Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Sudeikis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Sudeikis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2016

Bieg po godność

Zwycięzca (Race)
Francja, Kanada, Niemcy 2016
reż. Stephen Hopkins
gatunek: biograficzny, dramat

Letnie Nowożytne Igrzyska Olimpijskie do tej pory odbyły się trzydzieści jeden razy. Część z nich z pewnych powodów nie została szybko zapomniana i przykryta kolejnymi imprezami tego typu lecz historia tych zmagań żyje do dziś własnym życiem. Jednym z najbardziej pamiętnych Igrzysk są te XI, które odbyły się w 1936 roku. I to nie tylko z powodu kraju - gospodarza oraz faktu, że na stadionie olimpijskim wydarzenia bacznie śledził sam fuhrer, Adolf Hitler.  


Lata 30. ubiegłego wieku. Czarnoskóry Jesse Owens (Stephan James) dzięki wspaniałym wynikom sportowym wybiera się na studia. Poznaje tam trenera Larry'ego Snydera (Jason Sudeikis), który za cel stawia sobie doprowadzenia Jesse'ego do medalu olimpijskiego w Berlinie. Owens musi sobie jednak radzić z wszechobecną segregacją rasową.


Dobrze, że powstał film, który pokazuje historię jednego z najwybitniejszych biegaczy wszech czasów. Co ciekawe mimo że z udziałem amerykańskich aktorów to nie został on wyprodukowany przez USA. Z jednej strony to dziwne, z drugiej patrząc na odważną wymowę filmu nie dziwi, że nie wyprodukowali tego Amerykanie. Biorąc pod uwagę fakt, że w kilku miejscach postawiono do dzisiaj kontrowersyjne porównanie nazistowskiego szowinizmu i rasizmu do rasistowskich praktyk, do których dochodziło wówczas w USA jasne jest, że nie pokazaliby tego w taki sposób skłonni do epatowania patosem i zamiatający trudne sprawy pod dywan amerykańscy producenci. 
Bardzo cieszy mnie też to, że Jason Sudeikis znany przeważnie z lekkich i często głupkowatych komedii wreszcie zagrał rolę dramatyczną. W wieku 40. lat ale jednak. To dobry aktor i chętnie zobaczę go w innych ambitnych filmach. Także dobra rola znanej z Gry o tron Carice van Houten w roli legendarnej reżyserki Leni Riefenstahl.
Dla nieznających prawdziwej historii Owensa widzów film sprawi wrażenie rzetelnego i przedstawiającego dobrze aspekty jego życia. Jednak jeśli ktoś wcześniej wczytał się w jego życiorys dopatrzy się wielu nieścisłości, luk czy po prostu przekłamań. Takich jak na przykład to, że Adolf Hitler nigdy nie pogratulował Owensowi. Sam biegacz przyznał, że takie gratulację dostał (nawet z pamiątkowym zdjęciem fuhrera), zaś nigdy nie doczekał się gratulacji ze strony prezydentów USA. Te błędy i koloryzowanie jest moim zdaniem minusem filmu i to dużym, bo historia biegacza jest na tyle dobra, że zasługuje na przeniesienie niemal w skali 1:1, bez zakłamań i widowiskowych dodatków.
Mimo wszystko warto obejrzeć ten niskobudżetowy film Hopkinsa, zarówno dla poznania historii olimpijskiego multimedalisty, wczucia się w klimat przedwojennych igrzysk olimpijskich, jak i obejrzenia strasznie krzywdzącej i niesprawiedliwej polityki amerykańskiej wobec Murzynów w latach 30. ubiegłego wieku. Warto, choć niektóre wydarzenia z życia Owensa oglądać z rezerwą.





niedziela, 24 stycznia 2016

Rodzina zadaniowa

Millerowie (We're the Millers)
USA 2013
reż. Rawson Marshall Thurber
gatunek: komedia kryminalna

Lubię filmy z Jasonem Sudeikisem. Produkcje te są zazwyczaj dość zabawne i niezobowiązujące, posiadają lekki i ogólnie wesoły klimat, nie są przy tym zbyt prymitywne i wulgarne, jak to niekiedy amerykańskie komedie. Do tego aktor ten, który w sumie na ekranie pojawia się od niecałej dekady ma pewien komediowy talent sprawiający, że chcę się go oglądać mimo, że nie strzela wciąż głupich min etc. Dlatego też z ciekawością włączyłem opisywany właśnie film, gdzie Jason zagrał główną rolę.


Drobny dealer narkotykowy David (Jason Sudeikis) pada ofiarą napadu i traci towar oraz zyski ze sprzedaży. By nie narażać się na gniew swego szefa, Brada (Ed Helms) zgadza się przeszmuglować towar z Meksyku do USA. Wpada na pomysł, by wynająć kilkoro ludzi z okolicy i udać się do Meksyku jako rodzina turystów, gdyż wtedy kontrole graniczne są mniejsze. Postanawia zatrudnić striptizerkę Rose (Jennifer Aniston), młodego sąsiada - frajera (Will Poulter) oraz okoliczną bezdomną Casey (Emma Roberts). Razem ruszają do Meksyku jako rodzina Millerów.


Film ten nie jest specjalnie ambitnym sposobem spędzania wolnego czasu. Akcja jest przewidywalna, fabuła toczy się w ramach dawno ustalonych komediowych standardów i nic a nic praktycznie nie jest w stanie zaskoczyć widza. Sam film posiada wiele nielogiczności i niespójności fabularnych, niektóre rzeczy dzieją się za szybko, inne za wolno. Jednak wszystkie te minusy nie wpływają szczególnie znacząco na to, jak odbieramy film, gdyż jest to po prostu niezobowiązująca forma rozrywki i dostarcza to, co powinna - w jakimś sensie bawi. Jest kilka naprawdę zabawnych scen, jak choćby nauka całowania, do tego ogląda się to bez znużenia, ciągle w sumie się coś dzieje, nie ma większych przestojów. Oczywiście całość ma tą nieznośną moralizatorską końcówkę, typową dla tego typu produkcji, jednak niestety taka już specyfika gatunku. 
Aktorstwo w filmie stoi na naprawdę niezłym poziomie, z postaciami ukazanymi na ekranie można się zżyć, a nawet czarne charaktery w postaci Jednookiego (Matthew Willig) i Chacona (Tomer Sisley) wypadają udanie. Do tego, gdy na ekranie pojawia się zdziwaczała rodzina Fitzgeraldów (Nick Offerman, Kathryn Hahn i Molly C. Quinn) mamy gwarancję kolejnej dawki komizmu. 
Reasumując nie ma tu niczego, czego wcześniej się nie widziało, całość jest jednak podana w taki sposób, że jest idealnym filmem na weekendowy wieczór. 




niedziela, 20 grudnia 2015

Kłopotów ciąg dalszy

Szefowie wrogowie 2 (Horrible Bosses 2)
USA 2014
reż. Sean Anders
gatunek: komedia kryminalna 


To chyba pierwszy przypadek filmu pełnometrażowego, który jako kontynuację obejrzałem niemal zaraz po tym, jak zakończyłem seans pierwszej części. Na pewno jest to pierwsza taka rzecz na tym blogu. Jednak bohaterowie występujący w Szefowie wrogowie  okazali się być na tyle sympatyczni, że zdecydowałem się jak najszybciej poznać ich dalsze losy skoro już twórcy dali nam taką możliwość.


Po wydarzeniach znanych z pierwszej części przyjaciele Nick (Jason Bateman), Kurt (Jason Sudeikis) i Dale (Charlie Day) postanawiają zostać sami sobie szefami i założyć własny biznes. Pomóc im w tym ma wynaleziony przez nich samych prysznic z kilkoma dodatkowymi funkcjami. Szybko znajdują oni inwestora, który pomaga im uzyskać kredyt i obiecuje zakupić całą partię produktu. Kiedy jednak mężczyźni wyrabiają się z normą i udają się z tą wiadomością do inwestora Berta Hansona (Christoph Waltz) okazuje się, że ten ich oszukał i teraz zamierza zniszczyć ich firmę przy okazji zabierając towar i patent na niego za darmo. Zrozpaczeni mężczyźni postanawiają porwać syna Hansona, Rexa (Chris Pine).


Film niestety nie ma już świeżości i potencjału, jaki posiadał jego poprzednik. Co prawda wciąż jeszcze potrafi przysporzyć widzowi uśmiechu i pewnej całkiem solidnej dawki dobrej zabawy to nie robi tego w ten sposób, jaki robiła część poprzednia. Wyraźnie widać już, że powtarzanie pewnej konwencji zbyt długo nie przynosi tego samego efektu: zestaw zgranych kart nie daje tego samego wrażenia, gdy wtedy, gdy widzi się je po raz pierwszy. Fabuła jest słabsza niż części pierwszej, która była jakaś taka bardziej przyswajalna i lżejsza. Tutaj bohaterom kibicuje się już w mniejszym stopniu niż wcześniej. Dobrze chociaż, że do oprócz obecnego wroga w postaci zagranego przez Waltza Hansona wciąż jako widzowie mamy dostęp do polubionych w poprzedniej części postaci granych przez Kevina Spacey, Jennifer Aniston czy Jamiego Foxxa, którzy w dużym stopniu ratują produkcję. 
Film ten ma wciąż swoje plusy, pewne żarty dalej bawią jednak myślę, że lepiej będzie jeśli producenci poprzestaną na dwóch filmach z tymi bohaterami i tymi specyficznymi żartami. Na trzecią część prawie tego samego jednak już nie wystarczy, a lepiej zachować naprawdę dobrze napisanych i zagranych bohaterów w pamięci jako uczestników dobrych filmów.




Sposób na szefa

Szefowie wrogowie (Horrible Bosses)
USA 2011
reż. Seth Gordon
gatunek: komedia kryminalna 

Od dłuższego czasu miałem chrapkę na obejrzenie tego filmu. Chciałem zobaczyć jakąś lekką komedię z pewną dawką kryminalnej intrygi i akurat opis tego filmu przekonywał, że tutaj można coś takiego znaleźć. Do tego kadra aktorska zaangażowana w ten projekt wyglądała z wszech miar zachęcająco. Tak więc w cztery lata po premierze kinowej wreszcie dostąpiłem możliwości zmierzenia się z okropnymi szefami.


Trzej przyjaciele Nick (Jason Bateman), Dale (Charlie Day) i Kurt (Jason Sudeikis) mają podobne w problemy w osobach swoich przełożonych. Dave Harken (Kevin Spacey), Julia Harris (Jennifer Aniston) i Bobby Pellit (Colin Farrell) nieustannie doprowadzają ich do furii poprzez swoje zachowanie. Mężczyźni postanawiają więc wyeliminować swoich szefów. Pomóc im w tym ma przestępca znany jako Matkojebca (Jamie Foxx).


Film naprawdę dobrze się ogląda. Fabuła jest absorbująca i sprawia, że widz niemal momentalnie wsiąka w klimat produkcji. W zasadzie nie licząc trochę naiwnej końcówki wszystko układa się logicznie (jak na standardy komediowe) i przejrzyście. Doskonała w tym zasługa też aktorów wcielających się w główne role. Z trójki przyjaciół wyróżnia się chyba najbardziej mający problemy z szefową - seksoholiczką postać grana przez Charliego Day'a. Naprawdę jest przekonujący w swej nieporadności. Day od niemal początku z miejsca potrafi kupić sympatię widza. Także w rolach szefów mamy do czynienia z małym majstersztykiem. Spacey, Aniston jak i Farrell są tacy, jak być powinni. Szczególnie Farrell i jego charakteryzacja powoduje antypatię oglądających. Na szczególną uwagę zasługuje też w swojej roli Foxx.
Poziom żartów jest różny, zdarzają się sceny, gdy humor jest raczej niższych lotów, jednak twórcy nigdy nie przesadzają z nadmiarem tego typu atrakcji. Ogólnie przez niemal cały film jest zabawnie i interesująco. Za to przecież świat kocha komedie. A tu mamy przykład dobrze poprowadzonej, lekko szalonej, lekko ordynarnej ale nie przekraczającej granicy obrzydzenia dobrze zagranej komedii. Warto.