Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B. Szyc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B. Szyc. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 marca 2017

Polowanie

Pokot
Polska, Czechy, Szwecja, Czechy 2016
reż. Agnieszka Holland
gatunek: dramat, kryminał
zdjęcia: Jolanta Dylewska
muzyka: Antoni Łazarkiewicz

Na ten film nagrodzony między innymi na festiwalu filmowym w Berlinie czekałem od czasu, gdy tylko dowiedziałem się, że trwa jego ekranizacja. Chociaż nie jestem wielkim fanem twórczości filmowej Agnieszki Holland, to fakt, że zekranizuje ona kontrowersyjną książkę Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych zapowiadał, że nikt nie przejdzie obok tej produkcji obojętnie. 


Akcja filmu przenosi nas w Sudety, gdzie w chatce na pustkowiu wraz ze swymi psami egzystuje emerytowana inżynier, a obecnie dorabiająca jako anglistka w miejscowej podstawówce Janina Duszejko (Agnieszka Mandat). W pewnym momencie w okolicy dochodzi do tajemniczych morderstw, których ofiarami są lokalni myśliwi. Duszejko twierdzi, że za ich śmiercią stoją mszczące się na swych prześladowcach leśne zwierzęta...


Film ten rozpętał w naszym kraju małą burzę. Wszystko oczywiście przez nasz spolaryzowany politycznie naród - a to za sprawą tego, że znana ze swych politycznych poglądów reżyserka nakręciła adaptację książki autorki, która też jest znana ze swych wyraźnych poglądów, zaś i książka i adaptacja jasno pokazuje, kto jest według aktorek tym dobrym,a kto złym. Ja się w konflikty polityczne mieszać nie zamierzam i politycznie na ten film patrzeć nie będę, oglądając oceniałem po prostu jakość produkcji, zdjęć, aktorstwa, ogólnej fabuły i całej filmowej reszty. Aktorstwo można ocenić w filmie jak najbardziej na plus. W filmie oprócz odkrytej dla kina w dość późnym wieku Mandat mamy tuzy polskiego ekranu: jest Tomasz Kot, Andrzej Grabowski, Wiktor Zborowski, a udanie sekundują im Borys Szyc, Marcin Bosak, Jakub Gierszał oraz Andrzej Konopka i córka Jacka Kaczmarskiego - Patrycja Volny. Nikt tu wyraźnie nie odstaje i nawet Szyc w ostatnim czasie wychodzi na aktorską prostą biorąc udział w ambitnych produkcjach. Także na plus można zapisać urzekające, odludne plenery Sudetów oraz bardzo klimatyczne zdjęcia dzikiej przyrody i natury. Niestety zawiodłem się na samej intrydze. Mamy tu niby kryminał, jednak przez 90% filmu nikogo specjalnie nie rusza to, że zagadkowo giną ludzie. Ludzie z pewnego kręgu i znający się nawzajem. Mimo to nikt specjalnie się ich losem nie przejmuje. Także osoba pani Duszejko nie zaskarbiła sobie sympatii - dostajemy taką sfrustrowaną, zdziwaczałą starą pannę, z którą na stopie moralnej często bym się zgodził to jej zachowanie jest irytujące i ciężko czasem wytrzymać jej występy. Co gorsze sam trwający ponad dwie godziny film często jest nudny, nie dzieje się nic, a akcja wlecze się tempem ślimaka. Także ogólnie kładąc na szali plusy i minusy wychodzi mniej więcej po równo. Film średni, który nie jest ani jakimś gniotem, ale też nie aspiruje (choć w zamyśle zapewne aspirować chciał) do czegoś więcej niż przyzwoite kino. 





niedziela, 5 lutego 2017

Seksmasterka

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej
Polska 2016
reż. Maria Sadowska
gatunek: dramat, biograficzny
zdjęcia: Michał Sobociński
muzyka: Radzimir Dębski 

Jest to jeden z tych filmów, na który od dłuższego czasu czekałem. Mimo dość pokracznego moim zdaniem tytułu (sama Sztuka kochania z pewnością by wystarczyła) opowiadać miał on historię jednej z ważniejszych społecznie postaci drugiej połowy XX wieku, realizacją mieli się zająć producenci docenionych przez widzów i krytyków Bogów, a w głównej roli wreszcie wystąpi Magdalena Boczarska. Także dość szybko wybrałem się do kina.


Jak w tytule: historia życia Michaliny Wisłockiej (Magdalena Boczarska) pokazana od czasów Drugiej Wojny Światowej do lat siedemdziesiątych XX wieku. Śledzimy losy Wisłockiej, gdy ta próbuje wydać swoją najsłynniejszą książkę trafiając na opór twardogłowych partyjniaków (uosabianych postacią Arkadiusza Jakubika), poznajemy też jej dziwny związek ze Stanisławem (Piotr Adamczyk) oraz Wandą (Justyna Wasilewska) oraz przygody z marynarzem Jurkiem (Eryk Lubos). 


Cieszy mnie fakt, że potrafi się wreszcie zrobić w Polsce filmy biograficzne o ważnych i zasłużonych dla kraju osobach przy okazji nie korzystając z popularnym w pewnych kręgach opieraniu się na bólu, cierpieniu, wyrzeczeniach dla Ojczyzny oraz ogólnej martyrologia narodu. Zarówno film o Relidze, jak i teraz o Wisłockiej pokazuje, że bez postaci umierającej za kraj można zrealizować dobre polskie kino biograficzne, a bohaterem można zostać nie tylko będąc gnojonym przez Niemców, Sowietów czy komunistów. Historia Wisłockiej skupia się i owszem na trudnościach, ale aparatczyk PRLowski świetnie zagrany przez Jakubik, który te trudności afirmuje nijak ma się do strzelającego w potylicę NKWDzisty czy też oficera gestapo (w sumie później na spotkaniu autorskim, gdy książkę udaje się już wydać sam pierwszy bije brawo autorce). Cieszy mnie też fakt postawienia w tytułowej roli na Magdalenę Boczarską, którą sobie cenię i uważam, że to ostatni moment, by wkroczyć wreszcie do krajowej aktorskiej pierwszej ligi. Były co prawda przyzwoite filmy z jej udziałem, gdzie była kimś więcej niż statystką (choćby Różyczka) jednak wciąż uważam ją za aktorkę niewykorzystaną, a lata jej nieubłaganie lecą. Tutaj zaś zagrała bardzo dobrze, mimo trudności roli: upływ filmowego czasu, sportretowanie zachowań Wisłockiej, sceny nagości i seksu etc. Ogólnie zaś cała kadra aktorska stanęła na wysokości zadania, a nawet Piotr Adamczyk w swych ostatnich filmach przestał irytować (teraz czekam, aż uczyni to Karolak), zaś Borys Szyc chyba trafił w swoją aktorską niszę. Pierwsza scena ze wspomnianym Szycem jest zaś jedną z lepszych scen ostatnich lat w polskiej kinematografii. Kiluminutowe jedno długie ujęcie w klubie to naprawdę coś, co warto obejrzeć i to więcej niż raz. Tak samo jak i film o Wisłockiej (choć tu może jeden seans wystarczy w zupełności), chociaż produkcja ma pewne niedociągnięcia i ogólnie trochę się dłuży (mimo tego, że nie trwa bardzo długo). Warto dodać, że Sadowska jako muzyk bardzo dobrze dobrała ścieżkę dźwiękową - filmu bardzo dobrze się słucha, a i co niekoniecznie jest normą w polskich produkcjach dźwięk jest zrealizowany w sposób co najmniej dobry. 



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Człowiek z teczki

Kret
Polska, Francja 2010
reż. Rafael Lewandowski
gatunek: dramat


I oto mamy (a w sumie mieliśmy, bo omawiana produkcja ma już dobre 6 lat) kolejny polski film o lustracji.  Film, gdzie jedną z głównych aktorek pierwszoplanowych jest teczka. W naszym kraju jest to temat po 26 latach po przemianach systemowy dalej temat, który wielu gorączkuje i sprawia niemało kontrowersji. Nigdy mnie ta IPNowska martyrologia nie pociągała ani pod punktem historycznym, ani tym bardziej filmowym, jednak zdecydowałem się zobaczyć film mającego trochę inne spojrzenie na sprawę wychowanego we Francji reżysera Lewandowskiego. 


Zygmunt Kowal (Marian Dziędziel) jest zasłużonym dawnym przywódcą kopalnianych strajków podczas stanu wojennego. Wraz z synem Pawłem (Borys Szyc) obecnie zajmuje się przywożeniem używanej odzieży z Francji, by odsprzedawać je w okolicznych lumpeksach. W pewnym momencie w jednym z tabloidów ukazuje się artykuł, w którym autor ujawnia, że Zygmunt współpracował z komunistycznym reżimem. 


Duża część akcji dzieje się w Bielsku - Białej i jest to dość dobra odmiana, gdyż nie ma zbyt dużo filmów umiejscowionych w tej okolicy. Może jednak po prostu reżyser zdecydował się na to miasto za sprawą rejestracji samochodowych, które mają sugestywny dla treści filmu początek SB. Sam fakt, czy główny bohater donosił czy nie donosił w sumie miało dla mnie drugorzędne znaczenie, choć dla wielu ten wątek zapewne okaże się najważniejszy. Najciekawiej prezentuje się pokazanie skomplikowanych relacji między ojcem, a synem (który poślubił córkę górnika, który zginął podczas strajków zapoczątkowanych przez Zygmunta). Dużą rolę w pokazaniu ich relacji odgrywają sami aktorzy, którzy spisują się bardzo dobrze. Szyc jest ogólnie dobrym aktorem, choć czasem ma problem z dobrym wyborem ról, tutaj akurat trafił na niezły materiał. Dziędziel zaś w ostatniej dekadzie naprawdę wyrobił sobie dobrą markę charakterystycznego aktora, który plusuje za swój naturalizm. 
Przerzucanie się teczkami wieńczy w filmie niezbyt dobra moim zdaniem końcówka, która wyjaśnia przeszłość, ale nie pokazuje przyszłości. Reżyser za to nieźle ukazuje nierozumiejącą sytuacji w kraju Polonię (w tym wypadku tą z Francji ale równie dobrze mogłaby to być każda inna). Może i Lewandowski porusza tutaj ważny temat ale wolałbym w polskim kinie coś innego, a teczkowe kino gatunkowe z pocałowaniem ręki zamieniłbym na co innego. Wszak i sama postawa Zygmunta pokazuje, że nie teczka wieńczy człowieka.