Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Leterrier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Leterrier. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Abrakadabra

Iluzja (Now You See Me)
USA 2013
reż. Louis Leterrier
gatunek: kryminał, thriller

Niedawno do sal kinowych multipleksów na całym świecie, w tym i w Polsce weszła kontynuacja właśnie opisywanego filmu. Jako że nie widziałem wcześniej początkowego tytułu ominęła mnie tym samym wizyta na tegorocznym letnim blockbusterze. Jednak zachęcony trailerem oraz znanymi nazwiskami przewijającymi się w dwójce zacząłem nadrabiać zaległości i sięgnąłem po część numer jeden serii. 


Czwórka iluzjonistów specjalizujących się w różnych gatunkach sztuczek (w tych rolach Jesse Eisenberg, Woody Harrelson, Isla Fisher i Dave Franco) łączy siły i wspierana przez magnata finansowego (Michael Caine) jeździ ze swym magicznym show po USA. Podczas występów dochodzi do dziwnych wydarzeń wykraczających często poza granice prawa. Magikom zaczyna przyglądać się policjant Rhodes (Mark Ruffalo) oraz agentka Interpolu Alma (Mélanie Laurent). Korzystają oni z pomocy wykrywającego szwindle pokazów magicznych Bradleya (Morgan Freeman). 


Pierwsze co zwraca uwagę (przynajmniej u mnie) w tej produkcji to występująca w niej kadra aktorska. Naprawdę producenci odwalili kawał dobrej roboty zatrudniając takie nazwiska. Nazwiska, które też moim zdaniem wywiązały się skutecznie z powierzonych zadań, przez co całość pod kontem aktorskim wygląda przednio. Nie mogę wskazać kogoś kto wybija się ponad filmową średnią, jednak mam małe zastrzeżenia co do Dave'a Franca. Franco przyzwyczaił mnie już do swoich nijakich, mdłych kreacji i promowanie go (raczej chyba ze względu na trochę bardziej utalentowanego brata) na siłę wydaje mi się złym pomysłem.
Film pod względem fabularnym jest całkiem sprawnie skonstruowany i do pewnego momentu daje dość dużo frajdy. Gdyby urwano go w połowie oceniłbym go lepiej, gdyż to, co widzimy w pierwszej godzinie trwania produkcji jest naprawdę bardzo dobre i wpada w moje trochę już zmanierowane gusta. Gdyby tak całość wyglądała tak jak ten początek naprawdę byłbym wielce ukontentowany. Niestety potem mamy kilka zwrotów akcji, a film skręca z takiego lekko tajemniczego thrillera w stronę filmu akcji klasy B. A szkoda, bo w porównaniu do stylowych, ciekawych pierwszych scen te ostatnie są już kalką kilku podrzędnych sensacyjniaków. Mimo to zapewne kiedyś skuszę się na kolejną część, gdyż całościowo patrząc Iluzja okazała się produkcją całkiem udaną. 





wtorek, 1 marca 2016

Hołdowanie hołoty

Grimsby (The Brothers Grimsby)
Wielka Brytania 2016
reż. Louis Leterrier
gatunek: komedia 

Ali G., Bruno, Aladeen czy przede wszystkim Borat. Kto nie zna przynajmniej części z tych postaci wykreowanych przez brytyjskiego komika Sachę Baron Cohen'a? Można doceniać, bądź też nie humor prezentowany w filmach z wymienionymi wyżej bohaterami jednak na pewno nie wolno odmówić różnorodności postaci, w jakie wciela się niczym kameleon jeden i ten sam aktor. Teraz do tego grona przygłupów dochodzi kolejna osobowość i osobliwość, a mianowicie angielski dresiarz, Nobby.


Nobby (Sacha Baron Cohen) mieszka wraz ze swą tłustą partnerką (Rebel Wilson) i około dziesiątką dzieci, dzięki którym utrzymuje się z opieki społecznej w angielskim Grimsby. Oprócz picia litrów piwa w pobliskim pubie i oglądania meczów piłkarskich Nobby ma jeszcze jedną pasję - dbanie o pamięć brata, z którym został rozdzielony 28 lat wcześniej. Gdy dowiaduje się w pewnym momencie, gdzie ów brat (Mark Strong) ma przebywać udaje się na poszukiwania. Nie wiem, że Sebastian jest tajnym agentem i ma ważną misję ochraniania życia filantropki Kate (Penélope Cruz).


Każdy kto oglądał wcześniej filmy firmowane twarzą Baron Cohena chyba powinien wiedzieć, czego spodziewać się po najnowszej jego produkcji. Dostajemy więc po raz kolejny przaśną komedię z idiotą występującym na pierwszym planie. Tym razem wybór trafia na małomiasteczkowego dziecioroba - zadymiarza - alkoholika, coś na wzór naszego kibola, który to nie grzeszy ani inteligencją ani elokwencją. Jest zaś dumny z należenia do warstw nizin społecznych. Nazywana tu po imieniu hołota jednak jest broniona przez twórców, którzy wyjaśniają widzom dlaczego potrzebni są ludzie tego stanu.
Humor zawarty w filmie nie odstępuje ani na krok wcześniejszym produkcją spod znaku Cohena, a więc jest ciężkostrawnie, niesmacznie, chamsko i bez zmiłuj. Oglądając film czasem śmiałem się i aż mi było głupio, że śmieję się z takich rzeczy. Należy dodać, że żarty są tu przede wszystkim z gatunku tych okołofallicznych czy homoseksualnych (trzeba się przygotować na widok męskich genitaliów i odbytów, ewentualnie wdzięków baaaardzo grubych kobiet) czego kwintesencją może być scena eee safari ze słoniami, obrywa się jednak też m. in. Billowi Cosby'emu, Danielowi Radcliffe'owi czy Donaldowi Trumpowi. Jednak nie dzielę humoru na ambitny i mniej ambitny. Żart może być śmieszny albo nie. A wygląda na to, że ten tutaj jest, chociaż po wszystkim ma się solidnego moralnego kaca, gdy się pomyśli, że to naprawdę bawiło.
Cohen tutaj nie odkrywa Ameryki na nowo, jest często wtórny, a poziom wielu scen jest dość niski. Jednak jako całość ogląda się to wszystko zadziwiająco sprawnie. Dzięki krótkiemu metrażowi (trochę ponad 80 minut) nie ma chwili na nudę, co najwyżej wkurzają częste wstawki z dzieciństwa braci. Dodać do tego należy fakt, że zatrudniono całkiem znane aktorskie nazwiska, które spełniły zadanie. 
Jak mawiał ojciec dyrektor ciężko nazwać szambo perfumerią, jednak na pewno ten film nigdy nie aspirował do bycia czymś innym niż jest, więc jeśli pójdzie się na niego, by obejrzeć niezobowiązującą i odmóżdżającą rozrywkę nie na poziomie na pewno nie będzie się rozczarowanym.