Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A. Farhadi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A. Farhadi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 marca 2017

Sprzedawca

Klient (Forushande)
Iran, Francja 2016
reż. Asghar Farhadi
gatunek: dramat
zdjęcia: Hossein Jafarian
muzyka: Sattar Oraki

Film ten otrzymał tegorocznego Oscara. Wielu, choć nie widziało wówczas (i pewnie nie nadrobiło tego do tej pory) z góry uznało, że to decyzja stricte polityczna, która ma utrzeć w jakimś stopniu nosa Donaldowi Trumpowi (którego to, kto akurat dostanie Oscara zapewne obchodzi mniej niż ulokowanie geopolityczne Burkina Faso).  Wszak przecież w tym roku był też Toni Erdmann oraz  Elle. A tu jednak dostało się Farhadiemu. I moim zdaniem zasłużenie. A dlaczego? O tym krótko poniżej. 


Małżeństwo aktorów: Emad (Shahab Hosseini) i Rana (Taraneh Alidoosti) muszą opuścić swoje mieszkanie, gdyż budynkowi, który zamieszkiwali grozi zawaleniem. Z pomocą przychodzi im współpracownik z teatru, w którym razem pracują, Babak (Babak Karimi): mężczyzna oferuje im zamieszkanie w mieszkaniu, które dotychczas wynajmował kobiecie, która do tej pory nie odebrała swoich rzeczy. Wkrótce okazuje się, że w mieszkaniu wcześniej mieszkała prostytutka, a co gorsze Rana zostaje napadnięta w nowym mieszkaniu przez jednego z jej klientów...


Na pewno polityczny wymiar decyzji o przyznaniu temu filmu Oscara był jakimś elementem składowym sukcesu tej produkcji, jednak nie głównym i na pewno nie jednym. Farhadi zrobił film, który po prostu może spodobać się Amerykanom. Bohaterowie Klienta grają w teatrze i sceny z garderoby, prób i przedstawień to całkiem duża część filmu. W USA lubi się filmy o świecie filmu, teatru, aktorstwa więc to na pewno też działało na plus. Co więcej teatr bohaterów wystawia klasyczną amerykańską sztukę, czyli Śmierć komiwojażera Arthura Millera - za to na pewno można zaplusować. Poza tym za filmem stało wcześniej wiele prestiżowych nagród, z tymi z Cannes na czele. I chyba najważniejsze - to naprawdę po prostu, bez żadnych podtekstów jest bardzo dobry film - aktorsko, fabularnie i zdjęciowo. Jest to film bardzo w stylu Farhadiego - intryga, która zaczyna się niczym z mokrego snu Hitchcock'a, od trzęsienia ziemi. I to realnego. Potem zaś problemy zaczynają stopniowo narastać wokół bohaterów, którzy wikłają się w coraz to nowe życiowe kłopoty, z których nie ma dobrego wyjścia. Niemal żywcem uwspółcześniona antyczna tragedia podlana irańskim sosem. Jednak jeśli ktoś nie lubi stylu reżysera i nie przypadły mu w ogóle poprzednie filmy tego twórcy raczej też i tutaj może się zawieść - to jednak przecież w dalszym ciągu stylistycznie to samo, lecz ze zmodyfikowaną historią. Sam nie mogę zaś znaleźć minusów tej produkcji, to naprawdę kawał mocnego, równego przez cały czas i trzymającego wciąż w napięciu filmu z najwyższej półki. Bardzo cieszy fakt, że na jednym z trzech przedpremierowych seansów zastałem pełną salę kinową. To znaczy, że jest zapotrzebowanie na takie filmy - wymagające ale także dużo dające od siebie. A przy okazji pokazuje też, że w naszym kraju ludzie nie zamykają się na film z islamskiego (szyickiego - są wrogiem ISIS) kręgu kulturowego. Naprawdę warto zobaczyć tę historię. Polecam. 












niedziela, 19 lutego 2017

Powrót

Przeszłość (Le passé)
Francja, Iran, Włochy 2013
reż. Asghar Farhadi
gatunek: dramat
zdjęcia: Mahmoud Kalari
muzyka: Evgueni Galperine

Irański reżyser Asghar Farhadi stał się w ostatnim czasie obiektem pewnego zainteresowania ze strony branży filmowej, ale i nie tylko. Wszystko to za sprawą dekretu Donalda Trumpa, który to nie pozwoli wjechać Farhadiemu do USA na ceremonię rozdania Oscarów, gdzie o statuetkę walczyć będzie jego najnowszy film. Co prawda laureat najcenniejszej filmowej nagrody za Rozstanie raczej zagrożeniem terrorystycznym jest niewielkim to postanowiłem obejrzeć powstały przy koprodukcyjnej pomocy Francji i Włoch jego francuskojęzyczny film, gdyż talent do kręcenia to on ma na pewno. 


Ahmad (Ali Mosaffa) po kilku latach nieobecności przybywa do Francji z Iranu, by dopełnić formalności i podpisać papiery rozwodowe ze swą atrakcyjną żoną Marie (Bérénice Bejo). Na miejscu spotyka nie tylko żonę oraz jej dzieci (m.in. Pauline Burlet) z poprzednich związków, ale mieszkającego z kobietą dużo młodszego od niej Samira (Tahar Rahim) i jego syna.


Wspomniane Oscarowe Rozstanie to bez wątpienia magnum opus irańskiego reżysera, który choć wciąż nie jest starym reżyserem nie nakręci zapewne nic ponad ten film, który to jest moim zdaniem jednym z najważniejszych filmów drugiej dekady wieku. Jednak Farhadi na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa (o czym obecnie świadczy oczekiwany przeze mnie jego najnowszy film Klient), co pokazuje opisywany właśnie film, który nakręcony został we Francji przy pomocy znanych i cenionych na świecie tamtejszych topowych aktorów. Po raz kolejny Farhadi wprowadza kamerę do domu zwykłych ludzi i raz jeszcze serwuje nam wiwisekcję relacji pomiędzy domownikami. Niby nie oglądamy w filmie nic wielkiego, jednak z każdym zdaniem i każdą wprowadzaną postacią zarysowują się konflikty, a atmosfera się zagęszcza z czasem zmieniając się z dramatu obyczajowego w thriller (obyczajowy). Irańczyk stawia na sprawdzone przez siebie schematy, jednak w jego wykonaniu zapewne dobrze wypadłoby nakręcenie filmu o obieraniu cebuli. Oprócz dobrej realizacji i pracy kamery w zamkniętych pomieszczeniach największe brawa należą się aktorom. Zarówno mało znany Mosaffa, jak i Rahim dobrze wypadają w rolach męskich. Jednak to Bejo kradnie im całe show zawłaszczając swą aurą każdą scenę, w której się pojawia. Oglądać ją to czysta przyjemność i to nie tylko z wizualnego punktu widzenia. Minusem może być za to jednak cała historia (choć może nie intryga). Nie jest to taki ciężar gatunkowy, jak przytaczanego często Rozstania. Chociaż jak przy każdym wartościowym filmie dostajemy produkcję skłaniającą do myślenia, a to się chwali. Warto, jednak nie jako pierwszy oglądany film autorstwa tego reżysera.


niedziela, 13 listopada 2016

W matni

Rozstanie (Jodaeiye Nader az Simin)
Iran 2011
reż. Asghar Farhadi
gatunek: dramat


Lubię oglądać filmy z różnych odległych, egzotycznych dla nas miejsc świata. Dzięki produkcjom z dalekich zarówno geograficznie, jak i kulturowo miejsc można w znaczny oraz przystępny sposób przybliżyć sobie wiedzę o odmiennym od naszego miejscu. Także cieszę się, że właśnie miałem po raz pierwszy okazję obejrzeć film z Iranu. I to nie byle jaki,  bo zdobywcę między innymi Oscara, Złotych Globów i Berlinale.


Simin (Leila Hatami) po latach małżeństwa postanawia się rozwieść z mężem, Naaderem (Peyman Moaadi), który to nie chce wraz z nią wyjechać z kraju. W tej sytuacji Naader musi poszukać kogoś, kto będzie zajmować się jego chorym na Alzheimera ojcem, gdy sam jest w pracy. Wybór pada na Razieh (Sareh Bayat), której mąż (Shahab Hosseini) nie wie, że ta podjęła pracę...


Jak na nasze, europejskie warunki Iran może wydawać się krajem strasznie konserwatywnym (i jeszcze ta Islamska Rewolucja z lat 70.), jednak w islamskim kręgu kulturowym mimo wielu restrykcji jest to kraj liberalny, nawet dla kobiet. Rządzący tam szyici są o wiele bardziej wyrozumiali, niż wahabicka Arabia Saudyjska (gdzie kobiety właśnie walczą o prawo do prawa jazdy...na rower, a jest to raczej walka skazana na porażkę). W Iranie 60% studentów to kobiety, co stanowi pierwsze miejsce na świecie pod tym względem. Więc mimo dziwnych dla europejczyków zasad ubierania nie jest tam tak źle, a kobiety mogą sobie nawet pozwolić na rozwód, który jest punktem startowym tej pogmatwanej historii. Bo samo rozstanie w tym filmie jest tylko przyczynkiem do wielu kolejnych wydarzeń i trudnych sytuacji i wyborów, przed którymi staną bohaterowie. Bohaterowie będący, co ważne prawdziwymi ludźmi z krwi i kości, a nie tylko sztucznymi, papierowymi postaciami wymyślonymi na potrzebę filmu. Naprawdę jak mało kiedy zżyłem się zarówno z Naaderem, z Simin, jak i z osobą, która może na ich początkowej decyzji stracić najwięcej, czyli z ich córką portretowaną przez córkę reżysera, Sarinę Farhadi. Trochę zdziwiło mnie obsadzenie do roli 11 latki niemal dwudziestoletniej dziewczyny, ale to chyba jedyna sprawa w filmie, która mi się nie spodobała. W konflikcie pomiędzy rodzicami jej postaci poznając ich racje naprawdę ciężko wskazać mi mojego faworyta. Polubiłem i jedną i drugą postać. Jednak fabuła jest tak skonstruowana, że sama separacja małżeństwa schodzi często na drugi plan. Wszystko to za sprawą kolejnej pary - Razieh i Hodjat wprowadzają kolejną plątaninę trudnych spraw i problemów bohaterów. Nie wolno też zapomnieć o świetnie zagranej roli niedołężnego ojca głównego bohatera, którego kreacja nie raz zagra widzom na emocjach.
Dostajemy ciężki, pozbawiony fajerwerków film z kraju na pozór egzotycznego, jednak serwującego nam historię uniwersalną. Taką, która mogłaby, przy zamienieniu scenografii i kilku detali przydarzyć się w każdym miejscu na świecie. Wielu krytyków uznało ten film, za najważniejszy w chwili powstania obraz XXI wieku. Nie widziałem jeszcze wielu wartościowych filmów z tego okresu, więc na pewno nie wydam w tej sprawie żadnej opinii, jednak wiem, że o opisywanym właśnie filmie nie przyjdzie mi prędko zapomnieć. Pozycja obowiązkowa dla fanów dojrzałego kina.