Pokazywanie postów oznaczonych etykietą P. Mamanow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą P. Mamanow. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 listopada 2016

Fanatyk

Car 
Rosja 2009
reż. Paweł Łungin
gatunek: dramat, historyczny 

Od połowy XVI wieku do początków XX stulecia Rosją władały dziesiątki carów. Ich nazwiska dla niebędących Rosjanami przeważnie nikną w mrokach dziejów (tak, jak imiona setek władców innych krajów, których nikt niezainteresowany tematem nigdy nie pozna), jednak kilku carów każdy przyzwoicie wyedukowany człowiek w naszym kraju zna - nie obcy są zapewne Mikołaj II, Piotr Wielki, Katarzyna II czy bohater opisywanego filmu, Iwan Groźny. 


Car Iwan (Piotr Mamanow) traci kontakt z rzeczywistością: twierdzi, że umie odczytywać boskie znaki, a przede wszystkim uznaje, że jest otoczony przez spiskujących przeciw niemu zdrajców, których musi wyeliminować. Sprowadzony z odległego klasztoru Filip (Oleg Jankowski) - przyjaciel władcy z młodości widząc, co wyczynia car postanawia mu się przeciwstawić. 


Już podczas trwania II Wojny Światowej legendarny reżyser Siergiej Eisenstein nakręcił swoją wersję historii Iwana Groźnego (która to nawet doczekała się aprobaty ze strony Stalina, czego nie można powiedzieć o drugiej i nigdy niepowstałej do końca części trzeciej planowanej trylogii Eisensteina o carze),której jeszcze nie miałem okazji obejrzeć. Łungin jednak stworzył na pewno film mniej monumentalny i epicki w swej tematyce, niż jego poprzednik sprzed lat. Car nie przedstawia całego życia i przemian Iwana skupiając się na urywku z jego życia, który zbiega się z ustanowieniem metropolitą Filipa. Widzimy tutaj uniwersalną dla całego świata psychozę władcy, który roi sobie w swym mniemaniu, że cały świat chce go zgładzić (za namową, jakby że inaczej polskiego króla i jego judaszowych srebrników). Rozpoczyna się więc epoka terroru i czystek. Tego typu praktyki ze strony szalonych władców, którzy bardziej nadawali się do psychiatryka niż rządzenia krajem były w sumie w mniejszym lub mniejszym stopniu obecne w każdym kraju i zamieniając realia można byłoby w podobny sposób pokazać panowanie wielu innych władców. Traf jednak chciał, że w Rosji tacy zdarzali się nadzwyczaj często. Szkoda tylko, że sam kontekst Iwana Groźnego, jako bohatera filmu jest słabo zarysowany. Nie mamy moim zdaniem właściwego backgroundu pokazującego jakąś genezę i dokonania pierwszego cara Rosji - widz rzucany jest od razu na głęboką wodę w konkretną chwilę historii, bez znajomości historii i postaci Iwana ciężko jest się połapać w sytuacji, traci się smaczki, a car jest tylko kolejnym psychopatycznym władcą, jakich w kinematografii wielu. 
Także to, co mi się nie podobało to scena batalistyczna, gdzie wojska rosyjskie mierzą się z siłami polskimi. Jest to zrealizowane bardzo słabo i dodane niejako na siłę. Lepiej dla filmu byłoby, gdyby tej sceny po prostu nie było. Mam też zastrzeżenia do skali pokazywania miasta. Moskwa była w tamtym okresie, jak na standardy XVI wieku miastem dużym, zaś bohaterowie krążą ciągle wokół kilku tych samych chatek, otoczeni garstką poddanych. 
To, co zaś w filmie gra to na pewno duet głównych aktorów, znanego z Wysypy Mamanowa i mającego polskie korzenie Olega Jankowskiego w swej ostatniej przedśmiertnej roli. Ich dobra gra aktorska zrobiła z filmu rozgrywkę na poziomie psychologicznym. W filmie swoją rolę gra także doskonale znany w Polsce Aleksandr Domagarow. Nieźle w filmie wygląda też charakteryzacja, przywiązanie do detali ubioru jest naprawdę duża. Oglądając postaci z filmu można się przenieść w pewnym momencie do zabiedzonej Rusi drugiej połowy XVI wieku.
Nie jest to łatwy film rozrywkowy dla każdego, a raczej pozycja dla koneserów, która mimo swych wad ma także kilka dobrych. Plusów wydaje się jednak być więcej, więc sądzę, że jeśli jest się zainteresowany okresem czy postacią Iwana to warto obejrzeć tę pozycję.


niedziela, 26 czerwca 2016

Zbrodnia i kara

Wyspa (Ostrow)
Rosja 2006
reż. Paweł Łungin
gatunek: dramat


Filmy rosyjskie są w Polsce w dużej mierze nieznane. Ile znajdziemy osób, które wymienią choćby pięć produkcji filmowych naszych wschodnich sąsiadów? Zapewne niezbyt wiele. Rozumiejąc, że kraj ten, jak i jego obywatele nie są oględnie mówiąc zbyt lubiani należy jednak oddzielić politykę od sztuki i mimo uprzedzeń warto zagłębić się w tamtejszą kinematografię. Tak jak rodzice przekonywali mnie, że radzieckie filmy były dobre (nie mogę stwierdzić sam, bo jeszcze nie widziałem) to ja mogę zapewnić, że rosyjskie kino niekomercyjne jest warte uwagi. 


Rok 1976, Związek Radziecki. Mnich Anatol (Piotr Mamonow) żyje wśród przewodzonych przez ojca Filareta (Wiktor Suchorukow) mnichów na odizolowanej od świata wyspie. Ekscentryczny mnich od 30 lat pokutuje za zbrodnie, których się dopuścił w czasie drugiej wojny światowej: zabójstwo, zdradę i tchórzostwo. Ludzie z okolicznych wsi przybywają na wyspę po pomoc, uważając Anatola za świętego. Jednak nie wszyscy mnisi są mu przychylni (m. in. Dmitrij Diużew).


Uważam, że przemysł filmowy każdego kraju świetnie specjalizuje się w danym typie gatunkowym lub stylistyce. Dlatego nie zawsze próba przeniesienia hollywoodzkich wzorców na rodzimy grunt danego państwa wychodzi. A w większości wypadków po prostu nie wychodzi. Rosyjskie kino w swym głównym, klasycznym nurcie słynie z powolnych akcji, problemów nie ciała, a duszy bohaterów, wszystko to skąpane w litrach wódki pitej ze szklanki, wśród oparów dymu papierosowego, pośród pięknych majestatycznych dzikich lokacji lub nieprzyjemnego betonowego miasta rodem z czasów radzieckich. I także tutaj widz oczekujący szalenie pędzącej rozwałki i rozrywki nie ma czego szukać. Dostanie za to typowy dla Rosji dramat egzystencjalny o podłożu teologicznym, gdzie choć wódka się nie pojawia to inne elementy typowe dla tej kinematografii już tak. To co przykuwa uwagę odbiorcy, oprócz głęboko metafizycznej osi fabularnej (snującej się tradycyjnym, żółwim tempem) są urokliwe kadry (Oscara! Oscara za te zdjęcia) i równie pięka zimowa lokalizacja tytułowej wyspy kręconej w mieście Kiem. 
Film został zauważony przez kapitułę niszowego festiwalu Sundance, warto też by został zauważony przez ludzi, którzy szukają w filmie refleksji. Dla nich polecam.