Złe mamuśki (Bad Moms) USA 2016 reż. Jon Lucas, Scott Moore gatunek: komedia zdjęcia: Jim Denault muzyka: Christopher Lennertz
Lubię oglądać filmy z Milą Kunis. Nie dlatego, że pochodząca ze Związku Radzieckiego aktorka jest jakoś specjalnie dobra w swym zawodzie czy też występuje w samych dobrych filmach. Kunis aktorsko przecież nie jest specjalnie wybitna a i filmy, w których występuje przeważnie do zbyt ambitnych nie należą. Lubię filmy z nią bo z seksistowskich pobudek, gdyż po prostu wygląda na ekranie całkiem atrakcyjnie.
Kura domowa Amy (Mila Kunis) pod wpływem swych przyjaciółek Carli (Kathryn Hahn) i Kiki (Kristen Bell) postanawia zostawić za sobą dotychczasowe życie, zostawia męża, zaniedbuje dzieci i rzuca się w wir nocnego życia.
Ten film jest zły. Bardzo zły. Tak bardzo zły, że wcale nie zdziwił mnie fakt, że w około rok powstała jego kontynuacja, która utrzymywała się w naszych kinach przez dobrze ponad miesiąc. Film ten jest kolejnym w ostatnim czasie komedią w stylu modnej teraz feministycznej odmiany bromance. Kilka kobiet w wieku MILFowskim traktuje się jakby były o połowę młodsze niż są w rzeczywistości, piją, klną, gadają o seksie, który sobie czasem pouprawiają i to w założeniu ma być śmieszne. Ale śmieszne nie jest. Nie chce mi się pisać o tym filmie. Naprawdę jest on tak żałosny, że po prostu wystarczy, że napiszę byście go nie oglądali.
Git (Dope) USA 2015 reż. Rick Famuyiwa gatunek: komedia
Przeglądając zawartość mojego skromnego bloga zauważyłem niedawno, że dotychczas nie opisałem żadnego filmu o tematyce stricte afroamerykańskiej, a nurt ten przecież za oceanem od lat rozwija się z większym lub też mniejszym powodzeniem. Więc korzystając z okazji, że Spike Lee wydał ostatnio swój zakorzeniony w czarnym klimacie Chi - Raq, a do polskich kin zmierza po prawie półtora roku od premiery film Famuyiwy (nie mylić z polskim filmemo tym samym tytule również z 2015 roku) zdecydowałem się je w najbliższym czasie obejrzeć. Na początku więc drugi z tych tytułów.
Poznajemy losy geeka Malcolma (Shameik Moore), chłopaka z podrzędnej dzielnicy, który kończy szkołę średnią i marzy o dostaniu się na Harvard. Malcolm wraz z przyjaciółmi Jibem (Tony Revolori) i Diggy (Kiersey Clemons) są szkolnymi popychadłami. W pewnym momencie ich życie zmienia się o 180 stopni, gdy Malcolm wchodzi w posiadanie plecaka wypełnionego narkotykami.
Film ten generalnie ogląda się dość dobrze jako taką standardową opowieść o nastolatkach z przedmieść, jednak produkcja ta ma też bardzo dużo głupoty i nielogiczności, przez co traci dość sporo ze swojej urokliwości. Zaczynając od tego, że bohaterowie, choć od początku do końca filmu uznają się za fanatyków rapu z lat 90. ubiegłego wieku i wciąż przerzucają się tytułami pierwszych płyt Snoop Doga czy innego Tupaca to sami grają coś przypominającego...indie rock (?). Który Murzyn z przedmieść będący fanem klasycznego rapu chciałby dla relaksu grać takie coś?
Główny bohater, kreujący się na gangsta rapera sprzed 20 lat, z dziwną fryzurą, obwieszony tonem złota na łańcuchu mający być wielkim kujonem? Z trójki głównych bohaterów na takiego wygląda może co najwyżej znamy z roli w Grand Budapest HotelRevolori. Niewiarygodna też jest postać drugoplanowa, niejaka Nakia grana przez uroczą Zoë Kravitz. Dziewczyna kończy liceum, chce iść na studia,a bohater musi jej uświadamiać, że w prostym działaniu liczbowym najpierw trzeba obliczyć to, co znajduje się w nawiasie. Takie rzeczy to chyba w 3 klasie podstawówki, a nie aspirując na dobre studia, co?
Razi też ta cała Murzyńskosć filmu. Rozumiem, że autorzy chcieli pokazać społeczne podziały i obsadzić siebie w roli pokrzywdzonych. Ale jeśli w filmie pokazuje się getto bez perspektyw, gdzie można nadziać się tylko na pełnych przemocy gangsterów czy dilerów, gdzie bez przerwy ktoś ginie w strzelaninach, a po szkołach krążą wciąż policyjne patrole szukające narkotyków to ja jako widz mam przed sobą obraz patologii, która niekoniecznie powstaje przez podziały społeczne. Ci wszyscy czarni ludzie przedstawieni przez autora to w filmie zwyczajni gangsterzy, złodzieje i pospolici przestępcy. Ciężko pokazując takie środowisko o sympatię do nich.
Ogólnie warto pochwalić w filmie role młodych aktorów, do wymienionych wyżej dodając jeszcze atrakcyjną Chanel Iman. Ci młodzi ludzie dają dużo pozytywnego w tym filmie i liczę, że jeszcze zobaczę ich nie raz w nieco ambitniejszych produkcjach, które nie będą traktowały tylko o czarnym gettcie.
Mimo że mam pewne zastrzeżenia do filmu to nie jest tak, że jest to film strasznie zły. Dostajemy ogólnie typowego średniaka, który niczym nowym nikogo, kto obejrzał w życiu więcej niż 30 filmów nie zaskoczy. Jednak afroamerykańskie klimaty mogą być dla każdego plusem lub minusem w zależności od tego, co kto lubi.
Co do samego tytułu to dziwię się, że w Polsce dystrybutorzy nazwali go tak jak nazwali ale z anglojęzycznymi tytułami tłumaczonymi na polski to nigdy przecież nie wiadomo czego się spodziewać.