Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Cera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Cera. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 sierpnia 2016

Buła i spóła

Sausage party
USA 2016
reż. Conrad Vernon, Greg Tiernan
gatunek: animacja, komedia

Personifikacja i antropomorifzacja towarzyszyły filmowi animowanemu od bardzo dawna, niemal od początków animacji. Nie ma chyba żadnego filmu z wytwórni Disneya bez zwierząt czy nawet przedmiotów, którym nadano cechy ludzkie i które to pełnią w wielu filmach ważną fabularnie rolę. Także w innych produkcjach mieliśmy do czynienia z myślącymi pociągami, autami czy innymi rzeczami, które w realnym świecie osobowości nie posiadają. W filmie tym jednak po raz pierwszy główna rola miała należeć do parówki i bułki. Zobaczenie zwiastuna przekonało mnie, że chcę ten film zobaczyć. Mimo że wiedziałem, że w produkcji maczał swe paluchy Seth Rogen...


Poznajemy mieszkańców supermarketu. Wszystkie przebywające w sklepie produkty czekają z niecierpliwością na wybranie ich do koszyka przez ludzi - bogów, którzy przeniosą ich do lepszego świata. Parówka Frank (Seth Rogen) i bułka hotdogowa Brenda (Kristen Wiig) marzą o tym, by razem trafić do koszyka. Wkrótce zostają wybrani i trafiają wspólnie do zakupowego wózka. Ich radość nie trwa jednak długo, gdyż wypadają z niego. Wspólnie ruszają w podróż przez sklep, w czasie której dowiedzą się prawdy o sobie i swoich wierzeniach. Towarzyszyć im będą żydowski bajgiel Sammy (Edward Norton) i arabski lawasz Karim (David Krumholtz).


Film ten jest reklamowany jako animacja dla dorosłych. Szkoda jednak, że nie jest animacją dla dorosłych i o dorosłych. Humor jaki serwuje nam Rogen jest identyczny, jak w poprzednich filmach tego twórcy. Tak więc mamy tutaj masę podtekstów seksualnych wyrażanych w bardzo dosadny sposób, wiele nawiązań do palenia trawy i zażywania twardych narkotyków, drwiny z religii i bardzo dużą dawkę nieparlamentarnych słów. W sumie połowa rozważań bohaterów przez 80 minut trwania filmu odnosi się do ich seksualnych potrzeb wyrażanych w sposób mało subtelny. Szczególne jurne w tej kwestii są oczywiście parówki. Ot niemal cała dorosłość zawarta w tym filmie. Większość gimnazjalistów jednak powinna być tym zachwycona. 
Fabularnie ostało się jednak kilka ciekawych motywów, szczególnie odnoszących się do religii i sytuacji społeczno - politycznej, jaka panuje w sklepie. Także świetne nawiązanie do Szeregowca Rayana i legendarnej sceny desantu w Normandii jest tutaj wykonane na poziomie. Gdyby więcej było tego typu scen byłoby super. Także supermarketowe kino drogi jest motywem oryginalnym i mogło zostać zrealizowane lepiej. Chociaż scena w wigwamie Wody ognistej jest naprawdę dobra.  Szkoda tylko, że praktycznie obejrzenie zwiastuna wystarczy, by niemal w 100% poznać cały film. Te dwie - trzy minuty to naprawdę prawie wszystko, co ma on do zaoferowania.
Dziwi mnie fakt, że zdecydowało się tutaj użyczyć głosu kilku naprawdę dobrych aktorów. Bo to, że pojawili się tu kumple Rogena, tacy jak Michael Cera, James Franco, Jonah Hill to normalne ale wspomniany wyżej Norton czy Salma Hayek? To zastanawiające. 
Jestem ciekawy min matek, które widząc uśmiechającą się z plakatu parówkę wyślą dzieci do kina same oddając się zakupowym szaleństwom. Szczególnie gdy pociechy opowiedzą im scenę seksu, która następuje pod koniec produkcji. Naprawdę ja sam nigdy czegoś tak dziwnego nie widziałem (a widziałem wiele), więc co na to nasi milusińscy, którzy nieroztropnie trafili do sal kinowych? Chyba w najlepszym razie trauma na całe życie.
Ja sam oczekiwałem z jednej strony czegoś lepszego, z drugiej zaś z tyłu głowy miałem ciągle zapaloną lampkę z tekstem 'Hej, przecież to jest Rogen!'. Tak więc oceniam film, jako przeciętną ciekawostkę, którą można zobaczyć jako oryginalny przerywnik między standardowymi produkcjami. Wszystko wskazuje na to, że będzie też część druga, ale chyba się dwa razy zastanowię zanim się na nią kiedyś zdecyduję.




środa, 23 marca 2016

Problematyczna nastolatka

Juno
USA 2007
reż. Jason Reitman
gatunek: komedia, dramat

W czasie zagrania w średnio udaną grę Beyond: Dwie dusze zwróciłem uwagę na postać Jodi Holmes, w którą wcielała się filigranowa Ellen Page. Dziewczyna nie tylko podkładała pod swoją postać głos, ale też dzięki technologii motion capture użyczyła bohaterce swoje ciało. Wtedy też postanowiłem zapoznać się z filmografią filigranowej aktorki, jednak czytając opisy filmów, w których wystąpiła dotychczas nie znalazłem zbyt wielu takich, które chciałbym zobaczyć. Po Incepcji, która średnio mi sie spodobała wybór padł na właśnie opisywany film.


Bleeker (Michael Cera) robi dziecko szesnastoletniej Juno (Ellen Page). Dziewczyna początkowo chce poddać się aborcji jednak później decyduje się dotrzymać ciążę, a dziecko oddać do adopcji. Przy pomocy przyjaciółki (Olivia Thirlby) znajduje odpowiednią parę. Wraz z ojcem (J.K. Simmons) udaje się poznać Vanessę (Jennifer Garner) i Marka (Jason Bateman), którym chce oddać dziecko. 


Już po obejrzeniu filmu przeczytałem, że w 2008 roku otrzymał on Oscara. Nie jednak dla któregoś z aktorów (nagrody aktorskie często przyznawane są dla swoich ulubionych odtwórców więc można to jakoś wytłumaczyć), a za najlepszy oryginalny scenariusz. Może to nie był najlepszy rok w historii kina, ale żeby przyznać najcenniejszą statuetkę świata filmu za scenariusz w tej produkcji to wielkie nieporozumienie. Podobne historie mogą powstać podczas konkursu w dowolnym polskim gimnazjum. Historia zawarta w filmie jest naprawdę tendencyjna, trywialna i prawie każdy od początku może zakładać jak potoczą się dalsze jej losy. Dodać do tego trzy inne nominacje dla tego filmu to potwierdzenie, że Oscary są mocno przereklamowane jeśli chodzi o rzeczywistą wartość większości nagradzanych filmów. 
Juno zaś dla mnie oglądało się po prostu nudno. Do tego ciężko było mi znaleźć jakąkolwiek postać, która wzbudziłaby choć trochę mojej sympatii. Ani opryskliwa tytułowa bohaterka, ani ni to nonszalancki ni to fajtłapowaty ojciec jej dziecka, ani zdziecinniały Mark czy sukowato wyglądająca, odpychająca Vanessa. Naprawdę bohaterowie w moim odczuciu nie dają się lubić. 
Całość jest może odpowiednia do pokazywania na godzinie wychowawczej czy innym wychowaniu do życia w rodzinie (o ile jeszcze taki przedmiot w Polsce istnieje) jako w miarę luźny film problemowy. Ewentualnie poglądowo puszczać go można w środowisku pro - life. Dla mnie jest to nie śmieszna komedia połączona z niedramatycznym dramatem. Świat bez tej produkcji Reitmana nie byłby gorszym miejscem.