Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Wiig. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Wiig. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 lutego 2018

Utopia liliputów

Pomniejszenie (Downsizing)
USA 2017
reż. Alexander Payne
gatunek: dramat, sci-fi
zdjęcia: Phedon Papamichael
muzyka: Rolfe Kent 



Na ten film czekałem od czasu, gdy pierwszy raz zobaczyłem przy jakiejś okazji jego zwiastun. Może nie był to najwyższy poziom ekscytacji, który towarzyszy niektórym zapowiedziom filmowym jednak wiedziałem, że jak tylko produkcja trafi do kin może być pewne, że i ja zamelduję się na sali kinowej. Niestety jednak film okazał się być czymś innym, niż się po nim spodziewałem. 


Skandynawskim naukowcom udaje się zmniejszyć żywe organizmy. Paul Safranek (Matt Damon) zafascynowany zmniejszeniem się i związanym z tym życiu w luksusowej kolonii dla liliputów przekonuje żonę (Kristen Wiig), by razem poddali się zabiegowi zmniejszenia. Gdy przychodzi co do czego ta jednak wycofuje się z przedsięwzięcia, o czym sam Paul dowiaduje się już po swoim zminimalizowaniu. Zmuszony jest więc podjąć samotne życie w pełnym przepychu mikro świecie. Zaprzyjaźnia się ze swym wpływowym sąsiadem, pochodzącym z Bałkanów Dusanem Mirkoviciem (Christoph Waltz).


Film wyszedł spod skrzydeł nietuzinkowego reżysera Alexandra Payne'a. Facet może nie jest z gatunku tych rozpoznawalnych przez ogół reżyserów - celebrytów pokroju Tarantino, jednak nakręcił kilka znacznych tytułów (jak choćby świetna Nebraska czy Bezdroża. W sumie jest to jeden z najlepszych ludzi jeśli trzeba nakręcić film drogi. Pomniejszenie choć bohater prawie stale się przemieszcza jednak filmem drogi nie jest. W sumie zaś produkcja ta cierpi na pewną przykrą dla dzieł filmowych przypadłość - kryzys tożsamości. Twórcy nie identyfikują się z jedną narracją filmu, często zmieniają jego ciężar gatunkowy, niezbyt skutecznie mieszają ramami gatunkowymi. W rezultacie całość jest nieco niestrawna. Zwiastun zapowiadał raczej uroczą komedyjkę o małych ludziach żyjących w wielkim świecie pod jakąś kopułą. Jednak komedii jest tutaj mało. Film czasem uderza w tony apokaliptyczne (nieuchronna zagłada ludzkości, nawet jeśli ta się zmniejszy oszczędzając tym samym zasoby naturalne), czasem zaś angażuje się społecznie pokazując nierówności społeczne nawet w wydawać by się można idealnym, zmniejszonym świecie. Film trochę ujawnia też pewien problem rasizmu w obecnym Hollywood, który ma coraz mniejszy problem z pokazywaniem relacji par biało-czarnych jednak chyba dalej uprzedzony jest do Azjatów. Bohater grany tutaj przez Damona poznaje uciekinierkę z Wietnamu (graną przez pochodzącą z Tajlandii Hong Chau) i w pewnym momencie między nimi zaczyna iskrzyć i dochodzi nawet do seksu, a finalnie zakochania i w domyśle spędzenia ze sobą przez parę reszty życia. Jednak wszystko to można wywnioskować tylko z dialogów, świeżo zakochane w sobie postaci w filmie nie składają sobie nawet pocałunku. Czyżby to w mainstreamowym kinie wciąż był o jeden most za daleko?
Nie jest to jednak film słaby. Broni się w sumie ciekawym pokazaniem świata, jest po rzemieślniczu przyzwoicie nakręcony, postaci są sympatycznie napisane i dobrze zagrane (wyróżniłbym tu też ciekawą dalszoplanową rolę Udo Kiera). Także jak najbardziej można obejrzeć, jednak nie powinno się spodziewać Bóg wie czego. Typowy hollywoodzki przyzwoity przeciętniak. 







sobota, 16 grudnia 2017

Kosmiczne jaja

Paul
USA, Wielka Brytania 2011
reż. Greg Mottola
gatunek: komedia, sci-fi
zdjęcia: Lawrence Sher
muzyka: David Arnold

Gdy jedzie się autokarem w długą podróż przewoźnik uruchamia pokładowy sprzęt telewizyjny, by pasażerom się nie nudziło. Na pewno to znacie. Nigdy nie obejrzy się w ten sposób naprawdę dobrego, przyzwoitego filmu, gdyż filmy tam puszczane przystosowane są do gustu podróżujących wehikułem Januszy i Grażyn. Przeważnie można obejrzeć w ten sposób po raz kolejny takie polskie hity, jak Testosteron, Zróbmy sobie wnuka lub innych Wkręconych. Od czasu do czasu trafić można zaś na głupie filmy pochodzące spoza Polski. Ja na przykład trafiłem na opisywane właśnie dzieło. 


Film opowiada historię dwóch ortodoksyjnych nerdów: Graeme (Simon Pegg) i Clive (Nick Frost) wracając z konwentu fanów komiksów spotykają na swojej drodze kosmitę przedstawiającego się, jako tytułowy Paul. Wysłuchując jego zwierzeń postanawiają pomóc mu wydostać się z Ziemi. Po pewnym czasie w pomoc angażuje się też poznana po drodze konserwatywnie wychowana Ruth (Kristen Wiig). Aby zaś nie było tak łatwo i przyjemnie tropem kosmity podąża agent Zoil (Jason Bateman) wraz z ekipą...


Mówi się, że podróże kształcą. Jednak jeśli podczas przejazdu przez pół kontynentu jedyne, co się człowiekowi oferuje to właśnie ten film, to powyższe powiedzenie znacznie mija się z prawdą. Mamy do czynienia z głupią komedią, tylko niewiele przewyższającą poziomem merytorycznym takie tuzy, jak American Pie, Zemstę frajerów czy Straszny film. Mimo to ogląda się to całkiem przyzwoicie. Postaci, choć strasznie głupie i w tej głupocie mocno przewidywalne (wybierają zawsze najbardziej głupie wyjścia z sytuacji) są sympatyczne i ogląda się je nieźle. Postać Paula choć z wyglądu sztampowa zrealizowana jest dobrze i jej oblicze nie straszy wykonaniem. W dużej mierze jest to specyficzne kino drogi, w czasie której bohaterowie poznają różne postaci i wchodzą z nimi w interakcję. Tutaj największym plusem okazuje się osoba Ruth, która wychowywana jest przez swojego ojca, religijnego fundamentalistę. Także ciekawym zagraniem jest obsadzenie w jednej z ról znanej z serii filmów o Obcym Sigourney Weaver. Wszystko to powoduje, że film, który teoretycznie jest nie do przyjęcia całkiem nieźle broni się przed krytyką. Szkoda jednak zakończenia i ogólnie bardzo słabej fabularnie drugiej części filmu. O ile akcja zawiązuje się całkiem dobrze, to dalej wszystko bardzo mocno się pruje. Generalnie więc nie polecam, chyba, że ktoś poszukuje niewyrafinowanej rozrywki. Ten film powinien jej w jakiś sposób dostarczyć.




piątek, 26 sierpnia 2016

Buła i spóła

Sausage party
USA 2016
reż. Conrad Vernon, Greg Tiernan
gatunek: animacja, komedia

Personifikacja i antropomorifzacja towarzyszyły filmowi animowanemu od bardzo dawna, niemal od początków animacji. Nie ma chyba żadnego filmu z wytwórni Disneya bez zwierząt czy nawet przedmiotów, którym nadano cechy ludzkie i które to pełnią w wielu filmach ważną fabularnie rolę. Także w innych produkcjach mieliśmy do czynienia z myślącymi pociągami, autami czy innymi rzeczami, które w realnym świecie osobowości nie posiadają. W filmie tym jednak po raz pierwszy główna rola miała należeć do parówki i bułki. Zobaczenie zwiastuna przekonało mnie, że chcę ten film zobaczyć. Mimo że wiedziałem, że w produkcji maczał swe paluchy Seth Rogen...


Poznajemy mieszkańców supermarketu. Wszystkie przebywające w sklepie produkty czekają z niecierpliwością na wybranie ich do koszyka przez ludzi - bogów, którzy przeniosą ich do lepszego świata. Parówka Frank (Seth Rogen) i bułka hotdogowa Brenda (Kristen Wiig) marzą o tym, by razem trafić do koszyka. Wkrótce zostają wybrani i trafiają wspólnie do zakupowego wózka. Ich radość nie trwa jednak długo, gdyż wypadają z niego. Wspólnie ruszają w podróż przez sklep, w czasie której dowiedzą się prawdy o sobie i swoich wierzeniach. Towarzyszyć im będą żydowski bajgiel Sammy (Edward Norton) i arabski lawasz Karim (David Krumholtz).


Film ten jest reklamowany jako animacja dla dorosłych. Szkoda jednak, że nie jest animacją dla dorosłych i o dorosłych. Humor jaki serwuje nam Rogen jest identyczny, jak w poprzednich filmach tego twórcy. Tak więc mamy tutaj masę podtekstów seksualnych wyrażanych w bardzo dosadny sposób, wiele nawiązań do palenia trawy i zażywania twardych narkotyków, drwiny z religii i bardzo dużą dawkę nieparlamentarnych słów. W sumie połowa rozważań bohaterów przez 80 minut trwania filmu odnosi się do ich seksualnych potrzeb wyrażanych w sposób mało subtelny. Szczególne jurne w tej kwestii są oczywiście parówki. Ot niemal cała dorosłość zawarta w tym filmie. Większość gimnazjalistów jednak powinna być tym zachwycona. 
Fabularnie ostało się jednak kilka ciekawych motywów, szczególnie odnoszących się do religii i sytuacji społeczno - politycznej, jaka panuje w sklepie. Także świetne nawiązanie do Szeregowca Rayana i legendarnej sceny desantu w Normandii jest tutaj wykonane na poziomie. Gdyby więcej było tego typu scen byłoby super. Także supermarketowe kino drogi jest motywem oryginalnym i mogło zostać zrealizowane lepiej. Chociaż scena w wigwamie Wody ognistej jest naprawdę dobra.  Szkoda tylko, że praktycznie obejrzenie zwiastuna wystarczy, by niemal w 100% poznać cały film. Te dwie - trzy minuty to naprawdę prawie wszystko, co ma on do zaoferowania.
Dziwi mnie fakt, że zdecydowało się tutaj użyczyć głosu kilku naprawdę dobrych aktorów. Bo to, że pojawili się tu kumple Rogena, tacy jak Michael Cera, James Franco, Jonah Hill to normalne ale wspomniany wyżej Norton czy Salma Hayek? To zastanawiające. 
Jestem ciekawy min matek, które widząc uśmiechającą się z plakatu parówkę wyślą dzieci do kina same oddając się zakupowym szaleństwom. Szczególnie gdy pociechy opowiedzą im scenę seksu, która następuje pod koniec produkcji. Naprawdę ja sam nigdy czegoś tak dziwnego nie widziałem (a widziałem wiele), więc co na to nasi milusińscy, którzy nieroztropnie trafili do sal kinowych? Chyba w najlepszym razie trauma na całe życie.
Ja sam oczekiwałem z jednej strony czegoś lepszego, z drugiej zaś z tyłu głowy miałem ciągle zapaloną lampkę z tekstem 'Hej, przecież to jest Rogen!'. Tak więc oceniam film, jako przeciętną ciekawostkę, którą można zobaczyć jako oryginalny przerywnik między standardowymi produkcjami. Wszystko wskazuje na to, że będzie też część druga, ale chyba się dwa razy zastanowię zanim się na nią kiedyś zdecyduję.