Pokazywanie postów oznaczonych etykietą R. Mara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą R. Mara. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 stycznia 2018

Krótki film o przemijaniu

A Ghost Story 
USA 2017
reż. David Lowery
gatunek: dramat, fantasy
zdjęcia: Andrew Droz Palermo
muzyka: Daniel Hart

Kolejny w ostatnim czasie niezależny film amerykańskich, który pojawia się na łamach mojego bloga. A pojawia się tutaj, bo dość nieoczekiwanie zrobił on wiele zamieszania wśród widzów i krytyków zarówno Amerykańskich, jak i światowych. Obraz Lowery'ego, który dysponując budżetem za który nakręcono jeden odcinek Korony królów przekonał do siebie wiele osób więc postanowiłem co w nim takiego fascynującego. 


C (Casey Affleck) umiera. Jednak po śmierci przeistacza się w ducha i przybywa do swego domu, by przynieść pocieszenie swojej żonie M (Rooney Mara). Ku swemu zaskoczeniu odkrywa jednak, że kobieta go nie widzi. C jest więc zmuszony do samotniczego życia po życiu w swym dawnym domu w pobliżu ludzi, lecz poza zasięgiem ich wzroku...


Wciąż zastanawia mnie to, w jaki sposób Lowery dysponując kwotą około 100 tysięcy dolarów nakręcił w Amerykańskich warunkach pełnometrażowy film, do którego dodatkowo skaptował gwiazdy światowego formatu: zdobywcę Oscara i nominacji do niego Casey'a Afflecka i dwukrotnie doń nominowaną Rooney Marę. Szczególnie, że oboje przeżywają obecnie okres swojego aktorskiego prosperity i wydawać by się mogło, że cały budżet filmu mógłby być przeznaczony na jeden dzień zdjęciowy ich udziału. Cieszy jednak, że zdolni i rozpoznawalni aktorzy decydują się także na takie kameralne, niszowe kino, które jest skazane na komercyjną klapę. 
Szczególnie wyjątkowa jest rola Afflecka który pojawia się jako normalna osoba w kilku pierwszych scenach, później zaś przechadza się melancholijnie po świecie żywych w prześcieradle z wyciętymi otworami na uszy jako dziecięca personifikacja ducha. Przy okazji milczy przez cały swój duchowy żywot. Na pewno było to ciekawe doświadczenie w karierze aktora.
Trochę na pewno zniszczyli ten film ludzie, którzy próbowali początkowo przedstawić go jako horror. I niektórzy wybrali się do kina oczekując właśnie filmu grozy. Zamiast tego dostali slow cinema w konwencji melodramatu z pewnym baśniowym wręcz wątkiem egzystencjalnej podróży zmarłej osoby. Cóż, nie każdy mógłby być zachwycony. Szczególnie, że inne ostatnio wydane filmy typu slow cinema przy A Ghost Story to naładowane akcją sensacyjniaki. Opisywany film wlecze się w tempie sparaliżowanego ślimaka stawiając widzowi liczne wyzwania: choćby scena, gdy przy nieruchomej kamerze Rooney Mara je ciasto. Je, je i je. I tak przez dobre 10 minut. Wymaga to od widza dużej pokory oraz pewnego skupienia. To skupienie jest wynagrodzone w następnych fragmentach filmu, kiedy poznajemy dalsze losy podróży C. Daje to do myślenia i prowokuje do pewnego rozrachunku własnej osoby w kontekście całości egzystencji ludzkiej na przestrzeni dziejów. Także daleki jestem od gloryfikowania filmu, jednak uważam, że warto go zobaczyć i wyrobić sobie o nim samodzielnie własne zdanie. Choć będzie to przeprawa filmowo dość trudna. 




środa, 14 grudnia 2016

Powrót

Lion. Droga do domu (Lion)
Australia, USA, Wielka Brytania 2016
reż. Garth Davis
gatunek: dramat, biograficzny

Kiedy przed kilkoma miesiącami zobaczyłem po raz pierwszy kinowy zwiastun tego filmu (później niestety na innych seansach musiałem patrzeć na niego do znudzenia) od razu wiedziałem, że pozycja ta będzie na tyle interesująca, że warto będzie się na nią udać do kina. Film, którego historia przez jakąś część dzieje się w egzotycznych Indiach (którym jednak daleko tu do stylistyki znanej z Bollywood), do tego prawdziwa historia - nic tylko oglądać! Później jeszcze doszły naprawdę wysokie oceny wystawiane przez krytyków i widzów, tak więc nie ma zmiłuj, musiałem załapać się na to do kina.


Film opowiada historię Saroo (Sunny Pawar i Dev Patel), który jako pięciolatek gubi się w Indiach i trafia po wielu perypetiach do tamtejszego sierocińca, skąd zostaje adoptowany przez rodzinę z dalekiej Australii (Nicole Kidman i David Wenham). Po latach ponad trzydziestoletni bohater obsesyjnie zaczyna myśleć o odnalezieniu swojej biologicznej matki i swego rodzeństwa. W dążeniu do tego wspiera go poznana na studiach Lucy (Rooney Mara). 


Pierwsze zaskoczenie po skonfrontowaniu pełnego filmu z oglądanym wcześniej zwiastunem to fakt, że film w dużo większej części, niż przekazywał to trailer skupiał się na losach młodego bohatera, który błąkał się po Indiach. W zwiastunie widzieliśmy przez znaczny czas znanego ze Slumdoga Patela. Jak dla mnie o wiele lepiej dla filmu, że jednak przez długi czas koncentruje się na losach młodego bohatera i pokazaniu skali skrajnego ubóstwa, w jakim muszą egzystować Hindusi. Część filmu dziejąca się w Azji jest o wiele ciekawsza niż nijaki epizod rozgrywający się w Australii.
To, co rzuca się na pierwszy rzut oka to idealne zdjęcia i piękne kadry Greiga Frasera oraz pasująca do całości dobrze skomponowana ścieżka dźwiękowa. 
Trochę zaś zawiodłem się na przedstawieniu samej historii dorosłego bohatera, która była bardzo przewidywalna i prostolinijna. Na pewno można byłoby to nakręcić lepiej. Irytowały mnie też (i to bardzo) przeskoki dorosłego bohatera do jakichś wspomnień z dzieciństwa, gdzie co chwilę musieliśmy oglądać jego matkę zbierającą kamienie i tego typu podobne sceny. Raz czy dwa można było taki zabieg wykonać, jednak ciągłe wracanie do krótkich scen z przeszłości było na dłużą metę drażniące. Tak samo jak bazowanie na emocjach widza, który w zamyśle twórców w połowie scen miał płakać jak bóbr. Zresztą o ile do młodego Saroo można było czuć sympatię i mu współczuć, to starszy bohater tylko irytował. A do Indii wybierał się jak Daenerys do Westeros. No cóż, samą forsowaną na siłę ckliwością nie zatai się niedoskonałości. A niestety mimo solidnej treści źródłowej w wielu scenach film jest fabularną wydmuszką. Tak więc produkcja moim zdaniem poprawna, nawet niezła, jednak na pewno nie unikalna i wyjątkowa. 




sobota, 19 marca 2016

Wyśnione miłości

Carol
USA, Wielka Brytania 2015
reż. Todd Haynes
gatunek: melodramat 

Jak już kilkukrotnie pisałem nie uważam, że otrzymanie statuetki czy też sama nominacja do Oscara sprawia, że film kategorycznie musi być wart obejrzenia i już z góry wiadomo, że jest coś w uhonorowanej produkcji coś wyróżniającego. Jednak nagrody te, jako najbardziej prestiżowe i działające na masową świadomość powodują, że interesując się filmem i by być na bieżąco należy śledzić nominowane produkcje. Opisywana właśnie miała aż sześć nominacji więc na pewno już to skłania do obejrzenia. Ostatecznie na oscarowej gali Carol obeszła się smakiem, jednak doceniono ją na kilku innych uroczystościach (np. najlepsza aktorka na festiwalu w Cannes). 


W filmie cofamy się do lat 50. ubiegłego stulecia, by poznać historię znajomości między dwoma kobietami. W bożonarodzeniowym okresie do sklepu, w którym pracuje młoda Therese (Rooney Mara) przybywa w poszukiwaniu prezentu dla córki dojrzała Carol (Cate Blanchett). Między kobietami nawiązuje się nić porozumienia i szybko przenoszą znajomość na stopę prywatną. Therese jednak nie wie, że zamężna i stateczna Carol jest w rzeczywistości zakamuflowaną homoseksualistką...


Nigdy nie byłem fanem gatunku, jakim jest melodramat i nie sądzę, że jeszcze kiedyś to się zmieni. Tym bardziej nie oglądałem do tej pory zbyt dużo romansów lesbijskich (przychodzi mi do głowy na chwilę obecną co najwyżej Fucking Amal) jednak dobrze, że przychodzi mi jako widzowi oglądać dwie kobiety, niż kolejny gejowski homoerotyk fabularny (jak w np. Gerontofilii czy Eastern Boys). Co do samego filmu i nominacji dla niego to pierwsze co rzuca się w oczy to naprawdę dobra gra aktorska w wykonaniu głównych bohaterek. Zarówno Blanchett, jak i Mara to klasa sama w sobie i to jest moim zdaniem najsilniejsza strona filmu. Aż trudno czasem przyswoić sobie, że ta urocza wciąż młoda kobieta, jaką jest grana przez Marę Therese była nie tak dawno androgeniczną, odpychającą Lisbeth Salander w Dziewczynie z tatuażem. Także warstwa techniczna stoi na dobrym poziomie, zdjęcia wykonane są starannie, a świat z lat 50. dzięki rekwizytom i kostium wygląda wiarygodnie. Niestety bardzo raziło mnie dość mocno toporne tempo akcji, nieśpieszne budowanie nastroju i powolny rytm całego filmu, Dla niektórych może być to plus, że przedstawiono historię snującą się swoim rytmem, bez pośpiechu i efekciarstwa, jednak mnie masa dłużyzn prawie powaliła i często walczyłem ze snem. 
Film oczywiście dla osób zainteresowanych tematem LGBT może być wartościowym przykładem okresu sprzed 60 lat, gdy ludzie o niestandardowej orientacji żyli w ukryciu i strachu i jak przez ten czas ich sytuacja zmieniła się na lepsze (może nie w Polsce, ale w USA chyba tak). Mnie zaś ten temat nie rusza i jest mi całkiem obojętny więc podchodzę do tematyki związanej z filmem bardzo beznamiętnie i ciężko mi przyznać za fakt samego tematu jakiś bonus do oceny.
Generalnie więc mamy film solidnie zrealizowany, z naprawdę dobrą grą aktorską jednak moim zdaniem przespanym fabularnie. Może ktoś doceni tego typu staranne budowanie fabuły, mnie jednak to mocno wymęczyło. 


środa, 18 lutego 2015

Ciemna strona Brazylii

Śmieć (Trash) 
Brazylia, Wielka Brytania 2014
reż. Stephen Daldry
gatunek: thriller, przygodowy 
zdjęcia: Adriano Goldman
muzyka: Antonio Pinto

Dla wielu Brazylia pozostaje tylko krajem wyśmienitych piłkarskich talentów, pięknych i skąpo odzianych kobiet hasających na równie pięknych piaszczystych plażach, miejscem gdzie pod majestatycznym pomnikiem Jezusa odbywa się najlepszy na świecie karnawał. I to wszystko prawda. Jednak kraj ten ma też drugie, znacznie mroczniejsze oblicze. Jest to jedno z najbardziej przeżartych przez korupcję państw na świecie, miejsce, gdzie występują jedne z największych nierówności społecznych na świecie. W tym kraju kontrastów nieliczni mają bardzo wiele, jednak wielki procent społeczeństwa jest zmuszona do życia na granicy egzystencji w opanowanych przez mafie dzielnicach biedy - fawelach. I o nierównościach społecznych właśnie opowiada ten film. Witajcie w świecie pieniądza, gdzie ludzkie życie nie jest nic warte.


Głównym bohaterem filmu jest czternastoletni Raphael (Rickson Tevez), który to zarabia na życie przemierzając wielkie wysypisko śmieci szukając czegoś wartościowego. Pewnego dnia znajduje tam należący do niejakiego Jose Angelo portfel z małą ilością gotówki oraz kilkoma zagadkowymi przedmiotami. Chłopak dzieli się pieniędzmi z kolegą - Gardo (Eduardo Luis). Wkrótce w faweli pojawia się policja, która wynajmuje ludzi w celu poszukiwania na wysypisku portfela. Raphael mimo wysokiej sumy znaleźnego decyduje się zatrzymać portfel i wyjaśnić znaczenie znajdujących się w nim przedmiotów. Razem z Gardem oraz mieszkającym w kanałach Szczurem (Gabriel Weinstein) ruszają w niebezpieczną podróż po Rio de Janeiro. Ich tropem podążą skorumpowany policjant Frederico (Selton Mello), który nie zrobi wszystko, by portfel trafił w jego ręce. Chłopcy aby przetrwać muszą skorzystać z pomocy miejscowego misjonarza,  mającego problemy z alkoholem ojca  Juilliard (Martin Sheen) oraz amerykańskiej wolontariuszki Olivii (znana z roli Lisbeth Salander w Dziewczynie z tatuażem Rooney Mara). 


Brazylia w filmie Daldry'ego jest miejscem dość czarno - białym. Dzieli się na dobrych i złych ludzi oraz na bogactwo i biedotę. Nie ma tu stanów pośrednich. Takie baśniowe przedstawienie tego kraju widocznie według scenarzysty (a jest nim nie byle kto, a sam Richard Curtis, który wcześniej popełnił takie fabuły, jak 4 Wesela i pogrzeb, Dziennik Bridget Jones, Nothing Hill czy To właśnie miłość) było konieczne, aby europejski czy amerykański widz zrozumiał problemy, jakimi toczona jest ojczyzna Pelego. 
Dostajemy więc historię o ideałach, o walce z biedą i zacofaniem, a przede wszystkim o przyjaźni. Trójka młodych bohaterów różni się między sobą, jednak wspólna sprawa, jaka ich połączyła wykrzesa z nich pokłady wielkiej empatii i zaangażowania (czego dowodem będzie bezsensowna scena na wysypisku pod koniec filmu). Mamy tu także prawdziwego czarnego bohatera w postaci granego przez brazylijskiego gwiazdora Mello - Frederico. Jego postać cynicznego, skorumpowanego policjanta jest jednym z głównych plusów filmu. Widać po nim, że zdaje sobie sprawę, że postępuje niewłaściwie jednak we wszystkich poczynaniach jest wyrachowany i pewny siebie. Zdaje sobie sprawę, że w tym świecie nie da się dojść do czegoś będąc dobry. Wielkim plusem jest też gra młodych bohaterów. Są naturalni oraz przepełnieni wielką energią właściwą dla kogoś, kto toczy żywot taki żywot. Nie spodziewałem się po nich, że wypadną tak dobrze. Na koniec zostają gwiazdy światowego kina w postaci Sheen'a i Mary, którzy swoje role odgrywają także całkiem dobrze. 
Reasumując dostajemy film sprawnie opowiedziany, dobrze nakręcony i jeszcze lepiej zagrany, a wszystko to osadzone w miotanym przez konflikty społeczne państwie kontrastów, jakim jest Brazylia. Oglądając tę produkcję zastanowimy się nie raz, czy wypada krytykować nasz kraj, za to jaki zapewnia nam poziom życia. Oraz nad tym, czy naprawdę chcielibyśmy spędzić wakacje w Brazylii. Polecam.