie, mamy wszechobecną pustynię, wymyślne pojazdy, nieźle wyglądające stroje i zwyczaje ostatnich żyjących ludzi. Sama gonitwa przez pustynie byłaby fajna, gdyby trwała 20-30 minut, a resztę filmu stanowiłaby jakaś fabuła. Niestety fabuły tu nie ma żadnej, jest tylko pościg, który po kilkunastu minutach staje się monotonny. Komputerowe efekty specjalne ograniczono do minimum, co się chwali w XXI wieku, jednak na przykład sceny wybuchów to poziom filmowego Wiedźmina. 
Film ten zbiera pozytywne recenzje ze względu na intensywność etc i co ciekawe ma duże szanse na Złote Globy czy nominację do Oscara. Ja tego nie rozumiem, gdyż film jest naprawdę jednowymiarowy i po prostu nudny w swej intensywności. 
Mimo zatrudnienia ciekawych nazwisk aktorskich, jak Hardy'ego czy Theron film aktorsko dużo nie wnosi, gdyż ci aktorzy nie mają zbytnio gdzie się pokazać. Główne postaci wygłaszają co najwyżej kilkanaście zdań w sumie, porozumiewają się przeważnie w kilku słowach. Można byłoby zatrudnić noname'ów za 10% gaży i wyszłoby na to samo.
Na 2017 rok zapowiedziano Mad Max: Pustkowie. Jeśli zapowiada się na dwie godziny tego samego to wielka szkoda, gdyż ten postapokaliptyczny świat ma w sumie duży potencjał. Potencjał, który ten film jednak zmarnował. 





wtorek, 28 kwietnia 2015

Witajcie w Raju

System (Child 44)
USA, Wielka Brytania 2015
reż. Daniel Espinosa
gatunek : dramat, thriller

Andriej Czikatiło. Nic wam to nazwisko nie mówi? Może to i lepiej. Andrzej znany też jest jako Rzeźnik z Rostowa. Został on oskarżony i skazany na śmierć za 53 morderstwa na dzieciach. Zabijał bo tylko to powodowało u niego erekcję. Jego działalność kryminalna przypada na lata 80. ubiegłego wieku, natomiast opisywany właśnie film dzieje się trzydzieści lat wcześniej. Dlaczego o nim jednak piszę? Ponieważ książkowy Child 44  inspirowany był działalnością tego pana i postawą, jaką władza radziecka przyjęła wobec jego zbrodni. Gdyby ktoś chciał obejrzeć film stricte o Czikatiło musi się więc zabrać za co innego: Obywatel X i Morderca ze wschodu.



Poznajemy losy bohatera wojennego, a obecnie pracownika radzieckiej bezpieki ery stalinizmu, Leo Demidowa (Tom Hardy). Z racji chwalebnej przeszłości i wykonywanego zawodu obraca się wśród elit narodu. Leo jest nieszczęśliwie żonaty z Raisą (Noomi Rapace), którą przełożeni nakazują mu śledzić pod zarzutem szpiegostwa. W pewnym momencie dziecko jego przyjaciela z frontu i pracy - Alieksieja (Fares Fares) zostaje znalezione martwe. Rodzina zmarłego upiera się, że dziecko zostało zamordowane, jednak zgodnie z doktryną państwową w ZSRR nie było morderstw więc sprawa zostaje zakwalifikowana jako wypadek. Gdy Leo nie znajduje haków na swoją żonę zostaje wysłany przez przełożonego majora Kuzmina (Vincent Cassel) do pracy w milicji w prowincjonalnym Wolsku, a jego miejsce w strukturach bezpieczeństwa zajmuje napalony na jego żonę Wasilij (Joel Kinnaman). W Wolsku Demidow trafia pod dowództwo generała Nestorowa (Gary Oldman) i szybko odkrywa, że martwe dzieci w okolicy nie są umierają w wyniku wypadków...


Szedłem na film w przekonaniu, że zaserwują nam twardy kryminał w epoce stalinizmu. Jednak wątek samego śledztwa i spraw morderstw schodzi na drugi, a czasem i na trzeci plan. O wiele bardziej autorzy skupiają się tu na przedstawieniu totalitaryzmu i wniknięciu w samo jądro ciemności ludzkiej duszy. Chociaż nie licząc wiszących gdzieniegdzie portretów wujka Stalina jest to totalitaryzm strasznie niesprecyzowany. Gdyby czerwone gwiazdy zamienić na swastyki, a obrazy Stalina na wizerunek Adolfa Hitlera mielibyśmy w sumie to samo. Jeśli film w głównej mierze ma skupić się na okropieństwach ery totalitaryzmu oczekuje się, że ten totalitaryzm zostanie sprecyzowany i spersonifikowany zgodnie z prawdą. Bardziej od samego śledztwa też będzie tu trzeba słuchać oficjalnych doktryn, wedle których mordowanie to wymysł imperializmu, a w zdrowym społeczeństwie ZSRR jest to nie do pomyślenia. W ogóle zdrowe społeczeństwo ZSRR zostało pokazane jako banda katów, donosicieli i sprzedawczyków. Nie dziwię się, że w Rosji wstrzymano dystrybucję filmu, oni w porównaniu do Polaków nie lubią, gdy przedstawia ich się aż tak jednoznacznie negatywnie. Bohaterowie książki (a potem i filmu, który opisuję) są tak zajęci kapowaniem lub uciekaniem przed oprawcami, że nie mają czasu nawet na rytualne i zwyczajowe w tym kręgu kulturowym picie wódki. A wystarczy obejrzeć chociaż współczesnego Lewiatana, filmu ponoć antysystemowego i również mającego problemy z dystrybucją na terenie Rosji, że Rosjanin na samej wodzie nie pociągnie. Autorom książki jak i filmu zabrakło jednak chyba tej przysłowiowej rosyjskiej duszy, żeby do tego dojść. Co dziwne w obsadzie aktorskiej jest nawet miejsce dla Szwedo - Libańczyka, a zabrakło choć jednego prawdziwego Rosjanina. W rezultacie część postaci brzmi jak Sherlock Holmes, część jak Strażnik Teksasu, a część mówi z lepszym lub gorszym wschodnim akcentem. O ile Tom Hardy daje radę, to niektórzy brzmią jak typowi wschodni oponenci Jamesa Bonda. Dziwi mnie Gary Oldman, który w pewnych kwestiach posługuje się swoją normalną mową, by w kolejnej scenie mówić typowym wschodnim akcentem.
Co do aktorstwa to w sumie nie mam nic do zarzucenia. Główni bohaterowie są przekonujący w swych rolach, zarówno ci wzbudzający sympatię (Fares Fares), jak i antypatię (Kinneman, Cassel). Trochę na uboczu stał jednak wklejony na plakaty Gary Oldman, a szkoda, bo kilka scen miał niezłych. Jeśli jednak on stał na uboczu, to co trzeba powiedzieć o naszej Agnieszce Grochowskiej, której rola sprowadził się do płaczliwego wykrzyczenia swych żalów. Bardzo cieszyła mnie natomiast obecność Charlesa Dance'a i Nikolaja Lie Kaasa. Role drugo, lub nawet trzecioplanowe, ale jednak miło, że się pokazali. Także wielki plus za obsadę. 

Mamy do czynienia z dobrymi aktorami i ciekawą charakteryzacją oraz lokacjami. Niestety bardzo zawiodła mnie sama fabuła. Stereotypowe pokazanie Imperium Zła oraz całkiem nielogiczny i marginalny wątek kryminalny to największe minusy. Książki nie czytałem, ale dowiedziałem się, że tam morderca miał powód do zabijania, zostawiał tropy i był w pewien sposób powiązany z bohaterem. W filmie zmienili to, przez co wyszło jak wyszło. 
W ogóle odnoszę wrażenie, że powstał w rezultacie film polityczny. Główny bohater, który w sumie próbuje walczyć z systemem i jest może nie kryształowy ale przynajmniej stara się być dobry jest Ukraińcem, Putin to obecne wcielenie Stalina, pokazany na wstępie Wielki Głód mógłby się wpisywać w aneksję Kremla i zielone ludziki etc etc. Może to nadinterpretacja i teoria spiskowa, ale tak jakoś mi się to kojarzy wszystko ze sobą.



Wstawiam trailer międzynarodowy, anie polski, gdyż nasz jest wypaczony pod pryzmatem roli Grochowskiej. Oglądając go mamy wrażenie, że ona jest tu pierwszoplanową postacią. Niestety w zwiastunie praktycznie pokazano całość jej roli. Co do samego tytułu to nie wiem czemu Child 44 zamieniono na System. Czyżby wszystko co w nazwie ma 44 zostało zawłaszczone przez Powstanie Warszawskie? 



niedziela, 11 stycznia 2015

Pieskie życie

Brudny szmal (The Drop)
USA 2014
reż. Michael Roskam
gatunek: dramat, kryminał
zdjęcia: Nicolas Karakatsanis
muzyka: Marco Beltrami

Film ten, który miał wyjść w polskich kinach, a finalnie nie doczekał się dystrybucji w naszym kraju na poziomie dużego ekranu jest nietypowym filmem z założenia sensacyjnym. Akcji tutaj wszak niewiele, a wszystko rozkręca się dość powoli aż do nieoczekiwanego finału. I za to można produkcji Roskama odhaczyć pierwszy plus.


Fabuła produkcji w znacznej części toczy się wokół pewnego małego psa. Grany przez znanego z m.in. Incepcji Toma Hardy'ego Bob Saginowski (jeśli to miało być polskie nazwisko to nie lepiej brzmiałoby Saganowski?) jest barmanem w barze swego kuzyna Marva (ostatnia rola pamiętnego James'a Gandolfiniego szerzej znanego z roli Tony'ego Soprano z kultowego serialu). Wracając z baru do domu znajduje w śmietniku pod domem należącym do Nadii (Noomi Rapace, czyli m.in. Lisbeth Salander ze skandynawskiej ekranizacji trylogii Millenium) skatowanego szczeniaka, którym po namowach Nadii zaczyna się opiekować. Wkrótce jednak pojawia się właściciel psa, dawny chłopak Nadii, Eric (Matthias Schoenaerts)...
Oryginalny tytuł filmu, czyli The Drop w slangu przestępczym oznacza miejsce, w którym to o ustalonej porze spływa z różnych źródeł haracz pobierany dla mafiozów. Bar Marva jest właśnie takim miejscem. Jak się szybko okazuje de facto jest to były bar Marva, gdyż stracił go kosztem czeczeńskich przestępców. 
Fabuła ogólnie jest całkiem niezła i mimo swego niespiesznego rytmu powinna trzymać widza w gotowości. Istnieje jednak kilka nielogiczności, które każdy oglądający szybko powinien wykryć, jednak nie jest to film aspirujący do bycia czymś więcej niż rozrywką na dobrym poziomie, więc można to (po odjęciu oczywiście trochę punktów za ogólną ocenę) mu wybaczyć. 



Film Roskama należy za to bardzo pochwalić za ekipę aktorską. Zarówno występujący w głównej roli Hardy wypada przekonująco w roli niezbyt błyskotliwego, dobrodusznego i stojącego na uboczu Boba, przedwcześnie zmarły Gandolfini pokazuje po raz ostatni swą klasę grając Marva, a szwedzka aktorka Noomi Rapace też bardzo dobrze wywiązuje się ze swego zadania. Tak samo inne role, takie jak gangsterzy, policjant czy Eric. Wszyscy wywiązali się ze swego zadania na piątkę. 
Produkcja ta przeszła w Polsce bez większego echa (co nie dziwi, z braku jej emisji w kinach) lecz mimo kilku dość znacznych nieścisłości fabularnych i pewnego infantylizmu logicznego jest warta obejrzenia, choćby dla zobaczenia Jamesa Gandofiniego po raz ostatni.