Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Nowicki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Nowicki. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 stycznia 2018

Pod kopułą

O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji
Polska 1984
reż. Piotr Szulkin
gatunek: sci-fi
zdjęcia: Witold Sobociński
muzyka: Jerzy Satanowski

Po obejrzeniu niedawno opisywanego filmu Ga,ga: Chwała bohaterom, który to zrobił na mnie duże wrażenie postanowiłem od razu zobaczyć inny film Piotra Szulkina. Wybór padł na starszą o rok produkcję tego reżysera.


Przenosimy się do nieodległej przyszłości. Świat po wojnie jądrowej upadł, a resztki rozumnej cywilizacji w postaci kilkuset ludzi tłoczą się w betonowej budowli oczekując na przybycie tajemniczej i zbawczej Arki, która zawiezie ich ku lepszemu życiu. Soft (Jerzy Stuhr) zostaje wysłany przez swego zwierzchnika (Marek Walczewski), by odnalazł budowniczego (Jan Nowicki) budowli, w której się znajdują. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że ta niedługo pęknie niszcząc znajdujące się w środku ostatnie życie na Ziemi...


W porównaniu do Ga, ga: Chwała bohaterom opisywany właśnie film bardziej wpisuje się w ramy gatunkowe science fiction. Nawet momentami można określić to jako hard s-f z dużą dawką filozofowania na temat kondycji ludzkości i pewnej istoty społeczeństwa. Dojrzałem s-f przecież ma pokazywać obawy dotyczące przyszłości, snuć rozważania na temat człowieczeństwa etc. I tutaj tej powagi jest naprawdę sporo. Jest to na pewno całkiem inny film, aniżeli przewrotnie absurdalna produkcja z Danielem Olbrychskim w roli głównej. 
To, co jest w tym filmie na pierwszym planie to oczywiście ślepa wiara w wymyśloną przez wierchuszkę Arkę, która ma zbawić biedującą pod kopułą resztkę ludzkości. Autor w ciekawy sposób przedstawia siłę wiary, religii jako takiej, traktowanej jako ostatnia deska ratunku. Ludzie znajdujący się w budowli nie chcą słyszeć o tym, że Arka to tylko ludzki wymysł i ślepo, fanatycznie wyczekują na poprawę losu. 
Z innych plusów filmu można wymienić naprawdę świetną pracę kamery i jakość zdjęć Sobocińskiego seniora. Czuć tą klaustrofobię, zamknięcie w kilku pomieszczeniach, gdzie w większości miejsc ludzie tłoczą się jak sardynki w puszce.Także nałożone na kamerę filtry oddają pewien niepokój. Pochwalić wypada Szulkina też za to, że zebrał naprawdę mocną ekipę aktorską, gdyż oprócz wymienionych wcześniej bardzo dobrą rolę ma Krzysztof Majchrzak, a i nieźle wypada Krystyna Janda.
Więc jeśli chcecie zobaczyć odpowiednio poważne, skłaniające do refleksji kino s-f,które dodatkowo wywodzi się z Polski to chyba ten film to najlepszy obecnie wybór. Jak kilka innych filmów Szulkina można go nieodpłatnie obejrzeć na vod.pl (nie, to nie jest reklama).







czwartek, 12 listopada 2015

Czas oczekiwania

11 minut
Polska 2015
reż. Jerzy Skolimowski
gatunek: sam nie wiem co ale twórcy określają to jako thriller

W gronie filmów nominowanych do najbardziej prestiżowej nagrody filmowej, jaką jest Oscar we wprowadzonej w 1957 roku statuetki za najlepszy film nieanglojęzyczny Polska miała aż 10 nominacji, z czego ostatnio nawet Idzie udało zdobyć się tę nagrodę. Przeważnie polskie filmy nie doczekiwały się nominacji,a  wybór produkcji jaką kraj zgłasza do konkursu często bywał kontrowersyjny. Opisywany właśnie film też został oficjalnym polskim kandydatem do nagrody i kontrowersje na pewno będą spore i tym razem. 


W czasie tytułowych 11 minut (które rozciągnięte są na ponad 80) poznajemy losy kilku bohaterów. Mamy zarówno początkującą aktorkę (Paulina Chapko), jak i jej zazdrosnego męża (Wojciech Mecwaldowski), reżysera z Hollywood (Richard Dormer), sprzedawcę hot dogów (Andrzej Chyra) i jego syna - narkotykowego kuriera (Dawid Ogrodnik). Do tego parę alpinistów  - amatorów (Piotr Głowacki i Agata Buzek), malarza (Jan Nowicki), porzuconą dziewczynę (Ifi Ude) i jej dawnego chłopaka (Mateusz Kościukiewicz). Wszyscy spotkają się w złym miejscu i złym czasie.


Ciężko mówić o jakiejś wielkiej fabule. Pokazane nam są rozgrywające się w ciągu niecałego kwadransa losy kilku postaci, które w gruncie rzeczy przeważnie nic nie łączy. Czasem co najwyżej miną się na ulicy, nic więcej. Sylwetki bohaterów są niewyraźnie, ich historia ledwie zarysowana przez co możemy co najwyżej domyślać się kim tak naprawdę są. To natężenie postaci przy jednoczesnym krótkim czasie produkcji sprawia, że ciężko zżyć się z bohaterami na ekranie. Nie ułatwia tego aktorstwo, które mimo zatrudnienia śmietanki polskich aktorów roku 2015 (podobną zgraję spotka się chyba niebawem w Listach do M 2) to pozostawia wiele do życzenia. W filmie znajdzie się potwierdzenie hasła mówiącego, że dobry aktor źle wyreżyserowany to zły aktor. Do tego kuleją dialogi, które przeważnie są bardzo niskich lotów. Wszystko dopełnia chaotyczny montaż, który co prawda niektórym się podoba, jednak mnie do siebie nie przekonuje. 
Do tego cała narracja filmu jest mocno średnia. Producenci w zamyśle budują atmosferę, podgrzewają ją niedopowiedzeniami aż do samego dość operowego ale i komicznego finału. Zamiast szoku można się co najwyżej zaśmiać. Do tego różne katastroficzne wstawki - tropy w czasie trwania filmu. A to jakaś plama czy obiekt zbliżający się do Ziemi, jaki widzą bohaterowie (niemal jak w filmie Melancholia), a to przepowiednia końca świata z telewizora, samolot niebezpiecznie zbliżający się do budynku  etc.
Jedne co naprawdę dobrze wypadło to pokazanie miasta. Warszawa wreszcie jest nowoczesna, żyjąca, taka prawdziwa. Nie to co w Body/Ciało gdzie pokazano stolicę nową ale w sposób taki, jakby akcja działa się z ćwierć wieku wstecz. Niestety dobrze oddane miasto mniej zapada w pamięć, niż fatalnie dobrana muzyka i efekty dźwiękowe. Pół filmu na decybelach przekraczających normę o 200% to masakra.
Nie wiem kto zgłosił ten film do konkursu na najlepszy film nieanglojęzyczny wg Amerykańskiej Akademii  Filmowej ale sądzę, że w ostatnich 12 miesiącach było wiele o dużo lepszych filmów naszej polskiej produkcji. Sam uważam, że nawet Disco Polo jest filmem lepszym niż ta produkcja. Bo najnowszy film Skolimowskiego jest moim zdaniem zwyczajnie słaby.