Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B. Topa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B. Topa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 marca 2017

Menele są w formie

Boisko bezdomnych
Polska 2008
reż. Kasia Adamik
gatunek: dramat
zdjęcia: Jacek Petrycki
muzyka: Antoni Łazarkiewicz

Przed około dekadą relatywnie głośno w naszym kraju było o międzynarodowym sukcesie naszych piłkarzy. Nie chodziło tu jednak o dobre wyniki drużyn klubowych czy też pierwszą reprezentację, a o zespół złożony z bezdomnych. Owi bezdomni dotarli do finału w rozgrywanych wówczas mistrzostwach świata bezdomnych. Wkrótce uznano, że to dobry materiał na film fabularny inspirowany tą historią. 


Jacek Mróz (Marcin Dorociński) był w wieku juniorskim jednym z najbardziej utalentowanych piłkarzy swojego pokolenia. Doczekał się nawet powołania do seniorskiej kadry kraju, w której jednak nie wystąpił z powodu kontuzji, która przekreśliła jego karierę. Na skutek kilku zdarzeń wylądował po latach na Dworcu Centralnym jako bezdomny. Tak spędza czas wraz z innymi podobnymi sobie, m.in. Indorem (Eryk Lubos), Górnikiem (Bartłomiej Topa) czy Księdzem (Jacek Poniedziałek). Bezdomni oprócz picia i palenia czas spędzają kopiąc puszki po piwie. Pojawia się pomysł, by Mróz zaczął trenować ich w bardziej profesjonalny sposób. Mężczyzną zaczyna pomagać poznana na dworcu Sewka (Joanna Grudzińska)...


W Stanach Zjednoczonych tak zwane dramaty sportowe cieszą się sporą popularnością. W większości filmy z tego podgatunku opierają się na bardzo podobnych schematach. Mamy więc jakiegoś ambitnego boksera lub innego przedstawiciela sportów walki, który robi karierę od zera do bohatera przy okazji podnosząc się z kolan po wcześniejszym nokaucie zafundowanym przez życie. Jeśli są to sporty drużynowe to zaś obcujemy z drużyną totalnych outsiderów i nieudaczników, przeważnie znajdujących się jako zespół na granicy ubóstwa - początkowo ta zgraja bierze oklep od każdego rywala, jednak po hektolitrach wylanego potu i kilku patetycznych przemowach trenera kończy z rolą underdoga wygrywając mecz golem/koszem w ostatniej sekundzie przy oczywiście obowiązkowym spowolnieniu akcji. Jak lubię sport jako taki, tak te przewidywalne filmy są dla mnie ciężkie do zaakceptowania. Film Adamik jest trochę inny niż powyższe przykłady standardowej narracji, jednak na pewno znajduje się w nim kilka punktów wspólnych z nimi. 
To, co mnie razi to fakt pokazania meneli z dworca, których jedynym zajęciem jest picie tak, że po kilku treningach na kacu na jakichś zaroślach są w stanie pokonać w sparingu (też rozgrywanych nie wiadomo czemu na połączeniu łąki z boiskiem 7. ligi mistrzów) zespół profesjonalnych piłkarzy. Do tego o ile rozumiem, że prawdziwa drużyna bezdomnych odnosiła sukcesy, jednak na pewno nie miała w swym składzie takich zapuszczonych dziadów, jakich widzimy na ekranie. To wygląda bardzo niewiarygodnie. Do tego widziałem filmy z przygotowań do mistrzostw bezdomnych, które odbywały się w normalnych warunkach - nikt nie kopał puszek czy plażowych piłek gdzieś na wertepach. 
Szkoda też, że film nadmiernie koncentruje się na samej warstwie społecznej, gdzie poznajemy też historie poszczególnych bezdomnych, a sam sport choć ważny w tytule to schodzi na margines filmu. Mimo to dostajemy solidną, oryginalną produkcję o wrażliwym społecznie temacie. Film w pewien sposób przywraca godność pokazanym w nim ludziom i stanowi pewnego rodzaju drogowskaz dla innych. Nie jest to produkcja, którą zapamięta się na długo, jednak myślę, że bez problemu można ją oglądać.




wtorek, 20 września 2016

Wieża samobójców

Sługi boże
Polska 2016
reż. Mariusz Gawryś
gatunek: thriller, kryminał

Zawsze, gdy widzę nowy polski film nie będący głupkowatą komedią czy też nie daj boże komedią romantyczną lub źle zrealizowanym dramatem obyczajowym rośnie mi serce z radości. Kino gatunkowe w naszym kraju po latach stagnacji podnosi się z kolan i tworzy się coraz więcej tematycznych produkcji. Dzięki temu utalentowani aktorzy mogą pokazać swoje talenty, których nie wykorzystują w żenujących serialach, którymi polskojęzyczne telewizje stoją. A przecież jesteśmy wciąż jako kraj w miejscu, gdy trzeba pochwalić każdego twórcę, który chce wybić się poza schemat znany z M jak miłość. Szkoda, że czasem to jest ich jedyny plus.


Z wieży wrocławskiego kościoła nadzorowanego przez proboszcza Witeckiego (Henryk Talar) rzuca się młoda Niemka. Sprawę zaczyna badać komisarz Warski (Bartłomiej Topa) oraz przybyła z Berlina Ana Wittesch (Julia Kijowska). Warski zwraca uwagę na dziwne zachowanie opiekuna chóru kościelnego, Rudzkiego (Adam Woronowicz). Tymczasem do Wrocławia przybywa przedstawiciel Banu Watykańskiego dr Kuntz (Krzysztof Stelmaszyk)...


Przybywając na seans po obejrzeniu samego zwiastuna miałem całkiem inne wyobrażenie tego, co finalnie zobaczę. Miałem nadzieję o dość pionierskie w polskim kinie przedstawienie ludzi Kościoła, jako tych złych lub w ostateczności niejednoznacznych moralnie. Niestety fabuła szybko skręca w kierunku wskazania tych złych w filmie w osobach...agentów służb specjalnych (i to nieistniejącego od ćwierć wieku STASI). Film ogólnie ogląda się ciężko ze względu na mnogość wątków, które w dodatku w większości są urwane po pokazaniu jednej, dwóch scen. Czytałem gdzieś, że reżyser przygotował kilka odcinków serialu, który jednak nie został zrealizowany i okrojone skrawki całości wymyślonej przez twórców trafiły na wielki ekran. Niestety jeśli to prawda to widać to w niemal każdym aspekcie filmu. Ogląda się to w dużej mierze tak, jakby oglądało się pierwszy odcinek serialu rozpisanego na 8 - 10 epizodów. Postaci są wprowadzane bez odpowiedniego backgroundu, często znikają później bez słowa, a ich obecność często nie jest niczym uargumentowana. Także gra aktorska w filmie stoi na niskim poziomie, gdyż poza Topą, Woronowiczem i może Kijowską nikt nie wybija się ponad przeciętność. Obroną dla aktorów może być to, że dostali strasznie źle rozpisane role, gdyż dialogi w tym filmie stoją na bardzo niski poziomie. Przykładem może być  tutaj postać i kwestie wypowiadane przez Małgorzatę Foremniak.
Do plusów można za to z całą pewnością zaliczyć bardzo dobre przedstawienie Wrocławia jako miasta. Często staje się ono wręcz bohaterem filmu. Zdjęcia miasta robią duże wrażenie i aż szkoda, że twórcy rzadko kiedy potrafią wykorzystać to piękne polskie miasto. Niestety dobre przedstawienie miasta to trochę za mało i całość mocno mnie rozczarowała. Mało kiedy thriller potrafi tak wynudzić.





piątek, 4 marca 2016

Ziemia obiecana

Obce niebo
Polska, Szwecja 2015
reż. Dariusz Gajewski
gatunek: dramat

Już ponad sto lat temu Kazimierz Przerwa - Tetmajer pisał Wolę polskie gówno w polu,
Niż fijołki w Neapolu. Jeśli zamienimy włoski Neapol na mroźną Szwecję to chyba będziemy mieli najlepiej wyrażone ogólne przesłanie filmu Gajewskiego. Kolejnego, po solidnym i nagradzanym zarówno w Polsce jak i w Skandynawii Intruzie tworu filmowej koprodukcji polsko - szwedzkiej w 2015 roku. 


Film ukazuje losy pary polskich emigrantów żyjących od kilku lat w Szwecji. Basia (Agnieszka Grochowska) i Marek (Bartłomiej Topa) próbują wiązać koniec z końcem żyjąc w baraku wraz z przybyszami z innych stron świata, którzy to przybyli ubogacać kulturowo ten skandynawski kraj. Lepsze chwile przeplatają tymi gorszymi, a wydaje się, że głównym spoiwem ich związku pozostaje córka Ula (Barbara Kubiak). Dziewczynką zaczyna się jednak interesować miejscowa opieka społeczna w osobie bezdusznej Anity (Ewa Fröling), która doprowadza do zabrania dziecka rodzicom i oddania jej do szwedzkiej rodziny zastępczej...


Pierwsze co chcę napisać to to, że mamy do czynienia z bardzo dobrym filmem celnie uderzającym w problematykę społeczną. Film ten dołącza do wielu społeczyzujących kryminałów skandynawskich literatów, którzy w swych dziełach ukazują wszystkie bolączki tamtego systemu, które sprawiają, że Skandynawia nie jest dla wszystkich ziemią obiecaną. Gajewski w swym filmie uderza w bezduszność systemu, który w sumie zgodnie z prawem może zabrać każdemu dziecko bez większych dowodów winy rodziców i przekazać je na długie lata komuś innemu nie bacząc na dobro i wolę dziecka. Oglądając postępowanie tamtejszego urzędu społecznego aż włosy mogą stanąć na głowie. Drażliwa tematyka filmu sprawia, że sądzę, iż jeśli byłaby to produkcja amerykańska to mogłaby się doczekać nawet nominacji oscarowej, gdyż tamtejsza akademia lubi tego typu sprawy. Film podobny jest swą konstrukcją do co lepszych produkcji społecznych z Francji czy właśnie ze Skandynawii. Widać, że właśnie potomkowie wikingów dokładali tu rękę do jego powstania. Bardzo w mieszkańcach Skandynawii podoba mi się to, że oni w swej literaturze i kinematografii nie boją się rozliczyć z bolesnymi fragmentami historii czy jasno powiedzieć, co jest złego w obecnym ich systemie. U nas takie próby spotykają się przeważnie z ostrą krytyką środowisk hmm patriotycznych i łatka antypolskości. A moim zdaniem sztuki jest także rozliczanie się z mniej chwalebnymi rzeczami w dziejach własnego narodu. 
Kilka słów należy się grze aktorskiej. Mamy tu naprawdę dobrze wyglądających Grochowską i Topę, którzy pokazują w dodatku to, że nieźle władają mową Szekspira. Młoda Kubiak jak na swój wiek to chyba top 3 ostatnich lat w kategorii dziecięcych aktorów w polskich produkcjach. Do tego szereg wiarygodnych szwedzkich aktorów ze sławną z roli u Borgmana Ewą Fröling. Cieszy, że tak rozpoznawalna dla kinomanów postać pojawia się w polskim filmie. 
Mógłbym się doczepiać do kilku nieudanych czy niezrozumiałych scen w filmie, jak choćby dziwnej końcówki ale te elementy, które nie stoją na dobrym poziomie to w sumie tylko kilka procent całości. Dostajemy naprawdę mocny, poruszający film na ważny temat i cieszy, że jest to polska produkcja. Po raz kolejny mogę z radością powiedzieć, że nasza kinematografia wkracza na dobrą drogę. 



niedziela, 13 września 2015

Wojna po polsku

Karbala
Polska 2015
reż. Krzysztof Łukasiewicz
gatunek: wojenny

Kiedy ostatnio w Polsce powstał jakiś solidny film wojenny? Ktoś sobie przypomina? Bo ja mam z tym ciężko. Od 2010 są to (za niezawodnym Filmwebem): Powstanie Warszawskie, Kamienie na szaniec, Miasto 44, Tajemnica Westerplatte, Sierpniowe niebo. 63 dni chwały, Obława, 1920 Bitwa Warszawska, Essential killing. Z tego wszystkiego wyłania się obraz raczej monotematycznych filmów interpretujących kilka wydarzeń z drugiej wojny światowej, większość z nich jednak pod względem realizacji i treści fabularnej nie jest czymś specjalnie wartym uwagi. W sumie z czystym sercem mogę polecić tylko Obławę, która jest jednak mało epicką produkcją. Wyłączając słabiutkie 1920 zostaje nam tylko jeden film nieulokowany w II WŚ. Jest to Essential killing Skolimowskiego, który jest filmem moim zdaniem dobrym, ale dość trudnym w odbiorze, także przez rodzaj narracji (obserwujemy losy domniemanego terrorysty) oraz bardzo jednostkowy film, w którym nie ma wojny jako takiej. Także przy tym wszystkim Karbala jawi się jako nowa jakość w polskim współczesnym kinie. Słyszałem już określenia polski Helikopter w ogniu. Czy słusznie? Od razu mówię, że raczej nie. Dlatego, że jednak jest to całkiem inny film.


Obserwujemy grupę polskich żołnierzy pełniących służbę kontraktową w okupowanym przez Polskę Iraku. Kierowany przez kapitana Kalickiego (Bartłomiej Topa) zostaje skierowany do obrony ratusza w mieście Karbala. Razem ze stacjonującymi tam żołnierzami bułgarskimi (dowodzonymi przez znanego z roli Piłata w Pasji Hristo Shopov) mają przez kilka dni utrzymać to miejsce, nim przybędzie nowa zmiana. Tymczasem w mieście zaczynają się rozruchy, a posterunek zostaje zaatakowany przez sadrystów pod dowództwem postaci granej przez Samira Fuchsa. Poza bezpiecznym miejscem ląduje młody sanitariusz Grad (Antoni Królikowski), który czeka na proces za subordynację. Grad musi polegać na irackim policjancie Faridzie (Atheer Adel).


Pierwsze co rzuca się w oczy w tym filmie to świetne zdjęcia autorstwa Arkadiusza Tomiaka. Mimo skromnego budżetu, jaki posiadała produkcja za sprawą perfekcyjnych zdjęć mamy wrażenie, że obcujemy wizualnie z wysokonakładowym dziełem rodem z Hollywood. Za to należy się od razu ocena (lub nawet dwie) w górę. Kolejną pozytywną sprawą jest to, że nie mamy tutaj ckliwego moralitetu odnośnie życia żołnierzy, nie poznajemy ich wraz z wszystkim historiami życiowymi, jakie za nimi stoją. Dostajemy grupę niemal obcych sobie ludzi, którzy pewnie mają swoją przeszłość i plany na przyszłość ale nie dowiemy się o nich ani słowem. Dobrze, że obsada to jednak nie są największe gwiazdy polskiego kina. Już widzę oczyma wyobraźni dowodzonych przez Karolaka żołnierzy w postaci Chyry, Adamczyka i Szyca. Na szczęście postanowiono na sprawdzonych, lecz nieopatrzonych jeszcze ludzi z dobrym w roli Topą, po którym autentycznie widać dylematy, przed jakimi musi stanąć, niezłym Michałem Żurawskim oraz Tomaszem Schuchardtem (w którym wnikliwy widz rozpozna postać porucznika Żądło z Misji Afganistan - w obu produkcjach aktor grał podobne role) oraz obecnie chyba występującym w każdym polskim filmie Piotrze Głowackim (chociaż tutaj ograniczył się do dwóch dowcipów i efektownego zgonu). Występujący zaś w roli policjanta (żołnierza?) irackiego Adel bardziej pasuje do tancerza z Bollywood ale wydaje się, że daje radę. Nie podoba mi się za to lansowany przez rodziców (których rolami życia są odpowiednio Grażynka w Klanie i Kusy w Ranczu) Antoni Królikowski. Ten drewniany młody aktor jednak za sprawą koneksji będzie pewnie obecny w polskim filmie jeszcze długo. Niebawem zobaczymy go w serialu Bodo w roli tytułowej.
Ogólnie braki finansowe dają o sobie znać w czasie samej obrony City Hall. Ratusz jest atakowany przez sadrystów ciągle w jednym miejscu (a w rzeczywistości mógł być okrążony z każdego miejsca). Same sceny walki nie przedstawiają się specjalnie widowiskowo. Bardzo przypomina mi to wspomnianą już  wcześniej Misję Afganistan, gdzie tak jak tutaj oddział polskich wojsk pół odcinka ostrzeliwał dwóch talibów ukrytych za murkiem. Także brak snajperów (którzy byli obecni w realnej Karbali) tutaj rzutuje pewną nielogicznością. Mamy scenę, gdzie kilkadziesiąt metrów pod bramą ratusza islamiści przynoszą ckm. Później zaczynają robić wokół niego umocnienia. Wszystkiemu temu przyglądają się bezczynnie nasi żołnierze. Trochę bez sensu. 
Film nie daje nam odpowiedzi czy polska okupacja Iraku była dobra czy też nie (chociaż może skłania się ku tej drugiej wersji), skupia się za to na postawie walczących tam ludzi, którzy udali się tam nie ze względów ideologicznych, a po to by po prostu zarobić. Dobrze, że nie ma tutaj elementów martyrologicznych, bo to zabiłoby ten film. A tak mamy czasem przynudzający ale ogólnie strawny film wojenny produkcji polskiej, który dobrze wygląda i daje nadzieje na przyszłość, a przy okazji pokazuje nieznany w opinii publicznej fragment najnowszej historii polskiej armii. 





sobota, 2 maja 2015

Polskie Gówno

Dom zły
Polska 2009
reż. Wojciech Smarzowski
gatunek: dramat, kryminał

W sześć lat od premiery wreszcie dobrałem się do filmu Smarzowskiego Dom zły. Po licznych rekomendacjach i naprawdę dobrych ocenach oczekiwałem od tej produkcji naprawdę dużo. A czy to dostałem? O tym poniżej. Krótko, bo pewnie i tak każdy kto chciał już ten film widział przede mną.


Film dzieje się w dwóch płaszczyznach. Mamy rok 1982, trwa akurat zima stulecia. Poznajemy porucznika Mroza (Bartłomiej Topa), który wraz ze swą ekipą oraz prokuratorem Tomalą (Robert Więckiewicz) przeprowadza wizję lokalną w ruinach spalonego domu gdzieś na bieszczadzkich pustkowiach, Towarzyszy im oskarżony o mord gospodarzy oraz podpalenie ich mienia Edward Środoń. W jego relacjach cofamy się do wydarzeń feralnej nocy, w czasie której zawitał on do domu Zdzisława (Marian Dziędziel) i Bożeny (Kinga Preis) Dziabasów. 


W sumie wystarczy zobaczyć jeden film Smarzowskiego, by wiedzieć o czym mogą być pozostałe. Zmieniają się ustroje, zmieniają się scenografie i zmienia się lokalizacja lecz aktorzy i zakrapiany alkoholem motyw przewodni pozostaje. Topa, Jakubik, Więckiewicz, Lubos, Dziędziel czy Więckiewicz i czasem kilku innych są nieodłącznym elementem krajobrazu w filmach tego reżysera. Także znakiem rozpoznawczym jest nieodłączne pijaństwo. Nie inaczej jest tutaj. Wódkę, nieważne czy z kieliszka, szklanki czy po prostu z gwinta piją tu wszyscy, od milicjantów i prokuratora po Dziabasów i Środonia. Ciężko znaleść tu kogoś trzeźwego. W tym pokazie degrengolady społecznej właściwej naszemu narodowi trudno też odszukać kogoś, kogo możemy nazwać pozytywnym bohaterem. Każdy ma swoje grzeszki, machlojki, knucia i występki. Domem złym nie jest tylko tytułowe miejsce akcji lecz praktycznie cała Polska, naród, który jest na drodze do zatracenia. Bardzo klimatycznie autorzy nakreślili obraz tej nędzy i rozpaczy, aktorzy mimo że cholernie wtórni w swych rolach w filmach tegoż reżysera są autentyczni, a klimat zapuszczonego domo i całej osady na krańcu świata jest jednym z plusów produkcji. Za to jak dla mnie kuleje wątek kryminalny, który jest jednak tylko tłem do pokazania obrazu naszego społeczeństwa, które jak zobaczymy w innych dziełach twórcy nie zmieniło się przez te wszystkie lata. Oczekiwałem czegoś innego, jednak myślę, że warto zobaczyć i trochę zastanowić się nad sobą. Bo obserwując poczynania Środonia, Dziędzielów czy milicjantów tak naprawdę obserwujemy siebie.




    





środa, 24 września 2014

Chlanie, branie i ruchanie

Drogówka
Polska 2013
reż. Wojciech Smarzowski
gatunek: kryminał
zdjęcia: Piotr Sobociński Jr., Michał Sobociński
muzyka: Mikołaj Trzaska

Wreszcie miałem okazję zobaczyć na własne oczy dyskusyjny film Wojtka Smarzowskiego Drogówka. Poznajemy tutaj siedmioro warszawskich policjantów z tytułowej drogówki. Wiodą oni życie godząc obowiązki służbowe ze wspólnymi imprezami i innymi przyjemnościami fizycznymi. Wszystko układa się dobrze, do czasu, gdy jeden z nich nie zostaje zamordowany...


Nie orientuję się jakie życie wiodą przedstawiciele prawdziwej polskiej drogówki, ale obawiam się, że reżyser przesadził z proporcjami. Na pewno część, może i duża z realnych przedstawicieli tych służb mundurowych ma problemy z hazardem, alkoholem czy odwiedzaniem domów uciechy, jednak na pewno nie wszyscy - jak to przedstawił w filmie Smarzowski. Bohaterowie produkcji to każdy niemal bez wyjątku połączenie alkoholików, łapówkarzy i regularnie zdradzających swe żony dziwkarzy, których ulubionym słowem jest 'kurwa'. Praktycznie każdy z nich naznaczony jest nie jedną z wyżej wypisanych wad, lecz każdą z powyższych. Co ciekawe każdy z przedstawionych policjantów mieszka w jakiejś zrujnowanej melinie. Na pewno z kondycją moralną przedstawicieli wydziału drogowego nie jest specjalnie dobrze, ale chyba na Boga też nie aż tak źle! 
Oczywiście, jak w innych filmach tegoż reżysera fabuła w mocno krzywym zwierciadle pokazuje obraz społeczny naszego narodu. Dosadnie, ale właśnie w taki sposób można najlepiej okazać wszystkie przywary. I mamy tutaj wszystko. Popełniającego wykroczenie księdza, chcącego się wymigać łapówką, co ciekawe tegoż księdza widzimy później ulatniającego się z burdelu. Są prowadzący po pijaku politycy bełkoczący coś o immunitecie, jaki im przysługuje, skorumpowani biznesmeni, służbiści i politycy, a nawet pokazane wiwatujące z okazji przejazdu papieża tłumy, wśród których jeden z ochraniających przejazd policjantów szybko znajduję chętną na płatny seks. Oto Polska właśnie?

Kadra aktorska, jaką widzimy w filmie to głównie ludzie, których znamy z poprzednich produkcji reżysera m.in. Wesela  i Domu złego. Głównie czas spędzimy tu z Bartłomiejem Topą, Arkadiuszem Jakubikiem, Erykiem Lubosem a na ekranie migną też Maciej Stuhr czy Jacek Braciak. Aktorzy spisują się w swych rolach dobrze i przekonująco. O ile oczywiście wizją reżysera było zrobienia z nich meneli w mundurach.
Cały film nakręcony jest dość specyficznie i zapewne praca kamery, jak i sposób narracji nie każdemu przypadnie do gustu. Jest też olbrzymia dawka wulgaryzmów, niektóre sceny dialogowe składają się z samych wyrazów uważanych za politycznie niepoprawne. A po trzech minutach rzucanie mięsem przestaje śmieszyć nawet tych, którzy uważali to z początku za element komediowy. Nie spisywałem wulgaryzmów, ale strzelam, że dwa najczęściej występujące w filmie słowa to  kurwa oraz chuj. Smarzowski przebił więc kultowe Psy, chyba nawet dwie części na raz!
Film jednak jak najbardziej warty obejrzenia. O ile są jeszcze tacy, którzy tego nie zrobili.