Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D. Boon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D. Boon. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 stycznia 2017

Skąpiec

Dusigrosz (Radin!)
Francja 2016
reż. Fred Cavayé
gatunek: komedia

Tak się składa, że lubię francuskie komedie z Danym Boonem. Mimo że większość z nich wciąż powiela podobne schematy to przekonująca osoba aktora, który potrafi wcielić się w pociesznego błazna pozwala na pewien sposób cieszyć się tymi z filmami. Więc gdy do naszego kraju trafiła kolejna produkcja z jego udziałem udałem się niezwłocznie do kina.


Skrzypek François Gautier (Dany Boon) od dziecka jest strasznie oszczędny, a wręcz chorobliwie skąpy. Mimo posiadania na koncie bankowym okrągłej sumki żyje na niskim poziomie, z wody czy prądu korzystając tylko w ostateczności. Życie nielubianego przez współpracowników i sąsiadów Gautiera zmienia się, gdy poznaje nowo zatrudnioną wiolonczelistkę, Valérie (Laurence Arné), a do jego domu przybywa szesnastoletnia Laura (Noémie Schmidt) uważająca się za jego córkę...


Dany Boon po raz kolejny (zresztą zgodnie z przewidywaniami) odgrywa rolę paranoika na podobnej zasadzie, jak nie raz wcześniej. Jego poprzednie wcielenia były uprzedzone do ludzi z innej części kraju (Jeszcze dalej niż Północ) czy skrajnymi hipochondrykami (Przychodzi facet do lekarza). Tym razem zaś bohater Boona to przesadnie przerysowana postać tytułowego dusigrosza, który wykłóca się o kilka eurocentów. Filmowy Gautier ma kupę pieniędzy, jednak w sumie nie wiadomo po co je magazynuje, nie ma żadnego finansowego celu w życiu, oprócz chyba samego codziennego podglądania rosnącej sumy na koncie. Trochę przypomina w tym hobbitowego smoka lub Sknerusa McKwacza z popularnego komiksu. Jednak jak w tego typu filmach bywa pojawia się impuls do zmiany życia, tutaj w postaci dwóch kobiet, które staną się dla bohatera ważne. Chociaż początkowo nie zamierza on rezygnować ze swojego skąpstwa to przecież oglądaliśmy za dużo filmów, aby nie wiedzieć, jak to się skończy. A że jest to film zgodny z utartym schematem i pełen schematów to niespodzianek tutaj nie ma. Czasem jest nawet śmiesznie, czasem dość ckliwie (zwłaszcza pod koniec), często trochę za głupio i niedorzecznie (postać Gautiera jest naprawdę nazbyt przekoloryzowana), jednak ogólnie wciąż dość pozytywnie i lekko. Także jako film do obejrzenia w wolny, weekendowy wieczór nadaje się idealnie. A że później szybko wyleci z głowy - to już inna sprawa. Można oglądać bez bólu. 




wtorek, 17 maja 2016

Miłosna klątwa

Wyszłam za mąż, zaraz wracam (Un Plan parfait)
Francja 2012
reż. Pascal Chaumeil
gatunek: przygodowy, komedia romantyczna

Najkrócej mówiąc nie jestem zbyt wielkim fanem gatunku filmowego jakim jest komedia romantyczna. Schematyczność, banał, wylewająca się z każdą sceną głupota - zdecydowanej większości tego typu produkcji można przypisać te cechy. Tym razem jednak zdecydowałem się obejrzeć nie polską czy amerykańską komedię romantyczną, a film z Francji. Czy tam robią lepsze produkcje tego gatunku.

Poznajemy losy niejakiej Isabelle (Diane Kruger), nad której rodziną wisi swoista klątwa - jej przedstawiciele znajdują szczęście małżeńskie dopiero po powtórnym wyjściu za mąż. Jednak kobieta od 10 lat pozostaje w związku ze swym partnerem Pierrem (Robert Plagnol). Nie chce jednak za niego wyjść, wiedząc że to małżeństwo będzie nieudane. Za radą siostry (Alice Pol) postanawia poślubić kogoś, by po chwili wziąć rozwód i móc wyjść za Pierre'a. Wybór pada na niezbyt rozgarniętego Jeana - Yvesa (Dany Boon).


Mamy do czynienia ze schematycznym, banalny a czasem trochę głupi. Jednak mimo tych wad nie czyni tego filmu jakoś bardzo złego. Oglądamy w gruncie rzeczy sympatyczną i lekką historię z całkiem dobrą grą aktorską, a całość kręconą w ciekawej scenerii. Mamy przede wszystkim wciąż atrakcyjną Diane Kruger, na którą zawsze miło popatrzyć i czasem zabawnego, a czasem irytującego Dany'ego Boona. A Dany Boon, jak to Dany Boon gra jak zawsze Dany'ego Boona. Dla kogoś, kto widział go w więcej niż dwóch filmach może to być pewien minus, inni zaś nie zwrócą na to uwagi. Cóż, Louis de Funes też przeważnie w każdym filmie grał siebie i wielu przypadało to do gustu.
Plusem filmu jest na pewno zróżnicowanie pod względem obszarów kręcenia. Oprócz Francji mamy też dwie długie sceny poza tym krajem - pierwsza w stolicy Kenii - Nairobi, druga zaś w Moskwie. Odrębny klimat panujący w tych scenach podnosi zdecydowanie różnorodność i na pewno dzięki temu obraz ten nie popada w rutynę (co nie znaczy, że nie jest schematyczny - bo jest). Ogólnie więc szału nie ma, jednak jeśli chce się zobaczyć niezobowiązujący film na wieczór z drugą połówką - ten jest jak znalazł. 


piątek, 6 lutego 2015

Nie taka Północ straszna, jak ją malują.


Jeszcze dalej niż Północ (Bienvenue chez les Ch'tis)
Francja 2008
reż. Dany Boon
gatunek: komedia
zdjęcia: Pierre Aïm
muzyka: Philippe Rombi

Film ten jest kolejną w ostatnich dniach obejrzaną przeze mnie produkcją, w której możemy zobaczyć duet Boon (w roli zarówno aktora, jak i reżysera) - Merad. I jest to zupełnie inny rodzaj komedii, niż opisywane ostatnio Przychodzi facet do lekarza. Boon w swej o sześć lat młodszej i o wiele bardziej znanej Jeszcze dalej niż Północ stawia na inny typ humoru, w zabawny sposób rozprawiając się ze stereotypami. A że czasem bardzo przewidywalnie? No cóż, nie zawsze trzeba odkrywać Amerykę.


Głównym bohaterem jest tutaj poczciwy Philippe Abrams (Kad Merad), który to pracuje jako dyrektor placówki pocztowej na południu Francji. Pod wpływem żony(Zoé Félix) stara się o posadę dyrektorską w którymś z miasteczek Lazurowego Wybrzeża. Jednak gdy dowiaduje się, że gwarantowane mu wcześniej miejsce otrzymała osoba niepełnosprawna składając kolejne podanie deklaruje się jako kaleka. W czasie rutynowej kontroli oszustwo Abramsa na światło dzienne. Za karę Philippe zostaje wysłany na Północ, by objąć tam stanowisko kierownika poczty w miasteczku Bergues. Zarówno Abrams jak i jego żona obawiają się najgorszego - wszak północ Francji nie nadaje się według nich do życia, a zamieszkana jest przez nieokrzesanych chamów - alkoholików. Pełen obaw Philippe wyjeżdża do Berues i poznaje tam szybko jednego ze swych pracowników - będącego pod wpływem matki Antoine'a (Dany Boon).


Film Boona jest zabawną próbą rozprawienia się ze stereotypami, jakie krążą we Francji, gdzie mieszkający w innych rejonach ludzie uważają Północ i jej mieszkańców za coś gorszego. Jak przekona się sam Abrams oraz widzowie nie ma tam jednak minus 40 stopni Celsujusza, mieszkają tam też ludzie tacy sami jak w innych rejonach kraju. Autorzy tę misję uświadamiania tworzą doprawiając historię lekkim, nieuciążliwym humorem. Początkowy kontakt Abramsa z mieszkańcami jak twierdzi niemal innej cywilizacji będzie dostarczał widzom wiele zabawnych sytuacji. Jednak podział na 'my' i 'oni' będzie się stopniowo zacierał, co wyraźnie można zobaczyć podczas kontroli drogowych, w jakich uczestniczyć będzie główny bohater podczas weekendowych podróży do domu. 
Film nie jest przeładowany akcją, raczej snuje się wolno od punktu A do punktu B pokazując spokojne życie małomiasteczkowej Francji z wszystkimi jej wadami i zaletami. Także wątek stłamszonego przez matkę Antoine'a, który stracił ukochaną kobietę (Anne Marivin) i przez to zatracił się w alkoholu mimo tego, że strasznie wręcz przewidywalny ogląda się z ciekawością. Ogólnie poszczególne relacje między postaciami to jeden z lepszych punktów tej produkcji. 
Nie jest to typ komedii, gdzie niczym w sitcomie nagrany śmiech będzie nam podpowiadał, kiedy można się zaśmiać. Przez ponad 140 minut trwania filmu na pewno jednak każdy będzie miał okazję zaśmiać się pod nosem. Nie szaleńczym śmiechem nie do powstrzymania ale jednak. Nie znajdziemy tutaj niesmacznych żartów rodem z American Pie  czy Zemsty frajerów. Ale i nie o to przecież chodzi w takiej optymistycznej historii jaką zaserwował nam tu Dany Boon. Czas spędzony na obejrzenie tego filmu nie będzie czasem straconym.




P.S. Ciekawe jest, że w wielu krajach europejskich jest zakorzeniony podział na poszczególne części. Niemcy mają swój Zachód i Wschód (dawne NRD), Włosi Północ i Południe, a jak zauważycie w opisywanym filmie ale także w innej komedii Vive la France Francja ma takich podziałów znacznie, znacznie więcej.




czwartek, 5 lutego 2015

Doktor Google radzi

Przychodzi facet do lekarza (Supercondriaque)
Francja 2014
reż. Dany Boon
gatunek: komedia
zdjęcia: Romain Winding
muzyka: Klaus Badelt


Czy gdy wam coś dolega korzystacie z pomocy doktora Google? Ja tak. Po każdym wpisaniu w przeglądarce haseł typu ból brzucha, ból głowy etc dowiedzieć się mogę, że na 90% mam jedną z odmian raka, ewentualnie białaczkę. Przyjemne i optymistyczne diagnozy, nie? Dlatego od początku opisywanego właśnie filmu zauważyłem pewną nić łączącą mnie z głównym bohaterem tej francuskiej komedii. Tylko, że jego hipochondria jest jeszcze sto razy bardziej męcząca.


Niespełna czterdziestoletni Romain Faubert (w tej roli sam reżyser Dany Boon) jest hipochondrykiem. Mimo, że wszystkie możliwe do wykonania badania ciągle udowadniają mu, że jest zdrowy jak przysłowiowa ryba ten wciąż paranoicznie boi się wirusów, zarazków i krążących po świecie chorób. Jest też utrapieniem pewnego lekarza, doktora Zvenki (Kad Merad), którego gabinet odwiedza codziennie przez osiemnaście lat. Po traumatycznym zdarzeniu, jakim jest dla Romaina śmierć przyjaciela, z którym wybrał się do baru doktor Zvenka niechętnie pozwala mu ze sobą zamieszkać na pewien czas doprowadzając tym do szału swą żonę - psycholożkę. Doktor stwierdza, że lekarstwem na dolegliwość Romaina jest znalezienie mu kobiety. Zakładają Faubertowi konto na portalu randkowym, jednak trudne usposobienie bohatera niweczy próby kontaktu z kobietami. Wszystko jednak zmienia się, gdy Zvenka zabiera go na misję humanitarną, mającą nieść pomoc medyczną zsiadającym na ląd w Calais uchodźcom z fikcyjnego państwa, z którego pochodzi rodzina lekarza...


Twórcy Jeszcze dalej niż Północ (za który to film niedługo wreszcie mam nadzieję też uda mi się zabrać) zrobili tutaj komedię, którą ogląda się z niezobowiązującym zadowoleniem. Nie każdy żart czy zabawna sytuacja jest tutaj wysokich lotów, ale ogólnie mamy do czynienia z produkcją, w której co jakiś regularny czas pewne sceny czy dialogi spowodują uśmiech widza, a czasem nawet głośny śmiech. Z komediami jest tak, że każdy może uśmiechnąć się w innym momencie, więc nie będę nawet wymieniał przykładów zabawnych sytuacji. Ale gwarantuję, że oglądając scenę pod prysznicem prawie każdy się uśmiechnie.
A o to w komediach chodzi. Mamy tu także przemycony problem nielegalnych uchodźców, samotności czy hipochondrii, a także śmierć bliskiego przyjaciela Romaina, jednak wszystko jest podane w taki lekki sposób, że ogląda się produkcję Boona na dużym luzie.
Nie jest to dzieło wybitne, ma swoje braki, nie każdemu pewnie spodoba się typ przedstawionego humoru, jednak jak dla mnie to jest idealna pozycja na długie zimowe wieczory.