Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chan-wook Park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chan-wook Park. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 listopada 2016

Rewanżystka

Pani Zemsta (Chinjeolhan geumjassi)
Korea Południowa 2005
reż. Chan-wook Park
gatunek: dramat, thriller


Wydany w 2005 roku film jest kontynuacją sztandarowej sagi Chan-wook Parka stanowiąc wraz z Panem Zemstą z 2002 roku i rok starszym Oldboyem trylogię zemsty koreańskiego reżysera. Po obejrzeniu wcześniejszych części w ponad dekadę od powstania ostatniej z nich mogę przystąpić do opisania finalnego tytułu.  


Geum-ja (Yeong-ae Lee) po trzynastu latach spędzonymi za kratami za porwanie i zabicie pięciolatka wychodzi z więzienia, w w którym zostawiła po sobie dobre wrażenie. Przez cały okres pobytu kobieta planowała zemstę na prawdziwym sprawcy zbrodni, nauczycielu Baeku (Min-sik Choi)...


Film ten mimo osnucia fabuły wokół zemsty jest jakże odmienny stylistyką od mocno ascetycznego Pana Zemsty i efekciarskiego Oldboya. W trzeciej części rewanżowej trylogii dostajemy od Parka coś na pograniczu dramatu z baśnią, a paradoksalnie klimatem i całą filmowa otoczka najbliżej tej produkcji do...francuskiej Amelii. Film ten jest także odmiennie od poprzednich zrealizowany pod kontem ujęcia przemocy, która w filmie i owszem występuje, jednak jest zawsze praktycznie poza kadrem. Nie uświadczymy więc tutaj żadnych scen z młotkiem, tudzież innym narzędziem. Ogólnie ta baśniowa narracja i stylistyka niezbyt przypadły mi do gustu, a i cała historia stoi według mnie na niższym poziomie, niż w dwóch wcześniejszych częściach. Swoje zrobiły też oczekiwania, które po poprzednich filmach były bardzo wygórowane. Tym razem nie dostajemy w żadnym razie filmu słabego, jednak według mnie mniej absorbującego niż poprzednicy. Jednak wszystkim, którym podobały się minione części cyklu polecam obejrzenie i tego filmu, choćby dla kilku ciekawostek, takich jak obsadzenie aktorów znanych z pozostałych filmów Trylogii Zemsty. W dalszym ciągu dostajemy produkcję o wysokim sznycie artystycznym, dopracowaną od strony technicznej, jak i aktorskiej.




czwartek, 3 listopada 2016

Zemsta jest cierpliwa

Oldboy (Oldeuboi)
Korea Południowa 2003
reż. Chan-wook Park
gatunek: thriller

Zapoczątkowana przez opisywaną na blogu Panem Zemstą nieformalna trylogia zemsty Chan-wook Parka znalazła swą kontynuację rok później w opisywanym właśnie tytule będącym według wielu najlepszym filmem koreańskiego reżysera. Oglądając ten film zastanawiałem się dlaczego na pierwszy seans czekałem aż 13 lat od premiery. Myślę, że kolejną część cyklu, czyli Panią Zemstę muszę nadrobić jak najszybciej.


Dae-su Oh (Min-sik Choi) zostaje porwany z ulicy i spędza 15 lat uwięziony w pokoju - więzieniu. Po opuszczeniu miejsca odosobnienia postanawia odnaleźć odpowiedzialnego za jego uwięzienie i poznać powody tegoż. Pomaga mu spotkana niebawem Mido (Hye-jeong Kang). Wkrótce odnajduje winowajcę, którym okazuje się niejaki Woo-jin Lee (Ji-tae Yu). Dae-su musi jednak jeszcze znaleźć powód swej izolacji...


Postronny czytelnik oglądając tylko kadry z filmu, które zamieściłem jako ilustracje do notki może błędnie sądzić, że to tylko prosta opowieść o facecie biegającym z furią po melinach robiąc apokalipsę za pomocą młotka. Tak oczywiście nie jest, chociaż sceny młotkowe (jak i ogólnie kilka innych scen walki widocznych w produkcji) robią dobre wrażenie i zostały naprawdę poprawnie zrealizowane. Jednak za samo bieganie z młotkiem w łapie nie dostaje się nagrody na festiwalu w Cannes. 
Chan-wook Park zrobił po raz kolejny dość ascetyczną w swej formie wielowątkową opowieść o zemście z przesłaniem. Tym razem jednak zaopatrzył ją w kilka mocnych twistów fabularnych, które zmieniają percepcję całości i wymagają skorygowania opinii na temat postaci i tego, co wcześniej widziało się na ekranie. A twisty te są naprawdę bardzo mocne. 
Wierny stylowi reżysera film został świetnie zrealizowany, są tu świetnie pokazane rzeczy, które są znakiem rozpoznawczym Koreańczyka, czyli przemoc i seks. Naturalistyczne sceny przemocy, jak młotkowy dentysta naprawdę na długo zapadną w pamięci. Jednak epatowanie samą bezsensowną przemocą nie jest w stylu Parka, więc mamy tu do czynienia z jednym z niewielu (dobrych!) thrillerów psychologicznych, gdzie naprawdę dużą rolę odgrywa percepcja bohaterów, ich życiowe wybory i świadomość. Naprawdę jednak żadne słowa nie oddadzą tego, co dzieje się na ekranie - to trzeba zobaczyć, przeżyć wraz z bohaterami. 
Naprawdę mocne, mroczne kino, które zostawia widza z wieloma pytaniami po seansie. Inteligentna rozrywka pokazana w artystyczny sposób - to trzeba zobaczyć. 





sobota, 22 października 2016

Wujaszek

Stoker
USA, Wielka Brytania 2013
reż. Chan-wook Park
gatunek: thriller


Praca w Hollywood jest dla zdecydowanej większości reżyserów, operatorów i aktorów z całego świata największym spełnieniem marzeń. To tworząc filmy w fabryce marzeń zdobywa się wielkie bogactwo i ogólnoświatową popularność. O ile jednak aktor w każdym kraju i systemie po prostu ma grać, jak mu każą to nawet najwybitniejsi reżyserzy są tłamszeni w Hollywood i robią tylko coś, co zlecają im producenci. A czy Chan-wook Park pozostał sobą w swym hollywoodzkim debiucie? 


Po tajemniczej śmierci ojca w dniu 18 urodzin Indii (Mia Wasikowska) na pogrzeb przybywa nigdy przez nią nie widziany brat zmarłego, Charlie (Matthew Goode). Zafascynowana nim matka dziewczyny, Evelyn (Nicole Kidman) proponuje mu, by zamieszkał przez jakiś czas w ich rodzinnej rezydencji. India jest zaniepokojona nagłym pojawieniem się wujka i jego dziwnym zachowaniem...


Chan-wook Park musiał pożegnać wkraczając do Hollywood musiał pożegnać się z kinem autorskim. We wcześniejszych swych filmach był on także autorem lub przynajmniej współautorem scenariusza, a całość powstawała na jego i praktycznie tylko jego zasadach, dzięki czemu film wyglądał tak, jak sobie wyobrażał. Tutaj dostał zadanie nakręcenia produkcji opartej na scenariuszu kogoś innego. I ten właśnie scenariusz do typowo amerykańskiego thrillera ocierającego się o podgatunek home invasion jest najbardziej kulawą częścią filmu. Naprawdę fabuła i ogólna intryga jest mieszanką wybuchową - przewidywalność, głupota zdarzeń i bohaterów, do tego brak jakiegoś większego suspensu - to dyskwalifikuje dobry dreszczowiec. Reżyser starał się przemycić kilka swoich firmowych zagrywek,a za sprawą ściągniętego z Korei operatora Chung-hoon Chunga współpracującego z nim przy wcześniejszych filmach wizualnie film wygląda dobrze. Jest także całkiem przyzwoicie zagrany przez odpowiednio enigmatycznego Goode'a, Kidman i Wasikowską (która jednak w wieku 24 lat wciela się w osiemnastkę - to pewna przesada). Niestety wszystkie starania aktorów, operatora i reżysera przekreśla niezwykle ważna i koncertowo spieprzona warstwa fabularna. Dlatego film ten można potraktować jako ciekawostkę zgłębiając filmografię reżysera lub swych ulubionych aktorów (jeśli ktoś z wymienionej trójki do nich należy) lub jeśli jest się fanem pozbawionych logiki thrillerów. 
Chan-wook Park zapewne dostanie jeszcze zaproszenie do fabryki snów i prawdopodobnie coś jeszcze nakręci w USA. Teraz jednak należy się cieszyć, że wrócił do Korei i kina autorskiego i dał światu świetną Służącą. 






czwartek, 20 października 2016

Azjatyckie perwersje

Służąca (Ah-ga-ssi)
Korea Południowa 2016
reż. Chan-wook Park
gatunek: dramat, thriller

Na ten film czekałem od bardzo, bardzo dawna. Od czasu, gdy dowiedziałem się, że twórca Trylogii zemsty kręci dziejący się w czasach japońskiej okupacji thriller z podtekstem erotycznym wiedziałem, że jest wielkie prawdopodobieństwo na to, że film w 100% trafi w moje gusta filmowe. Mimo przełożonej premiery mającej się odbyć jakiś miesiąc temu i ogłoszenie nowej daty polskiej premiery na 4 listopada udało mi się dostać na pokaz przedpremierowy nieco dwa tygodnie przed ogólną dystrybucją. I muszę od razu powiedzieć, że było warto!


Podający się za japońskiego hrabiego Fujiwarę oszust (Jung-woo Ha) najmuje zajmującą się handlem żywym towarem dziewczynę, Sook-hee (Tae-ri Kim), by ta pomogła mu w uwiedzeniu bogatej Hideko (Min-hie Kim), której pieniądze chciałby przejąć. Sook-hee przybywa do posiadłości wuja Hideko, Kouzukiego (Jin-woong Jo) i zostaje jej służącą. 


Mamy do czynienia z precyzyjnie skonstruowanym thrillerem, który zaskoczy widza kilka razy porządnym twistem fabularnym, nie dając do samego końca przewidzieć intrygi i losów bohaterów. Naprawdę przez te niemal dwie i pół godziny jesteśmy ciągle zwodzeni przez reżysera, gdyż gra on z widzem na równym poziomie z tym, jak pogrywają między sobą filmowe postaci. 
Chan-wook Park świetnie buduje klimat poprzez wprowadzenie bohaterów i zmieniające się interakcje między nimi,zaś cudownie skonstruowana posiadłość i tereny do niej przylegające przenoszą nas momentalnie do Azji lat 30. ubiegłego stulecia. Scenografia i charakteryzacja to szczyt maestrii w tym fachu - inni autorzy powinni się uczyć. Tak samo jest z pracą kamery, która świetnie daje radę zarówno pokazując szerokie ujęcia, jak i intymne rozmowy toczone w małych pokojach rezydencji. Od strony techniczno - realizatorskiej mamy do czynienia ze współczesnym arcydziełem
Świetnie też wypadają wszystkie sceny o zabarwieniu erotycznym, w którym autor przybliża widzom liczne znane Azjatom sprzed wieku perwersje. Mamy więc organizowane przez zboczonego wuja wieczorki literackie, na których Hideko zmuszona jest czytać bogato ilustrowane pornograficzne teksty zgromadzonym podstarzałym bogaczom, sceny przedstawiające wyrafinowane lesbijskie sceny seksualne, do tego kulki rozkoszy i jedyna w swoim rodzaju scena erotycznego rozbudzenia poprzez piłowanie zęba naparstkiem. Film ten jest w nadzwyczajny sposób zarówno odważny, jak i wysublimowany zarazem. Mamy przy całej perwersji do czynienia nie z pornograficzną manierą, a pewną subtelnością przekazu w tej feministycznej wizji reżysera.
Całość jednak byłaby niczym gdyby nie aktorzy. Ci wypadają bardzo rzeczowo i naturalnie - na czas trwania filmu stają się granymi przez siebie postaciami. Coraz bardziej podoba mi się ścieżka kariery Jung-woo Ha, będę śledził tego ciekawego aktora w przyszłości. 
Chan-woo Park stworzył film rzadko spotykany, który jest zarówno spełniony artystycznie, jak i powinien zaspokoić oczekiwania szerokiej publiczności. Jeden z lepszych filmów, jakie widziałem w tym roku - zdecydowanie polecam!





czwartek, 22 września 2016

Seria niefortunnych zdarzeń

Pan Zemsta (Boksuneun naui geot)
Korea Południowa 2002
reż. Chan-wook Park
gatunek: thriller

Jednym z filmów, na które obecnie najbardziej czekam jest Służąca w reżyserii Chan-wook Parka. Reżyser ten zasłynął (i dzięki temu też dostał się do Hollywood) za sprawą swej filmowej Trylogii Zemsty z legendarnym już Oldboyem jako część składowa. Opisywany film stanowi pierwszą część owej trylogii, o której to sam Quentin Tarantino mówi, że jest to najbardziej tarantinowskie kino, jakie można zobaczyć. Brzmi zachęcająco? 


Głuchoniemy Ryu (Ha-kyun Shin) chce pomóc ciężko chorej siostrze. Żeby zebrać pieniądze na jej operację postanawia oddać nerkę. Jednak zamiast zapłaty czy też innej formy pomocy budzi się nagi w obskurnym budynku. Zdesperowany postanawia zdobyć pieniądze porywając córkę bogatego właściciela fabryki, kapitalisty Parka (Kang-ho Song). Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem...


Jest to na pewno film inny, niż wszystkie, jakie do tej pory obejrzałem. A to za sprawą nie jednego aspektu,a całej palety detali, które jako zebrane w całość stanowią o jego wyjątkowości. Wolna, często ślemazarna narracja, do tego prowadzona szczególnie (a wymaga tego niecodzienny niemy bohater), piękne choć stonowane kadr oraz minimum dialogów przy maksimum przekazu. To także spojrzenia na genezę przemocy, pokazane w sposób, jakiego próżno szukać gdzie indziej niż w Azji. I o ile późniejsze koreańskie Ujrzałem diabłą również skupiało się na ukazywaniu brutalnej przemocy robiło to w sposób bezsensowny i mocno prymitywny. Tutaj mamy zaś pokazaną serię zdarzeń, które w krótkim czasie pchają ludzi na granicę szaleństwa i rozpaczy, gdzie naturalną koleją rzeczy jest droga przemocy. Nad bohaterami filmu krąży wręcz jakieś niewidoczne fatum, które od pierwszych minut nakręca spiralę przemocy zamieniając fajnych, miłych ludzi w brutalne maszyny do zabijania. Minimalistyczna budowa filmu trochę usypia, reżyser niespiesznie rozwija akcję, by w końcowych 30 minutach rozpocząć prawdziwe pandemonium. Całość zaś od początku nacechowana jest pewnym wisielczym, ironicznym poczuciem humoru, który zapewne nie każdemu przypadnie do gustu, który jest jednak bardzo sugestywny i pasujący do całości wymowy filmu. Myślę, że warto zobaczyć ten film, który zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejne części Trylogii Zemsty oraz jeszcze bardziej wyostrzył apetyt na Służącą.