piątek, 29 kwietnia 2016

Ranking Miesiąca 16

I oto dzisiaj ranking za kwiecień 2016.



























Ranking Tygodnia 67

Kończy się miesiąc, dodatkowo zaczyna się długi weekend więc choć tydzień się nie kończy to raczej więcej filmów już na blogu się w najbliższych dniach nie pojawi, więc bardzo skromny ranking dla zachowania ciągłości.







Sprośny dziadek

Co Ty wiesz o swoim dziadku? (Dirty Grandpa)
USA 2015
reż. Dan Mazer
gatunek: komedia

Robert De Niro uchodzi (i to dość zasłużenie) za ikonę nie tylko amerykańskiego ale i światowego kina. Urodzony w 1943 roku aktor wystąpił przez trwającą od niemal pół wieku karierę w masie cenionych do dzisiaj filmów, otrzymał kilka znaczących nagród filmowych i trwale zapisał się w historii kinematografii. Jednak w ostatnich latach stało się coś niepokojącego, gdyż aktor dobierał role dość kontrowersyjnie. A rola w tym filmie dla wielu okazała się zbyt dużym szokiem.


Wkrótce po pogrzebie żony Dick Kelly (Robert De Niro) wyrusza w podróż na Florydę ze swoim wnuczkiem Jasonem (Zac Efron). Jason za kilka dni ma poślubić apodyktyczną dziewczynę będącą córką wspólnika swego ojca - prawnika, w którego kancelarii pracuje. Jednak swobodny tryb bycia dziadka sprawia, że chłopak zastanawia się nad swoim życiem...


Gdy napiszę, że reżyser tego filmu to twórca scenariuszy do takich filmów, jak Ali G, Borat i Bruno to chyba wiadomo z jakiego typu produkcją będziemy mieli do czynienia. Jednak to, co moim zdaniem przystoi Sachy Baronowi Cohenowi czy tutaj Zacowi Efronowi to aktor tego formatu, jak De Niro nie powinien się zniżać do tego typu poziomu. Tak jak Luciano Pavarotti czy Placido Domingo nigdy nie zaśpiewali disco polo, tak legenda aktorstwa nie powinna występować w tak fekalnym filmie. Rozumiem, że z wiekiem coraz ciężej znaleźć dobrą rolę dla siebie, a fakt, że De Niro posiada pięcioletnią córkę sprawia, że trzeba podreperować budżet, jednak to nie znaczy, że trzeba łasić się na rolę taką, jak tu. Przykład Bruce'a Derna pokazuje, że można dostać dobrą rolę w podeszłym wieku. Nie spodziewałem się, że w ustach tego aktora będę musiał słuchać zdań typu Bujajcie się i zapładniajcie, najlepszym prezentem dla dziadka jest laska z college'u, który wybzyka go bez gumy, Od 15 lat nie bzykałem, chce mi się dymać, dymać, dymać! czy Bardziej by mnie kręciła Queen Latifah waląca mi klocka do ust z balkonu. W tym filmie widzimy upadek legendy i koniec De Niro. Bardzo smutny koniec. Chociaż aktor ma już terminarz filmowy na następne dwa lata to jeśli wszystko będzie wyglądało tak, jak tu to chyba zrezygnuję z filmów z jego udziałem. 
Sam humor w Dirty grandpa ogranicza się do wulgarnych seks aluzji i maltretowaniu psychicznym i fizycznym postaci granej przez Efrona. Aluzji i nawiązań do odbytu Efrona i zapowiedzi penetracji tegoż odbytu jest tak wiele, że ich częstotliwość jest większa niż jedna na minutę. Nudzić to powinno nawet największych fanów fekalnych produkcji, bo ileż można o tym słuchać? Cały film miał może trzy - cztery zabawne sceny, gdzie naprawdę się śmiałem, choć oczywiście to ciągle był ten sam najniższy rodzaj humoru, jednak całość sprawia, że jest to naprawdę niestrawna produkcja.





środa, 27 kwietnia 2016

Śpiąca kurewna

Śpiąca piękność (Sleeping Beauty)
Australia 2011
reż. Julia Leigh
gatunek: dramat, erotyczny 

Filmów, które traktowały o prostytucji, jako sposobie na życie i łatwy dorobek było w kinematografii wiele. Sam na tym blogu pisałem o Piękności dnia, Młodej i pięknej czy Dziewczynie zawodowej lub choćby w pewnym sensie wpisującą się w tematykę kupczenia ciałem Malenie. Opisywany właśnie film także odnosi się niejako do najstarszego zawodu świata,choć w pewnej wariacji. 


Lucy (Emily Browning) przybyła na studia do Sydney z Perth. Mimo że ima się przeróżnych prac dorywczych od pomocy biurowej przez sprzątanie w kawiarni po branie udziału w jakichś eksperymentach medycznych ciągle brakuje jej pieniędzy, przez co grozi jej eksmisja. Pewnego razu dziewczyna znajduje w gazecie ogłoszenie, w którym poszukiwane są dziewczyny do obsługi kelnerskiej na zamkniętych przyjęciach. Jak się okazuje, praca ma też jednak drugie dno...


Film ten na poziomie pomysłu jest na pewno zarysowany bardzo ciekawie i mimo wszystko całkiem oryginalnie. Zapewne dzięki temu dostał się swego czasu do oficjalnej sekcji festiwalu w Cannes, gdzie co zrozumiałe przepadł. Niestety warstwa techniczna, jak i fabularna oraz w dużej mierze aktorska stoi już na bardzo ale to bardzo niskim poziomie. 
Dostajemy film, który jest zlepkiem słabo połączonych lub wcale niepołączonych ze sobą scen z życia bohaterki. Więc widzimy jak Lucy przez chwilę uczestniczy w eksperymencie medycznym, potem moment coś sprząta, kseruje w biurze, wysłuchuje skarg współlokatorów czy snuje się po ulicy. Gdy znajduje zaś pracę widzimy znów sceny, gdzie półnago obsługuje starszych jegomości, by za jakiś czas zostać bez słowa tytułową śpiącą królewną, gdzie śpiąc w pokojowym łożu zdaje się na łaskę bogatych emerytów, którzy mogą z nią robić prawie wszystko. Co ciekawe dziewczyna nie zadaje żadnych pytań, na wszystko się zgadza, jest bardzo nijaka jako postać filmowa. Najgłupsza zaś scena, to taka, gdy po potrzebująca pieniędzy Lucy po dostaniu pierwszej wypłaty wyciąga zapalniczkę i dosłownie puszcza zarobioną ciałem gotówkę z dymem.
Naprawdę chciałbym za coś pochwalić film, ale nic go nie ratuje. Jest tylko odrobinę lepszy od strasznego gniota, jakim był wymieniony na wstępie film z udziałem Sashy Grey. Nie polecam, duży zawód.





niedziela, 24 kwietnia 2016

Ranking Tygodnia 66

W tym tygodniu niezbyt licznie ale za to całkiem dobre filmy w zestawieniu.








Deszczowy morderca

Zagadka zbrodni (Salinui chueok)
Korea Południowa 2003
reż. Joon-ho Bong
gatunek: kryminał


Filmy kryminalne podchwytujące temat seryjnych morderców będących psychopatami to wydawać by się mogło bardzo wyeksploatowanym tematem, które kino przerobiło na całą masę możliwych sposobów. Jednak polski widz przeważnie styka się z anglojęzycznym podejściem do sprawy, ewentualnie może trafia na hiszpańskojęzyczne lub francuskie produkcje. Kino azjatyckie, które też potrafi stworzyć tego typu film jest u nas w zasadzie nieznane. Także cieszę się, że mogę przedstawić ten film z Korei Południowej. 


Film zaczyna się w 1986 roku. Akcja przenosi nas do prowincjonalnego koreańskiego miasteczka, przez które przetacza się fala zbrodni. Lokalna policja musi zmierzyć się ze sprawą mordercy, który to zabija kobiety w czasie ulewnych deszczy. Do pomocy w tej sprawie przybywa z Seulu młody detektyw Seo Tae-Yoon (Sang - kyung Kim), który dołącza do zespołu dowodzonego przez Parka Doo-Mana (Kang-ho Song).


Wątek fabularny pod względem powiązań zabójstw z padającym deszczem przypomina mi grę Heavy Rain (swoją drogą polecam. Jednak akcja filmu jest wzorowana na motywach faktycznej sprawy, która nawiedziła Koreę Południową przed trzema dekadami. Właśnie fakt, że to co oglądamy na ekranie jest oparty na faktach sprawia, że ogląda się to z dodatkowym zainteresowaniem. Film ten skupia się głównie na zachowaniu i emocjach policjantów, którzy pracują nad tym przygnębiającym śledztwem. Pokazywana praca policji jest tutaj wciąż na pierwszym planie. A jest co pokazywać, bo widz prześledzi całe prowadzone dochodzenie z punktu widzenia lokalnych sług prawa (plus gościa ze stolicy). A często jest to wymuszanie korzystnych dla policji zeznań podczas przesłuchań, ukazanie tortur czy bicia, które mają często po prostu doprowadzić do wskazania kozła ofiarnego. Naprawdę mamy do czynienia z dusznym, męskim kinem, gdzie może nie ma zbyt wiele akcji, jednak ogląda się wszystko jednym tchem, a to za sprawą wciągającej historii i naprawdę gęstego klimatu. Nie ma co przedłużać - jeśli lubiło się Siedem czy Zodiaka i innego tego typu produkcje trzeba poświęcić czas na ten oryginalny, azjatycki (a tą azjatyckość widać tu niemal na każdym kroku, co czasem jest na plus, a czasem na minus) film. Polecam! 







sobota, 23 kwietnia 2016

Szykowny powrót

Projektantka (The Dressmaker)
Australia 2015
reż. Jocelyn Moorhouse
gatunek: dramat, komedia

Australijska reżyserka Jocelyn Moorhouse nie jest raczej zbyt rozpoznawalna ze swoich wcześniejszych dzieł, których zrobiła dotychczas mimo 56 lat na karku tylko cztery (wliczając już opisywany film), chociaż produkcje te były całkiem chwalone. Teraz wraca po długiej, osiemnastoletniej przerwie z filmem na podstawie Rosalie Ham, zaś by pomóc w rozgłosie tej produkcji zdecydowano się zatrudnić znaną choćby z Titanica Kate Winslet.


Jest rok 1951. Do pustynnego miasteczka gdzieś w Australii po 25 latach wraca Myrtle "Tilly" Dunnage (Kate Winslet). Chce ona wyjaśnić przyczyny śmierci małego chłopca, przez zgon którego musiała opuścić w dzieciństwie miasteczko. Kobieta wracająca do domu stukniętej matki (Judy Davis) musi zmierzyć się z niechęcią całego lokalnego społeczeństwa. Pozytywny stosunek ma do niej tylko młodszy od Myrtle Teddy (Liam Hemsworth). 


Pierwsze co mi się rzuciło w oczy po obejrzeniu tego filmu to myśl, że ktoś popełnił tu liczne wpadki castingowe. Główną bohaterką jest tutaj w rzeczywistości ponad 40. letnia Winslet, której postać jest znacznie odmłodzona i ma w filmie około 31 - 33 lat. Grany przez Hemswortha Teddy ma ją pamiętać z młodości, nim ta wyjechała z miasta. Tyle, że sam aktor ma dokładnie tyle lat ile bohaterka jest poza miasteczkiem. Dodatkowo jej przyjaciółka z klasy, Gertruda (w tej roli Sarah Snook) jest od Winslet o 12 lat młodsza. Rozumiem, że w takich pustynnych osadach na pustkowiu do klas nie chodziły dzieci z poszczególnych roczników, a raczej zbieranina kilku lat, ale 12 lat to trochę przesada. Dlatego całość castingowo mimo że aktorzy nie są źli jest moim zdaniem niedopasowana a to źle świadczy o producentach filmu.
Podobał mi się za to klimat takiej zaściankowej osady na środku niczego, przypominający westernowe miasteczka. Typowo westernowa muzyka pojawiała się dodatkowo w kilku wstawkach i to też ów klimat wzmacniało. Cała fabuła choć mocno feministyczna i kręcąca się wokół głównej bohaterki jest poprowadzona całkiem zręcznie i sprawnie. Dwie godziny filmu może nie zlecą jak z bicza strzelił, ale na pewno produkcja ta nie dłuży się aż nadto.
Całość ogląda się dość dobrze, więc na pewno nie jest to strata czasu. Do tego kadra aktorska (z dodatkowo znany między innymi z ról Elronda czy agenta Smitha Hugiem Weavingiem) sprawia, że ogląda się to dobrze. Także mimo pewnych wad na pewno nie jest to strata czasu.