Pokazywanie postów oznaczonych etykietą V. Cassel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą V. Cassel. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 stycznia 2018

Kochaj albo rzuć

Moja miłość (Mon Roi)
Francja 2015
reż. Maïwenn
gatunek: melodramat
zdjęcia: Claire Mathon
muzyka: Stephen Warbeck

Kiedy na szali stają po jednej stronie jeden z ulubionych aktorów, a po drugiej zaś jeden z najmniej lubianych gatunków filmowych wybór oglądać czy nie oglądać jest z gatunku tych cięższych. Jednak krótka lista trofeów jakie film zdobył na festiwalach, ze złotą palmą w Cannes dla głównej aktorki sprawia, że szala przechyla się na korzyść oglądać.


Film opowiada historię wieloletniej i burzliwej relacji dwojga ludzi: artysty Georgia Milevskiego (Vincent Cassel) i Marie-Antoinette Jézéquel (Emmanuelle Bercot). Wraz z kamerą widzowie są świadkami ich wspólnych radości, nieporozumień, kłótni, rozstań i powrotów...


Melodramat jako gatunek filmowy w ogóle do mnie nie trafia. Nasycenie fabuły patetyczno-sentymentalnymi efektami oraz dominujący wątek miłosny to nie są elementy, których szukam w kinie. Można więc powiedzieć, że jestem uprzedzony. Wiem, że to złe i nie powinno tak być, jednak po prostu nie umiem wznieść się na wyżyny wyższych uczuć oglądając tego typu dzieła. Po prostu nie czuje empatii do tych wszystkich zakochanych bohaterów i ich perypetii miłosnych. 
Dlatego nie chcę oceniać tego wątku w tym filmie, który to wątek oczywiście dominuje na ekranie. To, co mogę pochwalić to na pewno gra aktorska - widać, że zarówno Cassel, jakk i Bercot starają się, pokazują uczuci, swoimi postaciami, a nie tylko się w nie wcielają. Dobra gra aktorska poniekąd pozwoliła mi znieść oglądanie tego filmu, bo gdyby te same dialogi wypowiadali na przykład Karolak z Korzuchowską to pewnie bym nie wysiedział te ponad dwie godziny. 
Także nie chcę tutaj nikomu polecać lub odmawiać oglądania. Jeśli lubicie lub chociaż tolerujecie melodramaty i romansidła to możecie obejrzeć i z pewnością film się spodoba, bo generalnie jest zrealizowany dobrze. Jeśli tak jak mnie odpycha was ten gatunek filmowy możecie obejrzeć dla dobrych kreacji aktorskich. 


niedziela, 17 kwietnia 2016

Policjanci i złodzieje

Doberman (Dobermann)
Francja 1997
reż. Jan Kounen
gatunek: sensacyjny 


Z czynnych francuskich aktorów aktualnie najbardziej lubię oglądać na ekranie Vincenta Cassela (uważam go za jednego z lepszych w swoim fachu nie tylko w Europie ale i na świecie). Dlatego w miarę regularnie staram się oglądać filmy z jego udziałem, chociaż i tak tych, których jeszcze nie zobaczyłem jest więcej.Tym razem trafiłem na film, w którym aktor gra po raz kolejny ze swą przyszłą żoną, Monicą Bellucci, więc uznałem, że to pozycja warta uwagi choćby dla tej pary. 


Nie mamy do czynienia z jakąś bardzo skomplikowaną fabułą. Gangster o pseudonimie Doberman (Vincent Cassel) wraz ze swoją głuchoniemą dziewczyną Nathalie (Monica Bellucci) dowodzi bandą złożoną z przeróżnych psychopatów. Po tym, gdy napadają na jeden z paryskich banków ścigać ich zaczyna bezwzględny inspektor Cristini (Tchéky Karyo). Zamierza wykorzystać do tego celu transwestycką prostytutkę Sonię (Stéphane Metzger).


Mamy do czynienia z filmem bardzo komiksowym w swej stylistyce. Poczynając od niektórych kadrów stylizowanych na komiksowe paski, po mocno przerysowane, groteskowe wręcz postaci wszystko układa się tu po komiksowemu właśnie. Mamy tutaj do czynienia ze starciem psychopatycznych przestępców z równie psychopatycznym policjantem, przez co granica między dobrem a złem w filmie praktycznie nie istnieje. Całość zaś jest bardzo brutalna nawet jak na film akcji. Mamy do czynienia z bezkompromisową historią przedstawioną bez żadnych ugrzecznień. Także posoka leje się tu strumieniami, niejeden mózg ląduje na ścianie, a dużą część akcji dzieje się w klubie transwestytów. Także fani wyrafinowanych i subtelnych produkcji raczej nie powinni czego tu szukać. Mnie osobiście kilka aspektów tego filmu przypadło do gustu, w kilku zaś fragmentach miałem całej produkcji serdecznie dość. Jednak jako typowo męskie kino akcji film spełnia swoją rolę całkiem dobrze. Wspomniani na wstępie Cassel i Bellucci nie odegrali tu jakichś wielkich, przełomowych ról jednak nie najgorzej wpisali się w typową dla tego filmu konwencję. Jeśli więc chce się obejrzeć nieco inne niż amerykańskie intensywne kino akcji to ten film jest wart polecenia. Ale pamiętać trzeba, że nie będzie to żadne wielkie kino.

 


piątek, 27 listopada 2015

Klasztorne kuszenie

Mnich (Le Moine)
Francja, Hiszpania 2011
reż. Dominik Moll
gatunek: dramat

Opisywany właśnie film jest adaptacją gotyckiej powieści Matthew Lewis'a z 1796 roku pod tym samym tytułem. Jest to trzecia próba przeniesienia na ekran głośnej książki, po Mnichach z lat 1972 w ekranizacji Adonisa Kyrou oraz z 1990 w reżyserii Francisca Lary Polopa. Jako że nie czytałem oryginału (który jest uznawany za kontrowersyjną, acz dobrą literaturę) ani nie widziałem dwóch poprzednich adaptacji nie będę jednak nijak porównywał filmu Molla do dzieł wcześniejszych. 


Pod koniec XVI wieku do jednego z hiszpańskich klasztorów podrzucono dziecko. Mnisi postanowili je przygarnąć i wychować na jednego z nich. Po latach z dziecka wyrósł bogobojny mnich Ambroży (Vincent Cassel), który jawił się zarówno mnichom jak i mieszkańcom okolicy jako święty człowiek. Dla wygłaszającego płomienne kazania, bogobojnego Ambrożego kłopoty zaczynają się wraz z przyjęciem do klasztoru tajemniczego Valeria, noszącego po przebytej chorobie zasłaniającą twarz maskę...


Mamy tutaj bardzo dobrze przedstawioną przypowieść o dobru i złu, która szczególnie powinna przypaść do gustu ludziom wierzącym. W filmie bardzo dobrze oddano kuszenie przez diabła prawego mnicha, który upadnie na skutek działań złego. Na pewno osoby wierzące potraktują tę opowieść jeszcze dosadniej, jednak ja patrząc z perspektywy wielbiciela kina widzę tutaj opowieść o dwoistości natury ludzkiej, gdzie wciąż dochodzi do walki pozytywnych i negatywnych emocji. W filmie szatana i wszystko co złe uosabia postać kobieca, grana przez Déborah François - to ona pchnie do grzechu tytułowego kapucyna. Oczywiście narzędziem, którym szatan w osobie kobiety się posłuży będzie też postać kobieca, dziewica Antonia (Joséphine Japy) - mroczny obiekt pożądania zakonnika. 
Fabuła jest bardzo alegoryina, jednak przedstawia się bardzo dobrze do pewnego czasu. Niestety sama końcówka jest już mocno dziwna i przez nią film trochę traci. 
Te braki fabularne produkcja jednak nadrabia dzięki świetnie zrealizowanym kostiumom i charakteryzacji, które pozwalają widzowi cofnąć się w czasie do XVII wiecznej Hiszpanii. Naprawdę dobrze to wszystko wygląda, zarówno wnętrza budynków, stroje oraz odwzorowanie ceremonii. 
Ogólnie mamy więc co czynienia z filmem lepiej niż średnim, jednak jeśli oglądanym z religijnego punktu widzenia, to wtedy już pewnie dość dobrym. Myślę, że mogę go z czystym sercem polecić nie tylko religijnym fundamentalistom, chociaż ostrzegam też, by nie oczekiwać Bóg wie jak wiele.





środa, 7 października 2015

Stara baśń

Pentameron (Il racconto dei racconti)
Francja, Wielka Brytania, Włochy 2015
reż. Matteo Garrone
gatunek: fantasy

Nie licząc Szekspira ilu jest XVI/XVII wiecznych autorów, którymi zainteresowali się światowi filmowcy w wieku XXI? Sądzę, że bardzo mało. A opisywany właśnie film bazuje na baśniach neapolitańskiego poety Giambattisty Basila. I co ciekawe jest to europejska koprodukcja, która doczekała się udziału w tegorocznym konkursie o Złotą Palmę w Cannes. Więc ze wszelkich miar film zapowiadał się ciekawie. 


W filmie przeplatają się nawzajem trzy baśniowe historie z udziałem trzech różnych królestw i ich władców. Poznajemy losy królowej Longtrellis (Salma Hayek) i jej długo oczekiwanego syna Eliasza (Christian Lees), chutliwego króla Strongcliffa (Vincent Cassel) i historię jego zakochania w głosie staruchy (Shirley Henderson) oraz wychowującego olbrzymią pchłę króla Highhillsa (Toby Jones) i jego pragnącej wyjść za mąż córki Violet (Bebe Cave).


Film jest zrealizowany w iście baśniowym stylu. Mamy trzech władców, którzy poruszają się przeważnie w swych ceremonialnych strojach, władają w wielkich zamkach, które otaczają pustkowia lub inne mało ciekawe warunki klimatyczne. Wszystkie postaci królewskie są zarysowane dość krucho, a ich zagranie nie było specjalnym wyzwaniem. Co ciekawe w mniejszej roli pojawia się z roli młodej Nimfomanki Stacy Martin, tym razem przeważnie ubrana. Mamy też bardzo czarno biało zarysowany świat, w którym dzieje się akcja. Fabuła też jest iście baśniowa, mamy nadgorliwą matkę, która poświęca wiele, by za sprawą magii spłodzić dziecko, króla - jebakę, który zakochuje się w głosie jednej z dwóch starych bab nie wychodzących ze swego domu oraz historię dziewczyny wychowanej na eposach rycerskich pragnącej wyjść za mąż za księcia z bajki. Mimo tego, że bohaterów spotyka wiele niecodziennych przygód, jak pojedynek z bestią morską, przemienienie ciała czy porwanie przez ogra akcję ogląda się bez większego zaangażowania. Niestety narracja jest poprowadzona na bardzo nudnym poziomie co przy ponad 130 minutowym filmie nie jest najlepszą cechą. 
Osobny punkt należy się za to samej oprawie wizualnej. Kraina, w której żyją bohaterowie (których losy w kilku scenach się zetkną) to wizualny majstersztyk, baśniowy świat z kart książki Basile'a został odwzorowany naprawdę pięknie. Tak samo jak i stroje i ogólna charakteryzacja postaci, wszystko jak najbardziej pasuje do bajkowego klimatu opowieści. 
Myślę, że dla fanów ambitnego kina, którzy oprócz nudnej jak flaki z olejem narracji wychwycą wysublimowane zalety tej produkcji jest to pozycja do polecenia, dla innych raczej niezbyt.





poniedziałek, 5 października 2015

Uczelniane tajemnice

Purpurowe rzeki (Les rivières pourpres)
Francja 2000
reż. Mathieu Kassovitz
gatunek: kryminał, thriller

Tym razem czas na opisywanie ekranizacji powieści o tym samym co film tytule, której reżyserii podjął się autor znanej wielu Amelii czy Piątego elementu. Od dawna miałem chrapkę na ten film, jednak nie miałem okazji obejrzeć go do teraz w całości (kilka lat temu zacząłem oglądać, jednak w telewizji z bardzo długimi reklamami nie doczekałem jego końca). Teraz nadszedł czas by nadrobić zaległości. 


Poznajemy relegowanego z Paryża na prowincję znanego policjanta o nazwisku Pierre Niémans (Jean Reno). Na miejscowym uniwersytecie dochodzi do makabrycznej zbrodni, której ofiarą padł pracownik uczelni. W 200 kilometrów dalej swoje śledztwo prowadzi młody policjant Max Kerkerian (Vincent Cassel). Jego śledztwo prowadzi go w pewnym momencie w to samo miejsce, co Niemansa. 


To pierwszy film od dawna, który (przez większość czasu) oglądałem z większym napięciem. Początek jest świetny, środek dobry, końcówka słaba, jednak przez większość trwania produkcja trzyma naprawdę dobry poziom.
Wielkim plusem jest sam klimat tego filmu, którego akcja toczy się wśród zamkniętej społeczności w wyizolowanym od świata miejscu (taki pomysł niemal zawsze działa!). Cudownie (o ile tak można powiedzieć) prezentują się trupy, które jak na rok 2000 zostały genialnie ucharakteryzowane i do dzisiaj ciężko mi wymienić filmy, gdzie wyglądałoby to lepiej.
Kolejnym wielkim atutem jest świetny duet aktorski w postaci Jeana Reno oraz Vincenta Cassela. Szkoda że ci panowie nie pokazali się razem w większej ilości produkcji. Aktorom partneruje tutaj Nadia Farès oraz nieżyjący już ojciec Vincenta, Jean-Pierre Cassel. Do gry aktorskiej nie ma więc możliwości się zawieść.
Głównym minusem jest ostatni kwadrans filmu, gdyż zakończenie jest po prostu głupie. Nie czytałem książki, ale z tego co udało mi się dowiedzieć, to tam logicznie wszystko wytłumaczono i uargumentowano, tutaj tego zabrakło. Jednak mimo wszystko warto zobaczyć ten film, gdyż jest to kawał naprawdę mocnego kina, który zapewni kilka solidnych wrażeń.







czwartek, 9 lipca 2015

Mordercze instynkty

Wróg publiczny numer jeden, część 1 (L'Instinct de mort)
Francja 2008
reż. Jean-François Richet
gatunek: biograficzny, kryminał

Odkąd tylko pamiętam ciekawiły mnie biograficzne filmy pokazujące działania przestępców. Czy to westernowe poczynania Billy'ego Kida, czy to Bonnie i Clyde, czy John Dillinger fantastycznie sportretowany przez Johnny'ego Deppa we Wrogach publicznych. Filmy te zawsze cechował wspaniały klimat oraz napięta, gęsta akcja. Przy okazji smaczku dodawał fakt, że mamy do czynienia nie z fikcją, a z trochę podrasowaną, lecz prawdziwą historią. Dlatego z wielkim oczekiwaniem podszedłem do oglądania pierwszej części filmu o francuskim złoczyńcy Mesrinie. 


Głównego bohatera poznajemy pod koniec lat '50. ubiegłego wieku, gdy wraca z wojskowej służby w Algierii (która w owych czasach wciąż była francuską kolonią). Młody Jacques Mesrine (Vincent Cassel) nie chce jednak pracować za marne pieniądze w pracy załatwionej mu przez ojca, lecz dorobić się szybko majątku poprzez nielegalne interesy. Pomaga mu w tym przyjaciel Jean Paul (Roy Dupuis), który załatwia mu pracę u lokalnego ojca chrzestnego, Guida (Gérard Depardieu). Mesrine od tego czasu kradnie, porywa i zabija, jednak znajduje czas na swe wielkie miłości, żonę Sofię (Elena Anaya), a później tajemniczą i niebezpieczną przestępczynię Jeanne Schneider (Cécile De France).


Pierwsze co rzuca się w oczy w tym filmie to świetnie zarysowane realia epoki, w jakiej dzieje się akcja. Jako że pierwsza część niecnych przygód Mesrina toczy się na przestrzeni kilku dobrych lat obserwujemy kilka różnych stylizacji i wygląda to bardzo, ale to bardzo dobrze. Przewijające się w tle Francja, Hiszpania czy Kanada z dawnych lat prezentują się świetnie i choćby dla charakteryzacji warto obejrzeć film. Drugim wielkim plusem jest gra aktorska. Cassel stworzył świetną rolę, być może najlepszą w całej swej karierze. Sekundujący mu Dupuis także wspiął się na wyżyny swego talentu, a starzejący się Depardieu zagrał chyba najlepszą rolę od lat wcielając się w drugoplanową postać lokalnego bossa. Do tego wyraziste role żeńskie w postaci Anayi, a zwłaszcza charyzmatycznej choć zmagrinesowanej Schneider w wykonaniu De France to czysta poezja. Szkoda, że fabularnie film nie nadążą za klasą aktorską i charakteryzacją. Produkcja jest mocno niespójna. Ma się wrażenie, że oglądamy tylko kilka zachowanych klisz z bogatego życia Mesrina. Akcja rzuca nas z miejsca w miejsce często nie tłumacząc co, dlaczego i kiedy, przez co nie zachowując ciągłości zmusza widza do dezorientacji. Miałem wrażenie, że oglądam album ze zdjęciami, który pokazuje kilka ważnych scen ale bez odpowiedniego backgroundu jest to nieczytelne dla kogoś, kto chce poznać całą historię. Historię ciekawą i pełną napięcia i akcji, dodajmy że dobrze zrealizowanej. Ważne jest, że historia Jacquesa jeszcze się nie skończyła i zapewne w najbliższym czasie sięgnę po drugą część. Oby była spójniejsza niż jedynka czego sobie i innym jeszcze nieoglądającym tej produkcji życzę. 


piątek, 3 lipca 2015

Nie mam pomysłu na tytuł

Trans (Trance)
Wielka Brytania, Francja 2013
reż. Danny Boyle
gatunek: thriller


Według nieodłącznej studentowi, nieocenionej Wikipedii hipnoza to stan prawidłowo funkcjonującego umysłu, w którym uwaga danej osoby jest mocno zogniskowana na określonych bodźcach, świadomość bodźców pochodzących spoza obszaru zogniskowania uwagi jest znacznie ograniczona, oraz podczas którego krytyczny osąd danej osoby zostaje częściowo zawieszony. Właśnie hipnoza jest motywem napędowym jednego z nowszych filmów reżysera między innymi Płytkiego grobu, Slumdoga czy Trainspotting


Poznajemy londyńskiego pracownika wiodącego domu aukcyjnego o imieniu Simon (James McAvoy), który to jako nałogowy hazardzista postanawia podreperować swój budżet pomagając gangsterowi Frankowi (Vincent Cassel) obraz Goi o wartości 25 milionów funtów. Simon w czasie napadu ukrywa skradziony obraz, jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem i mężczyzna obrywa od swojego szefa w rezultacie czego traci pamięć. Frank postanawia wysłać go do używającej hipnozy terapeutki (Rosario Dawson), by ta odnowiła mu pamięć.


Obejrzałem ten film dla czterech powodów: Cassela i McAvoya, których bardzo lubię oraz dla piersi Rosario Dawon. I na żadnym z tych elementów się nie zawiodłem.  Cassel w roli gangstera sprawuje się naprawdę nieźle, zresztą jego fizjonomia znacząco predysponuje go do ogrywania tego typu ról, McAvoy wcielający się w pozornie zagubioną w intrydze postać Simona też radzi sobie bardzo dobrze, a nagie cycki Rosario to klasa sama w sobie - istny MILF marzeń. Niestety im dalej w las, tym więcej drzew i oprócz tych czterech dobrze zrealizowanych kreacji mamy raczej posuchę i nędzę. Fabuła, która po opisie jawiła mi się jako piąty mocny punkt filmu zawiodła. Liczba twistów fabularnych, nieścisłości i innych zawirowań osiągnęła prawdziwie monstrualną liczbę. W wielu miejscach trwania filmu nie wiedziałem kto, gdzie i dlaczego. czy to co widzimy dzieje się naprawdę czy tylko w umyśle jednego z bohaterów etc. Liczba przeróżnych zwrotów fabuły przekroczyła o dwa razy możliwy maksymalny limit psując cały film. A szkoda. Znając wcześniejsze filmy tego reżysera można się spodziewać, że albo kupi się produkcję i da wysoką notę, albo jednak zbyt wiele rzeczy będzie raziło. W tym wypadku ode mnie nota co najwyżej średnia. Dobra gra aktorska nie rekompensuje przeszarżowanej fabuły. A szkoda, bo aktorzy występujący w filmie zasługują na więcej.





wtorek, 28 kwietnia 2015

Witajcie w Raju

System (Child 44)
USA, Wielka Brytania 2015
reż. Daniel Espinosa
gatunek : dramat, thriller

Andriej Czikatiło. Nic wam to nazwisko nie mówi? Może to i lepiej. Andrzej znany też jest jako Rzeźnik z Rostowa. Został on oskarżony i skazany na śmierć za 53 morderstwa na dzieciach. Zabijał bo tylko to powodowało u niego erekcję. Jego działalność kryminalna przypada na lata 80. ubiegłego wieku, natomiast opisywany właśnie film dzieje się trzydzieści lat wcześniej. Dlaczego o nim jednak piszę? Ponieważ książkowy Child 44  inspirowany był działalnością tego pana i postawą, jaką władza radziecka przyjęła wobec jego zbrodni. Gdyby ktoś chciał obejrzeć film stricte o Czikatiło musi się więc zabrać za co innego: Obywatel X i Morderca ze wschodu.



Poznajemy losy bohatera wojennego, a obecnie pracownika radzieckiej bezpieki ery stalinizmu, Leo Demidowa (Tom Hardy). Z racji chwalebnej przeszłości i wykonywanego zawodu obraca się wśród elit narodu. Leo jest nieszczęśliwie żonaty z Raisą (Noomi Rapace), którą przełożeni nakazują mu śledzić pod zarzutem szpiegostwa. W pewnym momencie dziecko jego przyjaciela z frontu i pracy - Alieksieja (Fares Fares) zostaje znalezione martwe. Rodzina zmarłego upiera się, że dziecko zostało zamordowane, jednak zgodnie z doktryną państwową w ZSRR nie było morderstw więc sprawa zostaje zakwalifikowana jako wypadek. Gdy Leo nie znajduje haków na swoją żonę zostaje wysłany przez przełożonego majora Kuzmina (Vincent Cassel) do pracy w milicji w prowincjonalnym Wolsku, a jego miejsce w strukturach bezpieczeństwa zajmuje napalony na jego żonę Wasilij (Joel Kinnaman). W Wolsku Demidow trafia pod dowództwo generała Nestorowa (Gary Oldman) i szybko odkrywa, że martwe dzieci w okolicy nie są umierają w wyniku wypadków...


Szedłem na film w przekonaniu, że zaserwują nam twardy kryminał w epoce stalinizmu. Jednak wątek samego śledztwa i spraw morderstw schodzi na drugi, a czasem i na trzeci plan. O wiele bardziej autorzy skupiają się tu na przedstawieniu totalitaryzmu i wniknięciu w samo jądro ciemności ludzkiej duszy. Chociaż nie licząc wiszących gdzieniegdzie portretów wujka Stalina jest to totalitaryzm strasznie niesprecyzowany. Gdyby czerwone gwiazdy zamienić na swastyki, a obrazy Stalina na wizerunek Adolfa Hitlera mielibyśmy w sumie to samo. Jeśli film w głównej mierze ma skupić się na okropieństwach ery totalitaryzmu oczekuje się, że ten totalitaryzm zostanie sprecyzowany i spersonifikowany zgodnie z prawdą. Bardziej od samego śledztwa też będzie tu trzeba słuchać oficjalnych doktryn, wedle których mordowanie to wymysł imperializmu, a w zdrowym społeczeństwie ZSRR jest to nie do pomyślenia. W ogóle zdrowe społeczeństwo ZSRR zostało pokazane jako banda katów, donosicieli i sprzedawczyków. Nie dziwię się, że w Rosji wstrzymano dystrybucję filmu, oni w porównaniu do Polaków nie lubią, gdy przedstawia ich się aż tak jednoznacznie negatywnie. Bohaterowie książki (a potem i filmu, który opisuję) są tak zajęci kapowaniem lub uciekaniem przed oprawcami, że nie mają czasu nawet na rytualne i zwyczajowe w tym kręgu kulturowym picie wódki. A wystarczy obejrzeć chociaż współczesnego Lewiatana, filmu ponoć antysystemowego i również mającego problemy z dystrybucją na terenie Rosji, że Rosjanin na samej wodzie nie pociągnie. Autorom książki jak i filmu zabrakło jednak chyba tej przysłowiowej rosyjskiej duszy, żeby do tego dojść. Co dziwne w obsadzie aktorskiej jest nawet miejsce dla Szwedo - Libańczyka, a zabrakło choć jednego prawdziwego Rosjanina. W rezultacie część postaci brzmi jak Sherlock Holmes, część jak Strażnik Teksasu, a część mówi z lepszym lub gorszym wschodnim akcentem. O ile Tom Hardy daje radę, to niektórzy brzmią jak typowi wschodni oponenci Jamesa Bonda. Dziwi mnie Gary Oldman, który w pewnych kwestiach posługuje się swoją normalną mową, by w kolejnej scenie mówić typowym wschodnim akcentem.
Co do aktorstwa to w sumie nie mam nic do zarzucenia. Główni bohaterowie są przekonujący w swych rolach, zarówno ci wzbudzający sympatię (Fares Fares), jak i antypatię (Kinneman, Cassel). Trochę na uboczu stał jednak wklejony na plakaty Gary Oldman, a szkoda, bo kilka scen miał niezłych. Jeśli jednak on stał na uboczu, to co trzeba powiedzieć o naszej Agnieszce Grochowskiej, której rola sprowadził się do płaczliwego wykrzyczenia swych żalów. Bardzo cieszyła mnie natomiast obecność Charlesa Dance'a i Nikolaja Lie Kaasa. Role drugo, lub nawet trzecioplanowe, ale jednak miło, że się pokazali. Także wielki plus za obsadę. 

Mamy do czynienia z dobrymi aktorami i ciekawą charakteryzacją oraz lokacjami. Niestety bardzo zawiodła mnie sama fabuła. Stereotypowe pokazanie Imperium Zła oraz całkiem nielogiczny i marginalny wątek kryminalny to największe minusy. Książki nie czytałem, ale dowiedziałem się, że tam morderca miał powód do zabijania, zostawiał tropy i był w pewien sposób powiązany z bohaterem. W filmie zmienili to, przez co wyszło jak wyszło. 
W ogóle odnoszę wrażenie, że powstał w rezultacie film polityczny. Główny bohater, który w sumie próbuje walczyć z systemem i jest może nie kryształowy ale przynajmniej stara się być dobry jest Ukraińcem, Putin to obecne wcielenie Stalina, pokazany na wstępie Wielki Głód mógłby się wpisywać w aneksję Kremla i zielone ludziki etc etc. Może to nadinterpretacja i teoria spiskowa, ale tak jakoś mi się to kojarzy wszystko ze sobą.



Wstawiam trailer międzynarodowy, anie polski, gdyż nasz jest wypaczony pod pryzmatem roli Grochowskiej. Oglądając go mamy wrażenie, że ona jest tu pierwszoplanową postacią. Niestety w zwiastunie praktycznie pokazano całość jej roli. Co do samego tytułu to nie wiem czemu Child 44 zamieniono na System. Czyżby wszystko co w nazwie ma 44 zostało zawłaszczone przez Powstanie Warszawskie? 



czwartek, 2 kwietnia 2015

Zniszcz TEN dziennik!


Wschodnie obietnice (Eastern Promises) 
 Kanada, USA, Wielka Brytania 2007
reż. David Cronenberg
gatunek: dramat, thriller 

Współczesny Londyn to magiel wielu kultur. W sumie w wielu miejscach można spotkać praktycznie wszystkich, oprócz Anglików. Piegowaci i rudowłosi autochtoni przeważnie pochowali się w mniejszych miasteczkach czy wsiach, aby w swej stolicy zrobić miejsce dla Murzynów, Arabów, Hindusów czy w coraz większej ilości obywateli państw byłego Układu Warszawskiego, w tym Polski. A czy wszyscy przyjezdni zajmują się legalną pracą i spokojnym życiem? Niekoniecznie. Fakt zjedzenia przez naszych rodaków chronionych na wyspach parkowych łabędzi jest jednak o wiele mniejszym przewinieniem, niż to co wyprawiają przeliczne działające tam emigranckie gangi. W opisywanym filmie zaś poznamy londyńską diasporę rosyjską.
Mająca rosyjskie korzenie Anna (Naomi Watts) pracuje w jednym z londyńskich szpitali jako położna. Pewnego razu na jej oddział trafia młoda dziewczyna, która zaraz po urodzeniu umiera. Anna chcąc dowiedzieć się czegoś o denatce, aby oddać rodzinie pozostawione dziecko znajduje w jej rzeczach dziennik spisany po rosyjsku. Znajduje w nim wizytówkę do rosyjskiej restauracji. Równolegle więc oddaje pamiętnik do tłumaczenia wujkowi Stepanowi (Jerzy Skolimowski) oraz zanosi przeskanowane strony dziennika właścicielowi restauracji - Semionowi (Armin Mueller-Stahl). Jak pokaże czas zaniesienie dziennika jest błędem, gdyż nie tylko okazuje się, że Semion jest bossem lokalnej mafii rosyjskiej, ale także ojcem dziecka zmarłej dziewczyny. Życie Anny wydaje się być zagrożone, ale z pomocą przychodzi szofer syna mafijnego bossa, Kiryła (Vincent Cassel) - Nikołaj (znany wszystkim z jednej roli (Viggo Mortensen).


 Fabuła jest dość przewidywalna i mocno stereotypowa, jednak mimo to film ogląda się miło i przyjemnie. Nie ma tutaj zbyt wielu zwrotów akcji, a wydarzenia biegną jasno wytyczonym torem od punktu A do Z.
Mamy w filmie kilku dobrych aktorów, którzy wykazali się niezłym kunsztem. Ich postaci całkiem nieźle potrafią oddać klimat całej produkcji. Nie chcę tutaj wnikać w poziom zaawansowania wstawek używanych po rosyjsku, gdyż ekspertem nie jestem ale wydaje mi się, że na pewno brzmi to lepiej niż czasem w zachodnich filmach używany język polski (strasznie kaleczony i nienaturalny).
Poczynania filmowych bohaterów po prostu dobrze się ogląda, mimo pewnej archetypowości ich postaci. Mamy spokojnego i wyważonego bossa, który potrafi surowo ukarać, porywczego awanturnika i pijaka, jako mafijnego dziedzica oraz stojącego na uboczu żołnierza mafii, który wszystko przyjmuje ze spokojem. Rola Nikolaja jednak nie ogranicza się jednak tylko do bycia kierowcą. Zajmuje się on także przygotowaniem zwłok do odbycia ostatniej podróży. Przeważnie jest to podróż na dno Tamizy, poprzedzona obcięciem palców (brak palców = brak linii papilarnych) i wybiciem zębów. Szofer to też twardy wor (złodziej), który to zapalonego papierosa potrafi sobie bez grymasu zgasić na własnym języku. Naprawdę podoba mi się rola Mortensena w tym filmie. Na pochwałę zasługuje fakt, że przed rozpoczęciem zdjęć wybrał się na kilka miesięcy do Rosji, samotnie podróżując od Petersburga po Ural, by poznać tamtejsze obyczaje, zwłaszcza kryminalne.
Jako, że mamy tutaj realia europejskie a nie USA, bohaterowie, mimo że zatwardziali kryminaliści nie posługują się bronią palną. W Wielkiej Brytanii ciężko o pistolety, a kary za posiadanie takich są dość restrykcyjne. Dlatego filmowi kryminaliści posługują się legalnymi (a to dopiero miłośnicy prawa i sprawiedliwości!) krótkimi nożami.
Ogólnie film jest warty polecenia. Nie przejdzie on do historii kina, w Polsce w ogóle do żadnego kina nie zawitał nawet, jednak ma kilka dobrych punktów (aktorstwo, nawiązanie do rosyjskiej symboliki więziennej, scena w łaźni) dla których warto spędzić z nim te 100 minut. Dobry pomysł na ponury wieczór, jakich teraz wiele.


 

wtorek, 20 stycznia 2015

Czas cierpienia

Nieodwracalne (Irréversible)
Francja 2002
reż. Gaspar Noe
gatunek: dramat
zdjęcia: Benoît Debie
muzyka: Thomas Bangalter


Czy zastanawialiście się jak to jest, gdy życie przewraca się nagle o 180 stopni? Kiedy wszystkie plany i marzenia idą momentalnie w łeb, kiedy z najszczęśliwszej osoby pod słońcem stajesz się żywym trupem? A wszystko to ze świadomością, że dzieje się to nieodwracalnie? O tym właśnie jest ten film. Film skłaniający do refleksji i każący zastanowić się nad swoimi czynami.


Film posiada odwróconą chronologię, czyli akcja przedstawia dane sceny od ostatniej do pierwszej. Jest początkowo z tym pewien problem, gdyż trochę przypomina to czytanie książki od końcowego rozdziału. 
Przenosimy się tutaj do najbardziej zakazanych zaułków i melin francuskiego miasta, a wszystko to, by zaobserwować najczarniejsze oblicze człowieka.
Nigdy chyba nie oglądałem tak szokującego, smutnego, zatrważającego i pełnego depresji filmu. Oprócz ostatniej (a w sumie pierwszej) ze scen wszystkie inne to kwintesencja tego, jak podły bywa świat i życie.
Mamy tutaj trójkę głównych bohaterów, czyli Marcusa (Vincent Cassel), jego żonę Alex (Monica Bellucci) i ex męża tej drugiej - Pierra (Albert Dupontel). Akcja produkcji przedstawia tragiczne wydarzenia jednego dnia, który na zawsze zmieni ich życie. Będziemy świadkami nierozważnych lub pochopnych decyzji, doświadczymy agresji, brutalności, kurewstwa jak i zobojętnienia. Dosłownie wszystko co złe na Ziemi pojawia się w tym filmie. A nadzieja to ostatnie słowo, jakie może przyjść do głowy jego bohaterom miotającym się w szale cierpienia.


Każda ze scen została nagrana długim ujęciem, co tworzy samo w sobie majstersztyk produkcyjny i za to należą się wielkie brawa dla twórców. Zrealizowanie czegoś takiego to naprawdę istny geniusz precyzji.
Jest to film nie dla wszystkich, a w zasadzie raczej dla niezbyt wielu. Tematyka jak i zobrazowanie jej w poszczególnych scenach jest dosadne i brutalne. Ale jak inaczej pokazać scenę gwałtu analnego w przejściu podziemnym czy brutalne morderstwo gaśnicą, jak nie epatując agresją? Jednak rozumiem, że dla wielu może okazać się to za mocne.
We mnie film ten wzbudził mieszane uczucia. Jest z jednej strony genialnie zrealizowany, pokazuje w przewrotny sposób paskudnie okropną, ale jakże życiową tematykę, w sposób najlepszy z możliwych ukazuje to, jak działa czas. Ale jest też przerażający i dołujący. Nawet największy optymista życiowy po seansie nie uśmiechnie się przez wiele godzin, gwarantuję! Produkcja Noego ociera się o Sztukę przez duże S. Polecam każdemu o mocnych nerwach i kto przy okazji ma ochotę zniszczyć sobie samopoczucie.