Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2017

Sąsiedzi

Konstytucja (Ustav Republike Hrvatske)
Chorwacja, Czechy, Macedonia, Słowenia 2016
reż. Rajko Grlić
gatunek: dramat
zdjęcia: Branko Linta
muzyka: Duke Bojadziev

Nieczęsto miałem okazję oglądać filmy pochodzące z Bałkanów. Praktycznie nie licząc pokazów festiwalowych omijają one szerokim łukiem polskie kina, nawet te studyjne, a tamtejszych filmów z małymi wyjątkami ze świecą szukać w polskich (i polskojęzycznych) stacjach telewizyjnych. Może poziom tamtejszej kinematografii jest na tyle niski, że nie wychodzi ona poza swój region, jednak to za proste wytłumaczenie (bo multum amerykańskiego badziewia cotygodniowo szturmuje nasze kina i ciągle straszy z ekranów telewizorów). Dlatego też cieszę się, że mogłem w kinie obejrzeć ten film. 


Renomowany nauczyciel historii Vjeko Kralj (Nebojša Glogovac) wychował się w nacjonalistyczno - faszystowskiej rodzinie i odziedziczył po niej mocno konserwatywne przekonania. Jednak mężczyzna skrywa przed światem pewien sekret - jest transwestytą i homoseksualistą. Pewnego dnia wracając do domu w damskich ciuszkach zostaje napadnięty i pobity przez chorwackich narodowców. W rekonwalescencji pomaga mu sąsiadka, pielęgniarka Maja (Ksenija Marinković). Pech chce, że kobieta jest żoną Serba, policjanta Antego (Dejan Aćimović), którego z kseonfobicznej zasady Vjeko nie toleruje. Maja prosi go jednak, by pomógł mężowi w nauce chorwackiej konstytucji...


Aby zasiąść do seansu tego filmu wypadałoby być choć trochę zorientowanym w tematyce. Oczywiście nie trzeba znać tytułowej chorwackiej konstytucji, jednak warto wiedzieć coś o choć najnowszej historii Serbii i Chorwacji oraz dlaczego oba narody niezbyt za sobą przepadają choć przez lata żyły między sobą bez większego problemu. Bez choćby minimalnego backgroundu da się oczywiście oglądać ten film, jednak nie odbierze się go pewnie na tym samym poziomie. Dlatego zalecam przynajmniej wcześniej przewertować choć kilka notek na Wikipedii.
Sam film chociaż umiejscowiony został w stolicy Chorwacji, Zagrzebiu i opowiada o sprawach bałkańskich to po kilku zmianach mógłby zostać zrealizowany również i w Polsce (i kilku innych miejscach) dlatego też fabuła i przesłanie obrazu nabiera cech uniwersalnych. Autorzy mierzą się po części z problemem Wielkiej Chorwacji i jej zwolenników (gdyby kręcono ten film w Albanii byłoby o Wielkiej Albanii, gdyby w Serbii to o Wielkiej Serbii etc. gdy ktoś za bardzo chce swojej wielkości jak widać nic dobrego się nie dzieje bo to zawsze budowane jest kosztem innych), historycznej postawy dużej części Chorwatów w czasie II Wojny Światowej, polityki asymilacyjnej Serbów w obecnej Chorwacji czy problemów z własną tożsamością. I gdyby film opowiadał tylko na ważne tematy lecz nie robił tego w sposób dobry i filmowy skrytykowałbym go. Bo film to nie tylko przesłanie ale przede wszystkim sztuka. Tutaj twórcą udało się oddać widzom ważne przesłanie społeczne nie pozbawiając walorów artystycznych - film ogląda się bardzo dobrze, a jego realizacja stoi na europejskim poziomie. Cieszy też humanitarny wydźwięk całości, który jednak nie jest przedstawiony w sposób banalny i infantylny. Oby więcej takich filmów!




sobota, 15 października 2016

Uprzedzeni

Słońce w zenicie (Zvizdan)
Chorwacja, Słowenia, Serbia 2015
reż. Dalibor Matanić 
gatunek: dramat

Kinematografia bałkańska nie jest mi zbyt dobrze znana. Niestety dotychczas nie widziałem nawet żadnego filmu Emira Kusturicy, nad czym bardzo ubolewam i postaram się to w jak najszybszym czasie zmienić. Także Chorwacja, Słowenia i Serbia pozostają dla mnie białą plamą na filmowej mapie naszego kontynentu, gdyż znajomość Serbskiego filmu raczej nie upoważnia do roli osoby zorientowanej w tamtejszej branży filmowej. Także z pewnym zapałem podszedłem do tegorocznego chorwackiego kandydata do Oscara, czyli tego filmu. 


Obserwujemy trzy odrębne historie miłosne rozgrywające się w odległości dekady od siebie (w latach 1991, 2001 i 2011). W każdej główne role odgrywają zaś Tihana Lazović i Goran Markovic. Niezależnie od czasu akcji tłem wszystkich historii są napięte relacje serbsko - chorwackie. 


Ciężko mi w wielu zdaniach opisywać ten film, gdyż wyszłaby z tego próba odniesienia się bardziej do relacji względem siebie poszczególnych narodów zamieszkujących Bałkany niż samych moich przemyśleń względem filmu Matanicia. Trzeba oglądając jednak wziąć pod uwagę relacje pomiędzy narodami zamieszkującymi Jugosławię, późniejszą wojnę między tymi narodami i lata niewdzięczności między sobą powstałe już po wojnie. Kontekst tych napiętych relacji i ciągnących się przez dekady od kulminacyjnych wydarzeń wojennych jest chyba niezbędny do obserwacji filmu, w którym właśnie króluje między bohaterami nieufność, uprzedzenie i pewna nienawiść w związku z przynależnością do odrębnej nacji. Pierwsza historia zaś próbuje ukazać miłość pomiędzy przedstawicielami wrogich już sobie narodów. Miłość, która jest z góry skazana na niepowodzenie w granicznych miasteczkach, gdzie zamieszkują bohaterowie. 
Jednak film to nie tylko warstwa edukacyjna,a szereg innych spraw, które muszą być w nim zawarte, by całość wyszła na tyle strawnie, by czerpać profity z jej oglądania. Tutaj jakoś nie zawsze to wychodziło. Każda przedstawiona historia była zaś moim zdaniem coraz słabsza i gdy zaczynałem film wstępnie oceniając go całkiem nieźle, to z każdą kolejną dekadą mój pogląd na całość malał. Dziwi mnie też dlaczego, by pokazać poszczególne historie w ich głównych rolach obsadzone są te same postaci - zapewne ma to pełnić jakąś rolę w przekazie do widza, ja jej jednak nie uchwyciłem, a i wolałbym w odrębnych historiach widzieć odrębnych aktorów. Także nie przewiduje dla tego oscarowego filmu wielkiego sukcesu, gdyż sam fakt próby opowiedzenia ważnego tematu to za mało, by stworzyć dobry film.