Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bracia Coen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bracia Coen. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 września 2016

Co jest grane, bracia Coen?

Ave, Cezar (Hail, Caesar)
USA, Wielka Brytania 2016
reż. Joel Coen, Ethan Coen
gatunek: komedia, dramat

Bracia Joel i Ethan Coenowie są jednymi z najważniejszych reżyserów światowych ostatniego ćwierćwiecza i ciężko z tym dyskutować. Przez lata wydali na świat kilka naprawdę bardzo dobrych produkcji, które zostaną zapamiętane na długie lata. Mamy więc cieszące się popularnością Fargo czy ekranizację prozy Cormaca Mccarthy'ego To nie jest kraj dla starych ludzi. Osobiście jednak ostatnim filmem ich autorstwa, który mi się podobał był remake klasycznego westernu Prawdziwe męstwo. Jak zaś wypadli przy okazji swojego najnowszego filmu?


Lata 30. ubiegłego stulecia. W Hollywood trwa tworzenie się superprodukcji kinowej pod tytułem 'Ave, Cezar'. Doglądający pracy producent, Eddie Mannix (Josh Brolin) musi sobie radzić z kilkoma problemami, takimi jak zajście w ciążę gwiazdki filmowej DeeAnny Moran (Scarlett Johansson) czy pijaństwem głównej gwiazdy produkcji, Bairda Whitlocka (George Clooney). W pewnym momencie Whitlock znika z planu filmowego. Okazuje się, że został porwany...przez komunistów.


Reżyserskie grube ryby Hollywood przyciągają równie wielkie nazwiska aktorskie. Oprócz wymienionych już wyżej w obsadzie swoje pięć minut (a czasem nawet mniej) mają między innymi Ralph Fiennes czy Channing Tatum. Jednak oprócz tego, że nazwiska te kosztowały producentów dodatkowe miliony dolarów to ich rola ogranicza się chyba tylko do fajnie prezentującego się plakatu. Ci wszyscy kasowi i w gruncie rzeczy co najmniej przyzwoici aktorzy nie zagrali zbyt wielkich ról. Przynajmniej ja wiem, że nie zapamiętam ich kreacji na dłużej niż kilka dni do przodu. Clooney, Johansson czy Tatum nigdy nie byli perfekcyjni ale tutaj są naprawdę bardzo nijacy. Może to wina marnie prowadzących ich reżyserów. 
Dużym zawodem dla mnie jest też sama fabuła. Przez większość filmu nic się nie dzieje. I nic się nie dzianie nie jest często dla mnie wadą, jednak są filmy, w których wolno tocząca się akcja jest zrobiona dobrze. I nie jest to samo co nuda. A tu przez ponad połowę filmu jest po prostu nudno. Także przez te niemal dwie godziny wyłapałem może z trzy błyskotliwe dialogi, które kiedyś były wizytówką braci-reżyserów. Film w długich momentach jest o niczym. Niby coś gadają, gdzieś chodzą, coś robią ale ogólnie płycizna. 
Zawiodłem się na tym filmie, od którego oczekiwałem ponad dwa razy więcej niż dostałem. Już Co jest grane, Davis przyjąłem z odrobiną zawodu, jednak to, co zafundowano nam w opisywanej właśnie produkcji jest rzeczywistym potwierdzeniem słabszej formy sławnych braci. Ale chyba w tym wypadku może już być tylko lepiej.





czwartek, 9 kwietnia 2015

Polowanie

To nie jest kraj dla starych ludzi (No Country for Old Men)
USA 2007
reż. Joel Coen, Ethan Coen
gatunek: dramat, thriller

Cormac McCarthy jest obecnie jednym z najbardziej poczytnych wciąż żyjących literatów amerykańskich. Popełnił szereg książek, z których to masa została przeniesiona z dość dobrym skutkiem na wielki ekran. Doceniając jego kunszt sam nigdy nie mogłem przekonać się do twórczości tego autora. Styl pisania, szczególnie wszystkie skąpe dialogi w formie strony biernej to dla mnie mur nie do przeskoczenia. Tak więc jedyny sposób, by zapoznać się w jakiś sposób z jego dziełami to obejrzeć filmowe ekranizacje. 


Poznajemy rednecka o dziwnym imieniu Llewelyn (Josh Brolin), który to będąc na polowaniu na teksańskiej pustyni napatacza się na pozostałości po gangsterskiej strzelaninie. Oprócz zmasakrowanych ciał, ostrzelanych samochodów z transportem heroiny znajduje także walizkę z dwoma milionami dolarów w środku. Nieopatrzenie łasy na łatwe pieniądze zabiera je ze sobą. Jednak gangsterzy szybko wrócą po otrzymane pieniądze. Llewelyn będzie zmuszony odprawić swą młodą żonę Carlę Jean (Kelly Macdonald) do matki, a samemu próbować szukać schronienia. W ślad za nim ruszy psychopatyczny płatny morderca  - Anton Chigurh (demoniczny Javier Bardem) oraz mniej psychopatyczny płatny morderca Carson Wells (Woody Harrelson). Roztaczającą się przy meksykańskiej granicy falę zbrodni rozwikłać próbować będzie odchodzący powoli na emeryturę policjant Ed Tom Bell (Tommy Lee Jones).


W filmie mamy zderzenie kilku bardzo dobrze zarysowanych postaci. W sumie dobroduszny Llewelyn po wplątaniu się w aferę będzie robił wszystko, by pozostać przy życiu ale też nie rozstawać się z przygarniętymi dolarami. Jego główny antagonista to kierujący się swoim własnym kodeksem socjopata wykorzystujący dość niekonwencjonalne metody mordu i dostawania się do zamkniętych pomieszczeń. Starzejący się policjant to zaś domorosły filozof zastanawiający się nad kondycją współczesnego świata i zmian w nim zachodzących.
Mimo żelaznych prawideł logiki rządzącej tym światem podejrzewając jak to wszystko może się zakończyć z niepokojem oczekujemy każdej kolejnej sekwencji z tej zabawy w kotka i myszkę. Nie będąc zapoznanym z ksiażkowym pierwowzorem wciąż głowimy się jak potoczą się losy bohaterów i jak to wszystko się zakończy. Naprawdę film trzyma w napięciu niemal do końca, niestety dość moim zdaniem niemrawego. 
Całość jest podana niemal ascetycznie. Surowe, choć niezaprzeczalnie piękne krajobrazy, w jakich toczy się akcja, spokojne, dystyngowane i powolnie niemal majestatyczne ruchy postaci, skąpe lecz treściwe i mądre dialogi, a wszystko to oprawione w ciszę, gdyż nie uświadczymy tu zbytnio muzyki (tutaj melodię odgrywają wystrzały z przeróżnej broni). 
Mamy do czynienia z dobrym filmem, który dzięki maestrii twórcy literackiego pierwowzoru, reżyserów i głównych aktorów z dość prostego fabularnie kina, jakiego wiele puka do bram kina sztuki przez wielkie S. I nawet jeśli bramy te nie zostają mu koniec końców uchylone to produkcję braci Coen warto zobaczyć. Kawał niezłego neo - westernu. 






niedziela, 21 września 2014

Czy aby na pewno nie może być jeszcze gorzej?

Poważny człowiek (A Serious Man)
USA 2009
reż. Ethan Coen, Joel Coen
gatunek: dramat
zdjęcia: Roger Deakins
muzyka: Carter Burwell
Tytułowego bohatera poznajemy, jako człowieka, który prowadzi spokojne, ustabilizowane życie. Może nie jest człowiekiem sukcesu w pełnym tego słowa znaczeniu, ale Larry Gopnik (Michael S. Stuhlbarg) posiada dobrą posiada dobrą pracę, dom, samochód oraz rodzinę w postaci żony i dwójki dzieci. W pewnym momencie jednak okazuje się, że zamiast spodziwanej podwyżki i awansu jego posada jest zagrożona, a żona ma romans z przyjacielem rodziny, a po żądaniu przez nią rytualnego żydowskiego rozwodu Larry musi wyprowadzić się do motelu. A zawsze przecież może być gorzej...


Mamy tu do czynienia z czarną komedią, która jednak nie śmieszy, tak jak powinna śmieszyć komedia. Ja widzę w tej produkcji dramat, gdyż sytuacja, w jakiej znalazł się bohater produkcji braci Coen jest nie do pozazdroszczenia. Ogólnie jest to film o bezsilności. O walce człowieka z losem, który jest przewrotny. Czasem wydaje się, że gorzej być nie może, a jednak życie dostarcza kolejnych kłopotów. Innym razem zaś, gdy wydaje się, że wychodzi się już na prostą niespodziewanie pojawiają się nowe, kto wie czy nie gorsze problemy.


Film braci Coen zawiera wiele motywów z tradycji żydowskiej i dla kogoś kto nie jest zaznajomiony z tą kulturą wiele aspektów pozostaje niezrozumianych. Część tych spraw jest tłumaczona na bieżąco, aczkolwiek nie wszystkie zwroty zostają omówione. Tak więc jest to produkcja dla świadomego w tym aspekcie widza. 
Ogólnie nie jest to film dla widzów, którzy oczekują zobaczenia komedii. Produkcja jest dość trudna w odbiorze i na pewno nie każdemu się spodoba. A dla kogo jest przeznaczona? Dla fanów egzystencjalnych filmów i produkcji braci Coen będzie jak znalazł. 





piątek, 19 września 2014

A co Ty zrobiłbyś dla pieniędzy?

Fargo 
USA 1996
reż. Ethan Coen, Joel Coen
gatunek: thriller, dramat
zdjęcia: Roger Deakins
muzyka: Carter Burwell

Tytułowe Fargo to zabita dechami mieścina w Dakocie Północnej, gdzie na samym początku filmu jesteśmy świadkami dziwnego układu. Grany przez Williama Macy'ego Jerry Lundegaarden zawiera układ z dwoma zbirami, w ramach którego ci mają porwać jego żonę i wymusić okup od bogatego teścia Jerry'ego. W roli jednego ze zbirów późniejszy bohater serialu Zakazane Imperium - Steve Buscemi, którego rola w produkcji zapadła mi najbardziej w pamięć. Później akcja przenosi się do stanu Minnesota a sam plan zaczyna się poważnie komplikować...



W filmie braci Coen mimo zaledwie trochę ponad 90 minut akcji fabuła biegnie nieśpiesznie i tylko w kilku kluczowych momentach mknie niczym rasowe Ferrari. Umiejętnie dawkowana akcja pozwala widzowi odpocząć między najważniejszymi momentami, pokazując monotonne życie mieszkańców amerykańskiej prowincji. Śledząc tę produkcję widzimy, że każdy bohater, zarówno pierwszo, jak i drugoplanowy wygląda tutaj nieszczególnie twarzowo, każdy jest tutaj brzydki, zniszczony życiem. Czy to główny bohater, jego żona, bandyci, biznesmeni, policjanci (i policjantki), prostytutki. Życie doświadcza każdego...
Brawa należą się też za świetny montaż i pracę kamery. Wspaniale widzimy, a momentami wręcz czujemy fantastyczny klimat zimy, czy to w zabitych dechami mieścinach, czy też na ośnieżonych pustkowiach. Zima w tym filmie zarówno przeraża, jak i fascynuje jednocześnie. W żadnej innej produkcji nie widziałem tak dobrze przedstawionego śnieżnego, zamglonego pustkowia. 



Reasumując w Fargo mamy do czynienia z filmem dobrym, a momentami wręcz bardzo dobrym. Sama intryga czasem schodzi na drugi plan, by pokazać skrawki życia występujących na ekranie postaci. Twórca pokazuje tutaj, że mimo tragedii, jaka ma miejsce, każdy musi toczyć dalej własne życie. A jak już się z nim upora to zależy wyłącznie od niego. Po seansie zostają w głowie dwa pytania - do czego zdolny jest człowiek, by zgarnąć pewną ilość pieniędzy oraz ile tak naprawdę warte jest ludzkie życie?