Pokazywanie postów oznaczonych etykietą C. Mansell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą C. Mansell. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2017

Tajemnice Van Gogha

Twój Vincent (Loving Vincent)
Polska, Wielka Brytania 2017
reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman
gatunek: animowany, kryminał, dramat
zdjęcia: Tristan Oliver, Łukasz Żal
muzyka: Clint Mansell

Czegoś takiego w świecie filmu nie było. Po latach produkcji powstał pełnometrażowy film, który składa się tylko z obrazów. Po ponad stu latach nieustannego postępu w sztuce filmowej mało jest w niej rzeczy nieodkrytych, takich, gdzie nikt jeszcze nie eksperymentował. Dlatego tym bardziej cieszy fakt, że wcześniej niemożliwego dokonali w dużej mierze nasi rodacy. 


Pracownik poczty Joseph Roulin (Chris O'Dowd) prosi swojego syna Armanda (Douglas Booth) o dostarczenie ostatniego listu niedawno zmarłego malarza Vincenta Van Gogha (Robert Gulaczyk) do brata. Ten niechętnie się godzi, jednak po dotarciu na miejsce odkrywa, że Theo Van Gogh również nie żyje. Postanawia więc zbliżyć się do prawdy o tajemniczej śmierci artysty...


Ten film wymyka się siłą rzeczy wszelkim porównaniom z dotychczasowym dorobkiem filmowców światowych i też trzeba do niego podejść jako do nowatorskiego przykładu sztuki multimedialnej niż do zwykłego filmu. Co prawda we wczesnej wersji projektu zagrali normalni aktorzy, którzy później użyczyli swym postacią głosu (nie dane mi było to słyszeć, gdyż w Polsce film wyszedł tylko w wersji dubbingowej nie zostawiając widzowi wyboru co do tego, jaką wersję chce on usłyszeć) jednak w finalnej wersji wszystko zostało przerobione na płótnie i w rezultacie oglądamy obraz. Także zaznaczyłem ten film jako animowany (i jako taki jest on nagrodzony przez Europejskie Nagrody Filmowe i zapewne niebawem nominowany do Oscarów) jednak nie jest to precyzyjne określenie. Nie mamy do czynienia z ołówkową animacją, a z filmem namalowanym. Już samo to jest tytaniczną, wydawać by się mogło, że wręcz syzyfową pracą autorów jednak gdy zobaczymy, że twórcy nie tylko inspirowali się stylem Holendra, a jeszcze ożywili jego pejzaże i portrety docenimy jeszcze bardziej efekt pracy autorów. Niektórzy krytykują film za dość banalną fabułę jednak to nie fabuła jest tu siłą przyciągającą do produkcji. A i sam nie uznam jej za specjalnie prostą. Jest nieskomplikowana, opiera się trochę na kinie drogi, nadużywa retrospekcji (zrealizowanych  genialnie) i generalnie mamy do czynienia z odkrywaniem tajemnicy bohaterów. Nie należy jednak patrzeć na ten film przez pryzmat tylko fabuły filmu o aspołecznej, dyskryminowanej i szczutej postaci malarza. Ten film to przede wszystkim obraz. Wrażenia estetyczne jakie płyną z obcowania z dziełem Kobieli i Welchmana powodują wręcz orgazm przez oczy. Nie każdy ma jednakową wrażliwość wizualną wiec może odebrać ten film inaczej. Tym niemniej nie wolno przejść obok Twojego Vincenta obojętnie. Jest to jeden z tych kilkunastu filmów, które trzeba w życiu zobaczyć. 





niedziela, 2 kwietnia 2017

Cyborgi i ludzie

Ghost in the Shell
USA 2017
reż. Rupert Sanders
gatunek: sci-fi, akcja
zdjęcia: Jess Hall
muzyka: Clint Mansell

Byłem ciekawy tego filmu, który jest amerykańskim remakiem chińskiej bajki o tym samym tytule. Ogólnie, gdy słyszę stwierdzenia, takie jak amerykański remake i chińska bajka, to staram się to omijać. Tutaj jednak nie dość, że udałem się na premierę, to wcześniej obejrzałem japoński oryginał. 


Major (Scarlett Johansson) jest posiadającym ludzki mózg cyborgiem, który pracuje w parze z Batou (Pilou Asbæk) w policyjnej sekcji pod dowództwem Aramakiego (Takeshi Kitano). Podczas polowania na niebezpiecznego hakera Kuze (Michael Pitt) zaczyna zastanawiać się nad swą tożsamością...


Nigdy nie byłem psychofanem oryginału, który zresztą obejrzałem 22 lata po jego premierze, więc nijak nie podszedłem do tego filmu sentymentalnie, ani nie uważałem aktorskiej wersji tej produkcji jako szarganie pewnej świętości. Po prostu uważałem, że co najwyżej powstanie kolejny słaby film, jakich wiele. Na szczęście okazało się, że wcale nie było tak źle i znalazłem w obrazie Sandersa kilka solidnych plusów. Począwszy od obsady, gdzie mamy wciąż piękną Johansson, która z racji tego, że poświęciła karierę na granie w mało ambitnych filmach ma duże doświadczenie w podobnych rolach, do tego niezła rola Asbæk, nieoczekiwany występ Kitano (który porozumiewał się w języku japońskim,w sumie w świecie przyszłości każdy mógł dysponować jakimś wszczepionym w mózg translatorem więc czemu nie, lepiej tak, niż jakby miał być zdubbingowany przez jakiegoś Jankesa), a do tego pamiętany za świetną rolę w Zakazanym Imperium Pitt czy Juliette Binoche. Naprawdę obsada dała radę. Drugie co mi się spodobało to sam świat przyszłości. Ultranowoczesne miasto zostało pokazane naprawdę dobrze. Wielki moloch, wypełniony robotami, cyborgami i inną techniką,ładnie pokazany i nakręcony. Chciałoby się zwiedzić jeszcze więcej miejsc tego świata. Sam wątek egzystencjalny bohaterki oceniam zaś stosunkowo słabo i szkoda, że poświęcono mu aż tak wiele miejsca. Także jestem na nie słysząc muzykę filmu - tylko początek i napisy końcowe nawiązywały do świetnej muzyki oryginału, reszta zaś to już standardowe dźwięki hollywoodzkich blockbusterów. Szkoda. Jednak generalnie nie jest źle, seans leci szybko, a kilka rzeczy naprawdę można uznać za udane. Solidna, rzemieślnicza robota.





piątek, 19 września 2014

Seks, dragi i komenda policji

Brud (Filth)
Wlk. Brytania 2013
reż. Jon S. Baird
gatunek: dramat, komedia
zdjęcia: Matthew Jensen
muzyka: Clint Mansell

W tym będącym mieszanką różnych stylów filmie poznajemy życie pracowników edynburskiej komendy policji, którzy to muszą wytropić zabójcę pewnego Azjaty, a przy okazji ubiegają się o awans w policyjnej hierarchii. Pracujący na komendzie to mieszanina pijaków, narkomanów i seksoholików, przeważnie o niezbyt szerokich horyzontach myślowych.

Głównym bohaterem jest tutaj Bruce Robertson, grany przez znanego z Ostatniego króla Szkocji i Penelope James McAvoy. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że nie jest to kryształowy bohater. Mamy tu wszak do czynienia z socjopatą, na którego życie składa się alkoholizowanie się, narkomania, seks (z prostytutkami lub żonami kolegów) i onanizm. Do tego wszystkiego z każdą sceną w filmie widoczne będą problemy psychiczne bohatera. Jako, że ubiega się o awans będzie robił wszystko, by pokrzyżować szyki kolegom aspirującym na to stanowisko. A jego pokraczna natura nie pozwala na stosowanie półśrodków. 


Czas akcji produkcji został osadzony w okresie około bożonarodzeniowym, z czego reżyser sprytnie korzysta pokazując kilka wątków związanych z tym czasem. 
Cały półtoragodzinny film to szalona droga bohatera, w której poprzez narkotyki, seks i alkohol prowadzi go wprost do samej czeluści piekła. Mimo, że bohaterowie to policjanci mający rozwiązać zagadkę zabójstwa, a spora część akcji dzieje się na komendzie to jednak sama sprawa kryminalna znajduje się tu na marginesie. Film to popis gry aktorskiej McAvoya, dla którego warto obejrzeć tę produkcję.
Ciężko ocenić Filth, ani jako dramat, gdyż nie jest wystarczająco dramatyczny, ani też jako komedia, gdyż scen stricte zabawnych też zbyt wiele nie ma. Jednak jeśli lubi się brytyjskie kino, filmy lekko surrealistyczne oraz McAvoya to pozycja obowiązkowa!