Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S. Pegg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S. Pegg. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 grudnia 2017

Kosmiczne jaja

Paul
USA, Wielka Brytania 2011
reż. Greg Mottola
gatunek: komedia, sci-fi
zdjęcia: Lawrence Sher
muzyka: David Arnold

Gdy jedzie się autokarem w długą podróż przewoźnik uruchamia pokładowy sprzęt telewizyjny, by pasażerom się nie nudziło. Na pewno to znacie. Nigdy nie obejrzy się w ten sposób naprawdę dobrego, przyzwoitego filmu, gdyż filmy tam puszczane przystosowane są do gustu podróżujących wehikułem Januszy i Grażyn. Przeważnie można obejrzeć w ten sposób po raz kolejny takie polskie hity, jak Testosteron, Zróbmy sobie wnuka lub innych Wkręconych. Od czasu do czasu trafić można zaś na głupie filmy pochodzące spoza Polski. Ja na przykład trafiłem na opisywane właśnie dzieło. 


Film opowiada historię dwóch ortodoksyjnych nerdów: Graeme (Simon Pegg) i Clive (Nick Frost) wracając z konwentu fanów komiksów spotykają na swojej drodze kosmitę przedstawiającego się, jako tytułowy Paul. Wysłuchując jego zwierzeń postanawiają pomóc mu wydostać się z Ziemi. Po pewnym czasie w pomoc angażuje się też poznana po drodze konserwatywnie wychowana Ruth (Kristen Wiig). Aby zaś nie było tak łatwo i przyjemnie tropem kosmity podąża agent Zoil (Jason Bateman) wraz z ekipą...


Mówi się, że podróże kształcą. Jednak jeśli podczas przejazdu przez pół kontynentu jedyne, co się człowiekowi oferuje to właśnie ten film, to powyższe powiedzenie znacznie mija się z prawdą. Mamy do czynienia z głupią komedią, tylko niewiele przewyższającą poziomem merytorycznym takie tuzy, jak American Pie, Zemstę frajerów czy Straszny film. Mimo to ogląda się to całkiem przyzwoicie. Postaci, choć strasznie głupie i w tej głupocie mocno przewidywalne (wybierają zawsze najbardziej głupie wyjścia z sytuacji) są sympatyczne i ogląda się je nieźle. Postać Paula choć z wyglądu sztampowa zrealizowana jest dobrze i jej oblicze nie straszy wykonaniem. W dużej mierze jest to specyficzne kino drogi, w czasie której bohaterowie poznają różne postaci i wchodzą z nimi w interakcję. Tutaj największym plusem okazuje się osoba Ruth, która wychowywana jest przez swojego ojca, religijnego fundamentalistę. Także ciekawym zagraniem jest obsadzenie w jednej z ról znanej z serii filmów o Obcym Sigourney Weaver. Wszystko to powoduje, że film, który teoretycznie jest nie do przyjęcia całkiem nieźle broni się przed krytyką. Szkoda jednak zakończenia i ogólnie bardzo słabej fabularnie drugiej części filmu. O ile akcja zawiązuje się całkiem dobrze, to dalej wszystko bardzo mocno się pruje. Generalnie więc nie polecam, chyba, że ktoś poszukuje niewyrafinowanej rozrywki. Ten film powinien jej w jakiś sposób dostarczyć.




czwartek, 24 grudnia 2015

Kosmiczne moce

Czego dusza zapragnie (Absolutely Anything)
Wielka Brytania, USA 2015
reż. Terry Jones
gatunek: komedia

Dość dawno temu, jeszcze w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku miałem okazje przeczytać komiks z Kaczorem Donaldem jako głównym bohaterem. Pechowy kaczor został obdarzony przez kosmitów super mocą, dzięki której mógł on dokonywać nadzwyczajnych rzeczy. Ufoludki chciały się przekonać czy mieszkaniec Ziemi wykorzysta ten dar do dobrych czy raczej złych celów. Mniej więcej to samo możemy zaobserwować w filmie Terry'ego Jonesa.


Neil (Simon Pegg) jest nieudolnym brytyjskim nauczycielem i niespełnionym pisarzem. Wiedzie on samotny żywot wraz z psem w jednym z bloków. Jest on platonicznie zakochany w sąsiadce z piętra niżej, uroczej Catherine (Kate Beckinsale), która jednak zupełnie go ignoruje. Lecz gdy planujący zniszczenie naszej planety kosmici obdarzają Neila supermocami, by sprawdzić do jakich celów je wykorzysta sytuacja nauczyciela szybko ulega poprawie. 


Film ten jest jedną z ostatnich zrealizowanych produkcji zrealizowanych przy pomocy Robina Williamsa. Aktor wcielił się tutaj w rolę psa głównego bohatera, któremu podłożył głos. Z innych ciekawostek warty odnotowania jest też to, że przy filmie udział wzięli członkowie kultowej dla wielu grypy Monty Pythona podkładając głos ufoludkom i zajmując się reżyserią. Jako że nigdy nie byłem wielkim fanem humoru reprezentowanego przez tych brytyjczyków nie uważam tego za szczególnie wielki plus. 
Sam film zaś bazuje na bardzo oklepanym schemacie fabularnym (od początku chce się powiedzieć 'Gdzieś już to widziałem') i nie zaskakuje w ani jednym momencie. Odgrzewany kotlet potrafi być dobry, jednak odgrzewanie go po raz dziesiąty to już niezbyt dobry pomysł. Mam też problem z grą Pegga, który niezbyt pasuje mi do tej roli. Nie znalazłem w nim specjalnie wielkiego talentu komediowego. Dobrze za to wypada Beckinsale, która jednak mogłaby wystąpić od czasu do czasu w czymś ambitniejszym zanim się zupełnie nie zestarzeje, choć oczywiście jak na swój wiek to wciąż całkiem niezła niunia mumia. 
Ogólnie film trwa 80 minut i posiada kilka mimo wszystko zabawnych scen, oglądanie go w żadnym momencie nie boli i jeśli kogoś nie nudzi oglądanie tego samego schematu po raz setny to pewnie będzie się całkiem dobrze bawił.