Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S. Fabijański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S. Fabijański. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

Uniwersum Vegi

Botoks
Polska 2017
reż. Patryk Vega
gatunek: ciężko sprecyzować
zdjęcia: Przemysław Niczyporuk
muzyka: Łukasz Targosz


Patryk Vega i jego wesoła ferajna przed trzema miesiącami powrócili do kin ze swym kolejnym filmem i następny raz podzielili Polaków na tych, którzy zachwycają się tą produkcją warszawskiego wizjonera i tych, którzy oskarżają go o dokonanie aborcji na sztuce filmowej. Pośrednich ocen dokonań Vegi było mało, jednak on sam (może dzięki natchnieniu przez samego Ducha Świętego) efekt osiągnął - spolaryzowane społeczeństwo tłumnie ruszyło do kin napędzając koniunkturę. 


W filmie obserwujemy życie pracowników szpitala i branży medycznej, oraz ich rodzin (m.in. Olga Bołądź, Agnieszka Dygant, Katarzyna Warnke, Marieta Żukowska, Janusz Chabior, Sebastian Fabijański, P. Stramowski, Tomasz Oświeciński).


Biorąc pod uwagę fakt, że przez około dwa miesiące polskie kina były szturmowane na seansach tego filmu mogę odnieść wrażenie, że ten, kto chciał go obejrzeć już dawno to zrobił. Jednak skoro i tak nadrabiam w opisywaniu zaległości blogowe musiałem poświęcić kilka zdań temu filmowi. A czas na to w sumie dobry, bo właśnie ogłoszono powstanie serialu rozszerzającego filmowe uniwersum. Co do samego filmu to ciężko mi się wypowiadać w jakimkolwiek pozytywnym świetle. Myślę, że inni już idealnie wypunktowali wszystko to, co sprawia, że film jest po prostu źle skonstruowany, pozbawiony fabuły, źle zagrany, szkodliwy, tendencyjny, demonizujący i po prostu społecznie szkodliwy. Wszystkich tych, którzy uważają, że Vega (z pomocą Ducha Świętego) pokazał prawdę i tak nie da się wyprowadzić z błędu.
Wydaje się, że reżyser tworzy jakby swoje uniwersum filmowe, gdzie przedstawia jakąś swoistą alternatywną rzeczywistość naszego kraju. Zarówno w Pitbullach, jak i tu, a zapewne i w swych następnych superprodukcjach (zapowiedział ich na ten rok na razie trzy, następna już chyba w przyszłym miesiącu) kreuje pewien tendencyjny, sobie tylko znany poziom pokręconych łżefaktów, używa tych samych aktorskich i pseudoaktorskich twarzy (dziwię się, że niektórzy dobrzy, uznani aktorzy dalej decydują się na współpracę z nim,kasa jednak pewnie robi swoje), kręci i montuje w ekspresowym tempie tandetę, która brak scenariusza próbuje przysłonić wulgarnością. O ile jeszcze pierwszy nowy Pitbull można było uznać za coś mimo że pretensjonalnego, to dość świeżego i dzięki temu interesującego to następne, tworzone masowo, jakby od szablonu filmy z tą samą obsadą zniszczyły dla mnie postrzeganie na poważnie Vegi jako reżysera. A najgorsze jest to, że ciągle się to sprzedaje. I zapewne szybko nie znudzi. Niestety starania pokoleń twórców kinowych, którzy starali się stworzyć w naszym kinie coś dobrego są tłamszone przez tego samozwańczego demiurga nowej polskiej szkoły filmowej. Tragedia. 




czwartek, 10 sierpnia 2017

Gwi(a)zdy

Gwiazdy 
Polska 2017
reż. Jan Kidawa - Błoński
gatunek: biograficzny
zdjęcia: Michał Englert
muzyka: Dariusz Kowalczyk

Po ponad czterdziestu latach doczekaliśmy się filmu fabularnego pośrednio dotyczącego Srebrnej Jedenastki (w 1974 w piłkarskich mistrzostwach świata za trzecie miejsce przyznawano nie brązowy, a srebrny medal) Orłów Kazimierza Górskiego, którzy to zrobili swego czasu najlepszy wynik w historii polskiej piłki nożnej. Choć film Kidawy-Błońskiego dotyczy Jana Banasia, który nie uczestniczył aktywnie w pamiętnych mistrzostwach. to trochę przybliża historię drużyny Górskiego. 


Poznajemy historię Jana Banasia (Mateusz Kościukiewicz), syna Niemca i Polki (Magdalena Cielecka), który stawia swoje pierwsze kroki w świecie piłki wraz z przyjacielem z podwórka, Ginterem (Sebastian Fabijański). Wkrótce obaj zaczynają odnosić pierwsze piłkarskie sukcesy, jednak ich przyjaźni zagraża dziewczyna, w której obaj się kochają - Marlena (Karolina Szymczak)...



Przedpremierowo obejrzeli ten film kadrowicze Adama Nawałki i temu pokazowi towarzyszyły całkiem pochlebne relacje zainteresowanych piłkarzy. Jako że wielu czekało na dobry polski film o tematyce sportowej oczekiwania były więc duże. Jednak po samym zwiastunie nie wydawało się (przynajmniej mi), że doczekamy się fajnego, ciekawego filmu. I niestety dostajemy finalnie filmowego zbuka. Niestety film jak na biografie całkowicie idzie po bandzie z prawidłami gatunku i twórcy serwują nam kilka prawdziwych osób z w miarę prawdziwymi zdarzeniami w tle, a w dodatku szereg ubarwiających, przerysowanych i fikcyjnych historii z udziałem Banasia. To tak jakby nakręcono film biograficzny o mnie, gdzie zgodnie z prawdą dzielę czas między oglądaniem filmu, a wyjście na browara, a w międzyczasie stawiam odpór inwazji kosmitów i buduję w wolnej chwili Wielki Mur Chiński. No naprawdę biografie powinny być traktowane trochę bardziej poważnie. 
Niestety nie jest to jedyny duży defekt filmu - mamy tutaj dodatkowo bardzo słabą, wręcz drewnianą grę aktorską, a co najgorsze całość jest zrealizowana strasznie biednie - widać, że film ten jest niskobudżetowy i na produkcję nie wydano zbyt dużej kwoty. Mamy więc zamiast odwzorowania widowisk sportowych z epoki fragmenty archiwalnych meczów oraz biednie zrealizowane elementy sportowe, które wołają o pomstę do nieba. W rezultacie na kanwie całkiem interesującej historii chłopaka z dużymi możliwościami, którego karierę komplikuje niełatwe pochodzenie dostajemy źle zrealizowany i marnie opowiedziany film z kiepskimi aktorami,w rolach głównych. Nie spodziewając się dużo nie mamy zbytniego zawodu tą produkcją, jednak w rezultacie dostajemy po prostu bardzo słaby film.


środa, 16 listopada 2016

Więcej,dłużej,lepiej?

Pitbull. Niebezpieczne kobiety
Polska 2016
reż. Patryk Vega
gatunek: sensacyjny, komedia

Poprzedni Pitbull, czyli Nowe porządki zgromadził w kinach prawie półtora milionów widzów, co na polskie warunki jest liczbą naprawdę bardzo dobrą. Film Vegi mimo napiętego mocnymi premierami kalendarza stycznia przez dłuższy czas utrzymywał się na najwyższych najwyższych miejscach w poszczególnych tygodniach pierwszej części roku. Vega długo nie czekając zaczął kuć żelazo, póki gorące i  już w 10 miesięcy później doczekaliśmy się kontynuacji hitu z początku roku. 


Na główny plan filmu wysuwa się strażak o pseudonimie Cukier (Sebastian Fabijański), który dodatkowo jest członkiem międzynarodowego gangu motocyklowego z siedzibą w Niemczech. Poznajemy historię jego dziewczyny, noszącej pseudonim Drabina (Alicja Bachleda - Curuś), oraz kilku innych niebezpiecznych kobiet: Zuzy (Joanna Kulig), Jadźki (Anna Dereszowska) i Somalii (Magdalena Cielecka). W filmie powracają znani ze wcześniejszej części Majami (Piotr Stramowski), Olka (Maja Ostaszewska), Gebels (Andrzej Grabowski) czy Strachu (Tomasz Oświeciński).


Film jest typowym przykładem kontynuacji. Mamy w tym przypadku to samo, co we wcześniejszej wersji, tylko, że wszystkiego jest tu po prostu więcej. Już samą liczbą postaci, jakie występują w filmie mając jakieś poważniejsze role można byłoby obdzielić kilka innych filmów. Oprócz już wymienionych jest przecież między innymi dość istotna postać grana przez porzucającego koloratkę Artura Żmijewskiego. Niestety mimo dość długiego formatu filmu (135 minut) nie udało się zbyt wiarygodnie przedstawić fabuły, a same postaci i ich psychologia są ukazane w sposób wyjątkowo szczątkowy. Po raz kolejny Vega serwuje widzom film bez precyzyjnej fabuły, stawiając na luźno powiązane ze sobą opowieści - sceny z życia postaci. Może jeśli reżyser umie sprawnie prowadzić akcję, czasem dobrze wkomponuje zabawny lub ostry dialog czy odpowiednio zrealizuje sceny pościgów lepiej byłoby, gdyby skupił się właśnie na tym, prace nad scenariuszem zostawiając komu innemu. 
Co zaś do samego filmu, to dostajemy tu zlepek pościgów, strzelanin, wulgaryzmów, szybkich aut i ostrych kobiet. Postaci, które pojawiają się na ekranie mają w sobie siłę, dzięki której łatwo się do nich przywiązać i je po prostu zwyczajnie polubić. Skoro dostajemy w zasadzie to samo, co wcześniej tylko z kilkoma nowymi postaciami to można śmiało powiedzieć, że jeśli lubiło się wcześniejszy film i ten się spodoba. Jeśli jednak od styczniowego Pitbulla odbiło się od ściany, uznając to za prymitywną i pozbawioną celu rozrywkę bazującą na najniższych instynktach to nie powinno się oczekiwać czego innego po tym tytule. Biorąc pod uwagę jednak rekordy kinowe film zgromadzi sporą grupę fanów. Jak dla mnie to jednak już pomału przesyt tego samego. 





sobota, 18 kwietnia 2015

Skandynawia w Polsce B

Jeziorak
Polska 2014
reż. Michał Otłowski
gatunek: kryminał

Jeszcze nie tak dawno kryminał zarówno w filmie jak i w literaturze był traktowany mocno po macoszemu. Książki kryminalne przedstawiano jako powieści klasy B, tak samo było w filmach tego gatunku. Często też słusznie, gdyż dzieła te nie należały przeważnie do zbyt wybitnych ni ambitnych. Jednak w ostatniej dekadzie trend ten się zmienił i dzisiaj kryminały nie są już dziedziną, z której oglądania lub czytania wstyd się przyznać. Wielka w tym rola twórców ze Skandynawii, którzy to w XXI wieku redefiniują cały gatunek. Przeważnie filmy kryminalne, które ostatnio możemy oglądać na ekranie są ekranizacją książki. Tak też było ostatnio i u nas, gdzie na ekran przeniesiono Ziarno Prawdy Miłoszewskiego. Ale oprócz tego filmu chwilę wcześniej w naszym kraju ukazał się film kryminalny, który nie jest interpretacją książki. I właśnie o nim teraz będzie.


Bohaterką filmu rozgrywanego na peryferiach Polski B jest policjantka, niejaka podkomisarz Iza Dereń (Jowita Budnik). Pani podkomisarz nie ma łatwego życia. Jest właśnie w zaawansowanej ciąży mnogiej, gdy okazuje się, że przyszły ojciec jej dzieci, także policjant znika w tajemniczych okolicznościach wraz ze swym zawodowym partnerem. Oprócz tego lokalni policjanci muszą się zmierzyć ze sprawą leśnego bimbrownika (Łukasz Simlat) oraz wyłowionymi z tytułowego jeziora zwłok pochodzącej z Ukrainy dziwki przybyłej z Olsztyna. Wkrótce trzeba też zacząć poszukiwania drugiej Ukrainki, uznanej za zaginioną. Wszystkie sprawy, które trapią podkomisarz jak się szybko okaże są ze sobą powiązane. Dereń dostaje do pomocy aspiranta Marca (Sebastian Fabijański) i zaczyna śledztwo, które doprowadzi ją do wielu zaskakujących faktów...


Ulokowanie filmu w ponurych ostępach podiławskiego jeziora oraz przylegających nań zapadłych wioch tworzy specyficzny klimat, który szybko skojarzy się z podobnymi produkcjami rodem ze Skandynawii. Także dużo wzorów reżyser i scenarzysta w jednym czerpie ze świetnego serialu The Killing (który jest swoją drogą remakem serialu ze Skandynawii). Klimat Jezioraka przypomina w tym filmie mroczne Seattle z serialu. Także para bohaterów - policjantów jest jakby wyjęta z tamtego serialu Dereń i Marzec to takie polskie odpowiedniki Sary Linden oraz Stephana Holdera. Z tym wyjątkiem, że Dereń nosi zaawansowany brzuch. To akurat jest ukradzione ze świetnego Fargo braci Coen. Ale w sumie jak już się wzorować to na najlepszych, szczególnie, że to raczej nie plagiat a nawiązanie. 
Swoją drogą irytuje mnie fakt, że pani policjant zawsze biega z wielką odznaką przewieszoną na łańcuchu niczym jakiś Kanye West z równie wielkim złotym dolarem na równie złotym łańcuchu. Dereń nie zdejmuje tego chyba nawet jak śpi. Poza tym męczy mnie fakt, że wszędzie przedstawia się jako Iza. Czy przesłuchując świadków czy dokonując aresztowania wypada używać skróconej, zdrobnionej wersji imienia. Wyobraźmy sobie, że to jednak jest facet, dajmy na to Jacek Dereń. Idzie z przewieszoną odznaką przesłuchać świadka i przedstawia mu się - 'Tu podkomisarz Jacuś Dereń'. No nie na miejscu...
Także na minus zaliczyłbym nagromadzenie przeróżnych spraw i wątków do rozwiązania. Tego wszystkiego jest za dużo, czuć przesyt, przez który widz nawet uważnie oglądając może się pogubić. Mamy tyle tematów, które czekają na wyjaśnienie, że można z tego zrobić dziesięcioodcinkowy serial, a tutaj autor chce zmieścić wszystko w 90 minut. Udaje mu się to...średnio. Jakby zostawić połowę spraw i nimi się zająć w pełni byłoby o wiele lepiej.
Jednak mimo tych braków mamy film, jakiego w Polsce dawno nie było. Kryminał (z wątkiem kryminalnym dość słabo poprowadzonym) z wyśmienitym klimatem, naprawdę dobrze dobranymi lokacjami i mocno przyzwoitą obsadą aktorską, wśród której brak oklepanych twarzy (ojej, jednak da się w Polsce zrobić film bez Szyca, Karolaka, Więckiewicza i Adamczyka) to coś co powinno się obejrzeć. Szczególnie, że to tylko półtorej godziny. Cieszy, że wolno bo wolno ale coraz bardziej coś się w polskiej kinematografii rusza do przodu. Film prawie dobry, wart obejrzenia.