Pokazywanie postów oznaczonych etykietą N.P. Harris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą N.P. Harris. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 września 2015

Zakręcona dziewczyna

Zaginiona dziewczyna (Gone girl)
USA 2014
reż. David Fincher
gatunek: thriller, dramat

David Fincher. Reżyser - cudotwórca. Wszystko, co nakręcił odniosło sukces krasowy, jak i aprobatę krytyków. Nie robiąc masowo filmów rokrocznie Amerykanin podpisuje się tylko pod produkcjami, których nie musi się wstydzić. Obcy 3, Zodiak, Siedem, Figh Club, Dziewczyna z tatuażem, House of Cards czy nawet Ciekawy przypadek Benjamina Buttona oraz Social Network. Filmy lepsze lub gorsze ale zawsze przynajmniej dobre. Jakie więc były szanse na to, że Zaginiona dziewczyna okaże się klapą?


W dniu piątej rocznicy ślubu powracający do domu Nick (Ben Affleck) powraca do domu i nie zastaje tam swej żony, Amy (Rosamund Pike). Witają go za to ślady szamotaniny i rozwalony stół. Mężczyzna postanawia zawiadomić policję, która zjawia się na wezwanie w osobie Rondy Boney (Kim Dickens). Wkrótce policja zaczyna podejrzewać, że to sam Nick zabił żonę i ukrył gdzieś ciało. Gdy jego siostra Margo (Carrie Coon) dowiaduje się o ponad rocznym romansie brata z ponętną studentką (Emily Ratajkowski) radzi mu wynająć dobrego adwokata, w postaci Tannera Bolta (Tyler Perry). Ten proponuje Nickowi spotkać się z człowiekiem, który kiedyś przeżył załamanie nerwowe po odrzuceniu przez Amy, Collinsem (Neil Patrick Harris).


Dawno nie widziałem tak długiego (150 minut) filmu, który zleciał tak szybko i bezproblemowo. Historia Nicka i Amy potrafiła wciągnąć niesamowicie, do pewnego momentu jawiąc się jako film idealny. Dzięki licznym retrospekcją poznajemy historię związku oczami Amy oraz tym, co ta zapisała w swym pamiętniku. Równolegle obserwujemy poczynania Nicka, który musi odnaleźć swą żonę oraz przekonać opinię publiczną i policję, że nie stoi za zaginięciem i zabiciem swej małżonki. Wszystko układa się w dość logiczną i spójną całość. Aż do czasu, gdy następuje pewien twist fabularny, który niszczy nasz ogląd na sprawę. I nie będzie to pierwszy z takich twistów, których w drugiej części produkcji będziemy mieli aż nadto. 
Film ten to też popis gry aktorskiej Afflecka, którego nigdy nie miałem za zbyt dobrego aktora, raczej dobrze wykreowanego rzemieślnika, który doczekał się zagrania Batmana. Tutaj jakoś nie tylko nie przeszkadza, a wręcz jest plusem dodatnim całej produkcji. Sekundująca mu Rosamund Pike także daje radę, co można powiedzieć także o innych ludziach z obsady. 
Nie spodziewałem się po tym filmie cudów, jednak okazuje się, że mile się rozczarowałem i przed oczami miałem jeden z lepszych filmów zeszłego roku. Może kilka braków logicznych w fabule spowodowało, że nie doczekał się on nagród, jednak jest to film, który warto obejrzeć choćby za jedną z najbardziej zakręconych intryg w historii kina (a wcześniej literatury, bo to adaptacja).
Jak najbardziej polecam, szczególnie na deszczowe zimne dni, jakich teraz coraz więcej. 










czwartek, 25 września 2014

Milion sposobów, jak nudzić się na Zachodzie

Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie (A Million Ways to Die in the West)
USA 2014
reż. Seth MacFarlane
gatunek: western, komedia
zdjęcia: Michael Barrett
muzyka: Joel McNeely

Plakat promujący premierę kinową tej produkcji głosił Film kolesia, który dał wam TEDA. Dla jednych znaczyło to, że warto iść na najnowszy film MacFarlane'a z marszu, dla innych zaś oznaczało, że należy się od tego dzieła trzymać z daleka. Dla mnie, jako że Ted mi jakoś szczególnie ani zaimponował ani zraził jest to po prostu kolejna aktorska produkcja ojca Family Guya.
Fabuła produkcji jest banalna. Fajtłapowatego Alberta Starka (w tej roli sam MacFarlane) zostawia dziewczyna. Co gorsza zostawia go dla nadętego i irytującego, a przy okazji najbogatszego w okolicy Foya (tutaj znany z Jak poznałem waszą matkę Neil Patrick Harris). W walce o ponowne względy dziewczyny Albertowi pomaga niedawno przybyła do osady Anna (Charlize Theron). Stark nie wie jednak, że Anna jest żoną znanego rewolwerowca Clincha (tutaj kojarzony z Rob Roya Liam Neeson).



Patrząc na obsadę aktorską, która piastuje główne role wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z produkcją na poziomie. Niestety tak nie jest. W założeniu twórców mamy do czynienia z komedią, a więc logiczne jest, że powinniśmy tutaj znaleźć zabawne dialogi i wzbudzające uśmiech sytuacje. I autorzy sypią swoje żarty z prędkością kałasznikowa. Kilkanaście na minutę. Praktycznie wszystkie dotyczą obciągania, wypróżniania się lub pierdów. W ogóle nie rozumiem zamiłowania amerykańskich filmowców, nie tylko tutaj czynnościami fizjologicznymi. Czy to kogoś na pewno bawi? Mnie nieszczególnie. Więc autorzy dają nam dziesiątki, jeśli nie setki zabawnych według nich zdarzeń i powiedzeń, niestety jak dla mnie te naprawdę śmieszne oscylują na poziomie jednej na godzinę. Ergo niecałe dwa razy na cały film. Oprócz tego cała fabuła jest strasznie przewidywalna i miejscami ogromnie nudna. Niemal dwie godziny klozetowych dowcipów to istna droga przez mękę.


Do plusów produkcji można zaliczyć ładne plenery stanu Nowy Meksyk, zgrabnie odwzorowane miasteczko oraz nie najgorsza w sumie grę aktorską. Miłośnicy gimnazjalnych (góra!) żartów pewnie doliczą do tego humor. Jak dla mnie film ten jest jednak gorszy od dającego się oglądać Teda. Jako fan animacji tworzonych przez Setha MacFarlane'a przykro mi było oglądać Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie, a oczekiwałem od tego filmu zdecydowanie więcej. Może jednak lepiej będzie, gdyby Seth pozostał przy krótkometrażowych animacjach, bo serie takie, jak American Dad i Family Guy wychodzą mu o wiele lepiej.