Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I. Adjani. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I. Adjani. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2016

W świecie kobiet

Spódnice w górę! (Sous les jupes des filles)
Francja 2014
reż. Audrey Dana
gatunek: komedia

Gdy zostaje wydany film tak zwany kumpelski, gdzie fabuła oscyluje między pijącymi alkohol mężczyznami, którzy w przerwie między piciem opowiadają o seksie lub go uprawiają często można się spotkać z feministycznymi opiniami, mówiącymi, że film jest seksistowski i obraża oraz uprzedmiotawia kobiety. Natomiast, gdy mamy do czynienia z analogiczną sytuacją, w której to kobiety piją oraz snują erotyczne fantazje opinie jest są już całkiem inne: można przeczytać o emancypacji kobiet oraz odwadze i wyzwoleniu. Nasuwa się pytanie: gdzie tu sprawiedliwość?


Poznajemy i śledzimy losy kilku Paryżanek w średnim wieku (w tych rolach: Isabelle Adjani, Vanessa Paradis, Audrey Dana, Géraldine Nakache, Julie Ferrier, Laetitia Casta, Marina Hands, Alice Taglioni). Każda z nich boryka się z różnymi problemami, takim jak samotność, zdrady, wypalenie zawodowe czy niepowodzenia erotyczne.


Myślałem, że filmy o przygodach niejakiej Bridget Jones są wyznacznikiem żenady. Niestety moja percepcja zmieniła się, gdy obejrzałem ten film. Przy nim Testosteron i Lejdis mogą uchodzić za przykłady subtelności i kandydatów do głównego konkursu festiwalu w Cannes. Opisywany film nie dość, że jest pozbawiony niemal fabuły (całość to zbiór kalek z podobnych produkcji klasy C), jest źle zagrany i pozbawiony jakiegokolwiek humoru (a teoretycznie to komedia). Ponoć zagrały tu najlepsze francuskie aktorki, jednak nie widać tu popisów warsztatowych, a raczej kompromitujący wpis do aktorskiego CV pań. Ciężko pisać o tym filmie, równie ciężko, jak go oglądać. Dlatego też najlepiej po prostu go nie oglądać, omijać szerokim łukiem miejsca, gdzie można to zobaczyć. Szkoda czasu i zdrowia.


wtorek, 15 grudnia 2015

Klasyka kina grozy

Nosferatu wampir (Nosferatu: Phantom der Nacht)
Niemcy, Francja 1979
reż. Werner Herzog
gatunek: horror

Końcówka XIX wieku przyniosła duże zapotrzebowanie czytelników na fantastyczne fabuły, w których dobro ścierało się ze złem. Był to okres prosperity dla tak zwanych powieści gotyckich. Z tej okazji Irlandczyk Bram Stoker w 1897 roku stworzył swe największe dzieło pod tytułem Dracula powołując do życia (o ile można tak to nazwać) najbardziej znanego wampira w historii kultury popularnej. W 1922 roku powstał niemy film wzorowany na historii zaczerpniętej z książki, który dzisiaj uchodzi za pierwszy - kultowy film grozy. mianowicie Nosferatu - symfonia grozy z kultową rolą Maxa Schrecka w roli głównej. W prawie 60 lat później legendzie Drakuli chciał zaś sprostać znany i ceniony europejski reżyser Werner Herzog. 


Jonathan Harker (Bruno Ganz) dostaje list od mieszkającego w Transylwanii hrabiego Drakuli, który jest zainteresowany kupnem domu, który Harker ma na sprzedaż. Mimo ostrzeżeń swej młodej żony, Lucy (Isabelle Adjani) wyrusza on podpisać umowę z tajemniczym hrabiom. Zbliżając się do jego włości napotyka okolicznych rumuńskich chłopów i cyganów, którzy odradzają mu dalszą podróż. Mężczyzna jednak dociera do bram zamczyska zamieszkałego przez Drakulę (Klaus Kinski).


Werner Herzog jest mistrzem montażu filmowego i świetnej, choć powolnej pracy kamery. Mamy więc tutaj uchwycone piękne pejzaże, które są zarówno majestatyczne jak i ponure. Wszystko to świetnie zgrywa się z monumentalną muzyką, która podążą za kamerą podczas plenerowych sekwencji. Mamy tu do czynienia z horrorem, który nie straszy za pomocą hollywoodzkich zagrywek i tanich straszaków. Scen typowo horrorowych w manistreamowym tego słowa znaczeniu nie uświadczymy. Jednak mimo braku straszenia i efektów specjalnych Herzog buduje przygnębiający klimat za pomocą wspaniałej gry świateł i cieni, świetnej, niepokojącej muzyki i naprawdę mocnej kreacji aktorskiej Herzoga. Jego odrażający wygląd, gestykulacja czy znudzony sposób mówienia robi świetne wrażenie. Jest to pod względem gry aktorskiej bardziej styl teatralny niż filmowy, jednak zagrany na mistrzowskim poziomie. Dobrze wypadają nie tylko stworzony do roli Kinski czy późniejszy odtwórca Hitlera Ganz, ale też Roland Topor jako Reinfeld. Jego śmiech może długo chodzić za widzem. 
Herzog świetnie buduje sceny, przeplatając makabrę z łagodnością (co jest nieodzowne dla powieści gotyckich), czego najlepszym przykładem są pierwsze dwie sceny filmu - pierwsza ukazująca zmumifikowane szczątki, druga zaś zabawę dwóch małych kotków. W dalszej części filmu jest tego więcej. Szkoda, że film cierpi na nierówność w dbaniu o detale. Na przykład chata chłopska czy stroje chłopów Transylwanii są wykonane wzorowo, natomiast odwzorowanie zamku wampira, czy miasta nie stoją na najwyższym poziomie. 
Drakula Herzoga jest trochę inny niż oryginalna powieść, różnią się imiona bohaterów, różni się trochę ich zachowanie, co świetnie widać po choćby postaci Van Helsinga. Także i sam Nosferatu jest u Niemca postacią nie tyle groteskowo złą, co po prostu biednie wynaturzoną i wzmagającą współczucie do siebie. 
Myślę, że fani standardowych filmów typu horror nie mają czego szukać w tej pozycji, jednak dla miłośników europejskiego kina jest to produkcja w sam raz na zimowy wieczór.