Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Gajos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Gajos. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 stycznia 2018

Born to run

Najlepszy
Polska 2017
reż. Łukasz Palkowski
gatunek: dramat, biograficzny
zdjęcia: Piotr Sobociński Jr.
muzyka: Bartosz Chajdecki


Szeroka publiczność lubi filmy budujące, dające nadzieję. Filmy, które zainspirują widza do walki o lepsze jutro. Tworząc historię z cyklu od zera do bohatera lub od bohatera przez zero do znowu bohatera można podnieść na duchu dużą część społeczeństwa. Nic dziwnego, że za oceanem jest to jeden z najczęściej produkowanych typów filmu. Palkowski zaś próbuje przenieść go na polski grunt. 


Oparty na prawdziwej historii film pokazuje koleje losu Jerzego Górskiego (Jakub Gierszał), który w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku przeszedł długą i trudną drogę od narkomana do zwycięzcy prestiżowego turnieju triathlonowego. 

Po udanych Bogach i pierwszym, cenionym sezonie serialowego Belfra Łukasz Palkowski powrócił do kin z fabularnym pewniakiem. Po raz kolejny serwuje nam film biograficzny w amerykańskim stylu, co w polskim półświatku filmowym wydaje się być pewniakiem. Film sprzedał się w kinach całkiem dobrze, zebrał dobre oceny widzów i generalnie był chwalony przez krytyków. W wielu aspektach zasłużenie, bo zrobiony jest na odpowiednio wysokim poziomie realizacyjnym: dobra praca kamery Sobocińskiego, niezła gra aktorska Gierszała (który początkowo nie pasował mi do tej roli) oraz partnerujących mu plejady aktorów z wyróżnieniem Arkadiusza Jakubika, Kamili Kamińskiej, Anny Próchniak, Janusza Gajosa, Adama Woronowicza i Szymona Piotra Warszawskiego. 
Nie jest źle, jednak do ideału też dużo brakuje. Niestety sama historia cierpi na to samo głupie podrasowanie, co Gwiazdy. Samo życie Górskiego jest na tyle ciekawe do zobrazowania, że niekoniecznie trzeba było dodawać kolejne wymyślone epizody, które jeszcze bardziej udramatyczniają historię. Także te oklepane motywy monologów ze swoim złym alter ego, które Gierszał prowadzi z odbiciem w lustrze źle wpływają (moim zdaniem) na całość. Oczywiście w pewnym momencie jest też scena rozbijania lustra. Ogólnie Górskiemu ciągle rzuca się kłody pod nogi. Cały film to schemat problem->upodlenie->podnoszenie się ->problem-walka z przeciwnością->już jest na prostej -> jednak nie, bo problem -> rozwiązywanie problemu etc. Ciągle coś stoi na przeszkodzie happy endu. A ostatnia scena przy finiszu finałowego biegu to już woła o pomstę do nieba Wszystkie te braki i minusy moim zdaniem sprawiają, że jest to film tylko niezły. Choć oczywiście warty obejrzenia. Gdyby twórcy nie szli na schematową łatwiznę byłoby z pewnością tylko lepiej, bo potencjał był na coś więcej.








niedziela, 26 marca 2017

Zaślepienie

Zaćma 
Polska 2016
reż. Ryszard Bugajski
gatunek: dramat
zdjęcia: Arkadiusz Tomiak
muzyka: Shane Harvey

Najnowszy film Ryszarda Bugajskiego, który to niedawno obejrzałem, a teraz staram się opisać nie zebrał zbyt wielu przychylnych opinii, i generalnie został surowo oceniony przez widzów, jak i krytyków. Sam jednak chciałem mimo to zobaczyć ten obraz i samemu, na własnej skórze przekonać się o jakości tej produkcji. Bugajski to przecież autor wystarczająco uznany, by dać światu co najmniej przyzwoity film. Tak przynajmniej myślałem przed seansem. 


Końcówka lat 50. ubiegłego wieku. Do ośrodka dla niewidomych w podwarszawskich Laskach przybywa dawna oprawczyni z czasów stalinizmu, Julia Brystiger znana też z zawodowego pseudonimu jako Krwawa Luna (Maria Mamona). Kobieta chce spotkać się z przebywającym akurat w ośrodku prymasem Wyszyńskim (Marek Kalita).


Krawa Luna to wyjątkowo trudna do ogólnej oceny postać. Wykształcona, światła kobieta, która lubowała się zawodowo w biczowaniu i przypalaniu petem swych często niesłusznie oskarżanych ofiar, zaś w ostatnich latach życia nawracająca się na katolicyzm i sama inwigilowana przez dawnych mocodawców, jako potencjalne zagrożenie dla systemu. Osoba wielu kontrastów, o której w sumie mógłby powstać ciekawy film stricte biograficzny. Film, jakim obraz Bugajskiego absolutnie nie jest. Niestety reżyser koncentrując się tylko na jednym aspekcie jej życia i pokazując historię spotkania (z którego nic nie wynika) jej z prymasem tysiąclecia, do którego udaje się, jak Henryk IV do Kanossy 900 lat wcześniej ogranicza pokazanie pełni postaci Julii. A niestety wtedy, gdy pokazuje coś więcej niż ośrodek i jego okolicę i cofa się do retrospekcji z krwawej przeszłości antybohaterki jest jeszcze gorzej. Jakieś metafizyczne doznania, jakich doświadcza Julia, wizje i inne dziwne rzeczy. Naprawdę wygląda to źle. Ogólnie zaś wszystko w tym filmie jest dwubiegunowe - źli ludzie wspierający system kontra prawdziwi Polacy i patrioci - oczywiście z krystalicznymi księżmi w roli głównej. Nie lubię tak łopatologicznie przedstawionych postaci, u każdego można znaleźć przecież plusy dodatnie i plusy ujemne. Z samych plusów można wymienić tutaj grę mało eksploatowanej na ekranie Marii Mamony, która stara się jak może i Janusz Gajos w drugoplanowej roli, który też wypada dobrze. Także czasem można pochwalić dekoracje i pracę kamery. Niestety to wszystko, co jestem w stanie docenić w tym filmie. Nie polecam. Każdy, kto chce zobaczyć w miarę nowy film, którego akcja toczy się w podobnych warunkach, to zdecydowanie polecam polsko - francuskie Niewinne.






piątek, 13 stycznia 2017

Droga, z której się nie wraca

Konwój
Polska 2016
reż. Maciej Żak
gatunek: thriller
zdjęcia: Michał Sobociński
muzyka: Antoni Łazarkiewicz

Od obejrzenia dwóch zeszłorocznych filmów Patryka Vegi, czyli dwóch części Pitbulla:: Nowych porządków i Niebezpiecznych kobiet miałem ochotę odreagować jakimś polskim filmem, gdzie twardzi faceci w mundurach zostaną pokazani w całkiem innej konwencji, niż w głupkowato-prymitywnych obrazach Vegi. Jak się okazało nie trzeba było zbyt długo czekać, gdyż z początkiem roku wyszedł film budzący nadzieję. Tak więc kilka słów o nim.


Z więzienia, którego dyrektorem jest Nowacki (Janusz Gajos) do szpitala w innej części kraju ma zostać przetransportowany niebezpieczny więzień (Ireneusz Czop). W Polskę rusza konwój, którego dowódcą zostaje sierżant Zawada (Robert Więckiewicz), który do pomocy ma Berga (Przemysław Bluszcz), antyterrorystę Maciąga (Łukasz Simlat) oraz młodego zięcia Nowackiego, Feliksa (Tomasz Ziętek). 


Pomysł zamknięcia w pędzącej po kraju metalowej puszce kilku czołowych polskich aktorów różnych pokoleń i skonfliktowania ich ze sobą był o równie dobry, co prosty i niewykorzystany. Jednak wreszcie przybył niszowy reżyser Maciej Żak i zdecydował się coś takiego nakręcić. Pierwsze, co rzuca się w oczy to naprawdę niezła, duszna i gęsta atmosfera, która zaczyna się tworzyć od początku podróży. Dzięki temu, że film jest dość krótki, a akcja zostaje zawiązana bardzo szybko niemal od razu jesteśmy wraz z bohaterami wrzuceni do furgonetki Służby Więziennej. Zamknięci w niej bohaterowie, choć nie wiemy od nich zbyt dużo wypadają przekonująco (może z wyjątkiem idealistycznego Feliksa, który pasuje do reszty ekipy, jak pięść do nosa), co jest zasługą naprawdę dobrze wypadających aktorów. Klaustrofobię całości świetnie oddają zdjęcia najmłodszego z klanu Sobocińskich. Zarówno klimat panujący w podróży, jak i zdjęcia śmiało mogłyby pasować do kolejnego filmu Tarantino, gdyby ten chciał zrealizować podobny temat. 
Niestety bardzo dobry początek, równie dobra atmosfera i gra aktorska znajdują swoją przeciwwagę  w miałkim scenariuszu i niezbyt wiarygodnych postawach bohaterów (szczególnie pod koniec filmu). Akcja filmu początkowo prowadzona niemal wzorowo w drugiej części filmu po prostu się sypie, a pod koniec nawet nie udaje, że jeszcze stoi na nogach. Niestety, fabularnie w pewnym momencie robi się nieprzekonująco, nielogicznie i po prostu głupio. Cały ciężki klimat (mimo dość mocnej akcji w końcówce) leci na łeb, na szyje. A szkoda. Jednak mimo tych braków fabularnych jest to wciąż niezły, mocny polski film, gdzie przez półtorej godziny oglądamy rzucających mięsem spoconych facetów z naładowaną bronią. Przyzwoite męskie kino made in Poland. Można,




poniedziałek, 11 stycznia 2016

Serial > film

Pitbull
Polska 2005
reż. Patryk Vega
gatunek: sensacyjny, dramat

Początek roku 2016 przyniesie polskiemu kinu kolejną, po dekadzie oczekiwania część Pitbulla, który jako serial jest chyba największym sukcesem Patryka Vegi jako reżysera. Sam oglądając kilkukrotnie zwiastun zbliżającej się premiery kinowej bardzo cieszę się, że będzie okazja wkroczyć ponownie do tego półświatka, gdyż sam trailer jest bardzo ale to bardzo dobry. Zanim jednak będę miał okazję udać się do kina postanowiłem odświeżyć sobie pierwszego Pitbulla. Jako że oglądanie trzysezonowego serialu byłoby zajęciem dość katorżniczym zdecydowałem się obejrzeć pełnometrażowy film będący wycinkiem tegoż.


Film przedstawia losy warszawskich policjantów z jednego wydziału. Poznajemy Despera (Marcin Dorociński), Metyla (Krzysztof Stroiński), Gebelsa (Andrzej Grabowski), Nielata (Rafał Mohr) i Benka (Janusz Gajos). Wszyscy z panów muszą walczyć z różnymi przeciwieństwami losu na polu osobistym oraz ramię w ramię ze sprawami zawodowymi. Kluczem w prowadzonym akurat śledztwie może okazać się córka ormiańskiego gangstera, Dżemma (Weronika Rosati).


Serial Pitbull był chyba jednym z lepszych tego typu produkcji na polskim rynku telewizyjnym po 90. roku. Niewiele było w naszym kraju seriali, które nie są tasiemcowymi telenowelami o niczym, które nieustannie powielają te same schematy. A serial Vegi był powiewem świeżości, który pokazał, że i u nas da się kręcić ciekawiej, lepiej. Nie wiem czy pierwszy był serial czy film jednak wydaje mi się, że oglądanie serialu i filmu to tak jakby dwa różne, zupełnie inne seanse. I chociaż w filmie są w sumie urywki wycięte z serialu to zostało to zmontowane tak nieudolnie, że w sumie gdyby nie posiadany background serialowy to trudno czasem domyśleć się o co chodzi. Z trudem dotrwałem do końca tego 100 minutowego seansu. Co gorsza dźwięk w filmie stoi na tragicznie słabym poziomie. Jakieś 30% dialogów nie da się zrozumieć, w połowie trudno się połapać. Naprawdę to wszystko wygląda słabo. I szkoda, bo serialowy Pitbull był bardzo dobry, aktorsko nawet w filmowym jest nieźle jednak wersja pełnometrażowa to porażka na całej linii. I oby nowy Pitbull okazał się lepszy.







środa, 14 października 2015

Paranormalna aktywność

Body/Ciało
Polska 2015
reż. Małgorzata Szumowska
gatunek: dramat

Srebrny Niedźwiedź, nominacja do Złotego Niedźwiedzia, 6 Złotych Lwów plus wiele nominacji w mniej prestiżowych konkursach. Do tego objechanie kilku znacznych festiwali i masa bardzo dobrych recenzji. Przyznać trzeba, że jak na polską produkcję to musi robić wrażenie. Po ponad pół roku od swej premiery miałem okazje zapoznać się z najnowszym filmem Szumowskiej, który intrygował mnie zanim jeszcze powstał. Teraz więc krótko o nim. 


Widzowie poznają sędziwego prokuratora Janusza (Janusz Gajos) oraz jego dorosłą już córkę Olgę (Justyna Suwała), która przez swoje problemy z anoreksją dzieli czas na pobyty w domu, jak i w poddając się w szpitalu terapii. Terapeutką Olgi jest Anna (Maja Ostaszewska), która to łączy pracę w szpitalu z byciem medium, twierdząc, że od czasu śmierci dziecka potrafi dostrzec obecność zmarłych. W pewnym momencie Anna stwierdza, że zmarła żona Janusza i matka Olgi w jednym chce się z nimi skontaktować...


Na wstępie przyznam się, że poprzedni film Szumowskiej, W imię... był jednym z w ostatnich latach niewielu, których nie umiałem obejrzeć do końca. Nie ze względu na temat homoseksualnego księdza, po prostu styl w jakim reżyserka zaserwowała widzowi tę produkcję sprawił, że odbiłem się jak od ściany. Może kiedyś spróbuję raz jeszcze, ale ciężko powiedzieć.
Mając więc w pamięci poprzednie dzieło reżyserki mimo ciekawych opinii i dobrych recenzji nie wiedziałem czy poświęcić czas na kolejny jej film. Jednak jakiś czas po premierze dałem radę.
Dostajemy półtoragodzinną senną, wlekącą się swoim własnym rytmie opowieść o problemach i próbie pogodzenia się ze stratą bliskiej osoby. Jedna z postaci po śmierci bliskiego zaczyna pić, inna przestaje jeść, jeszcze inna stwierdza, że potrafi odbierać sygnały z zaświatów. Cały film przepełniony jest smutkiem i rozpaczą. W tle dostrzegamy też pracę prokuratorską głównego bohatera, który codziennie styka się ze śmiercią, czy to zabójstwa noworodka czy sławnego malarza (tutaj widać wyraźnie nawiązania do małej Madzi i Beksińskiego). Poprzez lata pracy w zawodzie bohater grany przez świetnego jak niemal zawsze Gajosa zobojętniał. I los konfrontuje go wtedy z mającą całkiem odmienną postawę życiową Anną (Ostaszewska w bardzo dobrej formie). Ciekawe połączenie, na które dobrze się patrzy. Dziwi mnie natomiast ogólna bieda i brzydota, która panuje w życiu postaci, jak i Warszawy, jaką widzą. Stare ubrania, samochody z początku lat 90., będące w półruinie mieszkania. Wszystko wyjęte jak sprzed ćwierćwiecza. Świat od tego czasu poszedł do przodu. Także kilka scen mnie dziwi. Już zaczynając od pierwszej, w której policjanci odcinają z drzewa wisielca - samobójcę, po czym ten budzi się po upadku, wstaje i odchodzi w siną dal jakby nigdy nic. Druga scena to natomiast striptiz bezimiennej bohaterki. Nie mam nic od striptizu, szczególnie kobiecego, jednak gdy robi to niemal 70. letnia Ewa Dałkowska to nie jest to specjalnie estetyczne. A i nie wnosi nic do fabuły więc można było sobie darować. 
Ogólnie nie dostrzegłem w tym filmie aż tylu plusów, jak co niektórzy. Cieszy gra aktorska, podoba się praca kamery, w sumie kilka zabiegów fabularnych też jest okej, jednak całość jako taka jest co najwyżej niezła. Warto obejrzeć, bo to jednak co innego niż zazwyczaj ale nie jest to film, który zmieni oblicze Ziemi.