Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1974. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1974. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 sierpnia 2017

Pojedynek gwiazd

Człowiek ze złotym pistoletem (The Man with the Golden Gun)
Wielka Brytania 1974
reż. Guy Hamilton
gatunek: sensacyjny
zdjęcia: Ted Moore
muzyka: John Barry


Kontynuując swoją przygodę z moją ulubioną serią filmową po raz kolejny obejrzałem klasyczny film z agentem 007, w którym to siły połączyli reżyser Guy Hamilton i aktor Roger Moore. Jest to oczywiście następna część z srebrnej epoki filmów o Jamesie Bondzie. 


Tym razem los konfrontuje agenta Jej Królewskiej Mości Jamesa Bonda (Roger Moore) z najgroźniejszym płatnym zabójcą na świecie, Scaramangą (Christopher Lee). Morderca wysyła do biura agencji złoty pocisk dając znać, że ma zamiar zlikwidować 007...


Kolejny, niestety ostatni już Hamiltonowy Bond to kolejna porcja sprawdzonej klasyki, w której to prym wiodą dwaj równorzędni przeciwnicy - grany przez ówczesną ikonę stylu i klasy Rogera Moore'a oraz późniejszego Sarumana i aktora wielu ról drugoplanowych, Christophera Lee. Postać grana przez Lee jest jednym z niewielu czarnych charakterów w serii, która nie tylko nie ma szczególnie złych intencji odnośnie Bonda, ale w pewnym sensie podziwia go i szanuje jego postać. Choć pojedynek 007 z posługującym się tytułową złotą bronią szwarcharakterem jest od początku nieodzowny, to sposób, w jakim obaj panowie będą się traktowali jest różny do tego, co przeważnie widzimy w serii.
Oprócz dobrych ról głównych antagonistów mamy tutaj kilka równie udanych ról kobiecych, gdzie prym wiodą Britt Ekland i Maud Adams. Dodatkowo ważną rolę po raz kolejny spełnia też specyficzny bondowski humor, znów w dużej mierze związany z postacią sierżanta Peppera. Dodatkowo komizm wprowadza związany ze Scaramangą karzeł. Daje to odpowiednią dawkę dystansu i odpoczynku od głównej, bardziej dramatycznej akcji. Kolejny raz Hamilton zaserwował nam solidny odcinek szpiegowskiej serii i szkoda tylko, że nie zajął się on już żadną kolejną kontynuacją. 









piątek, 14 listopada 2014

Kłopoty to jego specjalność

Chinatown
USA 1974
reż. Roman Polański
gatunek: czarny kryminał
zdjęcia: John A. Alonzo
muzyka: Jerry Goldsmith

Wiele osób tęskni dzisiaj za klasycznymi kinami w stylu noire. Do tego gatunku aspiruje wszak m.in. seria Sin City, jednak brak w niej ducha standardowych produkcji tego typu. Od czasu L.A. Confidential z Kevinem Spacey'em w roli głównej nie mieliśmy okazji oglądać dobrego kina z tego podgatunku kryminału.
Dla wielu ostatnim duchowym następcą klasyków z Humphreyem Bogartem w rolach głównych był właśnie opisywany tutaj film Romana Polańskiego. Reżyser stara się tworzyć kino gatunkowe i wśród różnych gatunków, jakich filmowania się podjął w 1974 roku wybór padł właśnie na film noire.

Akcja filmu toczy się w 1937 roku w Los Angeles. Poznajemy tutaj sztandarową postać gatunku - samotnego detektywa o nazwisku J.J. Gittes. W tej roli świetnie spisał się (jak zwykle zresztą) Jack Nicholson. Gittes dostaje zlecenie od Idy Sesion, która nakazuje mu śledzić swego męża, którego oskarża o niewierność. Wkrótce jednak okazuje się, że zlecająca osoba tylko podszywa się pod żonę tego prominentnego człowieka, a on sam zostaje znaleziony martwy w dziwnych okolicznościach...


Fabuła filmu podażą zgodnie ściśle określonych ramach, które determinują cały gatunek czarnego kryminału, czy to tego filmowego, czy książkowego (wszak największe tryumfy kino noire święciło przenosząc na ekran prozę Raymonda Chandlera). Mamy tutaj szereg schematycznych postaci, które pojawiają się w każdej tego typu opowieści: zgorzkniały detektyw, tajemnicza femme fatale, zepsuty mafioso z szajką na swych usługach czy błądzący po omacku policjant. Ciężko tu odróżnić dobro od zła, nic nie jest tu po prostu czarne lub białe, dominują różne odcienie szarości. Widz wie, że każdy wybór Gittesa to wybór nie mniejszego zła. 


Polański w tej produkcji oddał hołd kinu oraz literaturze noire. Przeniósł wszystko co najlepsze w tym temacie na ekran odkurzając ten gatunek po latach ze wszystkimi plusami, jak i minusami jego funkcjonowania. Dla fanów tego typu kina pozycja kultowa oraz obowiązkowa, natomiast dla reszty może on się okazać mocno czerstwym produktem. Ja jako fan gatunku jestem jednak jak najbardziej na tak! Przedwojenne Los Angeles przeniesione na ekran za sprawą Polańskiego warte jest obejrzenia.