Pokazywanie postów oznaczonych etykietą N. Coster-Waldau. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą N. Coster-Waldau. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 grudnia 2017

Nie da ci ojciec, nie da ci matka tego co da ci krótka odsiadka

Skazany (Shot Caller)
USA 2017
gatunek: dramat, thriller
reż. Ric Roman Waugh
zdjęcia: Dana Gonzales
muzyka: Antonio Pinto

Nikolaj Coster-Waldau szybko stał się rozpoznawalny poza rodzimą Danią, a także Europą i zaczął występować w wielu produkcjach za oceanem. Oczywiście zapewne wszystko to dzięki sukcesowi serialu Gra o tron, gdzie z powodzeniem wciela się do dzisiaj w niejednoznaczną postać Królobójcy. Fajnie jednak, że oprócz kasowych produkcji, które często nie wróżą niczego dobrego (Bogowie Egiptu) często widujemy go w trochę ambitniejszych projektach. 


Tym razem Duńczyk wciela się w niejakiego Jacoba. Facet ma kochającą go rodzinę oraz dobry zawód. Życie na odpowiednim poziomie społecznym kończy się, gdy powoduje on wypadek samochodowy ze skutkiem śmiertelnym, w wyniku którego trafia do więzienia. Tam, by przeżyć musi przystosować się do reguł panujących w tym specyficznym środowisku opanowanym przez liczne gangi...


Nie wiem kto wymyślił fabułę (to znaczy domyślam się, bo za scenariusz odpowiedzialny jest sam reżyser) jednak wydaje mi się, żeby odpuścił sobie temat. Nagromadzenie absurdów w tym filmie stoi na bardzo wysokim (niestety) poziomie. Już sama osoba Jacoba, który jako porządny obywatel ze społecznej wierchuszki za niezawiniony, nieumyślnie spowodowany wypadek trafia do jednego z najcięższych więzień w kraju, gdzie musi obcować na stałe z najgorszymi wyrzutkami cywilizacji jest mocno nielogiczne. Fakt,że dobiegający pięćdziesiątki wzorowy człowiek z normalnymi poglądami z dnia na dzień przystaje do grupy neonazistów i zaczyna czynić w raz z nimi innym, to co sobie nie miłe to już Himalaje absurdu. Zaś fakt, że niemal natychmiast awansuje prawie na szczyt tamtejszej hierarchii to kolejna głupota fabularna. 
Nagromadzenie głupich zdarzeń nie sprawia jednak, że film ogląda się źle (chociaż potem trzeba odjąć trochę od całościowej oceny). Sceny filmu nie tworzą linearnej historii i poznajemy poszczególne etapy życia Jacoba nieco poprzestawiane (raz widzimy go jako fajnego gościa przed wypadkiem, raz jako więźnia, innym razem jako rednecka z gangu na wolności, by znowu przenieść się do młodej, normalnej wersji bohatera). To w sumie fajny zabieg i z ciekawością przypatrujemy się punktom zwrotnym w życiu Jacoba, które to zrobiły z niego taką dość odpychającą istotę. Szacunek należy się też samemu Costerowi-Waldau, który naprawdę musiał przypakować do roli i odpowiednio zmienić się fizycznie (a przecież miał właściwie w ramach jednej roli dwie role). Także charakteryzacja i aktorstwo (oprócz Duńczyka solidnie wygląda i występuje m.in. Jon Bernthal) stoi na odpowiednim poziomie. Także jeśli odpuści się logikę fabularną można oglądać ten film i czerpać z niego pewną przyjemność. A także nauka, która pokazuje, że c jak co, ale amerykańskie więzienie to nie najlepsze miejsce na resocjalizację. 





niedziela, 31 stycznia 2016

Solidarność jajników

Inna kobieta (Another Woman)
USA 2014
reż. Nick Cassavetes
gatunek: komedia

Nie wiem jakim cudem niektórzy uważają Cameron Diaz za dojrzały symbol seksu. Kobieta ta, tak jak Pamela Anderson moim zdaniem powinna być uważana za efekt nieudanych eksperymentów szalonego chirurga plastycznego. Jako że i jedna i druga pani nie ma też zbyt dużo walorów czysto aktorskich całość sprowadza się do podziwiania ich sfatygowanych botoksem twarzy i reszty zliftingowanego, często nieudolnie ciała. Zamiast zestarzeć się z godnością Diaz próbuje na siłę wyglądać sexi i boję się, że niedługo osiągnie efekt mumii matki Sylvestra Stallone'a. W opisywanym właśnie filmie niestety mamy okazję oglądać stetryczałe wdzięki pani Diaz. 


Carly (Cameron Diaz) odkrywa, że jej poznany kilka miesięcy wcześniej partner Mark (Nikolaj Coster-Waldau) jest już żonaty z niejaką Kate (Leslie Mann). Obie kobiety zaczynają więc spiskować, by doprowadzić do upokorzenia mężczyzny. Szybko odkrywają też, że oprócz nich Mark ma też kolejną dziewczynę, z którą się spotyka. Okazuje się nią być młoda i seksowna Amber (Kate Upton). Kobiety wyjaśniają jej poczynania Marka i później we trójkę planują uprzykrzenie mu życia.


Ciężko jest tutaj rozpisywać się na temat tego filmu. Nie stanowi on żadnego wyzwania myślowego, nie jest artystyczny, nie posiada skomplikowanych dialogów, żarty są na poziomie statystycznego gimnazjalisty, a jedną z ról gra tu o zgrozo Nicki Minaj. Jeśli ktoś lubi humor kloaczny, a żarty związane z fekaliami i pierdzeniem to ich ulubiony motyw komediowy to zapewne obejrzy ten film z wielkim zachwytem. Niestety dla innych nie zostaje nic oprócz dużych piersi Kate Upton, choć niestety w staniku. I tylko Nikolaja Coster - Waldau żal, że zdecydował się zagrać w takim czymś.
Film generalnie nie jest może jakimś szczególnym dnem w skali 2/10 jednak oglądanie go nie przysparza radości i ogólnie nawet jako weekendowa niezobowiązująca komedia to jest produkcja, której oglądanie nie jest satysfakcjonujące. Grubo poniżej średniej.

 


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Złodzieje specjalnej troski






Kradnąc Rembrandta (Rembrandt)
Dania 2003
reż. Jannik Johansen
gatunek: komedia kryminalna 

Pamiętacie całkiem nieźle oceniany polski film z 2004 roku pod tytułem Vinci? Juliusz Machulski nakręcił komedię kryminalną opowiadającą o planach kradzieży najcenniejszego dzieła sztuki znajdującego się w naszym kraju, czyli leżakującej za pancerną szybą w Muzeum Czartoryskich Damy z Łasiczką. Na pomysł filmowej kradzieży cennego malowidła wpadł też rok wcześniej od naszego reżysera Jannik Johansen, co zaowocowało dość nieszablonowym włamem do jednego ze skandynawskich muzeów, w celu nielegalnego pozyskania obrazu Rembrandta.



Mick (Lars Brygmann) jest nieudacznikiem. Prowadzi życie zatwardziałego kryminalisty, jednak nigdy nie może pochwalić się zawodowymi sukcesami. Za to często musi zostawić swoją partnerkę - byłą gwiazdę porno z powodu kolejnych kilkumiesięcznych odsiadek. Przy wyjściu z więzienia mija przeważnie swojego akurat opuszczającego zakład penitencjarny syna, równie nieporadnego w gangsterce Toma (Jakob Cedergren). Pewnego razu  kuzyn Micka, Jimmy (Nicolas Bro) opowiada im o prostym zleceniu dotyczącym kradzieży pewnego obrazu wiszącego w lokalnym muzeum. Jako że wartość obrazu jest niewielka, a sam obiekt słabo chroniony to wyzwanie wydaje się niezbyt trudne do realizacji. Mick zabiera na akcję kolegę - nałogowego hazardzistę Kennetha (Nikolaj Coster-Waldau) jednak mężczyźnie przez pomyłkę kradną nie ten obraz, co trzeba. Okazuje się jednak, że skradli jedyne znajdujące się w Danii dzieło Rembrandta, warte kilkanaście milionów. Zaczynają więc szukać kogoś, kto odkupi od nich obraz na poszukiwanie którego wyrusza miejscowa policja.


Złodzieje i gangsterzy przeważnie nie sprawiają zbyt miłego wrażenia i nie są osobami, które warto spotkać na swej drodze. Jednak z głównymi postaciami tego filmu jest zupełnie inaczej. Od początku kibicujemy tym fajtłapom, którzy mimo że stoją na bakier z prawem nie są z natury złymi ludźmi. Z bardzo dużą satysfakcją ogląda się ich nieporadne działania oraz słucha historii ich życia.
Warstwa fabularna nie zawsze jest dopracowana do perfekcji i bywają momenty dłużyzn czy spłycenia humoru, jednak ogólnie te 100 minut spędza się szybko i z pewną satysfakcją z seansu. 
Mamy tutaj prawie wszystko co powinno być w filmie tego typu. Dające się lubić, wiarygodne postaci główne, groteskowego gangstera, zdeterminowane służby prawa, ciekawy scenariusz i kilka innych tego typu rzeczy. Szkoda, że nikt nie przygotował do tej pory żadnych napisów do tego filmu, mimo już 12 lat od jego powstania.
Nie jest to broń boże żadne wielkie kino, o którym będzie się mówiło przez lata, jednak warto sobie zobaczyć ten obraz, gdyż to kawałek sympatycznego kina gatunkowego z kraju, gdzie naprawdę potrafią robić solidne filmy. 




środa, 11 marca 2015

Mniejsze zło

Druga szansa (En chance til)
Dania 2014
reż. Susanne Bier
gatunek: dramat, thriller, psychologiczny
zdjęcia: Michael Snyman
muzyka: Johan Söderqvist

Wiele filmów, które trafiają obecnie do dystrybucji kinowej to przeładowane akcją i efektami specjalnymi wydmuszki bez większego sensu. Najważniejsze żeby było kolorowo i spektakularnie. Są to produkcje, nie przeczę widowiskowe i wręcz samo się oglądające. Wystarczy mieć oczy, mózg dla współczesnego widza przeważnie nie jest obowiązkowy. O takich filmach szybko się jednak zapomina mając co najwyżej w pamięci kilka kadrów z co bardziej widowiskowymi akcjami lub kultowymi wypowiedziami bohaterów. Są też filmy, które mimo wybuchów, efekciarstwa i milionów wydanych w produkcję potrafią skłonić widza do refleksji, a to co się przed chwilą obejrzało zostaje w nim na długo. Do tego rodzajów filmów zaliczyć mogę najnowszą produkcję pani Bier.


Fabuła koncentruje się na losach policjanta Andreasa (znany przede wszystkim z roli Królobójcy w Grze o Tron Nikolaj Coster-Waldau). Wraz ze swym zawodowym partnerem Simonem (Ulrich Thomsen) udaje się na miejsce zgłoszenia przemocy domowej.  W zapuszczonej melinie spotyka awanturującego się agresywnego frustrata - narkomana Tristana (w tej roli kolejny znany skandynawski aktor Nikolaj Lie Kaas, m.in. Kobieta w klatce czy Zupełnie inne love story), którego Andreas kilka lat temu posadził w więzieniu. W obskurnym mieszkaniu znajdują też pobitą konkubinę mężczyzny (May Andersen), ale także ku swemu zdziwieniu strasznie zaniedbane kilkutygodniowe dziecko tej patologicznej pary. Zamknięte w szafie. Jak się później okaże dziecko nie zostało nigdzie zarejestrowane, jednak nie zabrano go od dysfunkcyjnych rodziców. Andreas oprócz pracę łączy z byciem świeżo upieczonym ojcem. Wraz z żoną Anną (Maria Bonnevie). Pewnej nocy dochodzi do tragedii - dziecko policjanta umiera. Andreas postanawia podmienić swojego martwego syna z dzieckiem Tristana.,,


Autorzy serwują nam tutaj zderzenie światów. Mamy poukładany, otoczony miłością i dostatkiem dom Andreasa oraz obskurną melinę, w której żyje agresywny Tristan wraz ze swoją kochanką Sanne. Gdy w rodzinie Andreasa praktykuje się wspólne spacery i przejażdżki po urokliwych terenach Danii, głównym sposobem spędzania wolnego czasu Tristana i Sanne jest odurzanie się alkoholem i narkotykami. Gdy syn Andreasa zaczyna płakać jest niezwłocznie uspokajany, natomiast za to samo przewinienie biedne dziecko Tristana może co najwyżej trafić do szafy. Reżyserka wraz ze scenarzystą w czasie seansu stawiają pytanie czy można wyrokować, kto okaże się lepszym rodzicem, czy to z jakiego środowiska się pochodzi ma wpływ na dziecko? 
Gdy Andreas podmienia w końcu swojego zmarłego syna na żywego lecz zaniedbanego chłopca bałem się, że autorzy pójdą złą drogą, w której mężczyzna będzie udawał, że to ciągle to samo dziecko, a jego najbliżsi nie zauważą różnicy (wszak wszystkie małe dzieci są podobne do Ryszarda Kalisza, ale jednak jedno do drugiego już mniej). Na szczęście tak się nie dzieje, a dzięki kilku zabiegom fabularnym wszystko niemal idealnie trzyma się kupy.
Mamy do czynienia ze błędnym kołem, w których każda decyzja głównego bohatera powoduje kolejne wydarzenie i efekt domina. Sytuacja niemal jak z greckiej tragedii. 
Słowo należy się też realizacji. Bardzo spodobały mi się zdjęcia do filmu. Niemal każdy kadr po zatrzymaniu mógłby być wycięty i przerobiony na bardzo ładne zdjęcie, które zdobiłoby czyjś pokój. Do tego bardzo dobrze dobrane plenery, a całość dopełniona przez muzykę, której prawie w filmie nie ma, jednak gdy już się pojawia to jest taka, jaka powinna być. Dodając grę aktorską, w której uświadczymy jednych z najlepszych europejskich aktorów naszych czasów daje to razem bardzo dobry rezultat. 
Film ma pewne błędy, scenariusz czasem nie jest spójny jednak polecam każdemu obejrzenie tego filmu. Mnie autorzy kupili swoją produkcją. Duże brawa, bo historia Andreasa zostanie w pamięci na dłużej (co w natłoku oglądanych filmów nie jest wcale takie łatwe).