Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W. Herzog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W. Herzog. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2017

W sieci

Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci (Lo and Behold, Reveries of the Connected World)
USA 2016
reż. Werner Herzog
gatunek: dokumentalny

Bardzo sobie cenię twórczość reżyserską Wernera Herzoga. Zarówno tą fabularną (między innymi świetne odświeżenie Nosferatu) czy też dokumentalną (na przykład wartościowa Jaskinia zapomnianych snów) dlatego też z chęcią sięgnąłem po najnowsze dzieło doświadczonego filmowca mając nadzieję na kolejną dobrą produkcję. 


Wraz z reżyserem, który jest też narratorem całości poznajemy krótką historię Internetu, a także przyglądamy się kilku osobą, które przyczyniły się do jego powstania. W filmie zawarte są też sekwencje uwzględniające robotykę, cyberprzestępczość czy inne pozytywy i zagrożenia płynące z działalnością globalnej sieci internetowej. 


Szczerze mówiąc nie jestem fanem filmów dokumentalnych, które opowiadają o internecie czy ogólnie komputeryzacji świata. Są to zapewne tematy ważne, jednak nigdy specjalnie nie umiałem wsiąknąć w opowieści na tego typu sprawy. Jednak na filmie Herzoga zawiodłem się dość mocno, gdyż po tego formatu zawodowcu oczekiwałem czegoś o wiele bardziej dociekliwego, a przy okazji przystępnego. Istnieje cała masa filmów dotykająca podobnej tematyki, więc skoro ktoś taki jak Herzog zabiera się za coś tak wyeksploatowanego liczyłem na pewne fajerwerki intelektualne, których tu nie spotkałem. Dostajemy szereg przeróżnych krótkich sekwencji filmowych wybranych w niezbyt zrozumiały sposób. Wszystkie one są w jakiś sposób połączone z tematem głównym, czyli Internetem. Oprócz historii powstania sieci (przedstawionej po łebkach i raczej mało przystępnie) mamy także robotykę, podróże w kosmos, wywiad z hakerem czy rodzinę dziewczyny, która zginęła w wypadku samochodowym, a zdjęcia z miejsca tragedii zostały upowszechnione w sieci czy o zgrozo - azyl dla ludzi cierpiących przez fale radiowe. Wszystkie te sekwencje są krótkie, marginalne i zanim rozmówca się rozkręci to już poznajemy nowego bohatera zajmującego się innym zagadnieniem. O wiele lepiej byłoby skoncentrować się na mniejszej liczbie zagadnień i pokazać je w sposób o wiele bardziej rozszerzony. A tak dostajemy zrobiony po łebkach film, który powstał, lecz w sumie nie byłoby różnicy, gdyby nie powstał. Osobiście nie polecam. 


wtorek, 15 grudnia 2015

Klasyka kina grozy

Nosferatu wampir (Nosferatu: Phantom der Nacht)
Niemcy, Francja 1979
reż. Werner Herzog
gatunek: horror

Końcówka XIX wieku przyniosła duże zapotrzebowanie czytelników na fantastyczne fabuły, w których dobro ścierało się ze złem. Był to okres prosperity dla tak zwanych powieści gotyckich. Z tej okazji Irlandczyk Bram Stoker w 1897 roku stworzył swe największe dzieło pod tytułem Dracula powołując do życia (o ile można tak to nazwać) najbardziej znanego wampira w historii kultury popularnej. W 1922 roku powstał niemy film wzorowany na historii zaczerpniętej z książki, który dzisiaj uchodzi za pierwszy - kultowy film grozy. mianowicie Nosferatu - symfonia grozy z kultową rolą Maxa Schrecka w roli głównej. W prawie 60 lat później legendzie Drakuli chciał zaś sprostać znany i ceniony europejski reżyser Werner Herzog. 


Jonathan Harker (Bruno Ganz) dostaje list od mieszkającego w Transylwanii hrabiego Drakuli, który jest zainteresowany kupnem domu, który Harker ma na sprzedaż. Mimo ostrzeżeń swej młodej żony, Lucy (Isabelle Adjani) wyrusza on podpisać umowę z tajemniczym hrabiom. Zbliżając się do jego włości napotyka okolicznych rumuńskich chłopów i cyganów, którzy odradzają mu dalszą podróż. Mężczyzna jednak dociera do bram zamczyska zamieszkałego przez Drakulę (Klaus Kinski).


Werner Herzog jest mistrzem montażu filmowego i świetnej, choć powolnej pracy kamery. Mamy więc tutaj uchwycone piękne pejzaże, które są zarówno majestatyczne jak i ponure. Wszystko to świetnie zgrywa się z monumentalną muzyką, która podążą za kamerą podczas plenerowych sekwencji. Mamy tu do czynienia z horrorem, który nie straszy za pomocą hollywoodzkich zagrywek i tanich straszaków. Scen typowo horrorowych w manistreamowym tego słowa znaczeniu nie uświadczymy. Jednak mimo braku straszenia i efektów specjalnych Herzog buduje przygnębiający klimat za pomocą wspaniałej gry świateł i cieni, świetnej, niepokojącej muzyki i naprawdę mocnej kreacji aktorskiej Herzoga. Jego odrażający wygląd, gestykulacja czy znudzony sposób mówienia robi świetne wrażenie. Jest to pod względem gry aktorskiej bardziej styl teatralny niż filmowy, jednak zagrany na mistrzowskim poziomie. Dobrze wypadają nie tylko stworzony do roli Kinski czy późniejszy odtwórca Hitlera Ganz, ale też Roland Topor jako Reinfeld. Jego śmiech może długo chodzić za widzem. 
Herzog świetnie buduje sceny, przeplatając makabrę z łagodnością (co jest nieodzowne dla powieści gotyckich), czego najlepszym przykładem są pierwsze dwie sceny filmu - pierwsza ukazująca zmumifikowane szczątki, druga zaś zabawę dwóch małych kotków. W dalszej części filmu jest tego więcej. Szkoda, że film cierpi na nierówność w dbaniu o detale. Na przykład chata chłopska czy stroje chłopów Transylwanii są wykonane wzorowo, natomiast odwzorowanie zamku wampira, czy miasta nie stoją na najwyższym poziomie. 
Drakula Herzoga jest trochę inny niż oryginalna powieść, różnią się imiona bohaterów, różni się trochę ich zachowanie, co świetnie widać po choćby postaci Van Helsinga. Także i sam Nosferatu jest u Niemca postacią nie tyle groteskowo złą, co po prostu biednie wynaturzoną i wzmagającą współczucie do siebie. 
Myślę, że fani standardowych filmów typu horror nie mają czego szukać w tej pozycji, jednak dla miłośników europejskiego kina jest to produkcja w sam raz na zimowy wieczór.

 


poniedziałek, 23 marca 2015

Powrót do przeszłości


Jaskinia zapomnianych snów (Cave of Forgotten Dreams) 
Francja, Kanada, Niemcy, USA, Wielka Brytania, 2010
reż. Werner Herzog
gatunek: dokumentalny 

Dzisiaj zamieszczam pierwszy, historyczny wpis poświęcony debiutującemu na łamach bloga filmowi dokumentalnemu. Doszedłem do wniosku, że co pewien bliżej nieokreślony czas, zapewne dość nieregularnie pojawiać się będą tutaj też krótkie opisy obejrzanych przeze mnie filmów dokumentalnych. Nie będą to zbyt obszerne notki, jednak będzie wynikało z nich, czy zachęcam do zobaczenia danej produkcji, czy też nie. Dokumenty nie będą liczyły się także w żadnych rankingach czy to tygodniowych, czy też innych. Na pierwszy ogień idzie film znanego reżysera, jakim jest Werner Herzog. 


Film w głównej mierze zabiera nas w podróż do francuskiej Jaskini Chauveta. Od początku widzimy, że jest to miejsce niezwykle. Ta odkryta całkiem przypadkowo w 1994 roku jaskinia bowiem poprzez zmiany otoczenia, które doprowadziły do zawalenia do niej naturalnego wejścia uczyniły zamknęły do niej dostęp dla żywych istot na około 30 tysięcy lat. W środku zaś czekały na odkrycie pierwsze wytwory sztuki skalnej oraz zachowane ślady ludzi i zwierząt z okresu paleolitu. 
Reżyser zachwyca się najstarszymi odkrytymi do tej pory przejawami sztuki, jakie stworzył człowiek. Obserwując naskalne wizerunki bizonów, koni, jeleni i innych zwierząt Herzog zastanawia się kim byli ludzie, którzy ponad 30 tysięcy lat wcześniej odwiedzali to miejsce. Widz przez półtorej godziny może zmierzyć się z majestatem jaskini i ozdobami, którymi uraczyli ją ludzie z epoki kamienia łupanego. Osobiście patrząc na te prymitywne początkowe przejawy ludzkiej sztuki dałem się oczarować temu co widzę. Prehistoryczne malowidła mają w sobie dziwną, pierwotną moc, która potrafi zaciekawić odbiorcę. Dzięki Herzogowi natomiast można poczuć się tak, jakby się było w jaskini osobiście. 
Oprócz samych malowideł mamy możliwość podziwiania pięknej, tajemniczej jaskini, w której to porozrzucane są wciąż czaszki dawno wymarłych zwierząt, a także zachowane są w świetnym stanie ich oryginale ślady. Dla wielu może być to mało interesujące jednak wrodzona ciekawość świata sprawiła u mnie, że czasem oglądając wnętrze jaskini nie mogłem oderwać wzroku od tego cudownego miejsca. 
Autor oprócz samej podróży wgłąb półkilometrowego tunelu serwuje nam rozmowy z naukowcami, którzy zajmują się badaniem wnętrz jaskini oraz samą kulturą paleolitu. Ludzie ci zarzucają reżysera, a także nas dość interesującą wiedzą na temat kultur pierwotnych, jak i samej jaskini. Niestety często Herzog stawia im będące nie na miejscu pytania. Żaden naukowiec przecież nie może mu odpowiedzieć 'o czym śnili' ludzie pierwotni. Jednak reżyser najwidoczniej postawił sobie za cel bardzo metafizyczne potraktowanie twórców pierwszych dzieł sztuki w dziejach ludzkości. 
W filmie poznamy też strzępy informacji na temat ogólnego życia praludzi z tego okresu. Trochę tego mało, jednak wiadomo, że nie to stanowiło clue programu.


Reasumując mamy do czynienia z bardzo ciekawym tematem. Myślę, że obejrzenie tej produkcji powinno rozwinąć horyzonty każdego odbiorcy, a także skłonić do refleksji nad historią ludzi jako gatunku. Autor w przystępny sposób podchodzi do tematu, nie zarzucając nas skomplikowanym nazewnictwem czy teoriami. Nie jest to film, który wyczerpuje temat, jednak stanowi dobry background do dalszego brnięcia w tę frapującą erę z życia człowieka dla chętnych, a także zaspakaja w wystarczającym stopniu ciekawość wiedzy na ten temat dla zwykłych odbiorców. A to chyba w filmie dokumentalnym najważniejsze. Z mojej strony jak najbardziej polecam, dziewięćdziesiąt minut, w czasie których można wynieść trochę ciekawych rzeczy a przy czym patrząc na wnętrze jaskini przeżyć swoisty orgazm przez oczy.