Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2017

Sąsiedzi

Konstytucja (Ustav Republike Hrvatske)
Chorwacja, Czechy, Macedonia, Słowenia 2016
reż. Rajko Grlić
gatunek: dramat
zdjęcia: Branko Linta
muzyka: Duke Bojadziev

Nieczęsto miałem okazję oglądać filmy pochodzące z Bałkanów. Praktycznie nie licząc pokazów festiwalowych omijają one szerokim łukiem polskie kina, nawet te studyjne, a tamtejszych filmów z małymi wyjątkami ze świecą szukać w polskich (i polskojęzycznych) stacjach telewizyjnych. Może poziom tamtejszej kinematografii jest na tyle niski, że nie wychodzi ona poza swój region, jednak to za proste wytłumaczenie (bo multum amerykańskiego badziewia cotygodniowo szturmuje nasze kina i ciągle straszy z ekranów telewizorów). Dlatego też cieszę się, że mogłem w kinie obejrzeć ten film. 


Renomowany nauczyciel historii Vjeko Kralj (Nebojša Glogovac) wychował się w nacjonalistyczno - faszystowskiej rodzinie i odziedziczył po niej mocno konserwatywne przekonania. Jednak mężczyzna skrywa przed światem pewien sekret - jest transwestytą i homoseksualistą. Pewnego dnia wracając do domu w damskich ciuszkach zostaje napadnięty i pobity przez chorwackich narodowców. W rekonwalescencji pomaga mu sąsiadka, pielęgniarka Maja (Ksenija Marinković). Pech chce, że kobieta jest żoną Serba, policjanta Antego (Dejan Aćimović), którego z kseonfobicznej zasady Vjeko nie toleruje. Maja prosi go jednak, by pomógł mężowi w nauce chorwackiej konstytucji...


Aby zasiąść do seansu tego filmu wypadałoby być choć trochę zorientowanym w tematyce. Oczywiście nie trzeba znać tytułowej chorwackiej konstytucji, jednak warto wiedzieć coś o choć najnowszej historii Serbii i Chorwacji oraz dlaczego oba narody niezbyt za sobą przepadają choć przez lata żyły między sobą bez większego problemu. Bez choćby minimalnego backgroundu da się oczywiście oglądać ten film, jednak nie odbierze się go pewnie na tym samym poziomie. Dlatego zalecam przynajmniej wcześniej przewertować choć kilka notek na Wikipedii.
Sam film chociaż umiejscowiony został w stolicy Chorwacji, Zagrzebiu i opowiada o sprawach bałkańskich to po kilku zmianach mógłby zostać zrealizowany również i w Polsce (i kilku innych miejscach) dlatego też fabuła i przesłanie obrazu nabiera cech uniwersalnych. Autorzy mierzą się po części z problemem Wielkiej Chorwacji i jej zwolenników (gdyby kręcono ten film w Albanii byłoby o Wielkiej Albanii, gdyby w Serbii to o Wielkiej Serbii etc. gdy ktoś za bardzo chce swojej wielkości jak widać nic dobrego się nie dzieje bo to zawsze budowane jest kosztem innych), historycznej postawy dużej części Chorwatów w czasie II Wojny Światowej, polityki asymilacyjnej Serbów w obecnej Chorwacji czy problemów z własną tożsamością. I gdyby film opowiadał tylko na ważne tematy lecz nie robił tego w sposób dobry i filmowy skrytykowałbym go. Bo film to nie tylko przesłanie ale przede wszystkim sztuka. Tutaj twórcą udało się oddać widzom ważne przesłanie społeczne nie pozbawiając walorów artystycznych - film ogląda się bardzo dobrze, a jego realizacja stoi na europejskim poziomie. Cieszy też humanitarny wydźwięk całości, który jednak nie jest przedstawiony w sposób banalny i infantylny. Oby więcej takich filmów!




poniedziałek, 27 marca 2017

Zamach

Anthropoid 
Czechy, Francja, Wielka Brytania 2016
reż. Sean Ellis
gatunek: wojenny, historyczny 
zdjęcia: Sean Ellis
muzyka: Guy Farley

Od czasu, gdy w naszym kraju rozpoczęła się dobra zmiana przedstawiciele obecnego rządu co jakiś czas przebąkują o potrzebie stworzenia zagranicznego widowiska filmowego z udziałem hollywoodzkich gwiazd, które to za polskie pieniądze przedstawi polskie dokonania narodowe czy też wojenne. Idea wydaje się słuszna, choć trochę niepokoi ewentualny wybór tematu i sposób jego pokazania. Tymczasem w pobliskich Czechach po cichu w zeszłym roku powstał taki film. Chociaż zapewne na jego nakręcenie nie wydano dziesiątek milionów zielonej waluty.


Rok 1942. Do okupowanej przez Niemców Pragi dociera dwóch zrzuconych spadochroniarzy, Jozef Gabčík (Cillian Murphy) i Jan Kubiš (Jamie Dornan) przybywają do stolicy dawnej Czechosłowacji w jednym celu, którym jest zabójstwo Protektora Czech i Moraw, Reincharda Heydricha. 


Reinchard Heydrich był najwyżej postawionym Niemcem zlikwidowanym w czasie drugiej wojny światowej. Heydrich był wyjątkowo podłym kawałem gnoja, jednak jego zabicie, choć symboliczne i wpływające na morale u obu stron doprowadziło do krwawego odwetu na ludności czeskiej. W Polsce podobna akcja udała się dopiero kilkanaście miesięcy później, gdy zabito dowódcę warszawskiego SS, Franza Kutscherę, o czym zresztą również powstał film (liczący niemal 60 lat Zamach). Opisywany właśnie film zaś choć traktuje o zamachu na Heydricha to skupia się na wydarzeniach sprzed, jak i po zamachu. Fragment zabójstwa jest kilkuminutową sceną, a sam zamach, zresztą zgodnie z historią przedstawiony jest jako niezbyt dobrze wykonany, lecz jednak szczęśliwie zakończony. Same sceny od zamachu do końca to najmocniejsze punkty filmu. Niestety w moim zdaniem zbyt dużo czasu poświęcono wydarzeniom sprzed asasynacji, gdzie głównie pokazuje się relację bohaterów z dwoma kobietami. Te relacje to zresztą najsłabszy moim zdaniem punkt programu. Za to dobrze wypadają aktorzy. Oprócz już wymienionych (na pewno obecność postaci Christiana Greya przyciągnęła sporo fanów tej filmowo-literackiej osoby) mamy choćby Toby'ego Jonesa oraz co ciekawe całkiem sporą rolę odegrał Marcin Dorociński. Ogólnie więc mamy pokazany ciekawy i ważny epizod drugiej wojny światowej, a anglojęzyczny film na pewno poprawi wiedzę świata o wydarzeniach wojennych na wschodzie. Dla fanów filmów wojennych oraz samej II Wojnie Światowej pozycja obowiązkowa,a i reszta też nie powinna się nudzić. Warto obejrzeć. 



niedziela, 5 marca 2017

Polowanie

Pokot
Polska, Czechy, Szwecja, Czechy 2016
reż. Agnieszka Holland
gatunek: dramat, kryminał
zdjęcia: Jolanta Dylewska
muzyka: Antoni Łazarkiewicz

Na ten film nagrodzony między innymi na festiwalu filmowym w Berlinie czekałem od czasu, gdy tylko dowiedziałem się, że trwa jego ekranizacja. Chociaż nie jestem wielkim fanem twórczości filmowej Agnieszki Holland, to fakt, że zekranizuje ona kontrowersyjną książkę Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych zapowiadał, że nikt nie przejdzie obok tej produkcji obojętnie. 


Akcja filmu przenosi nas w Sudety, gdzie w chatce na pustkowiu wraz ze swymi psami egzystuje emerytowana inżynier, a obecnie dorabiająca jako anglistka w miejscowej podstawówce Janina Duszejko (Agnieszka Mandat). W pewnym momencie w okolicy dochodzi do tajemniczych morderstw, których ofiarami są lokalni myśliwi. Duszejko twierdzi, że za ich śmiercią stoją mszczące się na swych prześladowcach leśne zwierzęta...


Film ten rozpętał w naszym kraju małą burzę. Wszystko oczywiście przez nasz spolaryzowany politycznie naród - a to za sprawą tego, że znana ze swych politycznych poglądów reżyserka nakręciła adaptację książki autorki, która też jest znana ze swych wyraźnych poglądów, zaś i książka i adaptacja jasno pokazuje, kto jest według aktorek tym dobrym,a kto złym. Ja się w konflikty polityczne mieszać nie zamierzam i politycznie na ten film patrzeć nie będę, oglądając oceniałem po prostu jakość produkcji, zdjęć, aktorstwa, ogólnej fabuły i całej filmowej reszty. Aktorstwo można ocenić w filmie jak najbardziej na plus. W filmie oprócz odkrytej dla kina w dość późnym wieku Mandat mamy tuzy polskiego ekranu: jest Tomasz Kot, Andrzej Grabowski, Wiktor Zborowski, a udanie sekundują im Borys Szyc, Marcin Bosak, Jakub Gierszał oraz Andrzej Konopka i córka Jacka Kaczmarskiego - Patrycja Volny. Nikt tu wyraźnie nie odstaje i nawet Szyc w ostatnim czasie wychodzi na aktorską prostą biorąc udział w ambitnych produkcjach. Także na plus można zapisać urzekające, odludne plenery Sudetów oraz bardzo klimatyczne zdjęcia dzikiej przyrody i natury. Niestety zawiodłem się na samej intrydze. Mamy tu niby kryminał, jednak przez 90% filmu nikogo specjalnie nie rusza to, że zagadkowo giną ludzie. Ludzie z pewnego kręgu i znający się nawzajem. Mimo to nikt specjalnie się ich losem nie przejmuje. Także osoba pani Duszejko nie zaskarbiła sobie sympatii - dostajemy taką sfrustrowaną, zdziwaczałą starą pannę, z którą na stopie moralnej często bym się zgodził to jej zachowanie jest irytujące i ciężko czasem wytrzymać jej występy. Co gorsze sam trwający ponad dwie godziny film często jest nudny, nie dzieje się nic, a akcja wlecze się tempem ślimaka. Także ogólnie kładąc na szali plusy i minusy wychodzi mniej więcej po równo. Film średni, który nie jest ani jakimś gniotem, ale też nie aspiruje (choć w zamyśle zapewne aspirować chciał) do czegoś więcej niż przyzwoite kino. 





niedziela, 11 grudnia 2016

Zboczeńcy

Spiskowcy rozkoszy (Spiklenci slasti)
Czechy, Szwajcaria, Wielka Brytania 1996
reż. Jan Švankmajer
gatunek: czarna komedia

Nie tak dawno temu obejrzałem inny film czeskiego reżysera Jana Švankmajera, noszący tytuł Mały Otik. Produkcja ta zapowiadała, że i inne filmy tego twórcy mogą być bardzo...specyficzne. Słowem - nie każdemu przypadnie do gustu to, co w swych dziełach pokazuje autor. I o ile Otika jakoś kupiłem, nie mogę tego powiedzieć zupełnie o tym filmie. 


Obserwujemy życie tak zwanych zwykłych ludzi (między innymi Pavel Nový, Anna Wetlinská, Barbora Hrzánová, Gabriela Wilhelmová, Petr Meissel), którzy oddają się swoim wstydliwym pasją, gdy akurat nikt nie patrzy. 


Przez niemal półtorej godziny obserwujemy małe i duże dziwactwa grupy ludzi, i aż dziw bierze, że nie ma wśród nich tytułowych Guzikowców z filmu Petra Zelenki. Bohaterowie bez słów wikłają się w realizację swoich najskrytszych grzesznych przyjemności. Niestety całość jest dla mnie całkowitym nieporozumieniem. Do tego w pewnym momencie na domiar złego dochodzą pokraczne, siermiężne animacje (reżyser swego czasu tworzył wiele animowanych filmów), których nie mogłem oglądać. Patrząc na zatrważająco wysoką średnią ocen filmu na filmwebie jestem zdumiony, że aż tak wiele osób mogło to oglądać. Mnie reżyser tym filmem nie tylko nie przekonał, ale i zraził, co zdarza się wyjątkowo rzadko. Dobrze więc radzę - trzymać się od tego czegoś z daleka.




niedziela, 13 listopada 2016

Totalna kimdzongilizacja

Pod opieką wiecznego Słońca (V paprscích slunce)
Czechy, Niemcy, Rosja, Korea Północna, Łotwa 2015
reż. Witalij Manski
gatunek: dokumentalny

Czytając liczbę państw, które brały udział w produkcji tego filmu można zauważyć oprócz dość standardowych Niemiec, Rosjan czy Czechów trochę mniej znaną filmowo Łotwę oraz kraj będący największym zaskoczeniem - Koreę Północną. A to za sprawą faktu, iż reżyser postanowił udać się do tego państwa, by nakręcić życie codzienne zwykłych ludzi. 


Wraz z kamerą obserwujemy życie przygotowującej się do wstąpienia do Unii Dzieci (komunistyczna młodzieżówka w Korei Płn.) Zin-mi oraz jej rodziców mieszkających w stolicy kraju, Pjongjangu. Szybko jednak okazuje się, że rodzina ta tylko odgrywa reżyserowaną przez koreański reżim pokazową rolę...


Korea Północna to jeden z najbardziej odizolowanych państw świata. Komunistyczny Raj dynastii Kimów wprawdzie otwiera się coraz bardziej na pochodzących z Zachodu turystów, jednak wydaje się, że wszystko to, co będą oni zobaczyć to jedna wielka mistyfikacja zaplanowana na potrzeby wycieczek.
Reżyser Manski widząc we wcześniejszych, całkiem licznych filmach dokumentalnych o tym państwie nie jednostki, a tylko całe masy ludzkie zapragnął nakręcić film o losie przeciętnej rodziny północnokoreańskiej. Co zadziwiające, udało mu się dostać zgodę na nakręcenie tego filmu, jednak to, co zaplanowali dla niego słudzy reżimu zawstydziłoby nawet twórców pamiętnego Truman Show. W północnokoreańskiej stolicy Manski spotkał się z podstawioną rodziną, która zamieszkała w nie swoim mieszkaniu, podjęła inny zawód, niż ten wykonywany na co dzień, a wszystkie swoje kwestie musiała powtarzać, do czasu, aż koreański koordynator był z nich w pełni zadowolony. Koreańczycy myśleli, że reżyser nakręci dla nich film propagandowy, który później pokaże w Rosji, jednak Manski oszukał Azjatów. Ci nie zdawali sobie sprawy, że gdy nikt nie obsługuje kamery, w której dodatkowo nie świeci się czerwona lampka ta może wciąż nagrywać. I tak szybko ujawniła się szokująca manipulacja ze strony decydentów Korei Północnej. Jednak uczestniczymy też w życiu wstępującej do Unii Dzieci dziewczynki, między innymi oglądając zajęcia szkolne, w których bierze udział. To dobitny i smutny przykład indoktrynacji, jakiej poddawani są Koreańczycy od dziecka do późnej starości. Ich życie ogranicza się do chwalenia Umiłowanych przywódców, a kult jednostki i restrykcje są na poziomie, na jakim nigdy nie było to spotykane ani w Związku Radzieckim, ani w Chinach,a czasy PRLu przy tym, co jest w Korei to czysta, niczym nieskażona sielanka. 
Chociaż ryzykowne zachowanie ze strony Manskiego opłaciło się, dając rezultat w postaci tego szokującego, choć wartościowego filmu, to było też skrajnie nieodpowiedzialne. Za nielegalne nagrywanie mogą ucierpieć występujący w filmie ludzie, z małą Zin-mi i jej rodzicami włącznie. W chorym kraju nigdy nie wiadomo, co może spotkać tych ludzi. Jednak skoro ten film już istnieje to warto zobaczyć życie i manipulacje stosowane w tym opresyjnym systemie. Do refleksji.




sobota, 5 listopada 2016

Unikalni przeciętniacy

Guzikowcy (Knoflíkáři)
Czechy 1997
reż. Petr Zelenka
gatunek: czarna komedia

Raz na jakiś czas trafi się film, na który nawet mimo chęci nie jestem w stanie za dużo napisać czy też powiedzieć. Po prostu oglądam go,przetwarzam w mózgu to, co widziałem i potem nie znajduję słów, by w dobry sposób opisać to co widziałem. I ten film Petra Zelenki jest właśnie jednym z takich filmów. 


Oglądamy sześć luźno powiązanych ze sobą historii, których bohaterami są zwykli ludzie żyjący przeważnie w Pradze końca XX wieku, ale nie tylko gdyż poznajemy też kilkoro Japończyków i Amerykanów w opowieści z 1945. Wszystkie te opowieści łączą dziwactwa bohaterów oraz ich ogólne zmagania z egzystencją...


Jak już wspomniałem nie mamy tu do czynienia z jedną spójną historią lecz przyglądamy się  sześciu nowelom filmowym, które opowiadają odmienne od siebie historie, jednak ogólnie pokazują problemy zwykłych ludzi. Wszystko to ujęte w typowo czeski komediodramat, gdzie elementy wisielczego humoru przeplatają się z realnym tragizmem. Oparte na dialogach i absurdalnych dziwactwach i osobliwościach bohaterów niestety stoją na nierównym poziomie. Część z nich jest względnie dobra, niektóre niestety strasznie drętwe, nijakie i przedłużane na siłę. Na uwagę zasługuje na pewno pierwsza sekwencja z Japonii, gdzie Japończycy uczą się przeklinać, jednak im dalej w las tym wartych uwagi segmentów jest mniej, ostatni zaś jest naprawdę bardzo słaby. 
Ogólnie ludzie oceniają ten film dużo lepiej niż ja, więc niewątpliwie warto go obejrzeć i ocenić samemu, jak dla mnie jest to niestety tylko co najwyżej przeciętniak, choć gdyby wszystkie epizody miały siłę pierwszego byłoby o wiele lepiej.





sobota, 29 października 2016

Czeski Pinokio

Mały Otik (Otesánek)
Czechy 2000
reż. Jan Švankmajer
gatunek: surrealistyczny, czarna komedia

Wszyscy chyba znamy opowieść o wystruganym przez Gepetta z drewna pajacu Pinokiu, który nagle ożywa stając się drewnianym chłopcem. Choć początkowo jest krnąbrny i nieznośny to w końcu po przebytej przemianie duchowej staje się prawdziwym człowiekiem. Czesi jednak mają swoją ludową baśń, trochę podobną do historii o Pinokiu - tam jednak prym wiedzie niejaki Ociosanek. 


Małżeństwo Karel (Jan Hartl) i Bożena (Veronika Žilková) nie mogą mieć dzieci, przez co kobieta nieustannie rozpacza. Pewnego dnia Karel wykopuje na działce znajduje pień przypominający niemowlę. Po obrobieniu go pokazuje go swej żonie. Ta uznaje pień za swoje dziecko i pragnie go wychować. Po dziewięciu miesiącach ociosanek ożywa i ciągle jest głodny. Bardzo głodny...


Jeśli miałbym porównać klimatem film Švankmajera do czegoś innego to chyba najbliżej będzie twórczość Jeana-Pierrea Jeuneta i Marca Caro. W sumie zamieszkujący kamienicę w Małym Otiku ludzie mogliby bez problemu przenieść się do kamienicy znanej z Delicatessen Francuzów. Ogólnie jednak historia żarłocznego pnia jest tak oryginalna i dziwaczna, że zaręczam, że czegoś takiego nikt wcześniej nie widział i raczej nie zobaczy. 
Mamy tu trochę dramatu, gdyż historia zrozpaczonej Bożeny i sekundującego jej Karela naprawdę jest pełna smutku. Ludzie ci sami nie mogący mieć dzieci widzą na każdym kroku maluchy, wózki pełne dzieci,a w jednej z początkowych scen nawet dzieci pakowane na straganie jak ryby - wyławiane i owijane w gazety. Naprawdę mimo wyższego poziomu absurdu może chwycić to za serce - tak samo, jak sceny pielęgnowania małego Otika przez jego matkę obcinającego mu palce - konary - bardzo to sugestywne. 
Niestety trochę kuleje pokazywanie Otika w ruchu - wygląda to po prostu słabo, rodem z niskobudżetowych filmów krótkometrażowych, z których swoją drogą reżyser się wywodzi. Animacje ociosanka w dniu premiery wyglądały już staro, a po 16 latach od premiery sytuacja jeszcze tylko się pogorszyła. Także trzeba uwierzyć w pewną baśniową umowność tej opowieści i uznać na słowo honoru zero jedynkowe postępowanie bohaterów, którzy wszystko przyjmują od razu i na serio. Ta pewna naiwność jest wpisana jednak w klimat każdej baśni. Także sposób montażu nie przypadł mi do gustu i czasem mnie te ujęcia irytowały.
Mamy do czynienia z filmem bardzo oryginalnym, stworzonym w niepowtarzalnym stylu. Zapewne wielu ludzi zrazi się bardzo szybko, dla innych będzie to ciekawa filmowa przygoda. Można zaryzykować i obejrzeć.  






niedziela, 16 października 2016

Czeski film

Zagubieni (Ztraceni v Mnichově)
Czechy 2016
reż. Petr Zelenka
gatunek: komedia

Tak zwany Układ monachijski był obok Anschlussu kluczowym preludium do rozpoczętej rok później przez Niemców II Wojny Światowej. W Monachium pod koniec września 1938 roku cztery państwa zdecydowały bez obecności najbardziej zainteresowanego kraju, czyli Czechosłowacji o przyłączeniu części jej terytorium do III Rzeszy. O ile podpisanie tego aktu przez Adolfa Hitlera i Benita Mussoliniego nie było niczym dziwnym, to już zgoda premierów Wielkiej Brytanii i Francji (Neville'a Chamberlaina i Édouarda Daladiera) była dla Czechów wielkim szokiem. Chamberlain wrócił do swego kraju z pamiętnymi słowami Przywożę wam pokój, zaś największą złość Czechów spowodowała reakcja Francji, z którą kraj miał podpisane porozumienia dotyczące agresywnych zapędów Niemiec. Czesi, tak jak rok później Polacy doszli do wniosku, że zachodni sojusznicy ich zdradzili. Wydarzenia sprzed niemal 80 lat są zaś jedną z głównych osi filmu.


Dziennikarz śledczy Pavel (Martin Myšička) zostaje wysłany na czesko - francuską konferencję prasową związaną z 70. leciem podpisania układu monachijskiego w celu zrobienia wywiadu z francuskim przedstawicielem. Ku jego zaskoczeniu okazuje się, że Francuzi przywieźli starą papugę należącą w przeszłości do premiera Daladiera, który był sygnatariuszem układu. Zirytowany Pavel porywa zwierzę i wiezie je do swego szefa. Tam dowiaduje się, że właśnie został zwolniony, a jego żona ma romans z innym mężczyzną. Tymczasem papuga zaczyna mówić głosem dawnego premiera Francji...


Dość szybko dowiadujemy się podczas seansu (po jakimś 20-25% czasie trwania całości), że wydarzenia, które widzieliśmy na początku to urywki z właśnie kręconej czesko - francuskiej koprodukcji filmowej. Przez resztę trwania produkcji oglądamy swoisty making of z powstawania tego fikcyjnego filmu. A trzeba przyznać, że jego powstawanie wiąże się z wieloma trudnościami oraz kuriozalnymi sytuacjami. Zgodnie z prawem Murphy'ego jeśli coś może pójść źle to pójdzie źle i tu mamy tego przykłady. 
Do jednej z głównych ról wyrasta tu postać gadającej papugi i to jest prawdopodobnie najfajniejszy ptak, jakiego do tej pory widziałem na ekranie. Mądre, długowieczne zwierzę, które jeszcze potrafi naśladować głosy - aż nabrałem ochoty na zakup takiego ulubieńca.
Czesi w tym filmie w bardzo mądry sposób zmierzyli się też ze swoją narodową traumą związaną z rozbiorem swego terytorium w 1938 i antagonizmem względem Francji trwającym aż do dzisiaj. Stworzyli zabawną komedię, która momentami naprawdę śmieszy, a przy tym dość poważnie (a przy tym w sposób paradoksalnie lekki) opowiedzieli o swej narodowej tragedii sprzed lat. Także mamy tutaj film o gadającej papudze będący przyczynkiem do okołonarodowej dyskusji lub poważny film o historycznej traumie,który sprowadza się do ukazania porwanej przez dziennikarza papugi. Którą opcję wybrać - i tak niecodziennie. W polskim kinie brakuje mi właśnie tego typu lekkiego spojrzenia na sprawy trudne. Od wieków głównym trendem było u nas uważanie się za mesjasza narodów, a z klęsk, cierpienia i martyrologii zrobiono główny punkt narodowej tożsamości. Kiedyś potrafiono u nas o trudnych okresach historii mówić w sposób lekki (np. Jak rozpętałem II Wojnę Światową), dziś każda próba ukazania okresu cierpień inaczej niż boleśnie skończyłaby się pewnie i klapą finansową, jak i procesami sądowymi o znieważenie symboli narodowych. Także zazdroszczę Czechom podejścia do swoich trudnych spraw i tym samym tego filmu, który nie jest wybitny lecz co najwyżej bardzo przyzwoity jednak pokazuje, że można pokazać pewne wydarzenia z przeszłości w sposób mniej sztywny niż tu w Polsce się wydaje. Film ten nie jest odosobnionym poglądem Zelenki, lecz wydaje się być głosem całego środowiska czeskich filmowców, którzy wystawili ten obraz w walce o tegoroczne Oscary - szans na nominację raczej nie mają (Hollywood lubuje się przy przyznawaniu nagród za nieanglojęzyczne filmy w tragediach i cierpieniu), jednak obejrzeć myślę, że warto. 




środa, 31 sierpnia 2016

Rozliczenie z przeszłością

Czerwony kapitan (Červený kapitán)
Słowacja, Czechy, Polska 2016
reż. Michal Kollar
gatunek: kryminał 


Zacznę od tego, że jedną z rzeczy, jakich nie cierpię w filmie jest dubbing. Jest to forma akceptowalna w animacjach i grach komputerowych (chociaż i tam chyba lepiej zostawiać jest oryginalne głosy) jednak w filmach aktorskich taki rodzaj uprzykrzania życia widzowi jest nie do przyjęcia. Dzięki takim rozwiązaniu zanika w ponad połowie gra aktorska, ucieka klimat całości i ogólnie ogląda się to jakoś dziwnie. Szczególnie, że większość głosów dubbingowych powtarza się w 3 na 4 dubbingowane lub poddane voice actingowi produkcje. I właśnie ten film w Polsce wyszedł tylko w wersji nieoryginalnej, z dodanym przymusowo polskim udźwiękowieniem. 


Przenosimy się do roku 1992 do Bratysławy. Komunizm upadł, a Czechosłowację niebawem zastąpią dwa niepodległe kraje. Tymczasem policjant Richard Krauz (Maciej Stuhr) wraz z kolegą z pracy Eduardem Burgerem (Marián Geišberg) odkrywa kilkuletnie zwłoki z gwoździem wbitym w czaszkę. Rozpoczyna on własne śledztwo, w czasie którego dochodzi do wniosku, że za tą śmierć odpowiada dawne UB.


Tak jak już wspomniałem na początku jedną z głównych wad tego filmu jest fakt, że został on brutalnie zgwałcony przez dystrybutora poprzez przymusowe zdubbingowanie. Przez to nie umiem wypowiedzieć się co do ważnego aspektu, czyli gry aktorskiej. Musiałbym kiedyś dorwać słowacką wersję oryginalną,a to zapewne zbyt łatwe nie będzie. Doszło tutaj do kuriozalnej sytuacji, gdzie Maciej Stuhr musiał jako jeden z nielicznych polskich aktorów podłożyć głos pod samego siebie. Do dzisiaj nie rozumiem dlaczego w wielu krajach dominuje dubbingowanie wszystkiego co tylko można (nie mówię, że lektor jest lepszy, po prostu każdą oryginalną ścieżkę dźwiękową powinno się udostępnić z napisami i tyle). 
Mimo obowiązkowego polskiego dubbingu podobał mi się naprawdę klimat filmu. Brudne bary pełne typów spod ciemnej gwiazdy, Bratysława sprzed ćwierć wieku, specyficzne poczucie humoru patologów do tego w dużej części filmu pokazana policyjna robota z tamtego okresu okraszona dobrymi dialogami postaci (szkoda, że nie słyszymy ich w oryginale). Naprawdę do samego klimatu panującego w filmie przyczepić się nie można, duże brawa. Szkoda natomiast, że później to wszystko się rozmowa i oglądamy długą szamotaninę niezłomnego bohatera walczącego z podłymi agentami dawnego UB. W pewnym momencie nie wiedziałem już o co dokładnie chodzi, obserwowałem tylko pościgi i strzelaniny. Spartaczony pomysł, a szkoda. Wszystko zaś na podstawie jednej z najpopularniejszych słowackich książek, o tym samym tytule. No cóż, pierwsza polska ekranizacja Miłoszewskiego wypadła gorzej niż ta słowacko - czesko - polska Dominika Dana. Pozostaje liczyć, że następne będą bardziej udane. Oraz że ktoś wyda je w Polsce. Tym razem bez dubbingu.




niedziela, 17 kwietnia 2016

Wielka mistyfikacja

Iluzjonista (The Illusionist )
USA, Czechy 2006
reż. Neil Burger
gatunek: dramat, romans, fantasy

Istniejące przez pół wieku w latach 1867 - 1918 państwo znane jako Austro - Węgry mimo dość krótkiego czasu występowania dość znacząco zaznaczyło się w historii (III Rzesza zaznaczyła się znacznie bardziej mimo 12 lat swego trwania). Ten kuriozalny twór państwowy będący mieszaniną różnych nacji i grup kulturowych jednak dość słabo zaznaczył się w kinematografii. W sumie oprócz naszych C.K. Dezerterów  i klasycznych opowieści o cesarzowej Sisi nie przychodzi mi nic do głowy. Dlatego z radością przyjąłem wiadomość, że opisywany właśnie film dzieje się w tym kraju. 


Poznajemy historię robiącego furorę w stołecznym Wiedniu iluzjonisty znanego jako Eisenheim (Edward Norton). W czasie jednego z występów spotyka swą znajomą z dzieciństwa, księżną von Teschen (Jessica Biel), w której jest z wzajemnością zakochany. Księżna jest jednak narzeczoną następcy tronu, okrutnego księcia Leopolda (Rufus Sewell), który nakazuje inspektorowi policji (Paul Giamatti) aresztowanie magika.


Film ten posiada wszędzie bardzo wysoką średnią ocen. Nawet przeglądając liczne oceny moich znajomych widzę, że nikt nie dał tej produkcji mniej niż siedem na dziesięć gwiazdek na filmwebie. Cóż, jak dla mnie to jednak oceny mocno zawyżone, gdy uważam ten film Burgera za mocno średni. Owszem, dbałość o detale, scenografia i ogólny klimat tamtych czasów stoi na bardzo dobrym poziomie. Także gra aktorska (w szczególności Norton), jak i praca kamery - tutaj ciężko mieć jakieś zarzuty. Jednak cała reszta jest naprawdę mocno przeciętna. Historia jest bardzo banalna,prosta i nieskomplikowana. Same pokazy iluzjonistyczne nie zostały jak dla mnie zrobione zbyt dobrze, a niektóre pokazy są mocno nielogiczne i bardziej pasują do świata Harry'ego Pottera niż naszego smutnego padołu łez. Dlatego też zakwalifikowałem ten film jako w pewnym sensie fantastyczny. Także sama historia miłosna głównej pary jest moim zdaniem niewiarygodna. Nie czuć też między tymi postaciami jakiejś szczególnej chemii. Reasumując - na mnie wielkiego wrażenia ten film nie zrobił, jednak zapewne patrząc na oceny znajdzie on masę fanów. Dlatego warto przekonać się samemu.