Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D. Radcliffe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D. Radcliffe. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 stycznia 2018

Przygoda w dżungli

Dżungla (Jungle)
Australia, Kolumbia 2017
reż. Greg McLean
gatunek: biograficzny, thriller, przygodowy
zdjęcia: Stefan Duscio
muzyka: Johnny Klimek

Coraz bardziej podoba mi się postpotterowa kariera Daniela Radcliffe'a Wciąż młody aktor próbuje wymknąć się z zaszufladkowania i chętnie wybiera w tym celu ucieczkę w kino niekomercyjne. Choć dla pewnej części szczególnie niedzielnych kinomanów zawsze pozostanie Harrym Potterem. Do ciekawych ról Brytyjczyka po występach w m.in. Człowieku scyzoryku czy Kobiecie w czerni dołącza rola w tym filmie. 


Lata 80. ubiegłego wieku. Grupa znajomych z Izraela podróżuje po Ameryce Południowej. Jeden z nich, Yossi (Daniel Radcliffe) spotyka tam w pewnym momencie tajemniczego Karla (Thomas Kretschmann), który proponuje mu wyprawę w wciąż dziewicze rejony dżungli oraz odwiedzenie nieznanym światu Indian. Yossiemu udaje się namówić przyjaciół (Alex Russell i Joel Jackson) na wyruszenie z Karlem.


Bardzo lubię filmy (oraz książki), które przedstawiają niedostępne lądy, puszcze czy dżungle oraz zamieszkujące je cywilizacje lub prymitywne ludy. Generalnie tego typu filmy są jednym z moich ulubionych motywów w kinie. Dlatego z dużym zadowoleniem przyjąłem wieść, że na ekrany naszych kin zmierza film o takiej tematyce. A co ciekawe jest to film oparty na faktach (choć widz oglądając go może mieć inne zdanie, a jednak to się zdarzyło).
Należy na pewno pochwalić rolę Radcliffe'a i to, co musiał wykonać na potrzeby filmu. Bardzo męcząca i eksploatująca organizm rola. Za podobne ekstremalne zaangażowanie Leonardo DiCaprio w filmie Zjawa dostał m.in. Oscara. Na pewno brytyjski aktor nie doczeka takiego uznania za ten film, jednak warto zaznaczyć, że ta wymagająca rola go nie przerosła.
To co zachwyca w tym filmie to tytułowa dżungla. Wraz z bohaterami wsiąkamy w nią, czujemy tą niezbadaną przez człowieka przestrzeń. Dżungla jednocześnie kusi, cieszy oczy swym widokiem ale też przeraża. Natomiast gdy już zaczyna się survivalowy moment filmu ta pierwotna knieja zaczyna widzów wręcz przytłaczać. Wszystko to zostało natomiast świetnie nakręcone,  a żwawa fabuła nie pozwala się nudzić. Na takie filmy warto chodzić do kina!



czwartek, 8 grudnia 2016

Pożegnanie z Hogwartem

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część 1 i 2 (Harry Potter and the Deathly Hallows: Part 1 and 2)
USA, Wielka Brytania 2010/2011
reż. David Yates
gatunek: przygodowy, fantasy 

Miałem to szczęście, że moje dzieciństwo przypadało na erę wielkiego boomu na Harry'ego Pottera w naszym kraju, a same książki wychodziły rok po roku, więc czytając miałem zawsze tyle lat, co główni bohaterowie. Tak samo, gdy zaczęły powstawać filmy wciąż byłem w wieku bohaterów, dzięki czemu mogłem najpełniej przeżywać akcję. Chociaż daleko mi do nazwania się kiedykolwiek potteromaniakim (lub jakimkolwiek maniakiem) to sentyment do serii pozostał, mimo że ostatniej części już ani nie przeczytałem, ani nie obejrzałem. To drugie niedopatrzenie postanowiłem właśnie nadrobić.


Po śmierci Dumbledore'a Voldemort (Ralph Fiennes) przejmuje władzę nad magicznym światem. Tymczasem ścigany przez swego wroga Harry Potter (Daniel Radcliffe) wraz z przyjaciółmi Ronem (Rupert Grint) i Hermioną (Emma Watson) szukają horkrusów, dzięki których zniszczeniom będzie możliwe pokonanie Voldemorta. 


Obejrzałem oba filmy (część pierwszą i drugą) jednak postanowiłem nie rozdzielać ich na dwie notki i opisać w kilku zdaniach to co widziałem w jednym poście. W sumie jest to podzielenie jednej książki, może dla mnie trochę niezrozumiałe i tyle. W rankingu umieszczę filmy osobno, na potrzeby teksty wystarczy tylko jeden.
Sam pozostaję największym fanem pierwszych trzech/czterech książek o Potterze, jak i ich adaptacji filmowych. Uważam, że najwięcej magii zarówno literackiej, jak filmowej było zawartych w tych częściach i to właśnie początkowe, baśniowe części stanowią o sukcesie całej serii, która z części na część szła według mnie w zbyt hmm mrocznym kierunku rezygnując z tego, co miała najlepsze - magii, magicznej szkoły i jej sekretów na rzecz sztampowego pojedynku dobra ze złem w wydaniu dla nastolatków.
Także ostatnia część przez brak magicznej nauki w równie magicznej szkole i zamienienie się w istne przeciwieństwo pierwszych części jest dla mnie rozczarowaniem. Chociaż przez te prawie pięć godzin nie zabraknie tutaj efektownych pojedynków na różdżki,przeróżnych efektów świetlnych przez to wywoływanych, przejażdżek na miotłach czy używania magicznych przedmiotów to całościowo nie czuć tu wcale magii, która niknie pod wpływem swojej częstotliwości sprowadzając się do kolorowych efektów...Niestety czuć w tym przesyt. 
Także film (czy też książka jeśli bym przeczytał) dla nastolatków obejrzany po latach, gdy jest się już w latach oddalony od targetu wiekowego produktu nie daje tyle satysfakcji, co kiedyś. Wiele rzeczy wydaje się nielogiczne, dodane na siłę, czy wręcz bezsensowne. Ale takie już prawidła opowieści dla młodszych widzów/czytelników. 
Niestety też jakoś nie mogłem się przekonać do bohaterów, których wcześniej uwielbiałem. Zarówno Harry, jak i jego przyjaciele są mdli i po prostu nudni. Postać Voldemorta nie jest już tak straszna jak kiedyś, a mnie najbardziej irytowało tak mało czasu poświęconego świetnie sportretowanemu przez Alana Rickmana Snape'owi. 
Gdybym oglądał ten film mając 16-17 lat na pewno uważałbym go za bardzo dobry, teraz jednak co najwyżej mogę powiedzieć, że jest średni z kilkoma niezłymi scenami. Niestety dla Pottera, a na szczęście dla innych filmów z wiekiem gust filmowy też podlega zmianie. Osobiście wieńczącą część uznaję nieznacznie lepszą niż pierwszy film z 2010 roku.


wtorek, 4 października 2016

Martwy przyjaciel

Swiss Army Man 
USA 2016
reż. Dan Kwan, Daniel Scheinert
gatunek: przygodowy, dramat, komedia 


Dla wielu aktorów rola życia oprócz bycia ogromnym sukcesem staje się wręcz przekleństwem. Zostają oni przez wielu odbiorców zaszufladkowani do odgrywania określonej postaci w określonym stylu i epoce. Przykładem tego typu aktora może być w ostatnich latach Johnny Depp, którego większość ról to powielanie postaci kapitana Sparrowa. Także legendarny Louis de Funes mimo ogromu komediowych ról w pamięci widza zapisał się jako mało rozgarnięty żandarm. Żeby daleko nie szukać dobrym tego przykładem w naszym kraju jest Andrzej Grabowski, który choć wystąpił w ostatnich latach w wielu różnorodnych produkcjach dla większości na zawsze pozostanie Ferdkiem Kiepskim. Aktorzy często by odciąć się od roli, z którą są kojarzeni postanawiają wcielić się w całkowite jej przeciwieństwo. Pamiętny ksiądz z Plebanii, czyli Włodzimierz Matuszczyk niedawno wcielił się w kryminalistę odsiadującego wyrok w filmie Git, Elijah Wood, by odciąć się od Froda zagrał w filmie z samą Sashą Grey (choć nie jest to taki film, jak myślicie). Harry Potter, czyli Daniel Radcliffe zdecydował się wcielić w rolę...zwłok. 


Hank (Paul Dano) przebywa na odludziu z dala od cywilizacji. Wycieńczony i zdemotywowany brakiem perspektyw na ratunek postanawia z sobą skończyć. Jednak wieszając się zauważa na plaży człowieka wyrzuconego na ląd. Pełen nadziei rusza w jego stronę, jednak szybko ku jego rozpaczy okazuje się, że morze wyrzuciło trupa. Pod wpływem halucynacji załamany Hank rozpoczyna jednak konwersację z nieboszczykiem, którego nazywa Manny (Daniel Radcliffe). Rozgadane zwłoki dzięki swym zdolnością dają mu nadzieję powrotu do domu.


Cóż, jest to film ze wszech miar specyficzny, co chyba można łatwo przewidzieć już po samym opisie, jak i trochę przydługim wstępie, który może tłumaczyć udział Radcliffe'a w tej produkcji. Ja w każdym razie jeszcze czegoś takiego nie widziałem, a widziałem masę dziwacznych filmów. Dziwność tego filmu nie jest jednak jego minusem. A na pewno nie powinien być minusem dla sporej części kinomaniaków. Dużo ludzi już jednak po samym krótkim opisie lub obejrzeniu zwiastuna odwróci plecami od ekranu uznając, że to film nie dla nich. Mnie jednak to dziwaczna, kontrowersyjna fabuła nie raziła i patrzyłem na wydarzenia zawarte w filmie, choć z czasem pewnym zażenowaniem to jednak także z towarzyszącym mi uśmiechem. Szczególnie, gdy Hank korzystał z supermocny Manny'ego można było zadać sobie pytanie Co tu się do cholery dzieje? jednak akceptując przewrotną konwencję filmu wypada w tych scenach porzucić rozsądek i skupić się na obserwowaniu przygód bohaterów. Jednak fenomenalne jest tu to, że oprócz surrealistycznych halucynogennych przygód Hanka mamy tutaj wiele bardzo serio toczonych rozmów, gdzie Hank uczy Manny'ego życia, a ten swymi pytaniami i ripostami zgrabnie kwituje problemy ludzi. Naprawdę rozmowy bohaterów często są nie tylko zabawne, ale i wartościowe - za to plus dla autorów. Także świetnie radzi sobie obsada - Paul Dano daje radę jako trochę sfiksowany samotnik, epizodycznie występująca lecz ważna dla fabuły Mary Elizabeth Winstead wnosi dawkę uroku, jednak film jest popisem Daniela Radcliffe'a. To chyba najlepsza gra zwłok, jaką widziałem w kinie. On nie gra martwego - on jest martwy. By za chwilę za sprawą spaczonej wyobraźni Hanka ożyć i być mniej sztywnym niż wcześniej. Naprawdę wielkie ukłony dla aktora za tę kreację. Na pewno zostanie z niej zapamiętany przez tych, którzy zdecydują się obejrzeć tę produkcję. Ja mimo wszystko polecam - choć trzeba podejść do filmu z odpowiednim dystansem.