niedziela, 31 stycznia 2016

Ranking Miesiąca 13

I nadszedł właśnie czas na pierwszy w 2016 roku ranking miesiąca. Było kilka dobrych produkcji, szczególnie wśród kinowych premier początku roku więc pierwsza część zestawienia naprawdę konkurencyjna.




























Ranking Tygodnia 54

I oto dość obszerny ranking filmów za ostatni tydzień.












Uchodźcy

Imigranci (Dheepan)
Francja 2015
reż. Jacques Audiard
gatunek: dramat

Od dłuższego czasu miałem ochotę zobaczyć najnowszy film Jacquesa Audiarda pod polskim tytułem Imigranci, który nie wiedzieć czemu w naszym kraju zatytułowano tak, a nie inaczej, choć bohaterowie filmu definicyjnie są nie imigrantami, a uchodźcami. Może jednak ze względów politycznych i nastrojów panujących w Polsce dystrybutorzy uznali, że film zatytułowany Uchodźcy może nie przyciągnąć do sal kinowych zbyt wiele osób. Jednak tematyka filmu jest w sumie dość aktualna nawet i w naszym kraju.  


Z ogarniętej wojną Sri Lanki do Francji uciekają Dheepan (Jesuthasan Antonythasan), Yalini (Kalieaswari Srinivasan) i dziewięcioletnia Illayaal (Claudine Vinasithamby). Choć nie są spokrewnieni i w ogóle się nie znają, by zyskać możliwość pobytu na terenie Francji podają się za rodzinę. Zostają osiedleni na osiedlu, które jest swoistym gettem dla wszelakich imigrantów i uchodźców.


Audiard wstrzelił się ze swym filmem w czas, kiedy Europę nawiedziła pierwsza (i nie ostatnia) naprawdę wielka fala uchodźców. Choć ci prawdziwi pochodzą z krajów afrykańskich i z Bliskiego Wschodu, a ci ukazani w filmie przybywają z dalekiej Sri Lanki to wiele mechanizmów jest bardzo zbliżonych. Choćby to, że ludzie ci dostają się w wielu przypadkach na nasz kontynent za pomocą podrabianych lub lewych dokumentów. 
Sam film jest wartościowy ze społecznego punktu widzenia. Pokazuje jak wygląda życie nie znających realiów i języka ludzi z drugiej części świata oraz czym skutkuje zamknięcie ich w wielokulturowym kotle różnych grup etnicznych już na miejscu. Zaś z typowo filmowego punktu widzenia film ten nie jest zbyt wciągający. Obserwujemy nieśpiesznie toczące się dość wolno i opornie losy tej sztucznej rodziny, mamy pokazane jakieś zarysy psychologiczne postaci i relacji między nimi, jednak wszystko to w moim odczuciu jest zrobione niezbyt dobrze i przez to całość ogląda się dość męcząco. Mamy w rezultacie film na ważny temat jednak zrealizowany dość średnio.
Ogólnie oczekiwałem czegoś naprawdę dobrego, szczególnie po wielu nagrodach otrzymanych przez tę produkcję, z prestiżową statuetką festiwalu w Cannes na czele, a dostałem finalnie coś, co nie zaspokoiło tych oczekiwań. Gdyby był to po prostu przypadkiem obejrzany film pewnie potraktowałbym go łagodniej, jednak tak nie jest i niestety duże rozczarowanie.





Skutki szkolnego gnębienia

Zjazd absolwentów (Återträffen)
Szwecja 2013
reż. Anna Odell
gatunek: dramat

Każdy kto chodził do szkoły spotkał się ze szkolną przemocą i szykanami. Czy to jako prześladowany czy też prześladujący. Jest to w sumie może niezbyt miłe ale jednak spotykane pod każdą szerokością geograficzną. Oczywiście szkolna fala nie powinna mieć miejsca, jednak jest to chyba normalna reakcja wśród każdej grupy kulturowej. Film ten zaś pokazuje skutki szkolnego tępienia.


20 lat po zakończeniu szkoły odbywa się zjazd absolwentów jednej z klas. Dobrą atmosferę wciąż psuje Anna Odell (w tej roli...Anna Odell), która bez przerwy wypomina szkolnym kolegom fakt, że w czasie szkolnym była przez nich często prześladowana.


Opisana pokrótce fabuła to tylko początek. Później okazuje się, że sama Anna Odell nie została zaproszona na zjazd absolwentów swojej klasy więc zatrudniła aktorów, którzy wcielili się w rolę jej dawnych znajomych i sama w roli siebie zrobiła symulację tego, jak zachowywałaby się, gdyby ją zaproszono - czyli wypominała innym to, jacy byli mając te 10-14 lat i zraziłaby znów innych do siebie. Druga część filmu to zaś próba rozmów z kolegami szkolnymi i pokazywanie im tego nakręconego wcześniej filmu (który widzimy w części pierwszej). Jak się okazuję wcielający się w prawdziwych dawnych znajomych Odell to też aktorzy, gdyż prawdziwi nie zgodzili się na swój udział w projekcie.
Film jest ogólnie strasznie głupi, gdyż twórczyni przeżywa to, że była nielubiana w szkole i robi z tego powodu wielką aferę. Choćby z faktu, że nie została zaproszona na spotkanie. Moim zdaniem to naturalne, że jeśli się kogoś nie lubi z wzajemnością to się go nie zaprasza. Jak widać ludzie, którzy w dzieciństwie prześladowali Annę dobrze zrobili gdy jej nie zaprosili, gdyż jak widać na jej filmiku czekałby ich tylko zwyzywanie ze strony przewrażliwionej kobiety. 
Sam film pokazywany ze strony Anny Odell jest ogólnie dziwny i niezbyt ciekawy. Autorka ma chyba jakieś traumy i problemy z racji tego, że przed 20-30 laty była nielubiana i powinna się zgłosić do psychiatry a nie kręcić o tym filmy,


Solidarność jajników

Inna kobieta (Another Woman)
USA 2014
reż. Nick Cassavetes
gatunek: komedia

Nie wiem jakim cudem niektórzy uważają Cameron Diaz za dojrzały symbol seksu. Kobieta ta, tak jak Pamela Anderson moim zdaniem powinna być uważana za efekt nieudanych eksperymentów szalonego chirurga plastycznego. Jako że i jedna i druga pani nie ma też zbyt dużo walorów czysto aktorskich całość sprowadza się do podziwiania ich sfatygowanych botoksem twarzy i reszty zliftingowanego, często nieudolnie ciała. Zamiast zestarzeć się z godnością Diaz próbuje na siłę wyglądać sexi i boję się, że niedługo osiągnie efekt mumii matki Sylvestra Stallone'a. W opisywanym właśnie filmie niestety mamy okazję oglądać stetryczałe wdzięki pani Diaz. 


Carly (Cameron Diaz) odkrywa, że jej poznany kilka miesięcy wcześniej partner Mark (Nikolaj Coster-Waldau) jest już żonaty z niejaką Kate (Leslie Mann). Obie kobiety zaczynają więc spiskować, by doprowadzić do upokorzenia mężczyzny. Szybko odkrywają też, że oprócz nich Mark ma też kolejną dziewczynę, z którą się spotyka. Okazuje się nią być młoda i seksowna Amber (Kate Upton). Kobiety wyjaśniają jej poczynania Marka i później we trójkę planują uprzykrzenie mu życia.


Ciężko jest tutaj rozpisywać się na temat tego filmu. Nie stanowi on żadnego wyzwania myślowego, nie jest artystyczny, nie posiada skomplikowanych dialogów, żarty są na poziomie statystycznego gimnazjalisty, a jedną z ról gra tu o zgrozo Nicki Minaj. Jeśli ktoś lubi humor kloaczny, a żarty związane z fekaliami i pierdzeniem to ich ulubiony motyw komediowy to zapewne obejrzy ten film z wielkim zachwytem. Niestety dla innych nie zostaje nic oprócz dużych piersi Kate Upton, choć niestety w staniku. I tylko Nikolaja Coster - Waldau żal, że zdecydował się zagrać w takim czymś.
Film generalnie nie jest może jakimś szczególnym dnem w skali 2/10 jednak oglądanie go nie przysparza radości i ogólnie nawet jako weekendowa niezobowiązująca komedia to jest produkcja, której oglądanie nie jest satysfakcjonujące. Grubo poniżej średniej.

 


Niezniszczalny

Zjawa (The Revenant)
USA 2015
reż. Alejandro González Iñárritu
gatunek: dramat, przygodowy 

Film jaki stworzył Alejandro González Iñárritu był ostatnią po Nienawistnej ósemce, Synu Szawła i Pitbullu ważną dla mnie polską premierą stycznia, na którą wypadałoby się wybrać do kina. Reżyser oraz jego rodak, autor zdjęć Emmanuel Lubezki po zeszłorocznych oscarowych sukcesach, gdzie otrzymali statuetki za Birdmana  mają chrapkę na kolejne wyróżnienia, czego dowodem jest aż 12 tegorocznych nominacji. Biorąc pod uwagę zasłużonego reżysera i zdjęciowca oraz dwóch kasowych aktorów w rolach głównych nie można było przecież wobec tego filmu przejść obojętnie. 


Mamy lata dwudzieste XIX wieku, czyli okres w którym dopiero zaczęto zdobywać Dziki Zachód. Kompania traperów zbiera futra na terytorium Indian. Po ataku tubylców muszą jednak uciekać do najbliższego fortu. W czasie przeprawy ich zwiadowca,Hugh Glass (Leonardo DiCaprio) zostaje zaatakowany przez niedźwiedzia i zostaje odnaleziony w krytycznym stanie przez towarzyszy. Gdy nie ma możliwości przetransportowania go do fortu, dowódca Henry (Domhnall Gleeson) postanawia zostawić kilka osób, by te po śmierci zwiadowcy godnie go pochowali. Z Glassem zostają jego syn, młody Jim Bridger (Will Poulter) oraz John Fitzgerald (Tom Hardy). Ten ostatni morduje syna Glassa, a jego samego zakopuje w płytkim grobie. Zwiadowca jednak przeżywa to i rusza śladem Fitzgeralda w poszukiwaniu zemsty.


Mimo że rozpisałem się dość na temat fabuły to całe założenia fabularne są strasznie proste i można całość filmu opowiedzieć w dwóch zdaniach. Scenariusz to typowy film zemsty więc nic specjalnie w warstwie fabularnej nie zdziwi, wszyscy chyba od początku mogą przypuszczać jak się potoczy akcja i jak wyglądać będzie zakończenie. Bohater grany przez DiCaprio jest niczym Terminator czy inny superbohater. Z każdej nowej złej przygody wychodzi z kolejnymi wydawać by się mogło śmiertelnymi ranami lecz napędzany zemstą podniesie się, by iść dalej. Przeżyje niedźwiedzia, głód, spadek ze skarpy, podtopienie w rwącej rzece z licznymi wodospadami czy nawet absurdalny finałowy pojedynek. Gdyby oceniać film po samej warstwie fabularnej i ilości nielogicznych zdarzeń to ciężko byłoby powiedzieć, że film jest choć przeciętny. Szczególnie, że produkcja trwa 150 minut, a dialogów czy jakiejś bardziej wartkiej akcji jest może na 1/3 całości. 
Na szczęście film ratuje kilka naprawdę wielkich plusów. Pierwszy, najważniejszy moim zdaniem to zdjęcia. Emmanuel Lubezki stworzył tu swoje najlepsze dzieło. Film jest perełką wizualną i wszystko, naprawdę wszystko, każdy poszczególny kadr od majestatycznych w swej grozie monumentalnych pejzaży dziewiczej amerykańskiej ziemi po zbliżenie na łeb kłusującego konia jest małym dziełem sztuki. Meksykanin zaserwował nam jeden z najpiękniej zrealizowanych pod względem zdjęciowym filmów w ogóle. Duża w tym zasługa świetnie dobranej lokalizacji miejsc. Oglądając film myślałem, że gdybym miał możliwość pojechać do USA to zamiast Nowego Jorku, Los Angeles czy innej Filadelfii wolałbym właśnie zagłębić się w rejony rzek Missisipi i Missouri. Dopiero później przeczytałem, że większość zdjęć kręcono nie w USA, a w Kanadzie czy nawet Argentynie. W każdym razie zdjęciowo to jest perełka, którą trzeba zobaczyć na dużym ekranie, żaden telewizor czy nie daj boże laptop nie odda tego piękna. 
Kolejnym plusem jest gra aktorska. Wielu zachwyca się występem DiCaprio, który zaliczył mocną rolę, ale w sumie polegającą na tym, że został przeczołgany życiowo, w większości scen zaś sapie, stęka, jęczy i charczy lub toczy pianę. Dla mnie zaś mistrzostwem jest występ Toma Hardy'ego, który pokazał się z całkiem innej niż do tej pory strony. 
Inne plusy to na pewno charakteryzacja i kostiumy, które naprawdę zostały oddane z dużą dokładnością. Sama scena walki z niedźwiedziem została zrealizowana bardzo dobrze. Ciężko uwierzyć, że miś jest wygenerowany komputerowo, a nie mamy do czynienia z żywym ssakiem.
Reasumując mamy do czynienia z pięknym i dobrze zagranym filmem, który jednak fabularnie nie jest zbyt mocny. Przedstawiane w nim przez dwie i pół godziny zderzenia człowieka z siłą natury mogą niektórych zmęczyć niemal jak niedźwiedź DiCaprio jednak dla samych zdjęć Lubezkiego warto udać się do kina. 


sobota, 30 stycznia 2016

Marzenie ZUSu

Praktykant (The Intern)
USA 2015
reż. Nancy Meyers
gatunek: komedia

Niepokoi mnie trochę ścieżka kariery, jaką na stare lata podążą legendarny Robert De Niro. Gwieździe Taksówkarza, Wściekłego Byka, Chłopców z ferajny czy Ojca chrzestnego II z roku na rok przybywa na koncie coraz więcej mało ambitnych produkcji. O ile można było się bawić oglądając go w Poznaj moich rodziców czy w Last Vegas to absurdalne Legendy ringu (gdzie 70 letni De Niro stacza zażarty 12 rundowy bój z kilka lat młodszym Sylvestrem Stallonem, którego nie powstydziliby się Mike Tyson i Lennox Lewis z najlepszego okresu pięściarskich karier) czy wchodzący obecnie do kin, po zwiastunie widać, że żenujący Dirty Grandpa świadczą o tym, że coś jest nie tak. O ile dwa lata od niego starszy Al Pacino dobiera lepsze role, choć może mniej komercyjne (Idol, Wilde Salome,  Manglehorn czy Upokorzenie) to kariera Roberta De Niro skłania się ku chałturach. Takich jak w opisywanym właśnie tytule.


Siedemdziesięcioletni Ben (Robert De Niro) jest wdowcem na emeryturze. Jako że nie ma zamiaru na starość siedzieć w domu i pierdzieć w stołek postanawia się zgłosić do programu stażu dla emerytów. Tak zaczyna miesięczną pracę w firmie sprzedającej ubrania drogą internetową. Założycielką i zarządzającą firmą jest apodyktyczna pracoholiczka, Jules (Anne Hathaway).



W sumie film miał pewne szanse na to, żeby być autentycznie zabawny i śmieszyć widzów. Perypetie staruszka wchodzącego do całkiem innego, obcego dla niego świata korporacji zarządzanej przez ekscentryczną właścicielkę mogłyby prowadzić do wielu komicznych sytuacji. Tak jednak nie jest, Niestety zamiast prezentować zderzenie światów film szybko zmierza w stronę ckliwej historii o życiu osobistym właścicielki, które zmienia się pod wpływem statecznego i dziarskiego emeryta. Mamy więc taką moralizatorską papkę o niczym, którą ogląda się odliczając czas zmierzający do końca seansu. Film próbują ratować trzymający jako tako poziom De Niro i sympatycznie wyglądająca Hathaway. Jednak liczyłem na coś więcej i sam do Praktykanta wracać już nie zamierzam.