Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Gruszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Gruszka. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

Piękny a bestia

Ach śpij kochanie
Polska 2017
reż. Krzysztof Lang
gatunek: kryminał
zdjęcia: Adam Sikora
muzyka: Michał Lorenc

Niektórzy uważają, że Polska jako kraj wstaje z kolan. Inni się z nimi na ten temat nie zgadzają. Jednak wątpliwości nie ma, że pod względem kinematograficznym rzeczywiście z kolan wstajemy, a może nawet już wstaliśmy. W porównaniu do zeszłej dekady kręci się u nas coraz więcej, coraz lepiej, coraz ciekawiej i coraz różnorodniej. Wreszcie do naszych kin weszło kino gatunkowe, i choć czasem brakuje jeszcze jakości to trzeba się cieszyć, że próby mainstreamowego kina gatunkowego w polskim filmie nie są już niczym dziwnym. A to jeden z tego przykładów. 


Lata 50. ubiegłego wieku. Milicjant Karski (Tomasz Schuchardt) wpada na trop seryjnego mordercy, szanowanego obywatela Krakowa Mazurkiewicza znanego też jako Piękny Władek (Andrzej Chyra). Karski wraz z partnerem Pajkiem (Arkadiusz Jakubik) zaczynają śledztwo mające powiązać Pięknego Władka z morderstwami. Jednak mocodawcy Karskiego (Andrzej Grabowski i Bogusław Linda) domagają się twardych dowodów w tej sprawie. A tych nie ma...


Gdy dowiedziałem się o powstawaniu tego filmu byłem bardzo ciekawy finalnego produktu i czekałem na niego z całkiem sporym zainteresowaniem. Oparcie scenariusza na prawdziwej historii, interesujące i nieodkryte dla współczesnego widza realia Polski lat 50. XX wieku, interesujący i niejednoznaczny zbrodniarz oraz plejada polskich czołowych aktorów. Na papierze wyglądało na to, że nie mogło się nie udać. Jednak jak to często bywa jeśli coś może się spieprzyć, to się spieszy. 
Niestety największą bolączką jest tutaj scenariusz. Całkiem nielogiczny i niespójny, zaś momentami wręcz głupi. Nie chcę zdradzać poszczególnych scen w dalszej części filmu, ale kilka razy aż złapałem się za głowę patrząc na to, co wymyślili scenarzyści. A wystarczyło po prostu iść drogą znaną z prawdziwej historii...
Ambiwalentne odczucia mogę mieć także do aktorów. Część z nich spisuje się dobrze. Schuchardta da się oglądać, Chyra  i Jakubik jak zwykle dają sobie radę, Karolina Gruszka, Bogusław Linda, a nawet Katarzyna Warnke także wypadają nieźle. Problem mam z postacią wojskowego prokuratora graną przez Andrzeja Grabowskiego. To jest dobry aktor i tutaj ogólnie też spisuje się poprawnie jednak to, co zwraca uwagę to jego akcent. Na początku filmu mówi ze wschodnim akcentem sugerującym jego pochodzenie (czyżby przybył z ZSRR, a może tylko jest przesiedleńcem z przedwojennych Kresów? tego się nie dowiemy). Tyle, że w pewnym momencie akcent ten znika i po kilku pierwszych scenach z Grabowskim zaczyna on mówić już normalnie, czysto po polsku? Błąd? Niedopatrzenie? Komuś się pomyliło, a może ktoś zapomniał przypomnieć Grabowskiemu, że ma używać akcentu? To psuje wsiąkanie widza do tego świata. Świata ogólnie przedstawionego bardzo dobrze. Stroje i wnętrza z epoki, całkiem nieźle odwzorowane miasto - nie ma się w tym aspekcie zbytnio czego przyczepić (przynajmniej dla mnie jako laika w tych sprawach, ktoś bardziej kompetentny może pewnie zarzucić nieprecyzyjność w scenografii). Niestety też sam wątek kryminalny, który w filmie kryminalnym powinien być podstawą nie stoi tutaj na najwyższym poziomie, a historia nie wciąga. Generalnie więc film ten stoi na dość przeciętnym poziomie, oglądanie go nie boli lecz też nie dostarcza specjalnej ilości zachwytów. 




poniedziałek, 2 stycznia 2017

Kamienica szuka szczęścia

Szczęście świata
Polska 2016
reż. Michał Rosa
gatunek: dramat, komedia

Na pierwszy obejrzany w nowym roku film symbolicznie wybrałem produkcję krajową licząc, że polskie filmy w tym roku przyniosą wiele pozytywnych niespodzianek, a ilość dobrych produkcji będzie jeszcze większa, niż kinowe debiuty z 2016 roku. A że opisywany film otrzymał kilka nagród na festiwalu w Gdyni to można było przypuszczać, że seans będzie wartościowy. 


Śledzimy losy mieszkańców pewnej ulokowanej na Śląsku kamienicy począwszy od czasów poprzedzających wybuch II Wojny Światowej. Stanowią oni prawdziwy tygiel kulturowy: żyją tam między innymi ponętna i próżna Żydówka Róża (Karolina Gruszka), typowy Ślązak - matematyk amator Rufin (Dariusz Chojnacki) wraz z rodziną, a także botanik Tomasz (Krzysztof Stroiński) czy Niemka Gertruda (Agata Kulesza) z synem.


Film ten zyskał na krajowych konkursach uznanie dzięki muzyce, zdjęciom oraz charakteryzacji i scenografii. I w istocie te elementy stoją na całkiem przyzwoitym poziomie. Także aktorsko wygląda to dobrze. Aktorzy grają tutaj w trzech, a jeśli uznać za język śląską gwarę to w czterech językach (polski, niemiecki, jidysz i właśnie ślonsko godka). Za te elementy należą się na pewno pochwały. Jednak film leży pod względem fabularnym. Jest strasznie bezpłciowy, nijaki. Ogląda się to bez żadnego zaangażowania w to, co dzieje się na ekranie. Bohaterowie są też nijacy i nie obchodziło mnie zbytnio to, co się z nimi w danej chwili dzieje. Jak na tak krótką produkcję, która trwa niecałe 100 minut dłużyło się to niemożliwie. Po wyjściu z sali myślałem, że minęło co najmniej da razy więcej czasu, niż minęło faktycznie. Naprawdę jestem zawiedziony, gdyż liczyłem po zwiastunie wiele, wiele więcej. A tak, na pierwszy dobry polski film obejrzany w tym roku będę musiał poczekać jeszcze trochę. Szkoda.