Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F. Pławiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F. Pławiak. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2016

Zły policjant

Prosta historia o morderstwie
Polska 2016
reż. Arkadiusz Jakubik
gatunek: kryminał, dramat

Przy okazji niedawnego opisywania filmu Wołyń byłem pod wrażeniem zawodowej transformacji Arkadiusza Jakubika, który wyrwał się z krzywdzącego wizerunku postaci Rysia z 13 Posterunku i wkroczył jakiś czas temu do krajowej pierwszej ligi aktorskiej, czego między innymi w najnowszej produkcji Smarzowskiego dał jasny przykład. Jednak oprócz realizowania się w sferze aktorskiej i działaniu w zespole rockowym Jakubik wyrasta na prawdziwego człowieka renesansu, gdyż opisywany właśnie film jest drugą produkcją, którą pan Arkadiusz reżyseruje. 


Jacek (Filip Pławiak) po ukończeniu szkoły policyjnej wraca do rodzinnego miasta, gdzie rozpoczyna pracę w komendzie u boku swego ojca, Romana (Andrzej Chyra). Wkrótce głównym zadaniem Jacka stanie się ochrona matki (Kinga Preis) i dwóch braci, przed nadużywającym alkoholu ojcem...


Zaczyna się jak u Hitchcocka. Już w pierwszej scenie filmu minąwszy strugi deszczu w rytm niepokojącej muzyki Jacek przybywa do obstawionego policją rodzinnego domu, w którym zastaje zwłoki ojca i matki. Dalej akcja przebiega dwutorowo skacząc pomiędzy wydarzeniami z przeszłości, a wydarzeniami mającymi miejsce po śmierci małżeństwa. Jakubik nie serwuje nam filmu stricte gatunkowego, gdyż ta część niejako kryminalno - thrillerowa jest mocno wyparta przez typowy rodzinny dramat, w którym to ukazana jest anatomia poalkoholowej przemocy dokonywanej przez despotyczną głowę rodziny. I choć retrospekcja zaczyna się idyllicznie od rodzinnego pikniku w takt radosnej muzyki, gdzie uśmiech nie schodzi z oblicz bohaterów, a i sypią się nieśmiałe pocałunki, to już po dotarciu rodziny do czterech ścian rodzinnego domowego i pociągnięciu przez ojca kilku łyków wódki zaczyna się piekło. Chyra fantastycznie potrafi zagrać (chociaż opierając się na informacjach z Pudelka może się okazać, że to wcale nie musi być gra) pijaka, który w jednej chwili ze spokojnego poczciwca zmienia się w opętanego furią agresora. Także Pławiak wypadł w swej roli bardzo godziwie, nie sądziłem, że jest zdolny zagrać dobrą rolę. Niestety nie każdy aktor radzi sobie na tyle sprawnie, a szczególnie kuleje tutaj obsada kobieca. Do chyba najmniej urodziwej polskiej aktorki, jaką jest Kinga Preis nigdy nie byłem specjalnie przekonany, nadaje się raczej tylko do charakterystycznych ról drugo lub trzecioplanowych. Także partnerka życiowa Jacka, grana przez Annę Smołowik Iza wypada słabo - ale to już ze względu na drewniane umiejętności aktorskie. Film jest całkiem przyzwoicie zrealizowany i ogląda się go przystępnie. Scenariusz ma pewne luki, jednak autorom udało się stworzyć nienaganny klimat całości, który znacznie rekompensuje braki fabularne. Także aktorsko wypada to w kratkę, jednak talent Chyry i starania Pławiaka biorą górę nad mniej udanymi występami. Także film, jak na nasze polskie warunki jest produkcją stosunkowo udaną. Jest to produkcja, nad którą raczej nikt nie stawiał wielkich wymagań więc niezła ocena na pewno jest sukcesem twórców. A na kolejny film Jakubika osobiście będę czekał, gdyż jeśli z każdym kolejnym jego poziom reżyserski będzie rósł to wkrótce zrobi coś naprawdę dobrego.


środa, 2 grudnia 2015

Zabójcza fascynacja

Czerwony pająk 
Polska 2015
reż. Marcin Koszałka
gatunek: thriller

Reżysera tego filmu, Marcina Koszałkę kojarzyłem z filmu dokumentalnego, który pokazywali nam na zajęciach z psychologii. Film ten, noszący tytuł Takiego pięknego syna urodziłam pokazujący sytuację rodzinną w domu twórcy zyskał swego czasu dość duży rozgłos, zapewne jest znany przynajmniej ze słyszenia czytelnikom, jednak jeśli nie to można go obejrzeć na youtubie, polecam. 
Jednak opisywany teraz film jest pełnometrażowym debiutem fabularnym tego reżysera. Temat inspirowany historią młodocianego zabójcy Karola Kota wydawał się ciekawy, zwiastun jednak powodował obawy co do tego czy będzie to dobry film. A jak więc wygląda efekt końcowy?


Rok 1967, Kraków. Poznajemy kończącego szkołę średnią uzdolnionego w sportowych skokach do wody Karola Kremera (Filip Pławiak), który żyje sobie dostatnio (zważywszy na czasy) wraz z matką (Małgorzata Foremniak) i ojcem (Marek Kalita). W mieście akurat trwa fala zbrodni, powodowana przez nieuchwytnego seryjnego mordercę. Karol zafascynowany zabójstwami wpada na trop weterynarza (Adam Woronowicz), którego podejrzewa o dokonywanie przestępstw...


Kino gatunkowe, tak w naszym kraju słabo reprezentowane dzięki filmowi Koszałki miało szansę wskoczyć na wyższy poziom. Niestety wiele rzeczy w produkcji zawiodło. Smutno się patrzy na film, na którym pokładało się jakieś nadzieję, a w rezultacie mamy do czynienia z ciężkostrawną szmirą. 
Przypominając sobie niedawny seans w sumie mogę pochwalić produkcję za naprawdę niezłą charakteryzację z epoki oraz dobrą pracę kamery. Może autor powinien dać sobie spokój z reżyserką i zająć się tworzeniem zdjęć w filmach innych twórców, bo to naprawdę nieźle mu idzie. Choć nad montażem też powinien popracować trochę.
Niestety wszystko inne już jest minusem. Zarówno fabuła, która jest mało sensowna, po niezrozumiałe postawy wykreowanych bohaterów na samej grze aktorskiej kończąc. Mamy do czynienia przecież z całkiem niezłymi przedstawicielami branży aktorskiej z solidną Foremniak, mającym dryg do dalszoplanowych ról Kalitą czy potrafiącym wcielić się dobrze w różne role Woronowiczem. Do tego obiecujący Pławiak, coraz częściej pokazujący się na ekranie Wojciech Zieliński czy Julia Kijowska. Oprócz dwójki ostatnich bohaterów  i jeszcze jako tako wyglądającego Woronowicza reszta aktorów jednak nie pozostawiła po sobie dobrego wrażenia w tym filmie. Zieliński i Kijowska pojawiają się w produkcji dość krótko, jednak postać grana przez Pławiaka prawie nie schodzi z kadru, więc trochę szkoda, że nie można się do niego w ogóle ustosunkować. Tutaj przechodzimy już płynnie z kreacji aktorskich do tego, jak napisani zostali bohaterowie. A oni są absolutnie nijacy. Kremer ani ziębi ani grzeje. Jego decyzje są przeważnie głupie, autorzy nie pokazują też dlaczego są takie, jakie są. Tak samo postać zwyrodnialca - mordercy - powinno czuć się do niego obrzydzenie, niechęć, pytania 'dlaczego?'. Nic takiego się nie dzieje. Akcja jakoś niemrawo płynie, widz ogląda ale nic z tego nie wynika. Fabularnie też mimo że mamy do czynienia z filmem oszczędnym w słowa obserwujemy niezbyt wirtuozerskie dialogi. Ogólnie to wielkie rozczarowanie, choć już na dobrą sprawę trailer pokazywał, że nie będzie to zbyt dobra produkcja.