wtorek, 30 września 2014

Nie taki Paryż piękny, jak go malują

Frantic
Francja, USA 1988
reż. Roman Polański
gatunek: thriller
zdjęcia: Witold Sobociński
muzyka: Ennio Morricone

Światowej sławy kardiochirurg Richard Walker (Harrison Ford) przybywa wraz z żoną Sondrą (Betty Buckley) do Paryża na międzynarodowe forum kardiochirurgiczne, w którym ma wygłosić kilka odczytów. Jest to powrót małżeństwa do stolicy Francji po dwudziestu latach, gdy spędzili tam noc poślubną. W hotelu okazuje się, że doszło do pomyłki bagażów, a dostarczona do pokoju walizka nie należy do nich. W czasie kąpieli Richarda Sondra znika bez śladu...


Polański tworzył w swojej karierze kino gatunkowe najwyższych lotów. Mieliśmy horrory, komedie, filmy psychologiczne czy kino noire, pora więc przedstawić thriller, jakim niewątpliwie jest Frantic.
Pierwsze skrzypce gra tutaj Harrison Ford, który w czasie trwania zdjęć do filmu jest przecież jednym z najlepszych aktorów Hollywoodzkich za sprawą swych występów jako Indiana Jones czy Han Solo w serii Star Wars. Dekadę pełną sukcesów uświetnił on rolą zagubionego w mieście grzechu doktora. Świetnie odegrał nie znającego języka, miotającego się z miejsca w miejsce zdesperowanego człowieka, zagubionego w obcym mieście, które nie przypomina tego z okładek folderów turystycznych. Dopełnieniem jego roli jest przyszła żona reżysera Emmanuelle Seigner, która jako tajemnicza Michelle jest przewodnikiem Walkera po Paryżu.


Polański świetnie odwzorował miasto, pokazując je od nieznanej niewtajemniczonym strony. Miasto jest tu brudne, zapuszczone, złe i odpychające. Klimat, jakim przesiąka każda scena filmu po wyjściu z hotelu jest wart zobaczenia więcej niż raz. Fabuła zgrabnie lawiruje wokół poszukiwań pani Walker, reżyser i scenarzysta podstawiają widzom mylne kroki, podsuwają domysły i wszystko idzie dobrze, do czasu zakończenia, które według mnie jest trochę nietrafione. Mimo wszystko warto zobaczyć ten film z kolejnego francuskiego etapu pracy Polańskiego. Aż czasem się zastanawiam, jak wiele mógł osiągnąć Polański, gdyby mógł pozostać w Hollywood...





czwartek, 25 września 2014

Milion sposobów, jak nudzić się na Zachodzie

Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie (A Million Ways to Die in the West)
USA 2014
reż. Seth MacFarlane
gatunek: western, komedia
zdjęcia: Michael Barrett
muzyka: Joel McNeely

Plakat promujący premierę kinową tej produkcji głosił Film kolesia, który dał wam TEDA. Dla jednych znaczyło to, że warto iść na najnowszy film MacFarlane'a z marszu, dla innych zaś oznaczało, że należy się od tego dzieła trzymać z daleka. Dla mnie, jako że Ted mi jakoś szczególnie ani zaimponował ani zraził jest to po prostu kolejna aktorska produkcja ojca Family Guya.
Fabuła produkcji jest banalna. Fajtłapowatego Alberta Starka (w tej roli sam MacFarlane) zostawia dziewczyna. Co gorsza zostawia go dla nadętego i irytującego, a przy okazji najbogatszego w okolicy Foya (tutaj znany z Jak poznałem waszą matkę Neil Patrick Harris). W walce o ponowne względy dziewczyny Albertowi pomaga niedawno przybyła do osady Anna (Charlize Theron). Stark nie wie jednak, że Anna jest żoną znanego rewolwerowca Clincha (tutaj kojarzony z Rob Roya Liam Neeson).



Patrząc na obsadę aktorską, która piastuje główne role wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z produkcją na poziomie. Niestety tak nie jest. W założeniu twórców mamy do czynienia z komedią, a więc logiczne jest, że powinniśmy tutaj znaleźć zabawne dialogi i wzbudzające uśmiech sytuacje. I autorzy sypią swoje żarty z prędkością kałasznikowa. Kilkanaście na minutę. Praktycznie wszystkie dotyczą obciągania, wypróżniania się lub pierdów. W ogóle nie rozumiem zamiłowania amerykańskich filmowców, nie tylko tutaj czynnościami fizjologicznymi. Czy to kogoś na pewno bawi? Mnie nieszczególnie. Więc autorzy dają nam dziesiątki, jeśli nie setki zabawnych według nich zdarzeń i powiedzeń, niestety jak dla mnie te naprawdę śmieszne oscylują na poziomie jednej na godzinę. Ergo niecałe dwa razy na cały film. Oprócz tego cała fabuła jest strasznie przewidywalna i miejscami ogromnie nudna. Niemal dwie godziny klozetowych dowcipów to istna droga przez mękę.


Do plusów produkcji można zaliczyć ładne plenery stanu Nowy Meksyk, zgrabnie odwzorowane miasteczko oraz nie najgorsza w sumie grę aktorską. Miłośnicy gimnazjalnych (góra!) żartów pewnie doliczą do tego humor. Jak dla mnie film ten jest jednak gorszy od dającego się oglądać Teda. Jako fan animacji tworzonych przez Setha MacFarlane'a przykro mi było oglądać Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie, a oczekiwałem od tego filmu zdecydowanie więcej. Może jednak lepiej będzie, gdyby Seth pozostał przy krótkometrażowych animacjach, bo serie takie, jak American Dad i Family Guy wychodzą mu o wiele lepiej.  




Coś jest nie tak z tym gościem

Słodkich snów (Mientras duermes)
Hiszpania 2011
reż. Jaume Balagueró
gatunek: thriller
zdjęcia: Pablo Rosso
muzyka: Lucas Vidal

Już w początkowych scenach filmu zauważymy, że główny bohater - César (grany przez znanego z roli Malamadre w  Celi 211 Luisa Tosara) jest jakiś dziwny. Poznajemy go jako pracującego od niedawna jako dozorca w pewnej kamienicy. Oprócz sumiennego wykonywania swych obowiązków zaczyna nachodzić jedną z mieszkanek kamienicy - młodą Clarę (Marta Etura). Jako cieć ma dostęp do każdego z mieszkań zamieszkiwanych przez lokatorów budynku...


Mamy tu do czynienia z bardzo mocno obsadzonym filmem. Producenci musieli się dobrze wysilić, gdyż zatrudniono do pracy nad Słodkich snów czołówkę Hiszpańskiego kina. Począwszy od reżysera - znanego jako twórca serii popularnych horrorów [REC] Jaume Balagueró, po obsadę aktorską, gdzie pierwsze skrzypce grają najpopularniejszy współcześnie aktor z Półwyspu Iberyjskiego - Luis Tosar oraz znana z wielu dobrych produkcji Marta Etura. Wyszło to filmowi na dobre, gdyż zarówno poziom reżyserii, jak i gry aktorskiej głównych bohaterów nie pozostawia wiele do życzenia. 
Sama fabuła kręci się wokół cierpiącego na problemy psychiczne ciecia Césara jest trochę naciągana, ale czasem należy przymknąć oko na drobne niedociągnięcia, by móc cieszyć się w pełni produkcją. César jak sam mówi, nie umie odczuwać szczęścia, więc potajemnie działa tak, by innym też nie było miło. Śledząc jego poczynania mające uprzykrzyć ludziom życie spędzimy ekscytujące i pełne napięcia 100 minut, w czasie których będziemy zastanawiać się czy kibicować tej postaci czy liczyć, że tym razem coś nie pójdzie po jego myśli. 


Współczesne kino hiszpańskie dało światu kilka dobrych lub bardzo dobrych filmów o ciężkiej tematyce. Słodkich snów jest jednym z nich. Każdy miłośnik dreszczowców (jak ładnie określa się u nas gatunek, jakim jest thriller) powinien zaznajomić się z tą produkcją, o ile już wcześniej tego nie zrobił.
Połączenie dobrej fabuły (opartej na podstawie książki Alberto Mariniego Kiedy śpisz, choć nie jest to adaptacja), zgrabnej pracy reżysera i jego asystentów oraz przekonującej gry aktorskiej. Warto zobaczyć i nie będzie to zmarnowany czas!





środa, 24 września 2014

Zagadka z kostnicy

Trup (El Cuerpo)
Hiszpania 2012
reż. Oriol Paulo
gatunek: thriller, kryminał 
zdjęcia: Óscar Faura
muzyka: Sergio Moure

Milionerka Mayka Villaverde (Belén Rueda) umiera na zawał. Jak się szybko okazuje w jej śmierć zamieszany jest dużo młodszy mąż denatki Álex (w tej roli Hugo Silva), który chce przywłaszczyć sobie jej majątek, a resztę życia spędzić z atrakcyjną kochanką (Aura Garrido). Nieoczekiwanie dla nich Álex dostaje telefon z policji. Okazuje się, że ciało jego żony zniknęło z kostnicy...


W filmie reżysera Oczu Julii mamy do czynienia z mroczną produkcją zgrabnie łączącą elementy kryminału z thrillerem. Jeśli Hiszpania jawi nam się jako kraj nieustannie grzejącego słońca i skwaru należy się po seansie filmu Paulo wyzbyć tego obrazu. W Trupie niemal cały czas na bohaterów czekają ulewne deszcze, które potęgują nastrój przygnębienia i grozy wiszącej w powietrzu. Oprócz deszczowych plenerów większą część akcji spędzimy z bohaterami w kostnicy, skąd zniknęło ciało Mayki. Miejsce to samo w sobie niezbyt przyjemne zostało przez reżysera dodatkowo pokarane przerwą w dostawach prądu. Oglądając poczynania bohatera w tej klaustrofobicznej i mrocznej lokacji samy dobrze czujemy atmosferę lęku i zaszczucia, jakiej jest poddawany Álex. Śledztwo prowadzone przez naznaczonego traumatyczną przeszłością Jaimego Peña (José Coronado) nabiera rozpędu z każdą minutą. Zaczyna się gra między Álexem, Jaimiem oraz domniemanym porywaczem ciała. 



Produkcja Oriola Paulo trzyma w napięciu przez cały czas swego trwania. Choć szybko dowiadujemy się kto stoi za zgonem Mayki to sprawa tajemniczego zniknięcia jej ciała nie potrafi oderwać od ekranu. A wiele zwrotów akcji i twisterów fabularnych nakaże widzowi co chwilę rewidować swoje poglądy odnośnie tego co dzieje się w świecie bohaterów filmu. Co do gry aktorskiej to odnoszę uwagę, że wiele filmów hiszpańskich jest granych bardziej jak w teatrze niż w kinie. Tak było np. w Celi 211 i tak moim zdaniem jest miejscami i tutaj. Może to specyfika języka, z którym stykam się rzadko, a może tylko moje błędne twierdzenie. Jednak jakkolwiek by nie było Trup to kawał mocnego kina, który porwie widzów bez reszty. O ile domknie się oczy na właściwe gatunkowi zbiegi okoliczności etc. Kolejna bardzo udana europejska produkcja! 




Chlanie, branie i ruchanie

Drogówka
Polska 2013
reż. Wojciech Smarzowski
gatunek: kryminał
zdjęcia: Piotr Sobociński Jr., Michał Sobociński
muzyka: Mikołaj Trzaska

Wreszcie miałem okazję zobaczyć na własne oczy dyskusyjny film Wojtka Smarzowskiego Drogówka. Poznajemy tutaj siedmioro warszawskich policjantów z tytułowej drogówki. Wiodą oni życie godząc obowiązki służbowe ze wspólnymi imprezami i innymi przyjemnościami fizycznymi. Wszystko układa się dobrze, do czasu, gdy jeden z nich nie zostaje zamordowany...


Nie orientuję się jakie życie wiodą przedstawiciele prawdziwej polskiej drogówki, ale obawiam się, że reżyser przesadził z proporcjami. Na pewno część, może i duża z realnych przedstawicieli tych służb mundurowych ma problemy z hazardem, alkoholem czy odwiedzaniem domów uciechy, jednak na pewno nie wszyscy - jak to przedstawił w filmie Smarzowski. Bohaterowie produkcji to każdy niemal bez wyjątku połączenie alkoholików, łapówkarzy i regularnie zdradzających swe żony dziwkarzy, których ulubionym słowem jest 'kurwa'. Praktycznie każdy z nich naznaczony jest nie jedną z wyżej wypisanych wad, lecz każdą z powyższych. Co ciekawe każdy z przedstawionych policjantów mieszka w jakiejś zrujnowanej melinie. Na pewno z kondycją moralną przedstawicieli wydziału drogowego nie jest specjalnie dobrze, ale chyba na Boga też nie aż tak źle! 
Oczywiście, jak w innych filmach tegoż reżysera fabuła w mocno krzywym zwierciadle pokazuje obraz społeczny naszego narodu. Dosadnie, ale właśnie w taki sposób można najlepiej okazać wszystkie przywary. I mamy tutaj wszystko. Popełniającego wykroczenie księdza, chcącego się wymigać łapówką, co ciekawe tegoż księdza widzimy później ulatniającego się z burdelu. Są prowadzący po pijaku politycy bełkoczący coś o immunitecie, jaki im przysługuje, skorumpowani biznesmeni, służbiści i politycy, a nawet pokazane wiwatujące z okazji przejazdu papieża tłumy, wśród których jeden z ochraniających przejazd policjantów szybko znajduję chętną na płatny seks. Oto Polska właśnie?

Kadra aktorska, jaką widzimy w filmie to głównie ludzie, których znamy z poprzednich produkcji reżysera m.in. Wesela  i Domu złego. Głównie czas spędzimy tu z Bartłomiejem Topą, Arkadiuszem Jakubikiem, Erykiem Lubosem a na ekranie migną też Maciej Stuhr czy Jacek Braciak. Aktorzy spisują się w swych rolach dobrze i przekonująco. O ile oczywiście wizją reżysera było zrobienia z nich meneli w mundurach.
Cały film nakręcony jest dość specyficznie i zapewne praca kamery, jak i sposób narracji nie każdemu przypadnie do gustu. Jest też olbrzymia dawka wulgaryzmów, niektóre sceny dialogowe składają się z samych wyrazów uważanych za politycznie niepoprawne. A po trzech minutach rzucanie mięsem przestaje śmieszyć nawet tych, którzy uważali to z początku za element komediowy. Nie spisywałem wulgaryzmów, ale strzelam, że dwa najczęściej występujące w filmie słowa to  kurwa oraz chuj. Smarzowski przebił więc kultowe Psy, chyba nawet dwie części na raz!
Film jednak jak najbardziej warty obejrzenia. O ile są jeszcze tacy, którzy tego nie zrobili. 





wtorek, 23 września 2014

Oko w oko z potworem

Anioł Śmierci (Wakolda)
Argentyna, Hiszpania 2013
reż. Lucía Puenzo
gatunek: dramat
zdjęcia: Nicolás Puenzo


Rok 1960. Na odludnej drodze w Patagonii podróżująca rodzina spotyka czarującego mężczyznę o niemieckim pochodzeniu (Àlex Brendemühl). Razem kontynuują wspólną podróż. Gdy rodzina dociera na miejsce wędrówki, by otworzyć tam hotel Niemiec staje się ich pierwszym gościem...


Główną osią fabularną stanie się, oprócz poznanie tajemnicy emigranta zażyłość, jaka stworzy się między nim, a ciężarną Evą (w tej roli Natalia Oreiro) i jej córką Lilith. Wbrew woli męża Eva pozwala przybyszowi na zastosowanie terapii hormonalnej na nadzwyczaj niewysokiej córce, a także powierza mu w opiece swą, jak się okazuje mnogą ciążę. Wszystko to na jego zapewnienie w stylu Trust me, I'm a doctor. Jednak kilka osób chce poznać tożsamość Niemca.

Autorzy mierzą się w filmie z trudnym tematem powojennej emigracji zbrodniarzy niemieckich do krajów Ameryki Południowej. Choć poznawany w produkcji niemiecki lekarz jawi się tu jako uroczy i przede wszystkim pomocny specjalista, typ dobrego wujka w rzeczywistości jego życie jest naznaczone wieloma zbrodniami. Każdy kto tylko był w Oświęcimiu i zapoznał się z eksperymentami prowadzonymi przez Josefa Mengele wie o o czy piszę. Film nie wyjaśnia w większy sposób jego zbrodni, więc dla zainteresowanych tematem polecam lekturę książki Miklósa Nyiszliego pt. Byłem asystentem doktora Mengele. Rzuci to obraz na wspomnianą postać i pomoże zrozumieć film. Film, który nie jest skierowany dla wszystkich. Brak tu akcji, wszystko dzieje się wolno i niejako samo z siebie. Jednak warto zobaczyć tą produkcję ze względu na tematykę, ładne krajobrazy i całkiem niezłą grę aktorską. Ciekawostką może być udział znanej u nas z szeregu telenowel południowoamerykańskich, jak choćby Zbuntowany anioł Natalię Oreiro. Ta zapomniana już u nas latynoska gwiazda pokazała w filmie Puenzo, że jest dość utalentowaną aktorką.