Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H. Keitel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H. Keitel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 listopada 2016

Just Five: Aktorzy-seniorzy

W drugim odcinku cyklu chcę skupić się na kreacjach aktorskich w wykonaniu aktorów, którzy w czasie kręcenia filmu mieli już skończone co najmniej 70 lat. Wybrałem pięć filmów z ostatnich lat, gdyż po prostu w ponad stuletniej historii kinematografii liczba filmów i osób do wybrania byłaby gigantycznie duża. Oczywiście skupiałem się na filmach, które sam oglądałem więc nie ma tu między innymi obsypanego nagrodami filmu Miłość, którego po prostu jeszcze nie widziałem. W obecnych czasach, gdzie w filmie panuje wszechobecny kult młodości bardzo ważne jest to, by starsi i doświadczeni aktorzy dostawali godne rolę u schyłku swojej kariery. Filmy w zestawieniu udowadniają więc, że nie trzeba wstępować do ekipy aktorskiej Niezniszczalnych, by godnie spełniać się zawodowo w starszym wieku. Oto wybrane przeze mnie role uszeregowane alfabetycznie po tytułach filmów:

Maggie Smith - Dama w vanie 


Nie jest to może film specjalnie dobry, raczej co najwyżej poprawnie niezły jednak dzięki roli Smith naprawdę zapada w pamięć miesiące po obejrzeniu. Aktorka znana z roli profesor McGonagall w filmowym cyklu przygód o Harry Potterze świetnie poradziła sobie z rolą lekko zdziecinniałej i trochę postrzelonej emerytki zamieszkującej tytułowego vana. Każda scena z jej udziałem urasta do miana małego arcydzieła. 

Michael Caine i Harvey Keitel - Młodość 


Dwóch z najbardziej znanych anglojęzycznych aktorów starszego pokolenia spotyka się ze sobą w pięknym obrazie Paola Sorrentnino dając widzom grę aktorską na poziomie dorównującym pięknu wizualnemu filmu. Ciągle potyczki słowne nie mogącego znieść starości Caine'a z optymistycznym mimo wieku Keitelem to mistrzostwo w swej mimo wszystko skromnej formie. Tylko dla tej dwójki warto zobaczyć ten film, mimo że ma on oprócz tego jeszcze wiele do zaoferowania. 

Bruce Dern - Nebraska


Ten film to wszystko to, co najlepsze w amerykańskim kinie (niezależnym, choć nie tylko!). Wysublimowane kino drogi będące wyjętą z Lyncha prostą historią, jednak dzięki umiejętnemu pokazaniu, a przede wszystkim grze aktorskiej głównego bohatera będące czymś znacznie więcej. Historia podróży postaci granej przez Derna, który wraz z synem przemierza Stany po odebranie urojonej wygranej jest jednym z bardziej poruszających filmów mimo wszechobecnego minimalizmu. A znaczna w tym zasługa właśnie świetnego Derna. 

Ian McKellen Pan Holmes


Najsłabszy (choć nie słaby) film w całym zestawieniu, który jednak znalazł się na liście dzięki odtwórcy pamiętnej roli Gandalfa w trylogii Władcy Pierścieni i trochę mniej pamiętnej roli Gandalfa w trylogii Hobbita. McKellen w świetny sposób pokazuje tutaj postać Holmesa w dwóch nieznanych z książek o bohaterze płaszczyzn czasowych - jako starszego pana w wieku 70. lat, który jednak wciąż zachowuje pełnie sprawności i 90. letnie zgrzybiałego starca, który musi uporać się z ubywającą sprawnością umysłową. Naprawdę Brytyjczykowi udała się ta metamorfoza i choć film nie zapisze się w historii kina, to jego rola była naprawdę zacna. 

Robert Duvall - Sędzia


Głównym bohaterem filmu nie była postać Duvalla, tak samo jak gwiazdą całości był oczywiście też Robert, ale Downey Jr. Jednak według mnie to Duvall i jego bohater skradli całe show w tym filmie. To jak wykreował on postać tytułowego sędziwego sędziego (choć równie dobrze tytułowym sędzią można uznać Downeya Jr.) to klasa w sobie. Opowieść o trudnych relacjach na linii ojciec - syn staje się wiarygodna właśnie dzięki tym dwóm aktorom. Jeden z bardziej ambitnych hollywoodzkich tytułów ostatnich lat. 

BONUS

Krystyna Feldman - Mój Nikifor


Ta kreacja aktorska nie mogła się zmieścić w zestawieniu, gdyż od jej nakręcenia minęło już 12 lat jednak postanowiłem jako dodatek wspomnieć i przypomnieć tę ocierającą się o wybitność rolę. Zbliżająca się w czasie powstawania filmu do dziewięćdziesiątki Feldman oprócz grania w teatrze wystąpiła w niemal 100 rolach filmowych. Przeważnie były to jednak mało znaczące epizody. Dla większości będzie pamiętana i kojarzona zawsze ze świetną rolą Babki Kiepskiej w popularnym kiedyś serialu. Jednak to właśnie pod koniec bogatej kariery zagrała rolę życia wcielając się w męską postać malarza prymitywisty - Nikifora. Zasłużone nagrody w Polsce, jak i zagranicą. 

                                                            




niedziela, 10 stycznia 2016

Szybcy i wściekli

Wściekłe psy (Reservoir Dogs)
USA 1992
reż. Quentin Tarantino
gatunek: thriller

Druga połowa stycznia zapowiada się w naszych kinach fascynująco. Liczba filmów, na które chciałby wybrać się na salę kinową między 15 a 30 dniem tego miesiąca jest wręcz przytłaczająca. Filmy polskie (Pitbull, Excentrycy), europejskie (Labirynt kłamstw, Syn Szawła, Dziewczyna z portretu, Moja miłość) czy amerykańskie (Nienawistna ósemka czy Zjawa) to prawdziwy filmowy wysyp produkcji dla mnie typowo z kategorii must watch. I oczekując na czekające od przyszłego tygodnia wydarzenia postanowiłem nadrobić trochę zaległości. Przed zbliżającym się wielkimi krokami nowym filmem Tarantino postanowiłem odświeżyć sobie film, który zbudował jego pozycję na rynku kultowych reżyserów Hollywood. 


Film opowiada historię kilku nieznających się nawzajem gangsterów wynajętych przez mafiozów w postaci Joe Cabota (Lawrence Tierney) i jego syna Eddiego (Chris Penn) do napadu na sklep jubilerski. Po nieudanej akcji pozostali przy życiu bandyci udają się do opuszczonego magazynu, by omówić przyczyny wtopy. Pan Biały (Harvey Keitel), Pan Różowy (Steve Buscemi), Pan Blondyn (Michael Madsen) i poważnie ranny Pan Pomarańczowy (Tim Roth) dochodzą do wniosku, że wśród nich jest osoba, która zakapowała całą akcję...


Ten film Tarantina urósł na przestrzeni dwóch dekad od powstania do miana kultowej legendy na równi z Pulp fiction. Przyjęło się uważać, że jest to dzieło bardzo dobre jeśli nawet nie wybitne i wszystkie inne określenia, które nie mają podobnej retoryki wielu ludzi ma za obrazoburcze. A ja niespecjalnie poważam rzekomą wielką jakość Wściekłych psów i wspomnianego filmu Pulp fiction nakręconego dwa lata później. O wiele bardziej do mnie przemawiają dwa ostatnie filmy tergo reżysera, czyli Django i Bękarty wojny. Także bez entuzjazmu patrzyłem na Kill Billa. Jednak czekam z niecierpliwością na monumentalną w długości (kto teraz robi trzygodzinne filmy?) Nienawistną ósemkę, której fabularne umiejscowienie oraz znaczna część aktorska wydaje mi się trochę bliskie właśnie opisywanemu filmowi. Filmowi, który posiada niekwestionowane walory w postaci bardzo dobrze obsadzonej warstwy aktorskiej. Keitel jest jednym z najlepszych aktorów wszech czasów, a i Buscemi czy Roth robią tu dobrą grę. Jednak oprócz aktorskich popisów nie ma tutaj jakoś specjalnie wiele do zaoferowania. Film jest przegadany (na szczęście niezbyt długi) a same dialogi nie są (jak twierdzą niektórzy) jakoś specjalnie wybitne. Ciągi wyzwisk, przekleństw i gadaniu o niczym to moim zdaniem nie powód, by uważać produkcję za dialogowo ponadprzeciętną. Sama fabuła też mimo wszystko odkrywcza nie jest i w sumie niezbyt angażuje widza, nie obchodziło mnie w pewnym momencie zbytnio kto okaże się kapusiem. Do plusów zaś należy dodać warstwę muzyczną, co w sumie nie dziwi, gdyż to u tego reżysera zawsze dobrze współgrało z filmem. Myślę, że ogólnie mamy do czynienia z filmem niezłym jednak nie aż tak dobrym jak to się przyjęło uważać. Obejrzeć można ale nie sądzę, żebym chciał kiedyś do tego wrócić. 


czwartek, 8 października 2015

Starość nie radość

Młodość (Youth)
Włochy, Francja, Wielka Brytania, Szwajcaria 2015
reż. Paolo Sorrentino
gatunek: dramat

Kolejny po niedawno przeze mnie omawianym, oscarowym Wielkim pięknie film najbardziej znanego włoskiego reżysera Paola Saorrentino. Przed obejrzeniem go zastanawiałem się na ile będzie to kalka i powielanie schematów z poprzedniej jego produkcji, a na ile oddzielny twór. Poniżej więc przemyślenia na ten temat, ale nie tylko to. 


Akcja filmu toczy się w jednym z sanatoriów w szwajcarskich Alpach. Dwójka zbliżających się do osiemdziesiątki przyjaciół artystów spędza tam czas na wypoczynku. Jeden z nich, Mick (Harvey Keitel) - znany i ceniony reżyser jest jeszcze pełen życia, przymierza się do realizacji swego ostatniego ale i najlepszego filmu, drugi z mężczyzn - kompozytor Fred (Michael Caine) jest pogodzony z losem staruszka, nie chce już niczego od życia. Nudę pobytu w ośrodku panowie zabijają m.in. rozmawiając ze znanym aktorem młodego pokolenia (Paul Dano). W pewnym momencie do sanatorium przyjeżdża też córka Fred, Lena (Rachel Weisz).


Już na wstępie napiszę, że uważam ten film za lepszy od wspomnianego wyżej Wielkiego piękna. Choć tak jak w poprzednim filmie reżyser zafundował nam estetyczną poezję dodał do tego też jakąś choć trochę porządniejszą fabułę, której w filmie o dziennikarzu Jepie specjalnie nie było. Bałem się jak już wspomniałem, że dostaniemy to samo co poprzednio, tyle że w innej scenerii z angielską zamiast włoską wersją językową ale na szczęście aż takiej kalki nie ma. Pojawia się owszem wiele scen na zasadzie kontrastów, tak samo jak w oscarowym filmie było widać brzydkich, złych ludzi na tle pięknego miasta, tak i tutaj autor lubuje się zestawiać piękne, młode ciała z pomarszczonymi, zdeformowanymi przez czas sylwetkami staruszków. W filmie tym za plus można też uznać świetną grę aktorską. Ale zatrudniając takich tuzów i weteranów kina, jak Caine, Keitel czy Jane Fonda nie można było oczekiwać czegoś innego. W swoistej aktorskiej sztafecie pokoleniowej nie zabrakło też uznanych w większym czy mniejszym stopniu młodszych przedstawicieli zawodu. Mamy tutaj w jednej ról doskonałą i pięknie się starzejącą już 45 letnią żonę Daniela Craiga, Rachel Weisz (a ja ciągle pamiętam ją jako młodą dziewczynę w Mumii czy Wrogu u bram), do tego powoli budujący swą karierę Paul Dano czy w marginalnej roli najmłodsza z nich wszystkich może kojarzona z krótkiego występu w Dom Hemingway Mădălina Diana Ghenea, która pewnie swym ciałem na plakacie przyczyniła się do pójścia do kina wielu osób. 
W filmie tym jest też dużo luźnego humoru, czego zabrakło na pewno w Wielkim pięknie, po niektórych rozmowach bohaterów na pewno się uśmiechniecie. Także warto zwrócić uwagę na osobę Maradony ukazaną w filmie.  Po Rzymie przyszła kolej na ukazanie przez reżysera piękna szwajcarskich gór, co jest kolejnym plusem filmu. Sielska górska atmosfera wśród tamtejszych zwierząt hodowlanych daje wiele dobrego filmowi. Filmowi, który posiada niestety też słabsze sceny, przegadane dialogi, lub nieznośne chwile, w których nic się nie dzieje. Jakie szczęście, że jest on o prawie pół godziny od Wielkiego piękna! 
Reasumując mamy do czynienia z przystępniejszą wersją oscarowego sukcesu Sorrentino. Cały czas jest to kino artystyczne raczej dla koneserów, lecz nawet jeśli odbiło się od Wielkiego piękna warto dać szansę temu filmowi.



.


niedziela, 22 lutego 2015

Pożyteczny idiota

Głupich nie sieją (A Farewell to Fools)
Belgia, Francja, Niemcy, Rumunia 2013
reż. Bogdan Dumitrescu
gatunek: komediodramat, wojenny
zdjęcia: Marius Panduru
muzyka: Nicola Piovani

Gerard Depardieu przez kilkadziesiąt lat swej owocnej kariery aktorskiej zdążył zapracować sobie na status jednego z najlepszych europejskich aktorów w historii kina. Zdobywał nie tylko sympatię publiczności lecz także doceniały go kapitału najważniejszych nagród świata filmu. Ten rosyjski aktor francuskiego pochodzenia może pochwalić się przecież dwukrotnym zdobyciem Cezara oraz masą nominacji do niego, wygraniem Złotych Globów, zwycięstwem na festiwalach w Wenecji i Cannes a także nominacją do Oscara oraz kilkoma nominacjami do BAFTA. Wszyscy przyznają, że to całkiem solidny dorobek. Depardieu jednak w ostatnim czasie rozmienia swą karierę na drobne, czego przykładem niech będzie rola Rasputina czy występ w omawianym właśnie filmie.


Akcja opisywanego filmu dzieje się podczas drugiej wojny światowej. Podstarzały wioskowy głupek zwany Ipu (Gerard Depardieu), który od czasu odniesienia rany w głowę w czasach Wielkiej Wojny stał się ociężały umysłowo często bawi się z młodym Alexem (Bogdan Iancu) w wojny napoleońskie ganiając się po miejscowych terenach. Pewnego dnia Alex znajduje w polu zwłoki niemieckiego żołnierza z poderżniętym gardłem. Gdy niemiecka administracja dowiaduje się o zamordowaniu swojego człowieka daje obywatelom miasteczka ultimatum - albo do ranka znajdzie się winny mordu albo dziesięciu najbardziej wpływowych i szanowanych mieszkańców osady zginie. Dla wzmocnienia siły przekazu Niemcy ustawiają na rynku dziesięć krzeseł już czekających na przyszłych nieszczęśników. Zaniepokojeni obrotem spraw lokalny ksiądz (Harvey Keitel), burmistrz, lekarz i notariusz w trosce o własne życie szukają kogoś, kto przyjmie rolę kozła ofiarnego. Jednemu z nich wpada do głowy kandydatura lokalnego przygłupa Ipu. Zaczynają przekonywać go do oddania życia w imię wyższej sprawy...


Mamy tutaj do czynienia z historią w iście gogolewskim stylu. Przekonywanie głupka do tego, że warto umrzeć jako bohater w wielu miejscach wiąże z kilkoma absurdalnymi sytuacjami, jak na przykład próba generalna pogrzebu. Jednak szanowni obywatele mogą przekonać sami jaki sens może mieć próba rozmowy z idiotą. Wszystko to rozgrywa się w dość teatralnych okolicznościach. Długa scena z rozmową przy stole jest iście wyjęta ze sztuki teatralnej. Na szczęście pojawiają się też tutaj ujęcia w terenie, w urokliwych zakątkach Rumunii. Piękno krajobrazu jak i miasteczka daje tu mały plusik dla produkcji. Produkcji, która jednak nie jest najwyższych lotów. Wiele spraw jest dość przewidywalnych, nie wszystkie zabiegi reżyserskie wyszły tak jak wyjść powinny, a większość kostiumów z epoki wygląda dość słabo. Nie jest to film, który zapamięta się na długo. Jednak posiada kilka ciekawych scen. Myślę, że nie jest to kompletna strata czasu, jednak nie obejrzenie też nie skutkuje większymi konsekwencjami. Jednak jeśli nie ma się innego pomysłu na najbliższe 80 minut, a akurat w telewizji leci ten film, to można. Choć oczywiście nie trzeba.