Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Schoenaerts. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Schoenaerts. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 marca 2015

Umierając z nudów



Loft (The Loft)
USA 2014
reż. Erik Van Looy
gatunek: thriller 

zdjęcia: Nicolas Karakatsanis
muzyka: John Frizzell

Przy okazji jednego z wcześniejszych filmów pisałem o tym, jak może wpłynąć na jego odbiór obejrzany wcześniej zwiastun. Taki trailer wszak ma być jak dobrze skrojona mini spódniczka na ciele atrakcyjnej kobiety - niby pokazać atuty, ale najważniejsze jednak zakrywać. Nie zawsze tak się jednak dzieje. I o ile marny zwiastun będący zapowiedzią dobrego filmu można znieść to interesujący trailer, który jest preludium do badziewnej produkcji pozostawia spory niedosyt. Oglądając dwukrotnie w salach kinowych trailer do opisywanego właśnie tytułu ostrzyłem sobie apetyt na film van Looya. Dobrze, że produkcja Belga nie była jednak jedzeniem, bo straciłbym na niej wszystkie zęby.


Poznajemy pięciu bogatych przyjaciół (w ich rolach kolejno Karl Urban, James Marsden, Wentworth Miller, Eric Stonestreet, Matthias Schoenaerts), którzy w tajemnicy przed własnymi żonami dzielą wspólnie ze sobą apartament na tytułowym poddaszu. Pokój ten służy im jako kopulatornia, w której dopuszczają się cudzołóstwa z przelotnie poznanymi na różnorakich bankietach kobietami niezbyt ciężkich obyczajów. Bo jak się w czasie filmu okaże, mimo posiadania młodych i pięknych małżonek bohaterowie wiedzeni zwierzęcym instynktem pragną tylko zaliczać kolejne panienki. Traf chce jednak, że pewnego dnia przyjaciele zastają w łóżku swojej bzykalni zwłoki pewnej dziewczyny (Isabel Lucas). Wszystko wskazuje na to, że morderstwa musiał dokonać któryś z nich...


Akcja filmu dzieje się na trzech płaszczyznach. Czasem śledzimy wydarzenia wewnątrz pokoju po odkryciu zwłok, czasem przesłuchania przyjaciół na posterunku policji, innym razem zaś fabuła cofa się wstecz pokazując wydarzenia, które doprowadziły do śmierci femme fatale. Wszystko to jednak jest zrealizowane strasznie chaotycznie i często ma się wrażenie, że poszczególne sekwencje nie trzymają się kupy. Związek przyczynowo - skutkowy pomiędzy kolejnymi scenami przeważnie jest strasznie naciągany, naiwny i wymuszony,  Oglądając film wydawało mi się, że lepszy scenariusz mógłby napisać co drugi gimnazjalista. A to nie świadczy za dobrze o autorach produkcji. 
Bohaterów starano się jakoś zróżnicować, jednak moim zdaniem każdy z nich oprócz jakiejś dodanej lekko na siłę nazwijmy to cechy własnej jest bardzo do siebie podobny. Wszyscy niby mają kochające żony, przeważnie już dzieci, jednak w głowie im tylko szmacenie się na potęgę z przygodnymi paniami. Ich życie wiedzie od bankietu do bankietu, wprost z którego wyrwane panie zaciągane są niczym owieczki na żeś do pokoju uciech. O ile mężczyzną dano jakieś indywidualne cechy to ich żony zostały tego pozbawione. Wszystkie są jednakowo bez wyrazu. Dodać do tego puste jak szklanka w piosence Feelu kobiety fatalne przeznaczone do seksu to mamy do czynienia z najsłabiej wykreowanymi postaciami filmowymi od dawien dawna. Przynajmniej biorąc pod uwagę filmy, które zarobiły około 30 milionów dolarów w pierwsze dwa dni wyświetlania. 
Niestety postaci (szczególnie męskie) mówią. I raczą widza swoimi mądrościami. Pamiętacie Leppera, który na konferencji prasowej pytał dziennikarzy czy można zgwałcić prostytutkę, a potem zanosił się tubalnym śmiechem z celnie postawionego przez samego siebie pytania? Tutaj to samo pytanie też padnie. Inny z bohaterów wyzna nam prawdę objawioną w postaci faktu, że gruba kobieta musi posiadać przy sobie szczupłe koleżanki (i oczywiście te zaraz zjawią się w gotowości do seksu). 
Najgorszą rzeczą jest jednak to, że mamy do czynienia z thrillerem. I tak jak największą wadą komedii jest to, że może nie śmieszyć tak i w tym gatunku film jest do niczego jeśli nie trzyma w napięciu. The Loft nie robi tego w ogóle. Zainteresowanie tym, kto i dlaczego zabił straciłem po kilku pierwszych minutach. Film jest po prostu nudnym pokazem ciągu jakoś bezrozumnie nachodzących na siebie sekwencji, które niby prowadzą do poznania motywacji sprawcy. Jak już je poznamy to możemy usiąść i zapłakać. Nie nad losem zamordowanej, a nad poziomem scenarzystów. 
Co ciekawe reżyser stworzył remake swojego własnego filmu, powstałego w Belgii w 2008 roku. Gdzie większość dialogów  w sumie pokrywa się z tymi z wersji nowej. Dodatkowo w 2010 roku powstała wersja Holenderska. Owszem, identyczna. Kto co kilka lat daje pieniądze na produkcje czegoś tak porywającego to nie mam pojęcia. Lepiej dofinansowaliby biedne dzieci. 
Kategorycznie odradzam, chyba, że jesteście fanami maltretowania samych siebie. 






niedziela, 11 stycznia 2015

Pieskie życie

Brudny szmal (The Drop)
USA 2014
reż. Michael Roskam
gatunek: dramat, kryminał
zdjęcia: Nicolas Karakatsanis
muzyka: Marco Beltrami

Film ten, który miał wyjść w polskich kinach, a finalnie nie doczekał się dystrybucji w naszym kraju na poziomie dużego ekranu jest nietypowym filmem z założenia sensacyjnym. Akcji tutaj wszak niewiele, a wszystko rozkręca się dość powoli aż do nieoczekiwanego finału. I za to można produkcji Roskama odhaczyć pierwszy plus.


Fabuła produkcji w znacznej części toczy się wokół pewnego małego psa. Grany przez znanego z m.in. Incepcji Toma Hardy'ego Bob Saginowski (jeśli to miało być polskie nazwisko to nie lepiej brzmiałoby Saganowski?) jest barmanem w barze swego kuzyna Marva (ostatnia rola pamiętnego James'a Gandolfiniego szerzej znanego z roli Tony'ego Soprano z kultowego serialu). Wracając z baru do domu znajduje w śmietniku pod domem należącym do Nadii (Noomi Rapace, czyli m.in. Lisbeth Salander ze skandynawskiej ekranizacji trylogii Millenium) skatowanego szczeniaka, którym po namowach Nadii zaczyna się opiekować. Wkrótce jednak pojawia się właściciel psa, dawny chłopak Nadii, Eric (Matthias Schoenaerts)...
Oryginalny tytuł filmu, czyli The Drop w slangu przestępczym oznacza miejsce, w którym to o ustalonej porze spływa z różnych źródeł haracz pobierany dla mafiozów. Bar Marva jest właśnie takim miejscem. Jak się szybko okazuje de facto jest to były bar Marva, gdyż stracił go kosztem czeczeńskich przestępców. 
Fabuła ogólnie jest całkiem niezła i mimo swego niespiesznego rytmu powinna trzymać widza w gotowości. Istnieje jednak kilka nielogiczności, które każdy oglądający szybko powinien wykryć, jednak nie jest to film aspirujący do bycia czymś więcej niż rozrywką na dobrym poziomie, więc można to (po odjęciu oczywiście trochę punktów za ogólną ocenę) mu wybaczyć. 



Film Roskama należy za to bardzo pochwalić za ekipę aktorską. Zarówno występujący w głównej roli Hardy wypada przekonująco w roli niezbyt błyskotliwego, dobrodusznego i stojącego na uboczu Boba, przedwcześnie zmarły Gandolfini pokazuje po raz ostatni swą klasę grając Marva, a szwedzka aktorka Noomi Rapace też bardzo dobrze wywiązuje się ze swego zadania. Tak samo inne role, takie jak gangsterzy, policjant czy Eric. Wszyscy wywiązali się ze swego zadania na piątkę. 
Produkcja ta przeszła w Polsce bez większego echa (co nie dziwi, z braku jej emisji w kinach) lecz mimo kilku dość znacznych nieścisłości fabularnych i pewnego infantylizmu logicznego jest warta obejrzenia, choćby dla zobaczenia Jamesa Gandofiniego po raz ostatni.