poniedziałek, 18 maja 2015

I nie było już niczego

Droga (The Road)
USA 2009
reż. John Hillcoat
gatunek: dramat, sci-fi

Postapokaliptycznych filmów powstały dziesiątki, jeśli nie setki. Opowiadają o wielu różnych powodach, przez które świat zmienił się nie do poznania. Czasem wszystko przez epidemię zombie (jak w World War Z), kiedy indziej chodzi po prostu o kryzys gospodarczy na szeroką skalę (Rover) czy kataklizm naturalny (masa filmów katastroficznych). W każdym jednak przeważnie dowiadujemy się o jakimś powodzie zagłady świata. W tym filmie opartym na podobno jeszcze o wiele lepszej książkowej wersji Cormaca McCarthy'ego nie wiem dowiadujemy się absolutnie nic o powodzie degeneracji świata. Ale to przecież i tak nie jest najważniejsze. 


Kilka lat przed akcją filmu świat uległ zagładzie. Opary dymu i mgieł zasłoniły Słońce, zwierzęta wymarły, ziemia przestała nadawać się pod uprawę, a cała cywilizacja zawaliła się jak domek z kart. W tym pozbawionym przyszłości jesteśmy świadkami wędrówki dwojga ludzi - ojca (Viggo Mortensen) i syna (Kodi Smit-McPhee), którzy zamierzają dotrzeć na wybrzeże, a później szukać schronienia przed chłodem na południu. Unikając ludzi, którzy po zagładzie świata zdziczeli i stali się gorsi od zwierząt próbują poradzić sobie z sytuacją, w jakiej się znaleźli. Chłopak nie zna świata sprzed zagłady, natomiast ojciec często wraca myślami do czasów, w których żyła jeszcze jego żona i matka dziecka (Charlize Theron). Wędrowcy napotykają przed sobą obraz nędzy i rozpaczy lecz trwale dążą do celu podróży.


Mamy do czynienia z typowym kinem drogi, który jednak ze względu na okoliczności, w jakich trwa akcja daje niespotykaną atmosferę lęku, niepokoju, zaszczucia i ogólnej beznadziejności. Bohaterowie podróżują, chowają się po lasach, szukają pożywienia, napotykają grupy zbrojnych kanibali, oraz pozostawionych w beznadziejnej sytuacji samotnych wędrowców. Film na podstawie prozy McCarthy'ego tak jak większość produkcji poapokaliptycznych snuje rozważania na temat kondycji człowieczeństwa i tego, co może wyjść z ludzi, gdy zabraknie kogoś, kto pilnuje zasad. I po raz kolejny okazuje się, że nie jest z nami jako gatunkiem najlepiej. 
Film ten nie tętni akcją, jest bardzo skromny, wręcz ascetyczny. Skąpe dialogi, w których przeważnie widzimy ojcowsko - synowską więź nie są specjalnie odkrywcze. W ogóle ciężar filmu spoczywa na dwójce głównych aktorów. O ile o Mortensena można było być spokojnym, gdyż jest świetnym aktorem, który potrafił wyjść z łatki Aragorna, który był jego rolą życia (świetny zarówno tu, jak choćby we Wschodnich obietnicach) to były uzasadnione obawy co do młodego Smita- McPhee, który jednak całkiem nieźle sobie poradził, dzięki czemu wciąż zatrudniany jest w kolejnych rolach, już nie dziecięcych. W trzecim planie pojawiają się dobrzy aktorzy, jak choćby Guy Pearce i Robert Duvall, którzy także radzą sobie dobrze. Jeśli mam się do czegoś przyczepić to sama kreacja postaci dziecka. Wychowany w tak nieprzyjaznym świecie nie powinien być taką płaczliwą pizdą. Po prostu nie i tyle. Nie wiem czy to wymysł scenarzysty, czy tak przedstawił go sam pisarz, ale dla mnie to mało wiarygodne.
Największym plusem filmu nie są jednak ani dobrzy aktorzy, ani dość sztandarowa fabuła lecz sam klimat produkcji. Wszystko jest tak złowieszcze i niebezpiecznie wręcz naturalne, że oglądając ma się wrażenie przebywania w tym beznadziejnym świecie. Wszechobecna beznadzieja wylewa się z ekranu zarówno patrząc na zachowanie bohaterów, ich świetnie dopasowany wygląd i przede wszystkim cudownie zrealizowane lokacje. To oraz świat przedstawiony w świetnej grze The Last of us uznaje za najlepiej przedstawione światy postapokaliptyczne. Naprawdę wielkie brawa dla charakteryzację i scenografię. Aż dziwne, że nie doczekało się to nominacji oscarowej. W sumie w Polsce nawet nie doczekało się seansów kinowych (u nas wolą pokazywać w kinach bajki, które obecnie każdego tygodnia stanowią połowę wszystkich seansów). Dla niektórych może być to film nudny, pozbawiony akcji, strzelanin, jednak jego plusów nie należy szukać w sensacyjności treści, a w klimacie, budowaniu relacji między bohaterami, ascetycznym pokazie świata w ruinie. Solidne kino poapokalityczne. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz