Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1982. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1982. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lutego 2016

Obcy są wśród nas

Coś (The Thing)USA 1982
reż. John Carpenter
gatunek: horror, sci-fi

Obecnie nie kręci się już takich horrorów jak kiedyś. Szczególnie podgatunek filmów grozy połączonych z science fiction jakoś ostatnimi latami (czy nawet dekadami) nie czuje się najlepiej. A przecież swego czasu były to najbardziej mrożące krew w żyłach produkcje. Trzy lata przed opisywanym filmem powstał przecież Obcy - 8. pasażer 'Nostromo', który do dzisiaj jest uznawany za jeden z najbardziej przerażających filmów. Po latach od pierwszego oglądania The Thing postanowiłem sobie odświeżyć tę produkcję i sprawdzić, jak wytrzymała próbę czasu. 


Do amerykańskiej bazy badawczej na Antarktydzie zmierza norweski śmigłowiec goniący psa. Zachowujący się dziwnie i agresywnie Norweg po dotarciu do bazy Amerykanów zostaje zastrzelony, natomiast pies trafia pod opiekę naukowców. Kilku z nich rusza do położonej nieopodal bazy Norwegów, którą zastaje zniszczoną. W ruinach natrafiają na szczątki istoty pozaziemskiej. Postanawiają zabrać je do swej bazy. Tymczasem przygarnięty pies przepoczwarza się w kosmitę...


Streszczone powyżej pierwsze kilkanaście minut fabuły filmu może nie powala na kolana swoją oryginalnością, jednak zaręczam, że przygody R.J. MacReady'ego (Kurt Russel) i spółki ogląda się całkiem dobrze. Sama fabuła niemal 35 lat temu, gdy powstawał film nie była wtedy całkiem oklepana, a nawet pewnie dość nowatorska. Jednak zapewne przeróżnych horrorów nie ogląda się tylko dla fabuły, ale dla efektów specjalnych czy tej gęstej atmosfery zaszczucia. Tutaj prawie tak, jak w wyżej wymienionym Obcym jest ona bardzo odczuwalna. Choć całość dzieje się na Ziemi, a nie jak tam w kosmosie to usytuowanie akcji na lodowym pustkowiu w czasie burzy śnieżnej i tak daje duże uczucie klaustrofobii. Także efekty specjalne mimo że dość groteskowe nie zestarzały się specjalnie przez te wszystkie lata i wypadają dość dobrze. Są odpowiednio szpetne i wykonane bardzo obrazowo. Mnie zamiast straszyć raczej rozbawiły, jednak dobrego wykonania odmówić im nie można, a zapewne są tacy, których to przerazi. Szkoda, że jest to kolejny film, w którym pozaziemska cywilizacja jest przedstawiona jako może i rozumny ale niezdolny do dialogu obskurny potwór, który chce tylko zabijać i przenosić się na resztę otoczenia. 
Film ma wiele luk fabularnych i jest mocno niespójny logicznie. Za dużo w nim zdarzeń, które nijak nie są wyjaśnione. Bohaterowie wiedzą na przykład coś, czego wiedzieć nie powinni i nijak nie wiadomo skąd, jak i dlaczego wiedzę tę posiadają. 
Ogólnie film ten po latach nie jest już tak silny jak jeszcze dekadę temu jednak ogląda się go z pewną ciekawością. Jeśli nie widziało się wcześniej tej produkcji to myślę, że warto. Może część ludzi skusi się na seans choćby ze wzglęu na stojącego za warstwą muzyczną Ennio Morricone. Mimo pewnych braków zainspirowało mnie to, żeby znów zainstalować Dead Space i przenieść się do dusznych, klaustrofobicznych korytarzy, by zmierzyć się z inwazją obcych. 







poniedziałek, 30 marca 2015

Czy androidy mają uczucia?



Łowca androidów (Blade Runner)
USA, Hongkong, Wielka Brytania 1982
reż. Ridley Scott
gatunek: Sci-Fi, thriller

Nadrabiając klasykowe zaległości tym razem przysiadłem nad osławionym Łowcą androidów. Oglądanie filmów fantastycznych, zarówno fantasy, jak i z obrębie fantastyki naukowej po raz pierwszy po ponad 30 latach od ich produkcji często bywa bolesne. Since fiction z lat 70. i 80. obecnie wygląda przeważnie dość mocno żenująco, a nowoczesny świat przyszłości (w tym niekiedy czasy nam obecnie teraźniejsze) wyglądają dość ubogo. Jak 33 lata po premierze prezentuje się więc film Ridleya Scotta?


Film przenosi nas do 2019 roku, w którym to ludzkość kolonizuje już inne planety, możliwe są swobodne podróże międzyplanetarne i inne tego typu atrakcje. Ludzkość posługuje się do wykonanywania najtrudniejszych robót androidami. Najbardziej zaawansowane z nich to tzw, replikanty o nazwie Nexus 6. Z czasem zdobywają one zdolność uczuć, więc aby nie stały się zbyt potężne mają one ograniczoną do czterech lat żywtoność. Po buncie tych istot na jednej z planet postanawia się o likwidacji replikantów. Za zadanie te są odpowiedzialni tzw. łowcy androidów. Jeden z nich, Rick Deckard musi zlokalizować i zlikwidować kilku przebywających w Los Angeles replikantów pod dowództwem Roya (Rutger Hauer).


Film oparty jest na opowiadaniu P. Dicka pt. Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Opisana przez niego w 1968 przyszłość (czyli prawie nasza teraźniejszość) wygląda dość ponuro. Ciemne, zatłoczone i pozbawione wręcz dostępu do Słońca miasto pełne służb porządkowych i andoridów nie wygląda zachęcająco. Ludzie korzystają z tak zaawansowanych środków transportu, jak latające samochody. Ogólnie zawsze śmieszyło mnie ukazywanie przyszłości w dawnych filmach sci-fi. Mamy wszędzie brzęczące urządzenia, migające różnokolorowe lampki i inne tego typu urządzenia. Jak dla mnie to nie symbol zaawansowanego postępu, a denerwującej głupotu. Czy kilkadziesiąt lat temu uważano, że nanotechnologia musi się kiczowato świecić i wydawać hałasy rodem z Atari? Do tego nieodłączne superkomputery przypominające telegazetę...
Sama fabuła przez większosć uważana chyba za bardzo dobrą nie zrobiła na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Mamy tu do czynienia z jednym z kardynalnych pytań stawianych przez ten nurt gatunkowy. Czy roboty mogą odczuwać ludzkie odczucia i co stanowi istostę cżłowieczeństwa. Zapewne 30 lat temu, czy niemal pół wieku wstecz, gdy powstawało opowiadanie te pytania wydawały się innowacyjne i na czasie, jednak po latach nie robi to zbyt wielkiego wrażenia, widziało i czytało się tego  typu rzeczy zbyt wiele razy. Mimo, że lubię fantastykę to fabuła filmu nie przykuła mnie do ekranu. Przez te dwie godziny często się nudziłem musząc szukać innych atrakcji wokół mnie, niż te które (nie)dochodziły z pseudofutrystycznego Los Angeles. 
Fani fantastyki, jeśli jakimś cudem jeszcze nie oglądali filmu Scotta może znajdą coś dla siebie. Dla innych raczej nie polecam.