Pokazywanie postów oznaczonych etykietą T. Jones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą T. Jones. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 marca 2017

Zamach

Anthropoid 
Czechy, Francja, Wielka Brytania 2016
reż. Sean Ellis
gatunek: wojenny, historyczny 
zdjęcia: Sean Ellis
muzyka: Guy Farley

Od czasu, gdy w naszym kraju rozpoczęła się dobra zmiana przedstawiciele obecnego rządu co jakiś czas przebąkują o potrzebie stworzenia zagranicznego widowiska filmowego z udziałem hollywoodzkich gwiazd, które to za polskie pieniądze przedstawi polskie dokonania narodowe czy też wojenne. Idea wydaje się słuszna, choć trochę niepokoi ewentualny wybór tematu i sposób jego pokazania. Tymczasem w pobliskich Czechach po cichu w zeszłym roku powstał taki film. Chociaż zapewne na jego nakręcenie nie wydano dziesiątek milionów zielonej waluty.


Rok 1942. Do okupowanej przez Niemców Pragi dociera dwóch zrzuconych spadochroniarzy, Jozef Gabčík (Cillian Murphy) i Jan Kubiš (Jamie Dornan) przybywają do stolicy dawnej Czechosłowacji w jednym celu, którym jest zabójstwo Protektora Czech i Moraw, Reincharda Heydricha. 


Reinchard Heydrich był najwyżej postawionym Niemcem zlikwidowanym w czasie drugiej wojny światowej. Heydrich był wyjątkowo podłym kawałem gnoja, jednak jego zabicie, choć symboliczne i wpływające na morale u obu stron doprowadziło do krwawego odwetu na ludności czeskiej. W Polsce podobna akcja udała się dopiero kilkanaście miesięcy później, gdy zabito dowódcę warszawskiego SS, Franza Kutscherę, o czym zresztą również powstał film (liczący niemal 60 lat Zamach). Opisywany właśnie film zaś choć traktuje o zamachu na Heydricha to skupia się na wydarzeniach sprzed, jak i po zamachu. Fragment zabójstwa jest kilkuminutową sceną, a sam zamach, zresztą zgodnie z historią przedstawiony jest jako niezbyt dobrze wykonany, lecz jednak szczęśliwie zakończony. Same sceny od zamachu do końca to najmocniejsze punkty filmu. Niestety w moim zdaniem zbyt dużo czasu poświęcono wydarzeniom sprzed asasynacji, gdzie głównie pokazuje się relację bohaterów z dwoma kobietami. Te relacje to zresztą najsłabszy moim zdaniem punkt programu. Za to dobrze wypadają aktorzy. Oprócz już wymienionych (na pewno obecność postaci Christiana Greya przyciągnęła sporo fanów tej filmowo-literackiej osoby) mamy choćby Toby'ego Jonesa oraz co ciekawe całkiem sporą rolę odegrał Marcin Dorociński. Ogólnie więc mamy pokazany ciekawy i ważny epizod drugiej wojny światowej, a anglojęzyczny film na pewno poprawi wiedzę świata o wydarzeniach wojennych na wschodzie. Dla fanów filmów wojennych oraz samej II Wojnie Światowej pozycja obowiązkowa,a i reszta też nie powinna się nudzić. Warto obejrzeć. 



czwartek, 24 grudnia 2015

Kosmiczne moce

Czego dusza zapragnie (Absolutely Anything)
Wielka Brytania, USA 2015
reż. Terry Jones
gatunek: komedia

Dość dawno temu, jeszcze w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku miałem okazje przeczytać komiks z Kaczorem Donaldem jako głównym bohaterem. Pechowy kaczor został obdarzony przez kosmitów super mocą, dzięki której mógł on dokonywać nadzwyczajnych rzeczy. Ufoludki chciały się przekonać czy mieszkaniec Ziemi wykorzysta ten dar do dobrych czy raczej złych celów. Mniej więcej to samo możemy zaobserwować w filmie Terry'ego Jonesa.


Neil (Simon Pegg) jest nieudolnym brytyjskim nauczycielem i niespełnionym pisarzem. Wiedzie on samotny żywot wraz z psem w jednym z bloków. Jest on platonicznie zakochany w sąsiadce z piętra niżej, uroczej Catherine (Kate Beckinsale), która jednak zupełnie go ignoruje. Lecz gdy planujący zniszczenie naszej planety kosmici obdarzają Neila supermocami, by sprawdzić do jakich celów je wykorzysta sytuacja nauczyciela szybko ulega poprawie. 


Film ten jest jedną z ostatnich zrealizowanych produkcji zrealizowanych przy pomocy Robina Williamsa. Aktor wcielił się tutaj w rolę psa głównego bohatera, któremu podłożył głos. Z innych ciekawostek warty odnotowania jest też to, że przy filmie udział wzięli członkowie kultowej dla wielu grypy Monty Pythona podkładając głos ufoludkom i zajmując się reżyserią. Jako że nigdy nie byłem wielkim fanem humoru reprezentowanego przez tych brytyjczyków nie uważam tego za szczególnie wielki plus. 
Sam film zaś bazuje na bardzo oklepanym schemacie fabularnym (od początku chce się powiedzieć 'Gdzieś już to widziałem') i nie zaskakuje w ani jednym momencie. Odgrzewany kotlet potrafi być dobry, jednak odgrzewanie go po raz dziesiąty to już niezbyt dobry pomysł. Mam też problem z grą Pegga, który niezbyt pasuje mi do tej roli. Nie znalazłem w nim specjalnie wielkiego talentu komediowego. Dobrze za to wypada Beckinsale, która jednak mogłaby wystąpić od czasu do czasu w czymś ambitniejszym zanim się zupełnie nie zestarzeje, choć oczywiście jak na swój wiek to wciąż całkiem niezła niunia mumia. 
Ogólnie film trwa 80 minut i posiada kilka mimo wszystko zabawnych scen, oglądanie go w żadnym momencie nie boli i jeśli kogoś nie nudzi oglądanie tego samego schematu po raz setny to pewnie będzie się całkiem dobrze bawił. 





środa, 7 października 2015

Stara baśń

Pentameron (Il racconto dei racconti)
Francja, Wielka Brytania, Włochy 2015
reż. Matteo Garrone
gatunek: fantasy

Nie licząc Szekspira ilu jest XVI/XVII wiecznych autorów, którymi zainteresowali się światowi filmowcy w wieku XXI? Sądzę, że bardzo mało. A opisywany właśnie film bazuje na baśniach neapolitańskiego poety Giambattisty Basila. I co ciekawe jest to europejska koprodukcja, która doczekała się udziału w tegorocznym konkursie o Złotą Palmę w Cannes. Więc ze wszelkich miar film zapowiadał się ciekawie. 


W filmie przeplatają się nawzajem trzy baśniowe historie z udziałem trzech różnych królestw i ich władców. Poznajemy losy królowej Longtrellis (Salma Hayek) i jej długo oczekiwanego syna Eliasza (Christian Lees), chutliwego króla Strongcliffa (Vincent Cassel) i historię jego zakochania w głosie staruchy (Shirley Henderson) oraz wychowującego olbrzymią pchłę króla Highhillsa (Toby Jones) i jego pragnącej wyjść za mąż córki Violet (Bebe Cave).


Film jest zrealizowany w iście baśniowym stylu. Mamy trzech władców, którzy poruszają się przeważnie w swych ceremonialnych strojach, władają w wielkich zamkach, które otaczają pustkowia lub inne mało ciekawe warunki klimatyczne. Wszystkie postaci królewskie są zarysowane dość krucho, a ich zagranie nie było specjalnym wyzwaniem. Co ciekawe w mniejszej roli pojawia się z roli młodej Nimfomanki Stacy Martin, tym razem przeważnie ubrana. Mamy też bardzo czarno biało zarysowany świat, w którym dzieje się akcja. Fabuła też jest iście baśniowa, mamy nadgorliwą matkę, która poświęca wiele, by za sprawą magii spłodzić dziecko, króla - jebakę, który zakochuje się w głosie jednej z dwóch starych bab nie wychodzących ze swego domu oraz historię dziewczyny wychowanej na eposach rycerskich pragnącej wyjść za mąż za księcia z bajki. Mimo tego, że bohaterów spotyka wiele niecodziennych przygód, jak pojedynek z bestią morską, przemienienie ciała czy porwanie przez ogra akcję ogląda się bez większego zaangażowania. Niestety narracja jest poprowadzona na bardzo nudnym poziomie co przy ponad 130 minutowym filmie nie jest najlepszą cechą. 
Osobny punkt należy się za to samej oprawie wizualnej. Kraina, w której żyją bohaterowie (których losy w kilku scenach się zetkną) to wizualny majstersztyk, baśniowy świat z kart książki Basile'a został odwzorowany naprawdę pięknie. Tak samo jak i stroje i ogólna charakteryzacja postaci, wszystko jak najbardziej pasuje do bajkowego klimatu opowieści. 
Myślę, że dla fanów ambitnego kina, którzy oprócz nudnej jak flaki z olejem narracji wychwycą wysublimowane zalety tej produkcji jest to pozycja do polecenia, dla innych raczej niezbyt.