Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W. Zieliński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W. Zieliński. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 grudnia 2015

Zabójcza fascynacja

Czerwony pająk 
Polska 2015
reż. Marcin Koszałka
gatunek: thriller

Reżysera tego filmu, Marcina Koszałkę kojarzyłem z filmu dokumentalnego, który pokazywali nam na zajęciach z psychologii. Film ten, noszący tytuł Takiego pięknego syna urodziłam pokazujący sytuację rodzinną w domu twórcy zyskał swego czasu dość duży rozgłos, zapewne jest znany przynajmniej ze słyszenia czytelnikom, jednak jeśli nie to można go obejrzeć na youtubie, polecam. 
Jednak opisywany teraz film jest pełnometrażowym debiutem fabularnym tego reżysera. Temat inspirowany historią młodocianego zabójcy Karola Kota wydawał się ciekawy, zwiastun jednak powodował obawy co do tego czy będzie to dobry film. A jak więc wygląda efekt końcowy?


Rok 1967, Kraków. Poznajemy kończącego szkołę średnią uzdolnionego w sportowych skokach do wody Karola Kremera (Filip Pławiak), który żyje sobie dostatnio (zważywszy na czasy) wraz z matką (Małgorzata Foremniak) i ojcem (Marek Kalita). W mieście akurat trwa fala zbrodni, powodowana przez nieuchwytnego seryjnego mordercę. Karol zafascynowany zabójstwami wpada na trop weterynarza (Adam Woronowicz), którego podejrzewa o dokonywanie przestępstw...


Kino gatunkowe, tak w naszym kraju słabo reprezentowane dzięki filmowi Koszałki miało szansę wskoczyć na wyższy poziom. Niestety wiele rzeczy w produkcji zawiodło. Smutno się patrzy na film, na którym pokładało się jakieś nadzieję, a w rezultacie mamy do czynienia z ciężkostrawną szmirą. 
Przypominając sobie niedawny seans w sumie mogę pochwalić produkcję za naprawdę niezłą charakteryzację z epoki oraz dobrą pracę kamery. Może autor powinien dać sobie spokój z reżyserką i zająć się tworzeniem zdjęć w filmach innych twórców, bo to naprawdę nieźle mu idzie. Choć nad montażem też powinien popracować trochę.
Niestety wszystko inne już jest minusem. Zarówno fabuła, która jest mało sensowna, po niezrozumiałe postawy wykreowanych bohaterów na samej grze aktorskiej kończąc. Mamy do czynienia przecież z całkiem niezłymi przedstawicielami branży aktorskiej z solidną Foremniak, mającym dryg do dalszoplanowych ról Kalitą czy potrafiącym wcielić się dobrze w różne role Woronowiczem. Do tego obiecujący Pławiak, coraz częściej pokazujący się na ekranie Wojciech Zieliński czy Julia Kijowska. Oprócz dwójki ostatnich bohaterów  i jeszcze jako tako wyglądającego Woronowicza reszta aktorów jednak nie pozostawiła po sobie dobrego wrażenia w tym filmie. Zieliński i Kijowska pojawiają się w produkcji dość krótko, jednak postać grana przez Pławiaka prawie nie schodzi z kadru, więc trochę szkoda, że nie można się do niego w ogóle ustosunkować. Tutaj przechodzimy już płynnie z kreacji aktorskich do tego, jak napisani zostali bohaterowie. A oni są absolutnie nijacy. Kremer ani ziębi ani grzeje. Jego decyzje są przeważnie głupie, autorzy nie pokazują też dlaczego są takie, jakie są. Tak samo postać zwyrodnialca - mordercy - powinno czuć się do niego obrzydzenie, niechęć, pytania 'dlaczego?'. Nic takiego się nie dzieje. Akcja jakoś niemrawo płynie, widz ogląda ale nic z tego nie wynika. Fabularnie też mimo że mamy do czynienia z filmem oszczędnym w słowa obserwujemy niezbyt wirtuozerskie dialogi. Ogólnie to wielkie rozczarowanie, choć już na dobrą sprawę trailer pokazywał, że nie będzie to zbyt dobra produkcja. 





środa, 18 listopada 2015

Marionetki

Służby specjalne
Polska 2014
reż. Patryk Vega
gatunek: sensacyjny 

Według encyklopedycznej definicji służby specjalne to cywilne i wojskowe służby prowadzące działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze, których domeną jest pozyskiwanie i ochrona informacji kluczowych dla zapewnienia wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa. Kontrowersje budzą niektóre techniki stosowane przez służby specjalne, szczególnie te niedozwolone przez prawo ich państwa macierzystego, jak przekupstwo, szantaż, tortury, skrytobójstwo oraz nielegalny handel bronią i narkotykami. Praktyki te są niekiedy usprawiedliwiane ochroną interesów państwa i jego obywateli i dotyczą służb specjalnych zarówno krajów demokratycznych, jak i reżimów dyktatorskich.


Czasy okołowspółczesne. Poznajemy pracę i życie trzech agentów zbliżonych do zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych: zmaskulinizowaną podporucznik Aleksandrę Lach (Olga Bołądź), kapitana Janusza Cerata (Wojciech Zieliński) oraz pułkownika Mariana Bońkę (Janusz Chabior). Wszyscy troje wykonują polecenia wydawane przez generała (Wojciech Machnicki). Oprócz spraw służbowy widz poznaje też osobiste problemy bohaterów. 


Vega na szczęście wziął się za tematykę, w jakiej o wiele lepiej się czuje i nie zmaltretował widza kolejnym filmem pokroju Ciacha. Tym razem pokazuje nam od kuchni świat ludzi, których oficjalnie nie ma. Ludzi którzy po usłyszeniu rozkazu bez wahania przyjdą popełnić czyjeś samobójstwo lub zostaną lekarzami ostatniego kontaktu. W tym filmie ci swoiści ludzie z cienia mieszają się do wielu owianych aurą tajemniczości spraw, jakimi żyła w ostatnich latach opinia publiczna. Nie padają żadne nazwiska ale wszyscy powinni z grubsza wiedzieć o kogo chodzi. Miłośnicy teorii spiskowych powinni być zachwyceni. Minus tego jest taki, że w trwającym mniej niż dwie godziny nagromadzenie różnych sytuacji jest za duże. Mamy kilka scen dziejących się w Polsce, do tego misja jednego z agentów w Afganistanie, wysłanie bohaterów do Rygi czy działania we Włoszech to naprawdę za dużo. Lepszym rozwiązaniem byłby skupienie się na dwóch, maksymalnie trzech sprawach a resztę ukazanie dokładniej w serialu, który przecież też powstał i wyemitowała go publiczna telewizja. A tak to oprócz spraw zawodowych mamy ukazane życie prywatne bohaterów, które też nie jest usłane różami. Jeden wraz z żoną (ciężka do pozytywnej weryfikacji Kamila Baar) stara się o adopcję dziecka, drugi dowiaduje się o śmiertelnej chorobie i próbuje szukać wsparcia u zakonnika na którego ma kwity(Andrzej Grabowski), kolejna postać zaś szuka swego miejsca w życiu i ogólnie jej wątek jest mocno nijaki. Nijaki jak stan państwa polskiego ukazanego w kraju. Pokazuje to sam fakt, że nie wiadomo kto wydaje kluczowe dla biegu spraw narodowych decyzje czy jak wygląda stan polskiej służby zdrowia (która ma tu twarz Agaty Kuleszy).
Bohaterowie posługują się właściwym dla swej pracy slangiem, wydaje się że Vega chce wtedy pokazać widzom Ha! Patrzcie! Wiem jak oni mówią, wiem wszystko jednak często jest to zagranie pod publiczkę. Pojedyncze slangowe zwroty padają przeważnie typowo na pokaz, z dodatkowym natychmiastowym tłumaczeniem u dołu ekranu. Trochę to sztuczne i noszące znamiona kujońskiej zapchajdziury w wykonaniu reżysera.
Reasumując mamy całkiem niezły film akcji osadzony w typowo polskich warunkach. Gra aktorska głównych postaci jest dobra, reszta zaś leży i kwiczy. Nagromadzenie scen oraz misji zarówno zawodowych jak życiowych jest za duże. Mimo to film  całkiem dobrze się broni swą treścią i nie zaszkodzi go obejrzeć. 







poniedziałek, 19 października 2015

Demony przeszłości

Chrzest
Polska 2010
reż. Marcin Wrona
gatunek: dramat

Reżyser Marcin Wrona nie był chyba nigdy zbyt rozpoznawalny przez szeroką publiczność. Nakręcił kilka filmów, których część zdobyła pewną popularność wśród krytyków filmowych. Sam bardziej zainteresowałem się Wroną w czasie, gdy obejrzałem w kinie zwiastun jego najnowszego filmu, pt. Demon, który właśnie wszedł do kin. Jednak największą rozpoznawalność reżyser zdobył, gdy popełnił samobójstwo w czasie trwania festiwalu filmowego w Gdyni.


Do domu Michała (Wojciech Zieliński) przyjeżdża jego dawny kolega, Janek (Tomasz Schuchardt). W dawnych czasach obaj panowie należeli do lokalnej grupy przestępczej dowodzonej przez bezwzględnego "Grubego" (Adam Woronowicz). Obecnie Michał jest szczęśliwie żonatym mężczyzną mieszkającym ze swą młodą żoną, Magdą (Natalia Rybicka). Janek dowiaduje się że za to, że Michał zakapował na policji brata "Grubego", przez co ten trafił do więzienia teraz na jego przyjaciela zapadł mafijny wyrok śmierci. 


Przez cały czas trwania filmu unosi się nad nim ciężka, duszna atmosfera, która to rośnie z każdą chwilą. Nawet żarty w produkcji Wrony nie potrafią wyładować napięcia ciążącego wśród bohaterów, a są co najwyżej robieniem dobrej miny do złej gry. Autorzy potrafili świetnie stworzyć naprawdę mocny klimat zagrożenia i niepewności. Za to brawa. 
Braw natomiast ciężko szukać w montażu samego filmu, który to został zrobiony dziwnie, żeby nie powiedzieć źle. Przynajmniej mi nie przypadło to do gustu. 
Dziwnie zostali też przedstawieni gangsterzy występujący w filmie. Oprócz odcinania się od roli Popiełuszki Woronowicza, który naprawdę nieźle wyszedł w swej roli to inni (znaczna część) nie sprawiają zbyt groźnego wrażenia. Obok Michała Koterskiego z kastetem czy pałką mogłoby pojawić się jedno z dzieci z Bullerbyn. 
Docenić należy za to zarówno grę aktorską tria (czy czworga) głównych bohaterów, gdyż zagrane to zostało bardzo dobrze oraz plus należy się za muzykę. Muzykę minimalistyczną ale trafiającą w punkt, pojawiającą się właśnie wtedy kiedy trzeba, potęgującą klimat produkcji. 
Ogólnie dostajemy całkiem niezły film, który toczy się swoim własnym, raczej wolnym tempem jednak nie jest to minusem. Warto zobaczyć, chociaż ciężko napisać o tym filmie, że jest też jakimś bardzo dobrym produktem.