Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A.T. Jensen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A.T. Jensen. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 stycznia 2018

Rzeźnia numer dwa

Zieloni rzeźnicy (De Grønne slagtere)
Dania 2003
reż. Anders Thomas Jensen
gatunek: komedia, dramat
zdjęcia: Sebastian Blenkov
muzyka: Jeppe Kaas

Po obejrzanym w zeszłym miesiącu filmie Mężczyźni i kurczaki postanowiłem kontynuować moją filmową przygodę ze skandynawskimi czarnymi komediami. Tym razem udało mi się sięgnąć po kolejny film z Danii, który jednak pochodzi z wcześniejszej dekady niż przytoczony chwilę temu tytuł.


Svend (Mads Mikkelsen) i Bjarne (Nikolaj Lie Kaas) pracują jako rzeźnicy w rzeźni prowadzonej przez Holgera (Ole Thestrup). Mężczyźni są jednak niezadowoleni z tego, jak traktuje ich pracodawca więc zwalniają się i otwierają własną sklep mięsny. Na ten cel pozbywają się wszystkich oszczędności, poza tym Bjarne decyduje się na poddanie eutanazji swojego brata, który od lat pozostaje w śpiączce. Dzięki temu trafi do niego kolejna część spadku po rodzicach. Gdy udaje się w końcu otworzyć sklep interes nie idzie najlepiej. Przynajmniej do czasu, gdy Svend serwuje potrawę z...mięsa człowieka.


Ten kto oglądał wcześniejsze filmy Andersa Thomasa Jensena powinien szybko odnaleźć się także w nieco groteskowych realiach i tej produkcji. Reżyser wspomnianych już wcześniej Mężczyzn i kurczaków oraz Jabłek Adama serwuje po raz kolejny swoje autorskie kino oparte na miksie komedii, dramatu oraz pewnego rodzaju ironicznego absurdu. Po raz kolejny też oglądamy żelazny zestaw duńskich aktorów, którzy pojawiają się niemal w każdej znaczącej produkcji z tego kraju. Jest więc i Mads Mikelsen, który choć urodą normalnie nie grzeszy to w tym filmie ucharakteryzowany jest wręcz odpychająco, jest Nikolaj Lie Kaas czy też w jednej z mniejszych, choć znaczących ról pojawia się Nicolas Bro. Każdy z wymienionych panów jest dobrym aktorem więc i tutaj trzymają poziom dzięki któremu łatwo uwierzyć w opowiadaną w filmie historię.
W produkcji tej wszystko idzie dobrze, gdy realizowana jest ta makabryczno-komediowa jej część. Można się wtedy uśmiechnąć i z satysfakcją oglądać dalsze losy nieudaczników, jakimi są główni bohaterowie. Niestety ciężej ogląda się dalszą część filmu, który w pewnym momencie skręca z drogi komedii w ścieżkę dramatu rodzinnego. Może i poruszany temat jest ważny, jednak trochę kłóci się z trupio-lekką formą pierwszej części filmu. Gdyby twórcy szli dalej drogą komediową tylko trochę wplatając dramatyczne wstawki myślę, że osiągnęliby więcej. A tak mamy w rezultacie film tylko niezły. Choć fani skandynawskich filmów z pogranicza komedii i dramatu powinni go jak najbardziej obejrzeć.





niedziela, 14 stycznia 2018

W rodzinie ojca mego

Mężczyźni i kurczaki (Mænd og høns)
Dania, Niemcy 2015
reż. Anders Thomas Jensen
gatunek: komedia, dramat
zdjęcia: Sebastian Blenkov
muzyka: Frans Bak

Lubię skandynawskie komedie. Oglądając je wiem, że nie będę miał do czynienia z humorem podobnym do fekalno-seksistowskich bromanców rodem z USA, czy mdłych komedii romantycznych jakie masowo wytwarza polski przemysł filmowy. Komedie z krajów skandynawskich są przeważnie mocno ironiczne, czasem groteskowe czy przerysowane i pełne wisielczego humoru. Te słodko-gorzkie opowieści z północy generalnie zasługują na filmowy znak jakości. Tu mamy kolejny tego przykład. 


Diametralnie od siebie różni Elias (Mads Mikkelsen) i Gabriel (David Dencik) po śmierci mężczyzny, którego uznawali za ojca dowiadują się, że zostali w dzieciństwie adoptowani. Trafiając na ślad swojego biologicznego ojca postanawiają złożyć mu wizytę. W domu na wyspie, na której mieszka staruszek zastają swoich pozostałych braci Gregora (Nikolaj Lie Kaas), Josefa (Nicolas Bro) i Franza (Søren Malling). Specyficznie zachowujący się mężczyźni nie dopuszczają gości do swojego rodziciela...


To co rzuca się w oczy już niemal od samego początku filmu to jego klimat. Jest naprawdę niesamowity, urzekający i wciągający. Film Jensena ma tą właśnie trudną do opisania rzecz, która sprawia, że po prostu chce się go oglądać. Później zaś, gdy dwoje bohaterów zaczyna poznawać swoją przyszywaną rodzinę oraz dom rodzinny ojca już w ogóle ciężko oderwać się od ekranu. Wielka w tym zasługa scenarzystów ale też speców od kostiumów i całej dekoracji. Szczególnie, że bardzo ważny w kontekście całości jest sam dom, w którym dzieje się akcja oraz jego okolice zamieszkane przez tytułowe kurczaki, gęsi, byki i inną faunę. Dom jest zaś pełnoprawnym bohaterem filmu i z ciekawością wraz z przybyszami poznajemy każdy jego zakamarek. Silną stroną filmu są także postaci drugoplanowe w osobach przyrodnich braci bohaterów - intrygujące połączenie troglodytów z intelektualistami. Dodając do tego niebanalny lecz pozbawiony obrażających inteligencję widza humor pozbawiony tematów tabu i olewający poprawność polityczną i mamy przepis na komedię doskonałą. Nic tylko oglądać. A przy okazji zobaczyć Nikolaja Lie Kaasa i Madsa Mikkelsena w innych niż zazwyczaj rolach. 





wtorek, 25 października 2016

Iluzja

Jabłka Adama (Adams æbler)
Dania 2005
reż. Anders Thomas Jensen
gatunek: dramat, czarna komedia

Są filmy, które od wielu miesięcy zalegają na liście tych do obejrzenia, a nigdy nie ma się okazji, by w końcu rozpocząć ich seans. Tak było tym właśnie opisywanym filmem Andersa Thomasa Jensena. Mimo że pochodzi on z cenionego przeze mnie kinematograficznie kraju, występują w nim aktorzy, których lubię, a sam film jest oceniany bardzo wysoko przez społeczność kinomaniaków jakoś ciągle coś mnie blokowało i film musiał czekać bardzo długo na chwilę mojego seansu. Aż do teraz.


Neonazista Adam (Ulrich Thomsen) przybywa na resocjalizację do wiejskiej parafii zarządzanej przez pastora Ivana (Mads Mikkelsen). Spotyka tam arabskiego bandytę Khalida (Ali Kazim) i przestępce z nadwagą, Gunnara (Nicolas Bro), który przebywają tam z tego samego powodu co on. Adam dostaje od Ivana zadanie, by w czasie pobytu doglądał jabłek rosnącym na przykościelnym drzewie, z których później ma upiec ciasto. 


Sam opis początkowej fabuły, jaki pokrótce przedstawiłem wyżej jest dopiero punktem startowym do dalszej opowieści i sam w sobie jest też dość mało logiczny. Bo neonazista resocjalizowany przez nakaz pieczenia ciasta? Nie brzmi to zbyt poważnie. Jednak tego typu mocno niepoważne zadanie to dopiero jeden z wielu surrealistycznych pomysłów pastora Ivana. Przez cały film poznajemy jego ogląd na otaczający go świat, który później (lub wcześniej) jest konfrontowany z rzeczywistością, mocno odbiegającą od punktu widzenia duchownego. Właśnie to wypieranie rzeczywistości przez postać Mikkelsena to główna oś filmu, przyczynek zarówno do dramatycznych sytuacji, jak i uśmiechu, gdyż niektóre sytuacje są naprawdę mocno kuriozalne (tak samo jak ich wytłumaczenie przez Ivana). 
Film dość jasno i bez jakiegoś krycia bazuje na biblijnej historii Hioba i w swój sposób ukazuje walkę dobra ze złem. Te chrześcijańskie wątki są tutaj na miejscu.pasują do opowieści (wszak bohater jest dodatkowo chrześcijańskim duchownym) i nie jest to w żaden sposób moralizowanie na siłę. Po prostu wszystko jest zgrabnie wplecione w narrację. 
Sądzę, że tego filmu nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach, a napisanie czegoś więcej zniszczy wszystkie smaczki do samodzielnego odkrywania w czasie seansu. Napiszę więc, że warto poświęcić 90 minut na obejrzenie przygód Ivana i Adama. Film prezentuje mocno specyficzny humor, czasem dość wisielczy, jednak wyłaniający się z niego przekaz jest w gruncie rzeczy optymistyczny. Nie jest to film, który wyląduje na liście ścisłego topu ulubionych produkcji, jednak na pewno nie rozczaruje swoim poziomem. Szkoda tylko tak małej roli Nikolaja Lie Kaasa.