Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Tosar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Tosar. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 lutego 2018

Podróż grozy

Nieznany (El desconocido)
Hiszpania 2015
reż. Dani de la Torre
gatunek: thriller
zdjęcia: Josu Inchaustegui
muzyka: Manuel Riveiro

Luis Tosar jest jednym z moich ulubionych hiszpańskich aktorów. Jako że znanego z między innymi ze Słodkich snów czy 9 mil aktora dawno nie miałem okazję oglądać ucieszyłem się z powodu, że wreszcie ponownie mogę dopisać sobie kolejny obejrzany film z jego udziałem.


Skonfliktowany z żoną bankowiec Carlos (Luis Tosar) postanawia odwieść dzieci do szkoły. W pewnym momencie odbiera telefon. Nieznany rozmówca mówi mu, że w samochodzie zamontowana jest bomba, która wybuchnie jeśli ktoś będzie chciał opuścić pojazd. Nieznajomy domaga się od Carlosa sporej liczby pieniędzy...


Tym z czym najbardziej kojarzy mi się ten film jest chyba film Speed: Niebezpieczna prędkość i jego kontynuacja połączona z filmami, w których ostatnimi czasy zwykł grać Liam Neeson. Tutaj jednak zamiast Neesona mamy Luisa Tosara, który całkiem nieźle oddał poczynania everymana rzuconego do walki o życie swoje, jak i najbliższych. Technicznie wszystko jest w porządku, zagęszczająca się atmosfera jest poprawna, jednak nie sposób ciągle mieć świadomość z tyłu głowy, która wciąż szepcze To już było. Hiszpański film mimo że zrobiony poprawnie, czasem nawet próbujący trzymać w napięciu jest do bólu ograny, a jednak thriller, który jest kalką niezliczonej ilości wcześniejszych produktów filmowych jest z góry skazany na niepowodzenie. Także jeśli ktoś jakimś cudem nie widział wcześniej filmów o podobnej konstrukcji może go bez przeszkód oglądać. Jeśli jest się fanem hiszpańskiej kinematografii to też można się skusić. W innym wypadku jednak lepiej chyba zarezerwować czas na inne produkcje. 




czwartek, 17 grudnia 2015

Dwa brzegi

9 mil (El Niño)
Hiszpania 2014
reż. Daniel Monzón
gatunek: thriller, dramat

Tytułowe 9 mil czyli mniej więcej jakieś 14,5 kilometra to dystans dzielący południowy przylądek Hiszpanii, a kontynent afrykański reprezentujący przez Maroko. Jest to nie tylko miejsce dzielące dwa kontynenty oraz granica Unii Europejskiej ale też jeden z najbardziej popularnych szlaków przemytniczych łączących Europę z Afryką. Twórca Celi 211 w swym najnowszym filmie bierze na swój warsztat właśnie ten skrawek terenu. 


Niño (Jesús Castro) bieduje sobie na południu Hiszpanii imając się różnych zajęć. Gdy jego przyjaciel Compi (Jesús Carroza) składa mu ofertę zajęcia się morskim przemytem narkotyków ten nie daje się długo na siebie czekać. Campi zapoznaje go z młodym Arabem, Halilem (Saed Chatiby), który ma kontakty w narkotykowym półświatku. Tymczasem policjant Jesús (Luis Tosar) wraz ze swą partnerką Evą (Bárbara Lennie) są na tropie dużego ładunku narkotyków i ludzi za nie odpowiadających...


Wydawca promuje swój film ogłaszając go szumnie jako thriller. Nie jest to jednak szczególnie prawdą. Może i w produkcji Monzona jest kilka mocniejszych scen, jednak klimat filmu nie ma w sobie zbyt dużo z dreszczowca. Raczej film powolnej akcji. Fabuła licząca w sumie 135 minut jest moim zdaniem zbyt rozwleczona, sądzę, że gdyby skrócić go o jakieś 20 minut wyszłoby to produkcji na dobre. 
O ile wspomniana Cela 211 była świetnym filmem z bardzo klaustrofobicznym klimatem dusznego więzienia to tutaj reżyser serwuje nam podróż w rozległe i urokliwe tereny północnej Afryki i południowej Hiszpanii. Jest pięknie, przestronnie i niebezpiecznie. Czyli wszystko to tygrysy lubią najbardziej. Najlepszymi momentami filmu są sceny pogoni motorówki przemytników przez śmigłowiec z Luisem Tosarem zamontowanym w środku. Czuć adrenalinę, akcję i szybkość. Niestety inne momenty filmu są już mniej dynamiczne, nawet te, które w zamierzeniu twórców powinny takimi być. 
Szkoda też gry aktorskiej, która w tym filmie niezbyt do mnie trafiła. Znajdujący się na pierwszym planie przemytnicy są bardzo nijacy, nie wzbudzają sympatii widza. Dobrze, że główny bohater nawiązuje romans z siostrą arabskiego wspólnika, gdyż moment, w którym pokazano nagie ciało Mariam Bachir jest jednym z lepszych w filmie. Niewiele lepiej wypada też Tosar, który miał w swoim dorobku znacznie lepsze role, choćby w Słodkich snów
Mamy do czynienia z filmem niezłym, który wyróżnia się w kilku miejscach ale też czasem zalicza etapy nijakości. Solidna rzemieślnicza robota, która jednak nie może sprostać konkurencji najlepszych filmów gatunkowych. 





czwartek, 25 września 2014

Coś jest nie tak z tym gościem

Słodkich snów (Mientras duermes)
Hiszpania 2011
reż. Jaume Balagueró
gatunek: thriller
zdjęcia: Pablo Rosso
muzyka: Lucas Vidal

Już w początkowych scenach filmu zauważymy, że główny bohater - César (grany przez znanego z roli Malamadre w  Celi 211 Luisa Tosara) jest jakiś dziwny. Poznajemy go jako pracującego od niedawna jako dozorca w pewnej kamienicy. Oprócz sumiennego wykonywania swych obowiązków zaczyna nachodzić jedną z mieszkanek kamienicy - młodą Clarę (Marta Etura). Jako cieć ma dostęp do każdego z mieszkań zamieszkiwanych przez lokatorów budynku...


Mamy tu do czynienia z bardzo mocno obsadzonym filmem. Producenci musieli się dobrze wysilić, gdyż zatrudniono do pracy nad Słodkich snów czołówkę Hiszpańskiego kina. Począwszy od reżysera - znanego jako twórca serii popularnych horrorów [REC] Jaume Balagueró, po obsadę aktorską, gdzie pierwsze skrzypce grają najpopularniejszy współcześnie aktor z Półwyspu Iberyjskiego - Luis Tosar oraz znana z wielu dobrych produkcji Marta Etura. Wyszło to filmowi na dobre, gdyż zarówno poziom reżyserii, jak i gry aktorskiej głównych bohaterów nie pozostawia wiele do życzenia. 
Sama fabuła kręci się wokół cierpiącego na problemy psychiczne ciecia Césara jest trochę naciągana, ale czasem należy przymknąć oko na drobne niedociągnięcia, by móc cieszyć się w pełni produkcją. César jak sam mówi, nie umie odczuwać szczęścia, więc potajemnie działa tak, by innym też nie było miło. Śledząc jego poczynania mające uprzykrzyć ludziom życie spędzimy ekscytujące i pełne napięcia 100 minut, w czasie których będziemy zastanawiać się czy kibicować tej postaci czy liczyć, że tym razem coś nie pójdzie po jego myśli. 


Współczesne kino hiszpańskie dało światu kilka dobrych lub bardzo dobrych filmów o ciężkiej tematyce. Słodkich snów jest jednym z nich. Każdy miłośnik dreszczowców (jak ładnie określa się u nas gatunek, jakim jest thriller) powinien zaznajomić się z tą produkcją, o ile już wcześniej tego nie zrobił.
Połączenie dobrej fabuły (opartej na podstawie książki Alberto Mariniego Kiedy śpisz, choć nie jest to adaptacja), zgrabnej pracy reżysera i jego asystentów oraz przekonującej gry aktorskiej. Warto zobaczyć i nie będzie to zmarnowany czas!