Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A. Grabowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A. Grabowski. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

Piękny a bestia

Ach śpij kochanie
Polska 2017
reż. Krzysztof Lang
gatunek: kryminał
zdjęcia: Adam Sikora
muzyka: Michał Lorenc

Niektórzy uważają, że Polska jako kraj wstaje z kolan. Inni się z nimi na ten temat nie zgadzają. Jednak wątpliwości nie ma, że pod względem kinematograficznym rzeczywiście z kolan wstajemy, a może nawet już wstaliśmy. W porównaniu do zeszłej dekady kręci się u nas coraz więcej, coraz lepiej, coraz ciekawiej i coraz różnorodniej. Wreszcie do naszych kin weszło kino gatunkowe, i choć czasem brakuje jeszcze jakości to trzeba się cieszyć, że próby mainstreamowego kina gatunkowego w polskim filmie nie są już niczym dziwnym. A to jeden z tego przykładów. 


Lata 50. ubiegłego wieku. Milicjant Karski (Tomasz Schuchardt) wpada na trop seryjnego mordercy, szanowanego obywatela Krakowa Mazurkiewicza znanego też jako Piękny Władek (Andrzej Chyra). Karski wraz z partnerem Pajkiem (Arkadiusz Jakubik) zaczynają śledztwo mające powiązać Pięknego Władka z morderstwami. Jednak mocodawcy Karskiego (Andrzej Grabowski i Bogusław Linda) domagają się twardych dowodów w tej sprawie. A tych nie ma...


Gdy dowiedziałem się o powstawaniu tego filmu byłem bardzo ciekawy finalnego produktu i czekałem na niego z całkiem sporym zainteresowaniem. Oparcie scenariusza na prawdziwej historii, interesujące i nieodkryte dla współczesnego widza realia Polski lat 50. XX wieku, interesujący i niejednoznaczny zbrodniarz oraz plejada polskich czołowych aktorów. Na papierze wyglądało na to, że nie mogło się nie udać. Jednak jak to często bywa jeśli coś może się spieprzyć, to się spieszy. 
Niestety największą bolączką jest tutaj scenariusz. Całkiem nielogiczny i niespójny, zaś momentami wręcz głupi. Nie chcę zdradzać poszczególnych scen w dalszej części filmu, ale kilka razy aż złapałem się za głowę patrząc na to, co wymyślili scenarzyści. A wystarczyło po prostu iść drogą znaną z prawdziwej historii...
Ambiwalentne odczucia mogę mieć także do aktorów. Część z nich spisuje się dobrze. Schuchardta da się oglądać, Chyra  i Jakubik jak zwykle dają sobie radę, Karolina Gruszka, Bogusław Linda, a nawet Katarzyna Warnke także wypadają nieźle. Problem mam z postacią wojskowego prokuratora graną przez Andrzeja Grabowskiego. To jest dobry aktor i tutaj ogólnie też spisuje się poprawnie jednak to, co zwraca uwagę to jego akcent. Na początku filmu mówi ze wschodnim akcentem sugerującym jego pochodzenie (czyżby przybył z ZSRR, a może tylko jest przesiedleńcem z przedwojennych Kresów? tego się nie dowiemy). Tyle, że w pewnym momencie akcent ten znika i po kilku pierwszych scenach z Grabowskim zaczyna on mówić już normalnie, czysto po polsku? Błąd? Niedopatrzenie? Komuś się pomyliło, a może ktoś zapomniał przypomnieć Grabowskiemu, że ma używać akcentu? To psuje wsiąkanie widza do tego świata. Świata ogólnie przedstawionego bardzo dobrze. Stroje i wnętrza z epoki, całkiem nieźle odwzorowane miasto - nie ma się w tym aspekcie zbytnio czego przyczepić (przynajmniej dla mnie jako laika w tych sprawach, ktoś bardziej kompetentny może pewnie zarzucić nieprecyzyjność w scenografii). Niestety też sam wątek kryminalny, który w filmie kryminalnym powinien być podstawą nie stoi tutaj na najwyższym poziomie, a historia nie wciąga. Generalnie więc film ten stoi na dość przeciętnym poziomie, oglądanie go nie boli lecz też nie dostarcza specjalnej ilości zachwytów. 




niedziela, 5 marca 2017

Polowanie

Pokot
Polska, Czechy, Szwecja, Czechy 2016
reż. Agnieszka Holland
gatunek: dramat, kryminał
zdjęcia: Jolanta Dylewska
muzyka: Antoni Łazarkiewicz

Na ten film nagrodzony między innymi na festiwalu filmowym w Berlinie czekałem od czasu, gdy tylko dowiedziałem się, że trwa jego ekranizacja. Chociaż nie jestem wielkim fanem twórczości filmowej Agnieszki Holland, to fakt, że zekranizuje ona kontrowersyjną książkę Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych zapowiadał, że nikt nie przejdzie obok tej produkcji obojętnie. 


Akcja filmu przenosi nas w Sudety, gdzie w chatce na pustkowiu wraz ze swymi psami egzystuje emerytowana inżynier, a obecnie dorabiająca jako anglistka w miejscowej podstawówce Janina Duszejko (Agnieszka Mandat). W pewnym momencie w okolicy dochodzi do tajemniczych morderstw, których ofiarami są lokalni myśliwi. Duszejko twierdzi, że za ich śmiercią stoją mszczące się na swych prześladowcach leśne zwierzęta...


Film ten rozpętał w naszym kraju małą burzę. Wszystko oczywiście przez nasz spolaryzowany politycznie naród - a to za sprawą tego, że znana ze swych politycznych poglądów reżyserka nakręciła adaptację książki autorki, która też jest znana ze swych wyraźnych poglądów, zaś i książka i adaptacja jasno pokazuje, kto jest według aktorek tym dobrym,a kto złym. Ja się w konflikty polityczne mieszać nie zamierzam i politycznie na ten film patrzeć nie będę, oglądając oceniałem po prostu jakość produkcji, zdjęć, aktorstwa, ogólnej fabuły i całej filmowej reszty. Aktorstwo można ocenić w filmie jak najbardziej na plus. W filmie oprócz odkrytej dla kina w dość późnym wieku Mandat mamy tuzy polskiego ekranu: jest Tomasz Kot, Andrzej Grabowski, Wiktor Zborowski, a udanie sekundują im Borys Szyc, Marcin Bosak, Jakub Gierszał oraz Andrzej Konopka i córka Jacka Kaczmarskiego - Patrycja Volny. Nikt tu wyraźnie nie odstaje i nawet Szyc w ostatnim czasie wychodzi na aktorską prostą biorąc udział w ambitnych produkcjach. Także na plus można zapisać urzekające, odludne plenery Sudetów oraz bardzo klimatyczne zdjęcia dzikiej przyrody i natury. Niestety zawiodłem się na samej intrydze. Mamy tu niby kryminał, jednak przez 90% filmu nikogo specjalnie nie rusza to, że zagadkowo giną ludzie. Ludzie z pewnego kręgu i znający się nawzajem. Mimo to nikt specjalnie się ich losem nie przejmuje. Także osoba pani Duszejko nie zaskarbiła sobie sympatii - dostajemy taką sfrustrowaną, zdziwaczałą starą pannę, z którą na stopie moralnej często bym się zgodził to jej zachowanie jest irytujące i ciężko czasem wytrzymać jej występy. Co gorsze sam trwający ponad dwie godziny film często jest nudny, nie dzieje się nic, a akcja wlecze się tempem ślimaka. Także ogólnie kładąc na szali plusy i minusy wychodzi mniej więcej po równo. Film średni, który nie jest ani jakimś gniotem, ale też nie aspiruje (choć w zamyśle zapewne aspirować chciał) do czegoś więcej niż przyzwoite kino. 





środa, 16 listopada 2016

Więcej,dłużej,lepiej?

Pitbull. Niebezpieczne kobiety
Polska 2016
reż. Patryk Vega
gatunek: sensacyjny, komedia

Poprzedni Pitbull, czyli Nowe porządki zgromadził w kinach prawie półtora milionów widzów, co na polskie warunki jest liczbą naprawdę bardzo dobrą. Film Vegi mimo napiętego mocnymi premierami kalendarza stycznia przez dłuższy czas utrzymywał się na najwyższych najwyższych miejscach w poszczególnych tygodniach pierwszej części roku. Vega długo nie czekając zaczął kuć żelazo, póki gorące i  już w 10 miesięcy później doczekaliśmy się kontynuacji hitu z początku roku. 


Na główny plan filmu wysuwa się strażak o pseudonimie Cukier (Sebastian Fabijański), który dodatkowo jest członkiem międzynarodowego gangu motocyklowego z siedzibą w Niemczech. Poznajemy historię jego dziewczyny, noszącej pseudonim Drabina (Alicja Bachleda - Curuś), oraz kilku innych niebezpiecznych kobiet: Zuzy (Joanna Kulig), Jadźki (Anna Dereszowska) i Somalii (Magdalena Cielecka). W filmie powracają znani ze wcześniejszej części Majami (Piotr Stramowski), Olka (Maja Ostaszewska), Gebels (Andrzej Grabowski) czy Strachu (Tomasz Oświeciński).


Film jest typowym przykładem kontynuacji. Mamy w tym przypadku to samo, co we wcześniejszej wersji, tylko, że wszystkiego jest tu po prostu więcej. Już samą liczbą postaci, jakie występują w filmie mając jakieś poważniejsze role można byłoby obdzielić kilka innych filmów. Oprócz już wymienionych jest przecież między innymi dość istotna postać grana przez porzucającego koloratkę Artura Żmijewskiego. Niestety mimo dość długiego formatu filmu (135 minut) nie udało się zbyt wiarygodnie przedstawić fabuły, a same postaci i ich psychologia są ukazane w sposób wyjątkowo szczątkowy. Po raz kolejny Vega serwuje widzom film bez precyzyjnej fabuły, stawiając na luźno powiązane ze sobą opowieści - sceny z życia postaci. Może jeśli reżyser umie sprawnie prowadzić akcję, czasem dobrze wkomponuje zabawny lub ostry dialog czy odpowiednio zrealizuje sceny pościgów lepiej byłoby, gdyby skupił się właśnie na tym, prace nad scenariuszem zostawiając komu innemu. 
Co zaś do samego filmu, to dostajemy tu zlepek pościgów, strzelanin, wulgaryzmów, szybkich aut i ostrych kobiet. Postaci, które pojawiają się na ekranie mają w sobie siłę, dzięki której łatwo się do nich przywiązać i je po prostu zwyczajnie polubić. Skoro dostajemy w zasadzie to samo, co wcześniej tylko z kilkoma nowymi postaciami to można śmiało powiedzieć, że jeśli lubiło się wcześniejszy film i ten się spodoba. Jeśli jednak od styczniowego Pitbulla odbiło się od ściany, uznając to za prymitywną i pozbawioną celu rozrywkę bazującą na najniższych instynktach to nie powinno się oczekiwać czego innego po tym tytule. Biorąc pod uwagę jednak rekordy kinowe film zgromadzi sporą grupę fanów. Jak dla mnie to jednak już pomału przesyt tego samego. 





poniedziałek, 17 października 2016

Pełna chata

Na granicy 
Polska 2016
reż. Wojciech Kasperski
gatunek: thriller


W Polsce w porównaniu do innych krajów mało jest miejsc, które byłyby odciętymi od świata pustkowiami otoczonymi lasem i górami (lub innym elementem krajobrazu), którego lokalizacja sprawiałaby, że jest ono nie tylko nie zamieszkane, ale i niedostępne. Może jakieś fragmenty Puszczy Białowieskiej, może zasypane zimową porą śniegiem pasma górskie Tatr, Pienin czy nawet Beskidów. Jednak pierwszy teren, jaki przychodzi w tej sytuacji do głowy to terytorium Bieszczad. Właśnie tam rozgrywa się akcja filmu, i całe szczęście, że wreszcie ktoś przywrócił ten region filmowi. 


Zimową porą były strażnik graniczny Mateusz (Andrzej Chyra) udaje się wraz z synami (Bartosz Bielania i Kuba Henriksen) do bieszczadzkiej chatki położonej gdzieś pośrodku niczego. Już pierwszego poranka do ich schronienia trafia tajemniczy, ranny mężczyzna (Marcin Dorociński).


Film ten jest rzadko w naszym kraju połączeniem filmu z podgatunków popularnego w USA home invasion i filmu inicjacyjnego, mającego na nowo scementować rozchwiane więzi rodzinne. Umiejscowienie całości w odciętej od świata chatce nadaje filmowi klaustrofobicznego klimatu, a sprawne posługiwanie się detalami, takimi jak stara, szwankująca radiostacja wprowadza do tego specyficzny klimat grozy. Kameralny film debiutującego w pełnym metrażu Kasperskiego prezentuje się bardzo dobrze wizualnie, gdyż za zdjęcia odpowiada nominowany do Oscara za Idę zdolny Łukasz Żal. Operator uchwycił majestat i grozę zimowych Bieszczad, a przy tym sprawnie poradził sobie pokazując wydarzenia dziejące się w środku chaty. 
Twórcy zebrali całkiem dobrą ekipę aktorską, która stawiła się na planie debiutanta. Mamy nie schodzącego nigdy poniżej pewnego przyzwoitego poziomu Andrzeja Chyrę, naturalnego Andrzeja Grabowskiego, odstraszającego jak zawsze Janusza Chabiora i wreszcie enigmatycznego Dorocińskiego w jednej z lepszych swoich ról - jego postać to jeden z lepszych czarnych charakterów tej dekady w polskim filmie. Niestety młodsi aktorzy nie dorównują tym starszym i ich jakość jest mierna. Nie wiem także jak oceniać film pod względem fabularnym i scenariuszowym. Ogólne założenia są dobre, chociaż nie grzeszą oryginalnością, jednak ich wykonanie jest już łagodnie mówiąc mocno średnie. Jest wiele nieścisłości, braków i banałów. Można byłoby stworzyć na pewno o wiele lepszy materiał fabularny.
Mimo kilku ewidentnych niedociągnięć dostajemy kolejny udany polski film gatunkowy (co nie znaczy, że jest on bardzo dobry, nasza kinematografia nie płodzi przecież co chwilę filmów na 9/10 więc cieszyć się trzeba z tych osiągających 6 w dziesięciostopniowej skali ocen), który da się bez bólu obejrzeć od początku do końca. Warto wybrać się więc wraz z bohaterami w Bieszczady i przeżyć z nimi te 90 minut seansu. 





niedziela, 24 stycznia 2016

Wściekłe psy

Pitbull. Nowe porządki
Polska 2016
reż. Patryk Vega
gatunek: sensacyjny


I oto miałem okazję obejrzeć po raz pierwszy film, który może pochwalić się rocznikiem 2016. Padło na polski film, na który czekałem od czasu zobaczenia pierwszego, rewelacyjnie zachęcającego zwiastuna. Jest to kolejne podejście reżysera do serii Pitbull, na którą składały się naprawdę dobry, trzy sezonowy serial oraz wyraźnie słabszy film kinowy. Od czasu poprzednika trochę jednak wody w Wiśle zdążyło upłynąć, więc oczekiwania względem filmu były dla fanów dość duże, a cała reszta zbytnio się tym nie ekscytowała. 


Policjant o pseudonimie Majami (Piotr Stramowski) prowadzi dochodzenie w sprawie wyłudzania haraczy na mokotowskim bazarze. W tym czasie gangster znany jako Babcia (Bogusław Linda) zaprowadza w dzielnicy nowe porządki wyniszczając konkurencję i tworząc grupę mokotowską, w skład której wchodzą między innym nasterydowany Strach (Tomasz Oświeciński) i psychopatyczny Zupa (Krzysztof Czeczot). Tymczasem na innej warszawskiej komendzie policjant znany jako Gebels (Andrzej Grabowski) próbuje rozwikłać zagadkę gangu obcinaczy palców.


Patryk Vega popełnił jakiś czas temu książki Złe psy. W imię zasad oraz Złe psy. Po ciemnej stronie mocy. Drugiej z nich nie czytałem, jednak zapoznałem się wcześniej z pierwszą częścią. Policyjne historie tam zebrane posłużyły w dużej części jako inspiracja do scenariusza tego filmu. Jeśli przeczytało się książkę to późniejszy seans obfituje w różne smaczki i nawiązania do wcześniejszej lektury (albo serwowanie przez autora odgrzewanych kotletów, jak kto woli).
Vega świetnie dopasował kadrę aktorską w filmie. Krytykowany przez wielu brak Marcina Dorocińskiego w roli Despero jest moim zdaniem świetnie rekompensowany przez postać Majami, w którą wciela się debiutujący na dużym ekranie Stramowski. Naprawdę bardzo dobrze napisana i jeszcze lepiej zagrana postać. Liczę, że aktor wcieli się w podobnego bohatera w przyszłości. Bardzo ucieszyło mnie zatrudnienie w roli głównego antagonisty Bogusława Lindy. Zbliżający się do wieku emerytalnego aktor ten po ostatnich latach, gdy grał opiekunkę do dzieci czy gotował na ekranie wreszcie dostał rolę podobną do tych, dzięki którym ukształtował się jako główny twardziel III RP. Śmiem twierdzić, że jeśli Linda urodziłby się nie w PRL, a w USA lub Europie Zachodniej dziś cieszyłby się statusem porównywalnym do Liama Neesona. Plusem oczywiście jest też charakterystyczna rola Grabowskiego, ale też dwie jaskrawe postaci kobiece. Zarówno Agnieszka Dygant, jak i Maja Ostaszewska grają tu postaci niezgodne ze swym eploi. I wychodzi im to bardzo dobrze. Scen z udziałem Ostaszewskiej są głównym elementem humorystycznym rozładowującym często ciężką atmosferę całości, tak samo jak kwestie wypowiadane przez przypominającego Hardkorowego Koksa Stracha. 
Vega stworzył jak to ma w zwyczaju film, który składa się ze zbyt wielu elementów i ciągu niepowiązanych ze sobą historyjek. Przez to odczuwa się w produkcji liczne braki fabularne, które jednak nie powodują, że film ogląda się źle. A to za sprawą tego, że reżyser wykreował naprawdę wszystkie sceny na bardzo dobrym poziomie. 
Nowego Pitbulla ogląda się bardzo przyjemnie i zapewne to najlepszy film pełnometrażowy w wykonaniu Vegi. Swą moc może jednak pokazać dopiero serial na podstawie filmu, który obecnie nie jest zapowiedziany, jednak może kiedyś, jak to często bywa u Vegi, się pojawi. A Nowe porządki naprawdę wypada zobaczyć.







poniedziałek, 11 stycznia 2016

Serial > film

Pitbull
Polska 2005
reż. Patryk Vega
gatunek: sensacyjny, dramat

Początek roku 2016 przyniesie polskiemu kinu kolejną, po dekadzie oczekiwania część Pitbulla, który jako serial jest chyba największym sukcesem Patryka Vegi jako reżysera. Sam oglądając kilkukrotnie zwiastun zbliżającej się premiery kinowej bardzo cieszę się, że będzie okazja wkroczyć ponownie do tego półświatka, gdyż sam trailer jest bardzo ale to bardzo dobry. Zanim jednak będę miał okazję udać się do kina postanowiłem odświeżyć sobie pierwszego Pitbulla. Jako że oglądanie trzysezonowego serialu byłoby zajęciem dość katorżniczym zdecydowałem się obejrzeć pełnometrażowy film będący wycinkiem tegoż.


Film przedstawia losy warszawskich policjantów z jednego wydziału. Poznajemy Despera (Marcin Dorociński), Metyla (Krzysztof Stroiński), Gebelsa (Andrzej Grabowski), Nielata (Rafał Mohr) i Benka (Janusz Gajos). Wszyscy z panów muszą walczyć z różnymi przeciwieństwami losu na polu osobistym oraz ramię w ramię ze sprawami zawodowymi. Kluczem w prowadzonym akurat śledztwie może okazać się córka ormiańskiego gangstera, Dżemma (Weronika Rosati).


Serial Pitbull był chyba jednym z lepszych tego typu produkcji na polskim rynku telewizyjnym po 90. roku. Niewiele było w naszym kraju seriali, które nie są tasiemcowymi telenowelami o niczym, które nieustannie powielają te same schematy. A serial Vegi był powiewem świeżości, który pokazał, że i u nas da się kręcić ciekawiej, lepiej. Nie wiem czy pierwszy był serial czy film jednak wydaje mi się, że oglądanie serialu i filmu to tak jakby dwa różne, zupełnie inne seanse. I chociaż w filmie są w sumie urywki wycięte z serialu to zostało to zmontowane tak nieudolnie, że w sumie gdyby nie posiadany background serialowy to trudno czasem domyśleć się o co chodzi. Z trudem dotrwałem do końca tego 100 minutowego seansu. Co gorsza dźwięk w filmie stoi na tragicznie słabym poziomie. Jakieś 30% dialogów nie da się zrozumieć, w połowie trudno się połapać. Naprawdę to wszystko wygląda słabo. I szkoda, bo serialowy Pitbull był bardzo dobry, aktorsko nawet w filmowym jest nieźle jednak wersja pełnometrażowa to porażka na całej linii. I oby nowy Pitbull okazał się lepszy.







środa, 18 listopada 2015

Marionetki

Służby specjalne
Polska 2014
reż. Patryk Vega
gatunek: sensacyjny 

Według encyklopedycznej definicji służby specjalne to cywilne i wojskowe służby prowadzące działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze, których domeną jest pozyskiwanie i ochrona informacji kluczowych dla zapewnienia wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa. Kontrowersje budzą niektóre techniki stosowane przez służby specjalne, szczególnie te niedozwolone przez prawo ich państwa macierzystego, jak przekupstwo, szantaż, tortury, skrytobójstwo oraz nielegalny handel bronią i narkotykami. Praktyki te są niekiedy usprawiedliwiane ochroną interesów państwa i jego obywateli i dotyczą służb specjalnych zarówno krajów demokratycznych, jak i reżimów dyktatorskich.


Czasy okołowspółczesne. Poznajemy pracę i życie trzech agentów zbliżonych do zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych: zmaskulinizowaną podporucznik Aleksandrę Lach (Olga Bołądź), kapitana Janusza Cerata (Wojciech Zieliński) oraz pułkownika Mariana Bońkę (Janusz Chabior). Wszyscy troje wykonują polecenia wydawane przez generała (Wojciech Machnicki). Oprócz spraw służbowy widz poznaje też osobiste problemy bohaterów. 


Vega na szczęście wziął się za tematykę, w jakiej o wiele lepiej się czuje i nie zmaltretował widza kolejnym filmem pokroju Ciacha. Tym razem pokazuje nam od kuchni świat ludzi, których oficjalnie nie ma. Ludzi którzy po usłyszeniu rozkazu bez wahania przyjdą popełnić czyjeś samobójstwo lub zostaną lekarzami ostatniego kontaktu. W tym filmie ci swoiści ludzie z cienia mieszają się do wielu owianych aurą tajemniczości spraw, jakimi żyła w ostatnich latach opinia publiczna. Nie padają żadne nazwiska ale wszyscy powinni z grubsza wiedzieć o kogo chodzi. Miłośnicy teorii spiskowych powinni być zachwyceni. Minus tego jest taki, że w trwającym mniej niż dwie godziny nagromadzenie różnych sytuacji jest za duże. Mamy kilka scen dziejących się w Polsce, do tego misja jednego z agentów w Afganistanie, wysłanie bohaterów do Rygi czy działania we Włoszech to naprawdę za dużo. Lepszym rozwiązaniem byłby skupienie się na dwóch, maksymalnie trzech sprawach a resztę ukazanie dokładniej w serialu, który przecież też powstał i wyemitowała go publiczna telewizja. A tak to oprócz spraw zawodowych mamy ukazane życie prywatne bohaterów, które też nie jest usłane różami. Jeden wraz z żoną (ciężka do pozytywnej weryfikacji Kamila Baar) stara się o adopcję dziecka, drugi dowiaduje się o śmiertelnej chorobie i próbuje szukać wsparcia u zakonnika na którego ma kwity(Andrzej Grabowski), kolejna postać zaś szuka swego miejsca w życiu i ogólnie jej wątek jest mocno nijaki. Nijaki jak stan państwa polskiego ukazanego w kraju. Pokazuje to sam fakt, że nie wiadomo kto wydaje kluczowe dla biegu spraw narodowych decyzje czy jak wygląda stan polskiej służby zdrowia (która ma tu twarz Agaty Kuleszy).
Bohaterowie posługują się właściwym dla swej pracy slangiem, wydaje się że Vega chce wtedy pokazać widzom Ha! Patrzcie! Wiem jak oni mówią, wiem wszystko jednak często jest to zagranie pod publiczkę. Pojedyncze slangowe zwroty padają przeważnie typowo na pokaz, z dodatkowym natychmiastowym tłumaczeniem u dołu ekranu. Trochę to sztuczne i noszące znamiona kujońskiej zapchajdziury w wykonaniu reżysera.
Reasumując mamy całkiem niezły film akcji osadzony w typowo polskich warunkach. Gra aktorska głównych postaci jest dobra, reszta zaś leży i kwiczy. Nagromadzenie scen oraz misji zarówno zawodowych jak życiowych jest za duże. Mimo to film  całkiem dobrze się broni swą treścią i nie zaszkodzi go obejrzeć. 







czwartek, 22 października 2015

Gość weselny

Demon 
Polska 2015
reż. Marcin Wrona
gatunek: thriller

Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę napisać, że jeszcze nigdy nie pisałem o dwóch filmach tego samego reżysera pod rząd. Jednak tym razem po raz pierwszy tak się zdarzyło, gdyż po Chrzście opisuję właśnie ostatni film Marcina Wrony. Jednak oba filmy przedzielone są rankingiem tygodniowym, chociaż tyle.
Dybuk to według wierzeń żydowskich zjawisko paranormalne polegające na zawładnięciu ciała człowieka przez ducha zmarłej wcześniej osoby. Z takim właśnie zjawiskiem spotkamy się w tym filmie


Do prowincjonalnej Polski przyjeżdża mający polskie korzenie Piotr (Itay Tiran) aby ożenić się z Żanetą (Agnieszka Żulewska), którą poznał za pośrednictwem jej brata, "Jasnego" (Tomasz Schuchardt). Ojciec Żanety, Zygmunt (Andrzej Grabowski) jest lokalnym prominentem biznesowym, powierza przyszłej parze młodej duży wiekowy dom w celu odbudowania. W przeddzień ślubu Piotr odkrywa szkielet na terenie posesji. Jednak nie chcąc robić kłopotów w tym szczególnym dniu nie powiadamia o odkryciu. Później zaś zwłoki znikają, rozpoczyna się za to wesele. Z panem młodym zaczynają dziać się dziwne rzeczy...



Film został świetnie nakręcony przez odpowiedzialnego za zdjęcia Pawła Flisa. Każdy kadr jest na miejscu, porywa pięknem i pewną tajemniczością. Super wyszło usadowienie kilku scen na przeprawie przez Wisłę, która jawi się tutaj jako naprawdę potężna, monumentalna rzeka, której przekroczenie będzie preludium do horroru głównego bohatera. 
Świetnie odegrane są główne role. Wielkie brawa dla Izraelskiego aktora Tirana, który nie znając polskiego nauczył się tylko wypowiadanych kwestii, jednak mimo widocznego akcentu wszystko wypowiada bardzo poprawnie językowo. Do tego Andrzej Grabowski w roli jego teścia to klasa sama w sobie (choć dla mnie pan Grabowski zawsze wydaje mi się, że gra jedną postać, zgadnijcie którą) oraz wcielający się w jego filmowego syna Schuchardt. Do tego genialnie napisane i zagrane poboczne role księdza, lekarza czy nauczyciela (kolejno Cezary Kosiński, Adam Woronowicz i Włodzimierz Press). Wśród tej plejady cudownie zarysowanych i zagranych postaci bladnie jedyna poważna rola żeńska, czyli Żaneta w wykonaniu Agnieszki Żulewskiej, która jest bardzo nijaka i jedyne co dobrego z niej zapamiętałem to scena seksu i jej naprawdę godny pokazania biust (PLAYBOYu do dzieła!).
Małym cudem samym w sobie jest pokazanie takiego polskiego wesela, które niby jest typowym polskim weselem, a jednak całkiem inne (i to nie za sprawą tytułowego demona) dzięki muzyce, jaką możemy w czasie niego usłyszeć. Świetnie odgrzanie przebojów weselnych nie słyszanych w naszym kraju od czasów przedwojennych, żadnego disco polo. Cała muzyka w filmie zasługuje na brawa, ale nie może być inaczej, skoro odpowiada za nią sam Krzysztof Penderecki. Samo wesele i goście weselni przypominają nieco to tytułowe Wesele z filmu Wojciecha Smarzowskiego. Ale to nie jest zarzut a plus. 
Najsłabiej zaś niestety prezentuje się sama fabuła, która jest trochę niekompletna. Wydaje mi się że za dużo wątków zostaje okrojonych, pominiętych, niedokończonych. Mamy tutaj za dużo dziur fabularnych, w kilku momentach logika kuleje, samo zakończenie jest nie tyle zmuszające do samej interpretacji co po prostu obcięte. Szkoda. 
Jest to jak dla mnie jeden z dwóch najlepszych (wraz z Ziarnem Prawdy) polskich filmów, jakie widziałem w tym roku. A widziałem ich w sumie całkiem dużo. Ma trochę rzeczy, do których można się przyczepić w sferze niespójności fabularnej, jednak wszystko inne jest na bardzo wysokim poziomie. Nic tylko iść do kina i oglądać!