Pokazywanie postów oznaczonych etykietą E. Lubos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą E. Lubos. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Zdrajcy metalu

Gotowi na wszystko. Exterminator 
Polska 2017
reż. Michał Rogalski
gatunek: komedia
zdjęcia: Kacper Fertacz

Ostatnimi laty ciężko było oglądać polskie komedie. Kiedyś nasi filmowcy wręcz z nich słynęli i rokrocznie pojawiały się filmy, które potrafiły bawić widza. Niestety kilka ostatnich lat to czerstwe produkcje komediowe o twarzy Karolaka, Szyca, Adamczyka i im podobnych. Doświadczenie minionych lat podpowiada więc, aby do polskich filmów komediopodobnych podchodzić ostrożnie.



Marcyś (Paweł Domagała) na pogrzebie dawnego kolegi spotyka swych dawnych znajomych: Jaromira (Krzysztof Czeczot), Lizzy'ego (Piotr Żurawski) i Makara (Piotr Rogucki). Wszyscy panowie wraz z denatem w czasach młodości byli członkami metalowej kapeli Exterminator, jednak przez liczne antagonizmy we własnym gronie zespół rozpadł się, a mężczyźni pozostają w oschłych stosunkach. Sytuacja ta może się zmienić, gdy burmistrz miasteczka (Dominika Kluźniak), w którym żyją oferuje solidną sumę pieniędzy za reaktywację zespołu...


Zwiastun tego filmu, który od kilku miesięcy można było zobaczyć w kinach nie zachęcał. Przypominający komedię romantyczną gniot o metalowcach śpiewających hity De Mono. To nie mogło się udać. Dodać do tego pokraczny tytuł (skąd oni wzięli to Gotowi na wszystko? Sam Exterminator by nie wystarczył?), który zastąpił wcześniejszy Exterminator. Faceci pragną bardziej. Kuriozum dopełnia zaś fakt, że  pierwszy polski filmie fabularnym o metalowcach doczekał się dedykowanej mu piosenki wykonanej przez znany polski zespół death metalowy Feel. Tak, ten z Piotrem Kupichom.
Dodając to wszystko do kupy jeszcze przed obejrzeniem filmu można było założyć, że to się nie może udać. Paradoksalnie jednak nie jest tak źle. Tylko trzeba oglądać ten film z odpowiednim dystansem i nastawieniem. Nie spodziewać się mimo pewnych zapowiedzi hardcorowego filmu o metalowcach, bo to nie o tym jest film (w sumie już trailer powinien rozwiać wątpliwości), a potraktować go jako niejaką podróż sentymentalną w lata młodości. Film pokazujący wczorajsze marzenia w dzisiejszych realiach. Dodatkowo z wiernie odwzorowaną przaśną polską prowincją z idealnie pokazanymi scenami małomiasteczkowych lub wiejskich festynów. Kto był na takim choć raz od razu załapie co i jak. Dodatkowo w sumie można posłuchać kilku fajnych polskich piosenek (dobrze, że znalazło się miejsce dla TSA) oraz być świadkiem niezłej gry aktorskiej. Przynajmniej męskiej części obsady. Tutaj brawa należą się też Erykowi Lubosowi i świetnemu choć niewykorzystanemu w swej roli Januszowi Chabiorowi. Chętnie poszedł bym na jakiś spin-off z udziałem jego postaci. Niestety zaś postaci kobiece odegrane przez Agnieszkę Więdłochę i Aleksandrę Hamakało trochę nie dają rady i zbliżają produkcję do niesławnego grona typowych polskich komedii. Wydaje mi się, że bez tego wątku romantycznego, oparty fabularnie tylko na trudnej przyjaźni film wypadłby lepiej. Można byłoby w miejsce scen tego wątku opowiedzieć lepiej historię bohaterów lub dać więcej czasu dla postaci Chabiora. Generalnie nie jest jednak wcale tak źle. Jak najbardziej można oglądać!







sobota, 18 marca 2017

Menele są w formie

Boisko bezdomnych
Polska 2008
reż. Kasia Adamik
gatunek: dramat
zdjęcia: Jacek Petrycki
muzyka: Antoni Łazarkiewicz

Przed około dekadą relatywnie głośno w naszym kraju było o międzynarodowym sukcesie naszych piłkarzy. Nie chodziło tu jednak o dobre wyniki drużyn klubowych czy też pierwszą reprezentację, a o zespół złożony z bezdomnych. Owi bezdomni dotarli do finału w rozgrywanych wówczas mistrzostwach świata bezdomnych. Wkrótce uznano, że to dobry materiał na film fabularny inspirowany tą historią. 


Jacek Mróz (Marcin Dorociński) był w wieku juniorskim jednym z najbardziej utalentowanych piłkarzy swojego pokolenia. Doczekał się nawet powołania do seniorskiej kadry kraju, w której jednak nie wystąpił z powodu kontuzji, która przekreśliła jego karierę. Na skutek kilku zdarzeń wylądował po latach na Dworcu Centralnym jako bezdomny. Tak spędza czas wraz z innymi podobnymi sobie, m.in. Indorem (Eryk Lubos), Górnikiem (Bartłomiej Topa) czy Księdzem (Jacek Poniedziałek). Bezdomni oprócz picia i palenia czas spędzają kopiąc puszki po piwie. Pojawia się pomysł, by Mróz zaczął trenować ich w bardziej profesjonalny sposób. Mężczyzną zaczyna pomagać poznana na dworcu Sewka (Joanna Grudzińska)...


W Stanach Zjednoczonych tak zwane dramaty sportowe cieszą się sporą popularnością. W większości filmy z tego podgatunku opierają się na bardzo podobnych schematach. Mamy więc jakiegoś ambitnego boksera lub innego przedstawiciela sportów walki, który robi karierę od zera do bohatera przy okazji podnosząc się z kolan po wcześniejszym nokaucie zafundowanym przez życie. Jeśli są to sporty drużynowe to zaś obcujemy z drużyną totalnych outsiderów i nieudaczników, przeważnie znajdujących się jako zespół na granicy ubóstwa - początkowo ta zgraja bierze oklep od każdego rywala, jednak po hektolitrach wylanego potu i kilku patetycznych przemowach trenera kończy z rolą underdoga wygrywając mecz golem/koszem w ostatniej sekundzie przy oczywiście obowiązkowym spowolnieniu akcji. Jak lubię sport jako taki, tak te przewidywalne filmy są dla mnie ciężkie do zaakceptowania. Film Adamik jest trochę inny niż powyższe przykłady standardowej narracji, jednak na pewno znajduje się w nim kilka punktów wspólnych z nimi. 
To, co mnie razi to fakt pokazania meneli z dworca, których jedynym zajęciem jest picie tak, że po kilku treningach na kacu na jakichś zaroślach są w stanie pokonać w sparingu (też rozgrywanych nie wiadomo czemu na połączeniu łąki z boiskiem 7. ligi mistrzów) zespół profesjonalnych piłkarzy. Do tego o ile rozumiem, że prawdziwa drużyna bezdomnych odnosiła sukcesy, jednak na pewno nie miała w swym składzie takich zapuszczonych dziadów, jakich widzimy na ekranie. To wygląda bardzo niewiarygodnie. Do tego widziałem filmy z przygotowań do mistrzostw bezdomnych, które odbywały się w normalnych warunkach - nikt nie kopał puszek czy plażowych piłek gdzieś na wertepach. 
Szkoda też, że film nadmiernie koncentruje się na samej warstwie społecznej, gdzie poznajemy też historie poszczególnych bezdomnych, a sam sport choć ważny w tytule to schodzi na margines filmu. Mimo to dostajemy solidną, oryginalną produkcję o wrażliwym społecznie temacie. Film w pewien sposób przywraca godność pokazanym w nim ludziom i stanowi pewnego rodzaju drogowskaz dla innych. Nie jest to produkcja, którą zapamięta się na długo, jednak myślę, że bez problemu można ją oglądać.




niedziela, 5 lutego 2017

Seksmasterka

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej
Polska 2016
reż. Maria Sadowska
gatunek: dramat, biograficzny
zdjęcia: Michał Sobociński
muzyka: Radzimir Dębski 

Jest to jeden z tych filmów, na który od dłuższego czasu czekałem. Mimo dość pokracznego moim zdaniem tytułu (sama Sztuka kochania z pewnością by wystarczyła) opowiadać miał on historię jednej z ważniejszych społecznie postaci drugiej połowy XX wieku, realizacją mieli się zająć producenci docenionych przez widzów i krytyków Bogów, a w głównej roli wreszcie wystąpi Magdalena Boczarska. Także dość szybko wybrałem się do kina.


Jak w tytule: historia życia Michaliny Wisłockiej (Magdalena Boczarska) pokazana od czasów Drugiej Wojny Światowej do lat siedemdziesiątych XX wieku. Śledzimy losy Wisłockiej, gdy ta próbuje wydać swoją najsłynniejszą książkę trafiając na opór twardogłowych partyjniaków (uosabianych postacią Arkadiusza Jakubika), poznajemy też jej dziwny związek ze Stanisławem (Piotr Adamczyk) oraz Wandą (Justyna Wasilewska) oraz przygody z marynarzem Jurkiem (Eryk Lubos). 


Cieszy mnie fakt, że potrafi się wreszcie zrobić w Polsce filmy biograficzne o ważnych i zasłużonych dla kraju osobach przy okazji nie korzystając z popularnym w pewnych kręgach opieraniu się na bólu, cierpieniu, wyrzeczeniach dla Ojczyzny oraz ogólnej martyrologia narodu. Zarówno film o Relidze, jak i teraz o Wisłockiej pokazuje, że bez postaci umierającej za kraj można zrealizować dobre polskie kino biograficzne, a bohaterem można zostać nie tylko będąc gnojonym przez Niemców, Sowietów czy komunistów. Historia Wisłockiej skupia się i owszem na trudnościach, ale aparatczyk PRLowski świetnie zagrany przez Jakubik, który te trudności afirmuje nijak ma się do strzelającego w potylicę NKWDzisty czy też oficera gestapo (w sumie później na spotkaniu autorskim, gdy książkę udaje się już wydać sam pierwszy bije brawo autorce). Cieszy mnie też fakt postawienia w tytułowej roli na Magdalenę Boczarską, którą sobie cenię i uważam, że to ostatni moment, by wkroczyć wreszcie do krajowej aktorskiej pierwszej ligi. Były co prawda przyzwoite filmy z jej udziałem, gdzie była kimś więcej niż statystką (choćby Różyczka) jednak wciąż uważam ją za aktorkę niewykorzystaną, a lata jej nieubłaganie lecą. Tutaj zaś zagrała bardzo dobrze, mimo trudności roli: upływ filmowego czasu, sportretowanie zachowań Wisłockiej, sceny nagości i seksu etc. Ogólnie zaś cała kadra aktorska stanęła na wysokości zadania, a nawet Piotr Adamczyk w swych ostatnich filmach przestał irytować (teraz czekam, aż uczyni to Karolak), zaś Borys Szyc chyba trafił w swoją aktorską niszę. Pierwsza scena ze wspomnianym Szycem jest zaś jedną z lepszych scen ostatnich lat w polskiej kinematografii. Kiluminutowe jedno długie ujęcie w klubie to naprawdę coś, co warto obejrzeć i to więcej niż raz. Tak samo jak i film o Wisłockiej (choć tu może jeden seans wystarczy w zupełności), chociaż produkcja ma pewne niedociągnięcia i ogólnie trochę się dłuży (mimo tego, że nie trwa bardzo długo). Warto dodać, że Sadowska jako muzyk bardzo dobrze dobrała ścieżkę dźwiękową - filmu bardzo dobrze się słucha, a i co niekoniecznie jest normą w polskich produkcjach dźwięk jest zrealizowany w sposób co najmniej dobry.