wtorek, 6 stycznia 2015

Sensacje XX wieku

Rasputin 
Rosja 2013
reż. Irakli Kvirikadze
gatunek: biograficzny, dramat
zdjęcia: Ennio Guarnieri
muzyka: Enri Lolashvili Przy pomocy Gerarda Depardieu, któremu powierzono tytułową rolę Rosjanie wzięli się za próbę zekranizowania życia Grigorija Rasputina - jednej z najbardziej tajemniczych postaci XX wieku, a może nawet i w całej historii powszechnej. Film Kvirikadze niestety jednak nie dołączy mimo bardzo ciekawej głównej postaci do kanonu najlepszych dzieł biograficznych współczesnej kinematografii.


Syberyjski chłop Rasputin dokonuje różnorakich cudów i uzdrowień. Sława kieruje go do stolicy carskiej Rosji, gdzie zyskuje swoich oddanych fanów. Po pewnym czasie wezwany zostaje do siedziby rodziny cara - Carskiego Sioła, by pomóc w uleczeniu carewicza Aleksa. Gdy to mu się udaje dzięki protekcji zafascynowanej nim żony cara Mikołaja (Vladimir Mashkov) Aleksandry (w tej roli Francuzka Fanny Ardant) pozostaje w najbliższym otoczeniu caratu zyskując coraz większe wpływy. Nie wszystkim jednak się to podoba...


Obserwujemy akcję od czasu jego przybycia do carskiej siedziby, aż do śmierci pod koniec 1916 roku. Jest to okres bardzo niespokojny  w dziejach Rosji, aczkolwiek ciągłe bale odbywające się w trakcie filmu tego nie potwierdzają. Przecież oprócz wielkiej wojny jeszcze większym zagrożeniem dla ówczesnego porządku była działalność sił rewolucyjnych, która rosła z każdym rokiem od końca XIX stulecia.  W filmie tego nie widać. 
Ogólnie też autorzy starali się z tego co zauważyłem oddemonizować wizerunek Rasputina, który jednak nie kojarzy się zbyt pozytywnie. Patrząc na film widzimy w sumie sympatycznego brodacza, który może i czasem przedawkuje z alkoholem czy pójdzie na dziwki, ale przecież co to za wady, gdy dokonuje się uzdrowień i troszczy o los ojczyzny. Reżyser stawia pytanie czy naprawdę Rasputin był tu tym złym i daje swoją odpowiedź, że najwyraźniej jednak nie. Niestety jednak wszystkie postaci są zbyt jednowymiarowe i ciężko sie tu z kimś na dłużej zżyć, polubić czy poznać motywacje. Szkoda, bo film miał potencjał zarówno tematyczny jak i w sumie aktorki, a i kostiumowo wypadł całkiem dobrze. Coś jednak nie zagrało i wyszedł bardzo typowy średniak. Jak to z przeciętniakami - obejrzenie specjalnie nie zaszkodzi, ale i jak się nie zobaczy to nie przegra się zbyt wiele.  




Podróże Kolumba

1492: Wyprawa do raju (1492: Conquest of Paradise)
Francja,  Hiszpania 1992
reż. Ridley Scott
gatunek: biograficzny, przygodowy, dramat
zdjęcia: Adrian Biddle
muzyka: Vangelis


Pięćset lat po pierwszej z osławionych podróży Kolumba powstały dwa filmy upamiętniające to wydarzenie. Pierwszy z nich - Kolumb odkrywca z m.in. Marlonem Brando, Benicio del Toro czy Catheriną Zatą - Jones nie przypadł widzom do gustu, natomiast opisywany właśnie przeze mnie film znanego i cenionego już wtedy reżysera późniejszego Gladiatora (Scott miał już wtedy w dorobku zarówno Obcego jak i Łowcę androidów) spełnił w dużym stopniu wymagania krytyków.



Fabuła filmu o tak znanej postaci jest na tyle przewidywalna, że nie trzeba jej chyba zbytnio streszczać. Będący w średnim wieku Krzysztof Kolumb żyje w świecie, w którym jeszcze Kopernik nie ogłosił swego przełomowego dzieła O obrocie sfer niebieskich a doktryna wszechwiedzącego Kościoła mówi o tym, że Ziemia jest płaska. W świecie tym, dla każdego kto myśli choć trochę inaczej niż ówczesny mainstream czeka już porządna dawka chrustu podłożonego pod stos. Takim kontestatorem jest właśnie Kolumb, który próbuje zyskać pozwolenie na przepłynięcie drogi do Indii płynąc nie wzdłuż Afryki  w kierunku wschodnim, lecz chcąc popłynąć statkami na zachód okrążając tym samym kulę ziemską. Po wielu staraniach zyskuje on uznanie królowej Izabeli (współpracująca już z Ridleyem Scottem przy Obcym Sigourney Weaver) i rusza na trzech statkach w wyprawę do Indii nie zdając sobie sprawy, że dotrze do Nowego Świata i na trwałe wpisze się do historii ludzkości. 

Główna akcja toczy się na dwóch płaszczyznach, pomiędzy Starym a Nowym Światem oddzielonym od siebie wielką wodą. W tym starym świecie jesteśmy świadkami zakończenia się ery rekonkwisty oraz widzimy panoszenie się wszechwładnej inkwizycji. Natomiast w świecie nieodkrytym dotychczas przez białego człowieka autorzy pokazują nam wizję tytułowego raju: miejsca dziewiczego i bliskiego naturze. Oczywiście przybycie cywilizacji szybko ma to zmienić...


Na wydarzenia patrzymy tu okiem Kolumba (w tej roli rosyjski aktor francuskiego pochodzenia Gérard Depardieu). Ridleyowski Kolumb jest pokazany jako osoba krytyczna w stosunku do doktryn kościelnych, bardzo idealistyczna, z dużą skłonnością do refleksji i egzystencjalnych bon motów. Trochę te wszystkie mądre cytaty ze strony Kolumba zalatują jak dla mnie tandetą, ale widocznie zamysłem reżysera było ukazanie tej postaci tak a nie inaczej.  
Trochę mogę się przyczepić do sposobu, w jakim pokazano walki w tym filmie. Nie jestem specjalnym miłośnikiem slow motion a tutaj w stosunku do ilości ogólnej samych starć jest po prostu za dużo. Ogólnie Scott jednak w późniejszym etapie kariery poradził sobie z problemem uczynienia walk bardziej widowiskowymi, co widać w jego późniejszym o osiem lat dziele Gladiator.
Na uwagę zasługuje też będący wisienką na torcie motyw przewodni filmu, stworzony przez Vangelisa. Twórca muzyki do Rydwanów ognia i tym razem stworzył monumentalne, ponadczasowe dzieło, które świetnie pasuje do najważniejszych wydarzeń z życia Kolumba. 




poniedziałek, 5 stycznia 2015

Inkwizycja dogorywa

Duchy Goi (Goya's ghosts)
USA, Hiszpania 2006
reż. Milos Forman
gatunek: kostiumowy, dramat
zdjęcia: Javier Aguirresarobe
muzyka: José Nieto

Czeski reżyser m.in. Lotu nad kukułczym gniazdem bądź Amadeusza nie tworzy filmów zbyt często, jednak jeśli już jakiś powstaje widz ma gwarancję, że produkcja będzie reprezentowała pewien co najmniej dobry poziom. Tak też jest w przypadku Duchów Goi, w których to Forman powraca do kostiumowych kreacji.



Tytułowego bohatera, którym jest Francisco Goya nie trzeba przedstawiać. Każdy choć trochę zorientowany w kulturze europejskiej zna dzieła tego hiszpańskiego malarza. W filmie Formana w Goyę wciela się oglądany w ostatnich latach np. w Nimfomance czy Dziewczynie z tatuażem szwedzki aktor Stellan Skarsgård. Pod koniec XVIII wieku posiadając już znaczną renomę, tworząc m.in. dla rodziny królewskiej maluje on podobiznę jednego z inkwizytorów - Brata Lorenzo (w tej roli znany z Skyfall czy Adwokata Javier Bardem). Gdy pod zarzutem kryptożydostwa inkwizycja więzi muzę malarza - piękną Ines (Natalie Portman) jej ojciec zwraca się do malarza o próbę interwencji w sprawie córki do brata Lorenzo...


Reżyser doskonale oddaje klimat panujący w Hiszpanii w ostatnich latach panowania tamtejszej inkwizycji. W XVIII wieku, nazywanym często wiekiem rozumu instytucja ta zachowała swoją pierwotną rolę i skutecznie przeciwstawiała się działaniom kaganka oświaty. Dopiero nadejście francuskiej armii Napoleona na początku XIX stulecia położyło kres panoszeniu się hiszpańskiej inkwizycji, lecz jak pokazuje Forman (a wcześniej sama historia) dla obywateli jest to swoiste przejście z deszczu pod rynnę. Na przykładzie brata Lorenzo świetnie ukazana jest też konformistyczna postawa zachowań ludzkich. Jak dla mnie kreacja, którą wykreował Bardem jest magnesem, który powinien przyciągnąć do tego filmu. Filmu, w którym na wysokim poziomie stoją nie tylko reżyseria, gra aktorska czy kostiumy, ale i fabuła oraz realizacja. Nie jest to dzieło wybitne ale na pewno warte obejrzenia i późniejszej refleksji.  




piątek, 26 grudnia 2014

Zabili go i uciekł

Ujrzałem diabła (I saw the devil)
Korea Południowa 2010
reż. Jee-woon Kim
gatunek: thriller
zdjęcia: Mogae Lee
muzyka: Mowg

Pierwsze sceny produkcji Kima przypominały mi swym klimatem Fargo braci Coen. Mieliśmy tutaj jako scenerię zaśnieżone mroczne pustkowie, które ogarnięte było ze wszystkich stron śniegiem. Nie powiem - początek bardzo klimatyczny. Zachęcało to do dalszego oglądania tego dwuipółgodzinnego filmu. Sama scena porwania i zabójstwa też niczego sobie. Niestety potem było już tylko gorzej, a o fakcie, że to jednak nie Fargo  dowiadujemy się nadzwyczaj szybko.


Ujrzałem diabła  mamy do czynienia z falą niczego nie umotywowanej przemocy, która razi i szokuje widza od początku do końca.
Tytułowy diabeł Keyong-cheol Jang (znany np. z Oldboya Min-sik Choi) podróżuje po bezdrożach w celu pochwycenia i mordowania ludzi. Kiedy porywa i zabija młodą dziewczynę wpada w kłopoty, gdyż ta okazuje się być narzeczoną agenta koreańskich służb specjalnych - Soo-hyeon Kima (Byung-hun Lee). Ten postanawia dokonać na mordercy zemsty. Jednak nie chce go zabić od razu, lecz dopada go, bije, po czym wypuszcza, a później ta sytuacja się powtarza...


Niezbyt rozumiem na czym opierają się założenia fabularne filmu i przesłanki, jakie kierują głównymi bohaterami. Zarówno zachowanie polującego na diabła Kima, jak i zamieniającego się z łowcy w zwierzynę Janga są nieracjonalne. Sam Jang podróżuje bez większego celu mordując każdego, kto nawinie mu się pod nóż/kij/cokolwiek innego, a jego oprawca znajdujący go zawsze przed policją dopada go, bije czy wręcz masakruje i odjeżdża. Masakry odbywają się zazwyczaj kombinacją torba do duszenia - pięści - noże -gazrurka - kamień - wbicie śrubokręta w kończynę, co nie powoduje większego rezultatu w postaci zgonu.
W zamierzeniu film miał być pokazem przemocy i wpajanego nam od podstawówki stwierdzenia przemoc rodzi przemoc, ale w rezultacie wyszedł zwyczajnie głupi film o zemście, pełen sadystycznych scen i irracjonalnych zdarzeń.
Chociaż scenę w taksówce zobaczyć warto.


wtorek, 23 grudnia 2014

Biegiem przez dżunglę

Apocalypto
USA 2006
reż. Mel Gibson
gatunek: dramat, przygodowy
zdjęcia: Dean Semler
muzyka: James Horner

Jako reżyser Mel Gibson znany jest głównie z Braveheart oraz Pasji. Zarówno w jednym jak i drugim dziele Australijczyk obrazowo i sugestywnie przedstawia świat w jakim żyją jego bohaterowie. W filmach tych widać perfekcjonizm reżysera (w którym innym filmie biblijnym aktorzy mówią po łacinie czy aramejsku?) oraz dbałość o detale - brutalność w brutalnych scenach jest po prostu brutalna i tyle. Nie inaczej jest z mniej kojarzonym filmem Gibsona - Apocalypto. Reżyser przenosi nas tutaj w ostatnie lata trwania cywilizacji Majów, cywilizacji tajemniczej, brutalnej ale też w tym wszystkim bardzo ciekawej. Bohaterowie tej produkcji mówią w starożytnym języku Majów - Yucatec




Bohaterem filmu jest Łapa Jaguara (Rudy Youngblood), który żyje wraz z ciężarną żoną i synem w wiosce w dżungli. Jako syn dowódcy drużyny łowców wiedzie udane życie w osadzie. Wszystko jednak zmienia się pewnego ranka, gdy wioskę atakują łowcy głów. Łapa Jaguara ukrywa żonę i dziecko w wielkim dole nieopodal wioski, po czym rzuca się w wir walki. Walki z góry skazanej na porażkę, gdyż doborowy oddział najeźdźców masakruje osadę, a ocalałych przy życiu mieszkańców z Jaguarem włącznie bierze w niewolę. Zaczyna się ciężka podróż do miasta...


Gibson zrobił solidne kino drogi, gdzie wszystko idzie po sznurku zgodnie z zasadą 'tam i z powrotem', jednak z kilku powodów każda ze stron podróży bohatera będzie wyglądała inaczej. 
Jest to film, w którym mam wrażenie pada więcej trupów niż zdań złożonych, a doliczyłem się 114 ofiar.
Jednak dzięki cudownej pracy kamery każde niemal ujęcie jest perfekcyjne, wszystko zdaje się być tam, gdzie powinno. Brak rozbudowanych dialogów nie jest tu wadą. 
Jeśli ktoś chce zobaczyć w miarę wiarygodny obraz świata Majów, gdzie pierwszy biały człowiek dopiero wkrótce ma się pojawić to jest dla niego pozycja jak znalazł. Chyba, że przerazi go duża dawka bezkompromisowej brutalności.



.

piątek, 14 listopada 2014

Kłopoty to jego specjalność

Chinatown
USA 1974
reż. Roman Polański
gatunek: czarny kryminał
zdjęcia: John A. Alonzo
muzyka: Jerry Goldsmith

Wiele osób tęskni dzisiaj za klasycznymi kinami w stylu noire. Do tego gatunku aspiruje wszak m.in. seria Sin City, jednak brak w niej ducha standardowych produkcji tego typu. Od czasu L.A. Confidential z Kevinem Spacey'em w roli głównej nie mieliśmy okazji oglądać dobrego kina z tego podgatunku kryminału.
Dla wielu ostatnim duchowym następcą klasyków z Humphreyem Bogartem w rolach głównych był właśnie opisywany tutaj film Romana Polańskiego. Reżyser stara się tworzyć kino gatunkowe i wśród różnych gatunków, jakich filmowania się podjął w 1974 roku wybór padł właśnie na film noire.

Akcja filmu toczy się w 1937 roku w Los Angeles. Poznajemy tutaj sztandarową postać gatunku - samotnego detektywa o nazwisku J.J. Gittes. W tej roli świetnie spisał się (jak zwykle zresztą) Jack Nicholson. Gittes dostaje zlecenie od Idy Sesion, która nakazuje mu śledzić swego męża, którego oskarża o niewierność. Wkrótce jednak okazuje się, że zlecająca osoba tylko podszywa się pod żonę tego prominentnego człowieka, a on sam zostaje znaleziony martwy w dziwnych okolicznościach...


Fabuła filmu podażą zgodnie ściśle określonych ramach, które determinują cały gatunek czarnego kryminału, czy to tego filmowego, czy książkowego (wszak największe tryumfy kino noire święciło przenosząc na ekran prozę Raymonda Chandlera). Mamy tutaj szereg schematycznych postaci, które pojawiają się w każdej tego typu opowieści: zgorzkniały detektyw, tajemnicza femme fatale, zepsuty mafioso z szajką na swych usługach czy błądzący po omacku policjant. Ciężko tu odróżnić dobro od zła, nic nie jest tu po prostu czarne lub białe, dominują różne odcienie szarości. Widz wie, że każdy wybór Gittesa to wybór nie mniejszego zła. 


Polański w tej produkcji oddał hołd kinu oraz literaturze noire. Przeniósł wszystko co najlepsze w tym temacie na ekran odkurzając ten gatunek po latach ze wszystkimi plusami, jak i minusami jego funkcjonowania. Dla fanów tego typu kina pozycja kultowa oraz obowiązkowa, natomiast dla reszty może on się okazać mocno czerstwym produktem. Ja jako fan gatunku jestem jednak jak najbardziej na tak! Przedwojenne Los Angeles przeniesione na ekran za sprawą Polańskiego warte jest obejrzenia. 





niedziela, 2 listopada 2014

Transhumanizm

Transcendencja (Transcendence)
USA 2014
reż. Wally Pfister
gatunek: S-F, dramat
zdjęcia: Jess Hall
muzyka: Mychael Danna


Transcendencja to film o potędze nauki i miłości w jednym. Doktor Will Caster (Johnny Depp) jest naukowcem, a  jego praca opiera się na stworzeniu sztucznej inteligencji, która posiadałaby świadomość. Lecz czym tak naprawdę jest owa świadomość? I czy urządzenie komputerowe może je posiadać? Po latach pracy okazuje się, że najwidoczniej może. Jednak powstający projekt budzi kontrowersje szczególnie wśród grupy terrorystycznej, która sprzeciwia się badaniom nad sztuczną inteligencją, w obawie, że projekt badawczy może przynieść więcej strat niż korzyści dla społeczeństwa.



  Po jednym z wystąpień na którym wygłasza swój wykład główny bohater zostaje zaatakowany, na skutek którego wydarzenia umiera.  Jego ukochana i wierna żona nie może się pogodzić z odejściem męża, dlatego postanawia wykorzystać jego maszynę, by umieścić w niej umysł swojej wielkiej miłości. Mimo że Will umiera, jego umysł i świadomość zostaje w komputerze, co daje możliwość na komunikowanie się ze swoją żoną.
Po podłączeniu umysłu bohatera do sieci internetowej, małżeństwo pełne wiary w lepszy świat, postanawia go zmienić i naprawić, w czym ciągle przeszkadza im grupa terrorystyczna, która chce unicestwić szybki postęp dokonań naukowców. Jak toczą się losy głównych bohaterów, czy zmienią świat na lepsze, czy ktoś im przeszkodzi i czy komputer może mieć swoją świadomość? To pozostawiam dla oglądających, by cierpliwie doczekali końca. 


Film nie tylko opowiada o miłości dójki ludzi do siebie i ich bezgranicznemu zaufaniu i oddaniu, ale także zmusza do głębszej refleksji. Po obejrzeniu projekcji, widz powinien zadać sobie serię pytań. Po pierwsze: dokąd zmierza era Internetu? Czy ingerencja maszyn w życie człowieka jest dobra? Gdzie jest granica moralna i etyczna między życiem człowieka, a wbudowaniem naszego umysłu i świadomości do komputera? Czy szybko postępujący rozwój technologiczny nie wyprzedza myślenia człowieka, przez co przejmuje nad nim kontrolę? Te i inne pytania zostawiam dla oglądających!