Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Giallini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Giallini. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2017

Ostatnia wieczerza

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (Perfetti sconosciuti)
Włochy 2016
reż. Paolo Genovese
gatunek: komedia, dramat

Plakat mający zachęcić polskich widzów do wybrania się na ten film do kina wyraźnie mówi, że mamy do czynienia z najlepszą produkcją kinową roku we Włoszech. To jedyny powstały w 2016 roku film z tego kraju, który do tej pory obejrzałem więc trudno mi na ten temat spekulować, jednak jeśli okazjonalnie oglądam włoskie filmy z ostatnich kilku lat muszę stwierdzić, że tamtejsze kino ma obecnie bardzo wiele do zaoferowania. Więc jeśli coś reklamuje się jako najlepsze to nie wypada nie zobaczyć. I ocenić.


Do mieszkania Rocco (Marco Giallini) i Evy (Kasia Smutniak) przybywają zaproszeni na kolację goście, przyjaciele mężczyzny wraz z partnerkami (Alba Rohrwacher, Valerio Mastandrea, Edoardo Leo, Anna Foglietta, Giuseppe Battiston). Dominuje familijna, kurtuazyjna atmosfera. Jednak, gdy pada propozycja upublicznienia wszystkich otrzymanych w czasie nadchodzącego wieczoru maili, esemesów i telefonów klimat zaczyna robić się coraz bardziej napięty...


Ogólnie pomysł posadzenia grupy ludzi w jednym pokoju i stworzenie z ich ciągłych rozmów pełnometrażowego filmu to potencjalny materiał na filmowe samobójstwo. Jednak jeśli zaprzęgnie się do pracy utalentowaną ekipę w postaci reżysera, scenarzysty, osoby odpowiedzialnej za zdjęcia oraz solidnych aktorów to historia kina pokazuje, że to może się udać. I tak jest w także w tym przypadku. Giallini sięga po sprawdzone środki, gdyż każdy, kto obejrzał w życiu już trochę filmów od razu wie, czym skończy się ujawnianie tajemnic w kręgu niemających przed sobą nic do ukrycia znajomych (i rodziny), jednak robi to w sposób zaskakująco świeży stawiając na najnowsze technologie jako narzędzia odkrywające ukrytą prawdę. Zaczęta niewinnie zabawa zaczyna przypominać festiwal prania brudów, które wychodzą z każdą nową wiadomością przychodzącą na telefon którejś z postaci. Każdy bohater kolacji jak się okaże ma coś na sumieniu, a ciężar gatunkowy win waha się od błahostki po wagę ciężką. Tak więc przyjaźnie i związki zostaną wystawione na niejedną próbę. Wszystko to zaś w konwencji komediodramatu, czasem więc jest śmiesznie, czasem natomiast trzeba skłonić się do refleksji. A pewien zabieg fabularny pod koniec filmu zostawi widza z dalszymi pytaniami na temat tego, co obejrzał do tej pory. Naprawdę dobry film ze słonecznej Italii, kolejny już zresztą w ostatnim czasie. Polecam!





niedziela, 4 września 2016

Synowi na ratunek

Jak Bóg da (Se Dio Vuole)
Włochy 2014
reż. Edoardo Maria Falcone
gatunek: komedia

Z okazji otwarcia w ten weekend nowej sali w lokalnym kinie studyjnym postanowiłem ją jak najszybciej odwiedzić i zobaczyć, jak ogląda się w niej filmy. Weekendowy repertuar przewidywał kilka filmów, które wyświetlane będą w tej sali. Jako że nie miałem ochoty na ckliwe melodramaty postanowiłem wybrać się (choć z pewnymi obawami, o czym więcej za chwilę) na europejską komedię. I oto kilka zdań o moich wrażeniach. 


Kardiochirurg Tomasso (Marco Giallini) prowadzi ustabilizowane życie wraz ze swoją żoną Carlą (Laura Morante), studiującym medycynę synem Andreą (Enrico Oetiker) i mieszkającą nieopodal córką Biancą (Ilaria Spada) oraz jej mężem (Edoardo Pesce). Zauważa jednak dziwne zachowanie syna. Gdy Andrea mówi, że ma zamiar coś zakomunikować rodzinie Tomasso zaczyna podejrzewać, że ten syn jest gejem. Prawda jest dla lekarza znacznie gorsza, gdyż...syn wyznaje, że chce zostać księdzem. Tomasso szybko odnajduje odpowiedzialnego za decyzję syna ojca Pietra (Alessandro Gassman).


Trochę bałem się tego filmu. Oczekiwałem po nim czegoś na wzór propagandowej serii Bóg nie umarł, którego nie mogłem dokończyć pod wpływem płynących tam treści. Czytając opis właśnie komentowanego filmu, gdzie zestawiało się ojca ateistę, syna dążącego zostać księdzem i jego mentora - szałowego ojczulka to jakoś od razu zapaliła mi się lampka z ostrzegawczym sygnałem - 'Uwaga, agitka'. Jednak poszedłem na ten film i obejrzałem...naprawdę fajną, europejską komedię, która nie moralizowała, nie wskazywała co jest dobre, a co złe oraz w lekki sposób doprowadzała w regularnych odstępach mnie i resztę sali do spontanicznego śmiechu z sytuacji i dialogów, które były ukazane w filmie. Szkoda, że w gatunku tego typu komedii już wszystko chyba wymyślono i film Falcone to po prostu zbiór kilku pierwszorzędnych komediowych pomysłów, jednak te wszystkie stereotypy wypadają tu nadzwyczaj dobrze. Dobrze wypada też sam przekaz, który nie mówi 'Jak nie będziesz z nami to pójdziesz do piekła', a raczej 'Nie ważne czy i w co wierzysz, bądź po prostu przyzwoitym człowiekiem'. To mnie kupiło. Także obserwowanie perypetii bohaterów filmu dostarcza wiele emocji, a krótki metraż filmu (niecałe 90 minut) sprawia, że ciągle coś się dzieje, nie ma czasu na nudę. Takie komedie lubię - jest dużo okazji do niewymuszonego uśmiechu, jest trochę czasu na refleksję, nie ma wpajania ideologii, a humor jest przystępny i lekki, bez masy znanych z amerykańskich filmów wulgarnych i ciągle powtarzających się (pseudo)żartów o seksie i pierdzeniu. Nie spodziewałem się tego po filmie, gdzie głównym bohaterem jest ksiądz ale to najlepsza komedia, jaką obejrzałem w tym roku. Więc co mogę powiedzieć? Idźcie i oglądajcie.