Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Bacon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Bacon. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2017

Historie miłosne

Kocha, lubi, szanuje (Crazy, Stupid, Love.)
USA 2011
reż. Glenn Ficarra, John Requa
gatunek: dramat, komedia
zdjęcia: Andrew Dunn
muzyka: Christophe Beck

Przed kilkoma dniami obejrzałem (i zachwyciłem się nim) zdobywający serca widzów i krytyków La La Land. W głównych rolach wystąpili tam Emma Stone i Ryan Gosling, którzy moim zdaniem dobrze dopasowali się na ekranie i czuć było pomiędzy ich postaciami naturalną chemię (o ile chemia może być naturalna). Także chciałem zobaczyć jakiś inny film z ich wspólnym udziałem. Okazało się, że są jeszcze dwie takie produkcje. I to jest jedna z nich. 


Trwające ponad dwie dekady małżeństwo Cala (Steve Carell) i Emily (Julianne Moore) ulega rozpadowi, gdy kobieta mówi mu, że zdradza go ze współpracownikiem, Davidem Lindhagenem (Kevin Bacon). Cal zmuszony jest do wyprowadzki, zaś wolny czas zaczyna spędzać w barze, żaląc się wszystkim napotkanym na Davida Lindhagena. Tam zauważa go lokalny zdobywca damskich serc, Jacob (Ryan Gosling), który zaczyna pomagać mu w uwodzeniu barowych kobiet. Sam Jacob może poszczycić się w tym niemal 100% skutecznością - nie udało mu się jednak poderwać Hanny (Emma Stone). 


Mamy tutaj do czynienia z filmem, który jest w pewnej mierze dramatem, jednak nie uświadczymy tutaj zbyt dużo dramatycznych scen, a nawet jeśli już jakaś spróbuje się po cichu przemknąć od razu zostanie do niej doprawiona komediowa pointa. Jest to też przez znaczny czas trwania filmu komedia, która to posiada podwójną naturę - przeplata się tu lekka opowieść o życiu, miłości, zakochaniu z doskonale opanowaną w Ameryce tak zwaną głupią komedią, której odkąd skończyłem gimnazjum po prostu nie lubię. Także jest to taka gatunkowa przeplatanka, gdzie raz jest niby poważnie, raz lekko, a raz żenująco (choć w zamyśle twórców wtedy ma być najśmieszniej, dobrze, że zrezygnowali z podkładania śmiechu z offu). 
Postaci zarówno główne, jak i drugoplanowe (syn bohatera, jego niania, David Lindhagen) są sympatyczne i całkiem dobrze odegrane (może z wyjątkiem syna Cala i Emily). Choć jak lubię ogólnie Goslinga to w tej roli niezbyt mi dopasował i z wszystkich pierwszoplanowych postaci ta jego była najmniej wyrazista. 
Sama fabuła nie licząc jednego znaczącego twistu fabularnego w drugiej części filmu jest z gatunku tych bardziej przewidywalnych. Jak oglądało się wcześniej podobne filmy można z doświadczenia spodziewać się dalszych losów śledzonej historii i zazwyczaj trudno się pomylić. Także końcowe moralizowane zakończenie i patetyczne przemowy bohaterów są zgodne z najgorszą, patetyczną wykładnią amerykańskiego kina - można byłoby tego uniknąć. Jednak jako kolejny lekki film do szybkiego pochłonięcia w weekend i jeszcze szybszego zapomnienia (po weekendzie)  nadaje się w sam raz. Taki typowy średniak, który ani nie grzeje, ani nie ziębi.




środa, 20 stycznia 2016

Dzieci, radiowóz i zły szeryf

Cop Car
USA 2015
reż. Jon Watts
gatunek: thriller

Co jakiś czas udaje mi się obejrzeć filmy, których próżno szukać na polskim rynku wydawniczym. Pomijane przez kina zarówno multipleksowe, jak i studyjne i później nie wydawane nawet w edycji DVD giną w mroku zapomnienia. Czasem słusznie, czasem nie jednak uważam, że wiele z pozycji, które przeszły bez echa nadawałyby się do pokazania o wiele bardziej, niż niektóre filmy, które na ekranie zobaczyć można, choć niekonieczne warto. Ten jest jednym z nich. 


Dwaj dziesięcioletni chłopcy (James Freedson - Jackson i  Hays Wellford) uciekli z domów i błąkają się bez celu po prowincjonalnym pustkowiu. W pewnym momencie znajdują w przydrożnym lasku pozostawiony bez opieki policyjny radiowóz. Po chwili wahania postanawiają nim odjechać. Nie wiedzą jednak, że właścicielem auta jest zakopujący właśnie czyjeś zwłoki niezbyt prawy szeryf (Kevin Bacon), który będzie chciał odzyskać swą własność. Chłopcy nie zdają sobie też sprawy z tego, że w bagażniku samochodu znajduje się pobity mężczyzna (Shea Whigham).


Fabuła filmu jest raczej prosta i dość przewidywalna jednak wcale nie oznacza to, że widz będzie się musiał nudzić przy seansie. Fakt, że produkcja ta trwa niecałe 90 minut sprawia, że w sumie ciągle coś się dzieje i nawet niespieszna początkowo akcja w pewnym momencie się rozwinie. Chociaż cały film raczej toczy się w wolniejszym tempie i nie ma tu zbyt wielu chwil na super szybką akcję to film ogląda się płynnie i niemęcząco.
Oglądanie poczynań dwóch młodych chłopców szybko porównałem siebie w ich wieku i doszedłem do wniosku, że wraz z kolegami mieliśmy wiele podobnych odzywek i zainteresowań, jak oni. Odczucie, że ludzie na niemal całym świecie mogą mieć podobne tematy okazało się dodatkowym plusem produkcji.
Nieźle ogląda się Kevina Bacona w roli złego policjanta. Z tym aktorem jest pewien problem, gdyż ogólnie jest to postać znana i rozpoznawalna choćby z nazwiska, jednak jest to też osoba, która nigdy nie weszła do aktorskiej pierwszej ligi. Może więc znalezienie takiej niszy w kinie niezależnym to dla niego dobre rozwiązanie? W filmie tym jego rywalem będzie znany z roli w Zakazanym imperium Whigham, który bardzo dobrze poradził sobie w swoich aktorskich obowiązkach. 
Ogólnie ciężko stwierdzić tutaj film będący wyznacznikiem dla innych produkcji, pozycję którą warto obejrzeć żeby czegoś ważnego nie straszyć etc. Jednak nie jest to film zły i w wielu elementach potrafi się obronić. Przygody dwóch chłopców, auta, złego gliny i łotra na amerykańskim zadupiu po prostu dobrze się ogląda. Jeśli tak ma wyglądać amerykańskie kino niezależne to chętnie obejrzę więcej tego typu w żadnym razie nie wybitnych, ale solidnych produkcji.