Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Ruffalo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Ruffalo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 stycznia 2017

Polowanie

Spotlight
USA 2015
reż. Tom McCarthy
gatunek: dramat

Przymierzałem się do tego filmu od prawie roku. Dwa Oscary, oba ważne, gdyż za najlepszy film i scenariusz, do tego szereg przeróżnych nagród i nominacji mniejszego formatu. Do tego ważny, trudny społecznie temat. Jednak nigdy nie byłem fanem tego typu śledczych produkcji, gdzie gadające głowy zamknięte w czterech ścianach rozwiązują trudne sprawy. Jednak dzisiaj udało mi się wreszcie zobaczyć ten film.


Do redakcji bostońskiej gazety Globe trafia nowy naczelny, Marty Baron (Liev Schreiber). Przy jego zaangażowaniu gazetowa komórka śledcza zwana Spotlight, w skład której wchodzą m.in. Walter Robinson (Michael Keaton), Mike Rezendes (Mark Ruffalo) i Sacha Pfeiffer (Rachel McAdams) zaczyna zajmować się sprawą księży pedofilii, którzy przez lata molestowali dzieci z bostońskich parafii...


Sprawa, jaką zajęli się prawdziwi redaktorzy ze Spotlight to oczywiście prawdziwa historia, a liczni molestujący dzieci księżą faktycznie przez lata bezkarnie działali na terytorium Bostonu (a jak pokazują grafiki pod koniec filmu podobne sprawy mają miejsce na całym świecie, w tym oczywiście w Polsce, co akurat chyba wszyscy wiedzą). I temat zboczonych księży, czyli ludzi, którzy z racji pełnionego zawodu powinni być etycznie możliwie jak najlepszym jest naprawdę ważny i szokujący, jednak wydaje mi się, że nagród nie powinno się przyznawać za sam temat. Także nie powinno się oceniać produkcji tylko opierając się na temacie. Bo wiele filmów tematycznie było wspaniałych, jednak jako całość filmowo wypadała blado. Nie wystarczy mieć coś do powiedzenia, by zrealizować dobry film. Niestety wydaje mi się, że narracja i sposób przedstawienia tego dziennikarskiego śledztwa nie jest zbyt dobrą filmową narracją. Oglądamy dwie godziny dysput gadających głów zamkniętych w czterech ścianach. Nawet jeśli poruszają istotne tematy, a film ujawnia mechanizm skandalicznej wielopiętrowej zmowy milczenia to wszystko to jest przedstawione w sposób dość nudny i monotonny. Ciężko jest też specjalnie identyfikować się z bohaterami, o których praktycznie nic nie wiemy. Chociaż zagrani zostali oni naprawdę porządnie, sportretowani przez dobrych aktorów to jednak nie czułem tego niedającego się opisać czegoś, co powoduje, że chce się oglądać film. Może wygłoszę tutaj skrajnie odmienną od wielu innych opinię, jednak ja się na tym filmie zawiodłem i setnie się wynudziłem. Temat słuszny, jednak chyba ciężki do sfilmowania. 




poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Abrakadabra

Iluzja (Now You See Me)
USA 2013
reż. Louis Leterrier
gatunek: kryminał, thriller

Niedawno do sal kinowych multipleksów na całym świecie, w tym i w Polsce weszła kontynuacja właśnie opisywanego filmu. Jako że nie widziałem wcześniej początkowego tytułu ominęła mnie tym samym wizyta na tegorocznym letnim blockbusterze. Jednak zachęcony trailerem oraz znanymi nazwiskami przewijającymi się w dwójce zacząłem nadrabiać zaległości i sięgnąłem po część numer jeden serii. 


Czwórka iluzjonistów specjalizujących się w różnych gatunkach sztuczek (w tych rolach Jesse Eisenberg, Woody Harrelson, Isla Fisher i Dave Franco) łączy siły i wspierana przez magnata finansowego (Michael Caine) jeździ ze swym magicznym show po USA. Podczas występów dochodzi do dziwnych wydarzeń wykraczających często poza granice prawa. Magikom zaczyna przyglądać się policjant Rhodes (Mark Ruffalo) oraz agentka Interpolu Alma (Mélanie Laurent). Korzystają oni z pomocy wykrywającego szwindle pokazów magicznych Bradleya (Morgan Freeman). 


Pierwsze co zwraca uwagę (przynajmniej u mnie) w tej produkcji to występująca w niej kadra aktorska. Naprawdę producenci odwalili kawał dobrej roboty zatrudniając takie nazwiska. Nazwiska, które też moim zdaniem wywiązały się skutecznie z powierzonych zadań, przez co całość pod kontem aktorskim wygląda przednio. Nie mogę wskazać kogoś kto wybija się ponad filmową średnią, jednak mam małe zastrzeżenia co do Dave'a Franca. Franco przyzwyczaił mnie już do swoich nijakich, mdłych kreacji i promowanie go (raczej chyba ze względu na trochę bardziej utalentowanego brata) na siłę wydaje mi się złym pomysłem.
Film pod względem fabularnym jest całkiem sprawnie skonstruowany i do pewnego momentu daje dość dużo frajdy. Gdyby urwano go w połowie oceniłbym go lepiej, gdyż to, co widzimy w pierwszej godzinie trwania produkcji jest naprawdę bardzo dobre i wpada w moje trochę już zmanierowane gusta. Gdyby tak całość wyglądała tak jak ten początek naprawdę byłbym wielce ukontentowany. Niestety potem mamy kilka zwrotów akcji, a film skręca z takiego lekko tajemniczego thrillera w stronę filmu akcji klasy B. A szkoda, bo w porównaniu do stylowych, ciekawych pierwszych scen te ostatnie są już kalką kilku podrzędnych sensacyjniaków. Mimo to zapewne kiedyś skuszę się na kolejną część, gdyż całościowo patrząc Iluzja okazała się produkcją całkiem udaną. 





poniedziałek, 6 lipca 2015

Na wyspie szaleńców

Wyspa tajemnic (Shutter Island)
USA 2010
reż. Martin Scorsese
gatunek: thriller 

W 2010 roku rekordy biła Incepcja, jednak moim zdaniem rola tego filmu została mocno przeceniona. Kasowy hit Christophera Nolana 825 miliony dolarów tylko w pierwszy weekend swej obecności w kinach. Jednak moim zdaniem w tym roku miało miejsce dużo lepszych filmów, niż według mnie przeciętna Incepcja, dajmy na to kanadyjsko-francuskie Pogorzelisko, Prawdziwe męstwo czy właśnie inny oprócz Incepcji film z Leonardo diCaprio czyli właśnie teraz omawiany. 




Poznajemy losy szeryfa federalnego Teddy'ego Danielsa (Leonardo DiCaprio), który wraz ze swym nowym partnerem Chuckiem (Mark Ruffalo) przybywa na wyspę nieopodal Bostony, gdzie znajduje się więzienie dla chorych psychicznie przestępców. Agenci mają za zadanie rozwikłać zagadkę zaginięcia jednej z więźniarek. Przyjmuje ich doktor Cawley (Ben Kingsley). Wkrótce Daniels odkrywa, że zarówno doktor, jak i inni przebywający na wyspie mają wiele do ukrycia.


W sumie nie można za dużo powiedzieć o fabule, żeby tym którzy nie widzieli nie psuć zabawy, gdyż jest to film, który trzeba doświadczyć samemu. Wszystko od pewnego momentu zaczyna się zmieniać jak w kalejdoskopie i liczba twistów fabularnych przekracza tu liczbę innych zakręconych produkcji. Mimo wszystko jest to spójne i satysfakcjonujące widza. Inni powinni się uczyć jak robić twisty fabularne! Zakończenie zaś jest takie, że po jego obejrzeniu długo zastanawiałem się co naprawdę jest fikcją, a co jawą. Widać, że film powstał w oparciu o dobrą książkę. A samo zakończenie sprawia, że chce się obejrzeć film od nowa wyłapując wszystkie niuanse. Do tego dochodzi ulokowanie filmu w ciekawym okresie (połowa lat 50. XX wieku, szalejący makkartyzm), w elektryzującym otoczeniu wyspy oraz wśród naprawdę dobrych aktorów. Tu nie ma o czym pisać, tu trzeba oglądać! I zapewne odebrać indywidualnie, bo każdy może mieć inne wnioski po seansie.