Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2018

Czas honoru

Czas mroku (Darkest hour)
USA, Wielka Brytania 2017
reż. Joe Wright
gatunek: dramat, biograficzny, historyczny
zdjęcia: Bruno Delbonnel
muzyka: Dario Marianelli

Oglądając zwiastun tego nagrodzonego dwoma Oscarami filmu w reżyserii twórcy m.in  ekranizacji Dumy i uprzedzenia pierwsze (i możliwe, że jedyne), co się rzuca w oczy to osoba głównego bohatera. Otóż objawia się nam, niemal jak żywy Winston Churchill, a co najlepsze pod kilogramami charakteryzacji gdzieś tam w środku ukryty jest sam Gary Oldman. I to on robi ten film. 


Fabuła nawiązuje do jednego z kluczowych fragmentów II Wojny Światowej toczonej na Zachodzie, a mianowicie wydarzeń w Dunkierce. Kamera koncentruje się jednak nie na walkach, lecz na sytuacji, w jakiej znalazł się brytyjski rząd i parlament, ze szczególnym uwzględnieniem osoby premiera Churchilla (Gary Oldman), którego obserwujemy zarówno jako polityka, jak i męża Clementine (Kristin Scott Thomas).


Niemal w jednym sezonie do kin wyszyły dwa udane filmy, które koncentrują się na wydarzeniach rozgrywających się w Dunkierce w roku 1940 oraz na operacji Dynamo. O ile jednak film Nolana Dunkierka koncentruje się na alianckim poświęceniu militarnym na lądzie, w powietrzu i na wodzie, to film Wrighta przenosi nas w ciasne, duszne sale parlamentu brytyjskiego i w jego kuluary, gdzie władza ustawodawcza mierzy się z dylematem, co zrobić w sytuacji, jaka spotkała żołnierzy uwięzionych na francuskiej plaży. I co ciekawe mimo tego, że zamiast argumentów siły mamy tu siłę argumentów to film ogląda się w pewnym napięciu (choć siłą rzeczy wie się, jak wszystko się skończy). Zasługa tutaj w bardzo precyzyjnym scenariuszu, który niemal sekunda po sekundzie relacjonuje nam napiętą sytuację polityczną tamtych dni. Ktoś zrobił dobrą robotę korzystając zapewne z materiałów, jakie zostały po owych wydarzeniach w Londynie. Drugim wielkim plusem jest charakteryzacja i scenografia, która wiernie odtwarza wygląd ludzi, jak i wnętrz. Film ten jest swoistym wehikułem czasu, który cofa nas niemal osiemdziesiąt lat wstecz. Kolejnym, może największym plusem jest gra aktorska, głównie Oldmana, który przebija się swą mimiką przez grubą powierzchnię warstw charakteryzacji ale także dobrą robotę robią otaczający go ludzie, ze Scott Thomas czy Ben Mendelsohn w roli króla Jerzego. Reasumując film ten to solidna, dwugodzinna dawka kinowej lekcji historii, która powinna usatysfakcjonować każdego kinomana. 







wtorek, 23 stycznia 2018

Upadek

Śmierć prezydenta
Polska 1977
reż. Jerzy Kawalerowicz
gatunek: dramat, biograficzny, historyczny
zdjęcia: Jerzy Łukaszewicz, Witold Sobociński
muzyka: Adam Walaciński

Postać Gabriela Narutowicza jest w Polsce a co gorsze wśród samych Polaków mało znana. Wszyscy znamy pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych, zaś wielu ludzi w Polsce nie wie nic o pierwszym prezydencie własnego kraju. Sytuacja w USA nie do pomyślenia. Dlatego też dobrze, że przed czterdziestu laty powstał ten film, który przybliża postać Narutowicza i burzliwe czasy, w których żył (a przede wszystkim musiał umrzeć).


W polskim Sejmie trwają ostre dyskusje na temat wyboru historycznego, pierwszego prezydenta niepodległego kraju. Sytuacja jest patowa, gdyż każde stronnictwo opowiada się za swoim kandydatem. W kryzysowej sytuacji lewica i ludowcy proponują wystawienie w wyborach ówczesnemu ministrowi spraw zagranicznych, Gabrielowi Narutowiczowi (Zdzisław Mrożewski). Ten niechętnie zgadza się kandydować, z czego otwarcie niezadowolone są środowiska prawicowe.


Film Kawalerowicza jest niemal dokumentalnym zapisem ostatnich dni życia Gabriela Narutowicza. Skupia się nie tylko na osobie ministra i późniejszego prezydenta ale pokazuje też nastroje społeczne, które panują w Warszawie zimą roku 1922. Wydaje się, że film ten będący aktorską wersją prawdziwych wydarzeń sprzed stu lat powinien być dla współczesnego widza nie tylko lekcją historii a przestrogą. Przestrogą przed skrajnościami i nienawiścią polityczną, która od lat trawi Polskę. Widząc co spotkało nieszczęsnego prezydenta może warto pomyśleć nad tym, gdzie są granice konfliktu politycznego.
Film mimo powstania w poprzednim ustroju wydaje się uczciwie i wiernie pokazywać zdarzenia z początku funkcjonowania II Rzeczypospolitej. Wydarzenia na ekranie śledzi się jak kronikę, a oglądanie gry aktorskiej dostarcza przyjemności. Doskonale została nie tylko poczciwa postać prezydenta została zagrana przez Mrożewskiego, ale i świetnie wpasował się w rolę marszałka Piłsudskiego Jerzy Duszyński, który nie tylko wygląda ale i mówi, jak odgrywana przez niego postać. Warto zaznaczyć też emocjonalną, wyrazistą rolę Marka Walczewskiego, który wcielił się w mordercę Eligiusza Niewiadomskiego. Generalnie ciężko znaleźć tutaj słaby punkt aktorski. Co ważne nie tylko dobrze odwzorowano postaci historyczne ale i zadbano odpowiednio o wskrzeszenie Warszawy roku 1922. Kostiumy, dekoracje, przedmioty, oręż wojskowy - przywiązanie twórców do detalu świetnie wprowadza w klimat minionych czasów.
Reasumując jest to film trudny. Na pewno część osób może się oglądając go zacząć wstydzić za Polskę (i jej niechlubną przeszłość, która niestety miała miejsce w czasie zawartym w filmie). Jednak uważam, że każdy mieszkaniec naszego kraju powinien obejrzeć ten film. Może nawet w szkole. 




poniedziałek, 27 marca 2017

Zamach

Anthropoid 
Czechy, Francja, Wielka Brytania 2016
reż. Sean Ellis
gatunek: wojenny, historyczny 
zdjęcia: Sean Ellis
muzyka: Guy Farley

Od czasu, gdy w naszym kraju rozpoczęła się dobra zmiana przedstawiciele obecnego rządu co jakiś czas przebąkują o potrzebie stworzenia zagranicznego widowiska filmowego z udziałem hollywoodzkich gwiazd, które to za polskie pieniądze przedstawi polskie dokonania narodowe czy też wojenne. Idea wydaje się słuszna, choć trochę niepokoi ewentualny wybór tematu i sposób jego pokazania. Tymczasem w pobliskich Czechach po cichu w zeszłym roku powstał taki film. Chociaż zapewne na jego nakręcenie nie wydano dziesiątek milionów zielonej waluty.


Rok 1942. Do okupowanej przez Niemców Pragi dociera dwóch zrzuconych spadochroniarzy, Jozef Gabčík (Cillian Murphy) i Jan Kubiš (Jamie Dornan) przybywają do stolicy dawnej Czechosłowacji w jednym celu, którym jest zabójstwo Protektora Czech i Moraw, Reincharda Heydricha. 


Reinchard Heydrich był najwyżej postawionym Niemcem zlikwidowanym w czasie drugiej wojny światowej. Heydrich był wyjątkowo podłym kawałem gnoja, jednak jego zabicie, choć symboliczne i wpływające na morale u obu stron doprowadziło do krwawego odwetu na ludności czeskiej. W Polsce podobna akcja udała się dopiero kilkanaście miesięcy później, gdy zabito dowódcę warszawskiego SS, Franza Kutscherę, o czym zresztą również powstał film (liczący niemal 60 lat Zamach). Opisywany właśnie film zaś choć traktuje o zamachu na Heydricha to skupia się na wydarzeniach sprzed, jak i po zamachu. Fragment zabójstwa jest kilkuminutową sceną, a sam zamach, zresztą zgodnie z historią przedstawiony jest jako niezbyt dobrze wykonany, lecz jednak szczęśliwie zakończony. Same sceny od zamachu do końca to najmocniejsze punkty filmu. Niestety w moim zdaniem zbyt dużo czasu poświęcono wydarzeniom sprzed asasynacji, gdzie głównie pokazuje się relację bohaterów z dwoma kobietami. Te relacje to zresztą najsłabszy moim zdaniem punkt programu. Za to dobrze wypadają aktorzy. Oprócz już wymienionych (na pewno obecność postaci Christiana Greya przyciągnęła sporo fanów tej filmowo-literackiej osoby) mamy choćby Toby'ego Jonesa oraz co ciekawe całkiem sporą rolę odegrał Marcin Dorociński. Ogólnie więc mamy pokazany ciekawy i ważny epizod drugiej wojny światowej, a anglojęzyczny film na pewno poprawi wiedzę świata o wydarzeniach wojennych na wschodzie. Dla fanów filmów wojennych oraz samej II Wojnie Światowej pozycja obowiązkowa,a i reszta też nie powinna się nudzić. Warto obejrzeć. 



niedziela, 20 listopada 2016

Fanatyk

Car 
Rosja 2009
reż. Paweł Łungin
gatunek: dramat, historyczny 

Od połowy XVI wieku do początków XX stulecia Rosją władały dziesiątki carów. Ich nazwiska dla niebędących Rosjanami przeważnie nikną w mrokach dziejów (tak, jak imiona setek władców innych krajów, których nikt niezainteresowany tematem nigdy nie pozna), jednak kilku carów każdy przyzwoicie wyedukowany człowiek w naszym kraju zna - nie obcy są zapewne Mikołaj II, Piotr Wielki, Katarzyna II czy bohater opisywanego filmu, Iwan Groźny. 


Car Iwan (Piotr Mamanow) traci kontakt z rzeczywistością: twierdzi, że umie odczytywać boskie znaki, a przede wszystkim uznaje, że jest otoczony przez spiskujących przeciw niemu zdrajców, których musi wyeliminować. Sprowadzony z odległego klasztoru Filip (Oleg Jankowski) - przyjaciel władcy z młodości widząc, co wyczynia car postanawia mu się przeciwstawić. 


Już podczas trwania II Wojny Światowej legendarny reżyser Siergiej Eisenstein nakręcił swoją wersję historii Iwana Groźnego (która to nawet doczekała się aprobaty ze strony Stalina, czego nie można powiedzieć o drugiej i nigdy niepowstałej do końca części trzeciej planowanej trylogii Eisensteina o carze),której jeszcze nie miałem okazji obejrzeć. Łungin jednak stworzył na pewno film mniej monumentalny i epicki w swej tematyce, niż jego poprzednik sprzed lat. Car nie przedstawia całego życia i przemian Iwana skupiając się na urywku z jego życia, który zbiega się z ustanowieniem metropolitą Filipa. Widzimy tutaj uniwersalną dla całego świata psychozę władcy, który roi sobie w swym mniemaniu, że cały świat chce go zgładzić (za namową, jakby że inaczej polskiego króla i jego judaszowych srebrników). Rozpoczyna się więc epoka terroru i czystek. Tego typu praktyki ze strony szalonych władców, którzy bardziej nadawali się do psychiatryka niż rządzenia krajem były w sumie w mniejszym lub mniejszym stopniu obecne w każdym kraju i zamieniając realia można byłoby w podobny sposób pokazać panowanie wielu innych władców. Traf jednak chciał, że w Rosji tacy zdarzali się nadzwyczaj często. Szkoda tylko, że sam kontekst Iwana Groźnego, jako bohatera filmu jest słabo zarysowany. Nie mamy moim zdaniem właściwego backgroundu pokazującego jakąś genezę i dokonania pierwszego cara Rosji - widz rzucany jest od razu na głęboką wodę w konkretną chwilę historii, bez znajomości historii i postaci Iwana ciężko jest się połapać w sytuacji, traci się smaczki, a car jest tylko kolejnym psychopatycznym władcą, jakich w kinematografii wielu. 
Także to, co mi się nie podobało to scena batalistyczna, gdzie wojska rosyjskie mierzą się z siłami polskimi. Jest to zrealizowane bardzo słabo i dodane niejako na siłę. Lepiej dla filmu byłoby, gdyby tej sceny po prostu nie było. Mam też zastrzeżenia do skali pokazywania miasta. Moskwa była w tamtym okresie, jak na standardy XVI wieku miastem dużym, zaś bohaterowie krążą ciągle wokół kilku tych samych chatek, otoczeni garstką poddanych. 
To, co zaś w filmie gra to na pewno duet głównych aktorów, znanego z Wysypy Mamanowa i mającego polskie korzenie Olega Jankowskiego w swej ostatniej przedśmiertnej roli. Ich dobra gra aktorska zrobiła z filmu rozgrywkę na poziomie psychologicznym. W filmie swoją rolę gra także doskonale znany w Polsce Aleksandr Domagarow. Nieźle w filmie wygląda też charakteryzacja, przywiązanie do detali ubioru jest naprawdę duża. Oglądając postaci z filmu można się przenieść w pewnym momencie do zabiedzonej Rusi drugiej połowy XVI wieku.
Nie jest to łatwy film rozrywkowy dla każdego, a raczej pozycja dla koneserów, która mimo swych wad ma także kilka dobrych. Plusów wydaje się jednak być więcej, więc sądzę, że jeśli jest się zainteresowany okresem czy postacią Iwana to warto obejrzeć tę pozycję.


niedziela, 8 listopada 2015

Londyńska rozpusta

Rozpustnik (The Libertine) 
Australia, Wielka Brytania 2004
reż. Laurence Dunmore
gatunek: dramat, historyczny 

Tytułowym rozpustnikiem jest postać historyczna żyjąca w XVII wieku, hrabia John Wilmot. Był to żyjący w okolicy dworu króla Karola II poeta i awanturnik nie stroniący od używek oraz rozwiązłego trybu życia. W ponad 320 lat po śmierci arystokraty jego postać przybliżył większemu gronu reżyser Laurence Dunmore w swoim jedynym pełnometrażowym filmie.


Hrabia John Wilmot (Johnny Depp) na życzenie króla Karola II (John Malkovich) powraca z banicji na prowincji do Londynu, by na polecenie króla skomponować utwór będący ukoronowaniem panowania władcy. Hrabia mimo mieszkania z atrakcyjną, młodą żoną Elizabeth (Rosamund Pike) woli spędzać czas włócząc się z przyjaciółmi po karczmach i burdelach. Postanawia też uwieźć początkującą aktorką Elizabeth Barry (Samantha Morton).


Film ten, którego znaczna część akcji dzieje się w teatrze został też bardzo teatralnie zrobiony. Mamy tutaj wiele scen w zamkniętych pomieszczeniach, teatralne kostiumy i peruki (jakie nosiło się chętnie w tamtej epoce), do tego sama gra aktorska jest potraktowana z lekko teatralną manierą. Mamy tutaj plejadę gwiazd aktorskich z Deppem i Malkovichem na czele jednak nie są oni tutaj jakoś specjalnie przekonujący i wiarygodni. Do tego kamera, jaką nagrano film jest dość dziwna i sposób realizacji nie przypadł mi do gustu. Dobrze za to wykreowano londyńskie ulice z tamtego okresu, które wyglądają całkiem wiarygodnie i niezachęcająco.
Najgorsze jest to, że film ten jest strasznie niespójny i wybrakowany,oglądając go mam wrażenie, że został nieukończony lub decydenci wycięli z 20% ważnych dla fabuły fragmentów filmu pozostawiając widzów z wieloma lukami. W rezultacie akcja przerzuca nas z miejsca w miejsce i w różny czas przez co traci się ogólną orientację co, gdzie, kiedy. Trochę to niezrozumiałe i na pewno dopowiadanie sobie co chwilę co mogło się stać w tym pominiętym i nigdzie nie wytłumaczonym czasie jest irytujące. 
Ogólnie zawiodłem się na tym filmie i nie polecam specjalnie tej produkcji, no chyba że jest się psychofanem głównego aktora. Ale na własną odpowiedzialność.






poniedziałek, 15 czerwca 2015

Awantura o konie

Michael Kohlhaas 
Francja, Niemcy 2013
reż. Arnaud des Pallières
gatunek: dramat, historyczny

Od dziecka lubiłem filmy typu Braveheart, Rob Roy czy mniej znany w Polsce, ale moim zdaniem równie udany hiszpański Serrallonga. Także z dużym zainteresowaniem podszedłem do informacji, że powstał niedawno film tego typu u nas, w Europie, a główną rolę w tej produkcji zagra jeden z ciekawszych europejskich aktorów, Mads Mikkelsen. I dzisiaj przyszło mi się dowiedzieć jakie to jest kino.


Grany przez Mikkelsena tytułowy bohater jest całkiem zamożnym posiadaczem ziemskim zajmującym się końmi. Ma całkiem dobrze prosperujące gospodarstwo, kilku parobków, a przy tym kochającą żonę (Delphine Chuillot) i dzieci. Pewnego razu jednak jadąc sprzedać konie napatacza się na lokalnego możnowładcę, który za prawo przejazdu przez jego most zabiera pod zastaw dwa najlepsze konie bohatera. Gdy Kohlhaas wraca okazuje się, że zwierzęta były głodzone oraz wykorzystywane do ciężkiej pracy. Nie zamierza przyjmować ich na nowo do czasu, aż ludzie barona nie postawią zwierząt na nogi. W domu szybko dowiaduje się, że władczyni tych ziem zniosła obowiązek przekraczania ziem i mostów za okazaniem glejtów więc kieruje sprawę przeciw baronowi do sądu. Skoligacony z dworem baron wygrywa jednak wszystkie sprawy, a żona Kohlhaasa idąca poskarżyć się księżniczce zostaje ranna i umiera. Wtedy to Kohlhaas zbiera chłopów i organizuje lokalną rebelię...


Powiedzieć, że mamy do czynienia z filmem spokojnym, stonowanym to tak jakby nic nie powiedzieć. Chyba nigdy nie widziałem tak mętnego i nijakiego pod względem akcji filmu o zrywie ludowym wymierzonym przeciw władcom oraz walce o prawo i sprawiedliwość. Akcja snuje się jak flaki z olejem a każda scena niemal nuży się niemiłosiernie. Patrzysz po dwóch godzinach seansu na zegarek, żeby przekonać się, że minęło dopiero 20 minut. Człowiek czeka, aż akcja się rozkręci i po jakimś długim czasie oczom ukazują się napisy końcowe. Do tego, gdy dochodzi już do scen walk to są one ukazane w tak minimalistyczny sposób, że nic nie widać. Najwidoczniej budżet nie pozwolił na coś więcej. A szkoda, bo serial Wikingowie pokazał jak bez mega wielkiej kasy i zielonego ekranu zrobić dobre widowisko quasihistoryczne z efektownymi walkami w tle.
Sama motywacja wzorowanego na rzeczywistej postaci (choć pod trochę innym imieniem) bohatera też wydaje się mocno naciągana. Nie dość, ze wiedząc jakie konsekwencje niesie podniesienie buntu postawił się lokalnym władcą za to, że ci przez kilka dni zmusili do pracy dwa z jego wielu koni. Przy okazji porwał ze sobą masę chłopstwa, dla którego przecież musiał być równie obcy jak możni. Mimo że nie płynęła w nim błękitna krew to był on wszak człowiekiem zamożnym, który opływał w dostatki i stać go było na zatrudnienie ludzi. Także historia ta jest mało wiarygodna.
Na plus za to zaliczyć można surowe piękno krajobrazu Sewenny, równie surową i minimalistyczną grę aktorską Duńczyka oraz skromną ale robiącą wrażenie muzykę. Docenić można też dobrą charakteryzację. To niestety za mało, żeby uznać tę produkcję za dobry film. Jest to ku memu rozczarowaniu typowy średniak i to raczej tylko dla kogoś, komu nie przeszkadza niemal zerowe tempo akcji, ascetyczne dialogi i brak walki w scenach walki. 



czwartek, 2 kwietnia 2015

Zaginieni


Centurion 
Wielka Brytania 2010
reż. Neil Marshall
gatunek: historyczny, przygodowy

Każdy, kto choć trochę interesuje się historią, a zwłaszcza starożytnością powinien słyszeć (lub czytać) o Legio IX Hispana. Jest to znany legion rzymski, który toczył boje od I wieku przed naszą erą do początków II stulecia po Chrystusie. Samą nazwę zyskał on po brawurowym pobycie na terytorium obecnej Hiszpanii. W 43 roku wysłano go do Brytanii, by pomógł okiełznać zamieszkujące tam ludy. Jednak w II wieku jednostka zniknęła z rzymskich rejestrów (po raz ostatni pojawiając się w 108 roku), a do dnia dzisiejszego nie znaleziono odpowiedzi dlaczego tak się stało. Swoją odpowiedź na to pytanie próbują znaleźć autorzy tego filmu.


Mamy rok 118, granicę między Imperium a krajem Piktów. Na przygraniczną strażnicę napadają barbarzyńcy wycinając w pień załogę i biorąc do niewoli Quintusa Diasa (Michael Fassbender). Ten jednak ucieka z piktyjskiej osady i trafia wprost na wysłany na północ IX Legion mający zrobić porządek z Piktami. Dias dołącza do armii dowodzonej przez Titusa Flaviusa Virilusa (Dominic West). Prowadzeni przez piktyjską przewodniczkę (Olga Kurylenko) legion trafia jednak w zasadzkę. Po kompletnym rozbiciu przy życiu zostaje tylko garstka ocalonych, w tym Dias, Brick (znany z roli Davosa w Grze o tron Liam Cunningham), Tarak (Riz Ahmed) i kilku innych. Legioniści decydują się ruszyć do wrogiej osady, by wyswobodzić pojmanego dowódcę...



Mamy do czynienia z pseudohistorycznym kinem klasy B (a może i C). Nie poznajemy tutaj w zasadzie żadnych faktów, realnych postaci, ówczesnych obyczajów ani nic, co pozwoliłoby chociaż trochę usatysfakcjonować miłośnika tamtych czasów i realiów. Po prostu zafundowano nam tu sieczkę w kostiumach z epoki. Równie dobrze moglibyśmy sądzić, że oglądamy podróże śmiałków żyjących w uniwersum znanym z Conana.
Sama gra aktorska nie jest w żaden sposób zarysowana, ale i nie potrzebne było tu jakieś wielkie granie, skoro chodzi o to, żeby po prostu efektownie zginąć i przed samym zgonem efektownie wrzasnąć widząc chluszczącą się z siebie krew.
Muzyka jest dość monotonna i szybko irytuje i nuży. Ścieżka dźwiękowa z Władcy pierścieni to to nie jest.
Grupka ocalałych z zaginionego legionu tuła się po północnej Brytanii w poszukiwaniu własnych wojsk tropiona przez dzikich Piktów. Rzymianie niestety są tutaj strasznie głupi. Sam Dias goniony przez konnych rywali w gęstym lesie ucieka im głównym traktem (gdy wróg jedzie kilkanaście metrów do niego) zamiast wskoczyć w mroczną, gęstą puszczę. Dalsza zabawa w kotka i myszkę wygląda w sumie tak samo.
Liczyłem, że zobaczę całkiem niezły film, wiadomo, że bardziej zbliżony do Conana niż choćby Gladiatora ale mocno się przeliczyłem. A szkoda. Niestety po dziś dzień dla każdego, kto chce na ekranie poznać trochę starożytnego Rzymu to zostaje mu tylko doskonały serial Rzym. Centuriona polecić nie mogę, chociaż zaznaczyć też chciałbym, że nie jest to film z gatunku 3/10. Po prostu jest strasznie nijaki i mdły. Nie ma w nim żadnego momentu, żadnej sceny, którą będę pamiętał na dłużej. To jak z meczem piłkarskim. Może być strasznie słaby ale zapamięta się go dzięki jednej dobrej akcji, pięknej bramce. Tak samo z filmem. Nawet słabe filmy mają swoje 5 minut. Tu tego nie ma. Niestety.


środa, 25 marca 2015

Średniowieczne leczenie




Medicus (The Physician)
Niemcy 2013
reż. Philipp Stolzl
gatunek: przygodowy, dramat, historyczny 


Do obejrzenia tego filmu zabierałem się strasznie długo. Czekał on cierpliwie w kolejce przez dobrych kilka miesięcy, jednak jego czas emisji strasznie mnie przerażał. Ponad dwie i pół godziny, w sumie 155 minut to jednak dość sporo jak na jeden seans, co niestety mnie, jako fana produkcji do dwóch godzin mocno odstraszało. Jednak gdy już się przełamałem i nacisnąłem przycisk play okazało się na moje szczęście, że nic specjalnie się w tym dziele nie dłuży. Tak więc alleluja! 



Fabuła opiera się na losach młodego Anglika, Roba Cole'a (wiarygodny w tej roli Tom Payne), który to miał (nie)przyjemność żyć w pierwszej połowie XI wieku. Będąc dzieckiem Robowi na wówczas nieuleczalną chorobę umiera nagle matka, zostawiając go oraz dwojga rodzeństwa na pastwę losu. Ktoś przygarnia dwójkę najmłodszych dzieci, zabierając przy tym cały skromny rodzinny dobytek, natomiast Rob zostaje na lodzie. Udaje mu się jednak dołączyć do wędrownego balwierza (bardzo dobra rola Stellana Skarsgarda). Po pewnym czasie dowiaduje się od zajmujących się lecznictwem Żydów o miejscu w dalekiej Persji, gdzie znajduje się szkoła medyczna, w której niejaki Ibn Sina (Ben Kingsley) szkoli przyszłych lekarzy. Pech chce, że miejsce to znajduje się poza zasięgiem młodego Anglika. Arabowie bowiem nie wpuszczają na swe ziemie chrześcijan. Cole decyduje się jednak na podróż na uczelnie Ibn Siny wyrzekając się swej wiary i podając za Żyda. W trwającej około rok podróży poznaje piękną Rebekę (Emma Rigby). Chłopak ma szczęście i udaje mu się dołączyć do elitarnej akademii. Wkrótce też jego drogi przecinają się z wybuchowym szachem miasta (Olivier Martinez)...


Film ten powstał w oparciu o książkę Noaha Gordona o tym samym tytule. Powieść ta jest dość znana i łatwo dostępna w naszym kraju. Niestety mimo że kilkukrotnie w księgarniach (a raz nawet w lokalnej Biedronce, gdzie była dostępna po śmiesznej cenie) trzymałem ją w rękach nigdy nie zdecydowałem się jej nabyć tak więc nie mogę oceniać w jakim stopniu fabuła jest zbieżna ze swym literackim pierwowzorem. W sumie może jednak kiedyś uda mi się to zrobić, gdyż film zachęcił mnie do poznania książkowych losów bohaterów. 
Jako że fabuła cofa nas o pełne tysiąc lat do tyłu mamy do czynienia z całkiem przebiegunowanym światem. W XI wieku, czasie, kiedy Europa była wciąż w powijakach, a wiele krajów dopiero wychodziło z lasu tworząc swe struktury (w tym oczywiście Polska) to obecnie uważane za III świat kraje arabskie wiodły prym w dążeniu do postępu kulturalnego, prawnego czy medycznego. Rządzona przez wszechobecne wpływy konserwatywnego Kościoła Europa tkwiła wszak w mrokach średniowiecza i jeszcze dużo czasu musiało minąć, by sytuacja się zmieniła. Natomiast Persja w tych czasach kwitła. I mamy tutaj świetne porównanie tych dwóch kultur. Zacofane europejskie mocarstwo w zderzeniu z miastem rządzonym przez szacha wygląda po prostu biednie i obskurnie. Oprócz tych dwóch przeciwstawnych kultur poznajemy żyjących w obu społeczeństwach diaspory żydowskie. Tak samo odizolowane, enigmatyczne i chimeryczne. Wszędzie też jednakowo przyjmowane z niechęcią. 
Fabuła uderza w każdą z trzech największych religii owego okresu (w sumie do dzisiaj owe cieszą się największą popularnością). Każda z religii pokazana jest jako hamulcowa postępu, wielki wstecznik rozwoju cywilizacji. Zarówno chrześcijaństwo jak i radykalny islam ukazane są tutaj jako blokujące rozwój medyczny, przez co przyczyniające się do śmierci wielu ludzi. Obserwując fabułę filmu widzimy, że obie te religie skupiają się na działaniach w swym interesie. Przeważnie skupia się to do do działania w myśl zasady heretykom stosik a Żydom pogromik. Trochę lepiej przedstawiono judaizm, jednak także pokazując skostniałe brutalne prawa, jakimi rządzi się ta religia (vide scena z kamieniowaniem). 
Sam film został bardzo dobrze zrealizowany. Kostiumy wyglądają bardzo przyzwoicie, brud i syf jest prawdziwie odrażający, a piękne lokacje (choć czasem miasta to tylko efekt komputerowy) urzekające. Kilka scen, jak choćby podróż karawaną przez pustynię zapadają w pamięć. Udało się autorom stworzyć ciekawe i wiarygodnie piękne tło do wydarzeń fabularnych.
Także pochwalić trzeba scenarzystów (i zapewne autora powieści), gdyż mimo długości swego trwania film nie daje nam okazji do większej nudy.
 Ogląda się przez cały seans bardzo przyjemnie. Znakiem czasu jest natomiast to, że mamy amerykańską książkę napisaną przez Żyda, dziejącą się w Persji, wyprodukowaną przez Niemców po angielsku, przy udziale europejskich aktorów. Nie jest to film, który zostanie zapamiętany jako kultowy, jednak myślę, że mając wolny wieczór jak najbardziej warto!